Reklama

Spełniony sen reżysera

Spełniony sen reżysera

14.04.2018
Czyta się kilka minut
ZMARŁ MILOŠ FORMAN (1932 – 2018) | Kiedy umiera jeden z gigantów, często przeglądając jego dorobek zdumiewamy się, jak skromny bywa on liczebnie w porównaniu z siłą jego oddziaływania.
Miloš Forman, 2006 r. / Fot. Warner Bros/Courtesy Everett Collection/ EASTNEWS
Miloš Forman, 2006 r. / Fot. Warner Bros/Courtesy Everett Collection/ EASTNEWS
W

W historii kina tylko niewielu filmowców potrafiło z powodzeniem reżyserować samych siebie. Nieść na dłoni domek z kart, a do tego umieć wchodzić w rolę i wychodzić z niej” – pisał Miloš Forman w swoich wspomnieniach „Moje dwa światy”. Lecz choć miał tu na myśli swój problem z aktorstwem (grał m.in. w „Zgadze” Mike`a Nicholsa i „Zakazanym owocu” Edwarda Nortona, ale nigdy we własnych filmach), tę umiejętność „reżyserowania samego siebie” można spokojnie przypisać twórcy „Amadeusza” w znacznie szerszym wymiarze. Jego biografia uchodzi bowiem za spełnienie snu wschodnioeuropejskiego reżysera o światowej karierze. 

 Kiedy umiera jeden z gigantów, często przeglądając jego dorobek zdumiewamy się, jak skromny bywa on liczebnie w porównaniu z siłą jego oddziaływania. Czechosłowacko-amerykańska filmografia Formana zawiera zaledwie dwadzieścia tytułów, z czego nieco więcej niż połowa to pełnometrażowe filmy fabularne. Układają się za to w znaczącą drabinkę: od skromnych czarno-białych filmów z udziałem naturszczyków nakręconych w latach 60.: „Czarny Piotruś”, „Miłość blondynki”, „Pali się, moja panno”, które współtworzyły jeden z najważniejszych nurtów w historii europejskiego kina zwany czeską nową falą, aż po wysokobudżetowe produkcje z udziałem gwiazd, logotypami wielkich hollywoodzkich studiów i Oscarami na koncie, by wymienić tylko najważniejszy z nich, czyli „Lot nad kukułczym gniazdem” (1975). W tym ostatnim filmie imigrant z komunistycznego domu wariatów dostrzegał w amerykańskim systemie opartym na wolności i demokracji znajome ściany zakładu zamkniętego.


Bartosz Staszczyszyn: Był bodaj najzdolniejszym twórcą Nowej Fali, która w latach 60. przetoczyła się przez kraj naszych południowych sąsiadów >>>


Była to bowiem twórczość niezwykle spójna, choć rozpięta nie tylko na dwóch kontynentach, ale także osadzona w dwóch różnych kulturach i w dwóch różnych systemach kinematograficznych. Z komunistycznego reżymu, który roztaczał opiekuńczy parasol nad „najważniejszą ze sztuk”, a zarazem reglamentował jej wolność ekspresji, u progu symbolicznego i wieloznacznego roku 1968 Forman przeskoczył wprost do „fabryki snów”, otwierającej przed reżyserem zza żelaznej kurtyny zarówno swoje wielkie możliwości, jak i odsłaniającej z czasem własne ograniczenia. „Przekonałem się, że w Ameryce kafkowska atmosfera kwitnąć może z równym powodzeniem jak w komunistycznej biurokracji” – wspominał po latach emigrant z Pragi, zmagający się z etykietką „hollywoodzkiego komucha”. Jego anarchistyczny duch znajdował za oceanem kolejne barwne wcielenia: w zbuntowanych nastolatkach z „Odlotu” (1971), w hipisach z musicalu „Hair” (1979), w walczącym z rasizmem jazzmanie w „Ragtime” (1981), ale także w namaszczonym przez Boga geniuszu, jakim był Mozart w „Amadeuszu” (1984) i szalony hiszpański malarz w „Duchach Goi” (2006). Przewrotnym orędownikiem wolności stawał się u Formana XVIII-wieczny libertyn („Valmont, 1989), wydawca pornograficznego magazynu („Skandalista Larry Flynt”, 1996) i „dadaistyczny komik” Andy Kaufman („Człowiek z księżyca”, 1999). W filmowych portretach czeski reżyser szukał nie tyle znanej twarzy czy wyrazistej biografii, co nośnych metafor. A może też okruchów samego siebie – twórcy wyniesionego na same szczyty, choć jednak nie do końca spełnionego. 

W ostatnich dekadach kręcił filmy sporadycznie, nie zdążywszy zrealizować wielu spośród swych ambitnych przedsięwzięć. Inwazja na Czechosłowację przerwała mu niegdyś pracę nad adaptacją prozy Josefa Škvorecký`ego. Forman, którego rodzice zginęli w obozach koncentracyjnych, miał wówczas szansę zmierzyć się z tematem niemieckiej okupacji. Po latach nie doszła także do skutku ekranizacja „Żaru” Sándora Máraia, w którym zagrać mieli Sean Connery, Klaus Maria Brandauer i Winona Ryder, zaś scenariusz był dziełem Jean-Claude`a Carrière`a, współpracującego niegdyś m.in. z Buñuelem. W planach był również francuski film o Układzie Monachijskim, którego współscenarzystą był sam Vaclav Havel. Nigdy też twórca „Miłości blondynki” nie powrócił na grunt kina czeskiego, które po półwieczu ciągle czerpie z rodzimej „nowej fali”, z osławionego języka ciepłej satyry – i nawet rzec by można, że nie może się spod tego wpływu wyzwolić. Artystyczna droga, jaką przeszedł Forman, dowodzi czegoś przeciwnego: że czasem warto zaczynać wszystko od zera. I w każdych warunkach przyglądać się podejrzliwie słowu „wolność”. 

Autor artykułu

Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do „Kina" i miesięcznika psychologicznego „Charaktery". Jest współautorką takich publikacji, jak: „Panorama kina najnowszego", „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]