Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Religijne bystrzaki

Religijne bystrzaki

06.08.2018
Czyta się kilka minut
Podczas przemówienia w jezuickim centrum duszpasterskim w Edynburgu dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego Guy Consolmagno SJ powiedział:
M

Moimi najważniejszymi słuchaczami, kiedy jeżdżę po świecie z wykładami, są katolicy, którzy boją się nauki albo ostatni raz mieli z nią do czynienia w szkole. Teraz słyszą wokół siebie zbyt wiele głosów, które chcą wyrugować religię uważając, że nauka im w tym pomoże”. I dodał: „Katolicy nie powinni bać się nauki, wręcz przeciwnie: powinni się na nią otwierać – nie pozwólcie ateistom jej wam wykraść”, bo to „religia wynalazła naukę, nasze uniwersytety wynalazły naukę uważając, że zajmowanie się nią jest poznawaniem Boga”.

Jego apel nie jest oczywiście wezwaniem do nowej krucjaty czy zachętą do wszczęcia wojny kulturowej z rzecznikami „nowego ateizmu”, wręcz przeciwnie: jest przypomnieniem katolikom, że uprawianie nauki jest modlitwą i służbą Kościołowi oraz światu, a także ich historycznym wkładem w rozwój kultury. Jezuicki astronom przypomniał, że jednym z trzech największych fizyków, oprócz Einsteina oraz Newtona, był znany z pobożności Szkot James Clerk-Maxwell, a jedna z najbardziej renomowanych uczonych na Wyspach, badaczka meteorytów Monica Grady, jest katoliczką. Bycie dobrym katolikiem nie oznacza bycia wrogiem nauki, tylko jej pasjonatem, i nie ma powodów, aby wybierać między religią a rozumem. ©℗

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Jezuita, teolog, psychoterapeuta, publicysta, doktor psychologii. Prorektor Akademii „Ignatianum” w Krakowie, gdzie jest także adiunktem w Instytucie Psychologii. Członek redakcji „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Chciałbym tylko przypomnieć, że z trzech fizyków wymienionych jako najwięksi w historii nauki tylko Einstein nie był religijny w zwykłym sensie tego słowa. Sam się deklarował jako "religijny niewierzący", panteista w duchu spinozjańskim itp. Newton natomiast był z przekonania chrześcijaninem (chociaż z pewnością nie ortodoksyjnym, raczej bliskim unitarianizmowi) i teologiem, który studiowaniu Biblii poświęcał niemal tyle czasu, co fizyce. W obu dziedzinach posługiwał się matematyką, wyliczając m.in. daty wydarzeń eschatologicznych. Koniec świata przewidział na 2016 rok, co, jak już wiemy, nie może być całkiem ścisłe, ale może jakiś teologiczny Einstein skoryguje i to newtonowskie przybliżenie ;)

„Jezuicki astronom przypomniał” Astronomia w wykonaniu kapłanów jednoznacznie kojarzy mi się z wróżbiarstwem. Nie chcę wymieniać ile dziedzin aktywności ludzkiej uznaję się za naukowe, jednak z procesami nauki nic wspólnego nie mają. „ bo to „religia wynalazła naukę, nasze uniwersytety wynalazły naukę” - czyżby. Religia owszem, ma ogromny wpływ na dociekania i aktywność ludzką, rzadko jednak jest motorem postępu i promuje otwartość umysłu jednostki. Ja bym ją wręcz sklasyfikował jako mechanizm hamujący postęp. Pisząc nasze uniwersytety, miał na myśli pewnie te jezuickie, czy były one postępowe? Cóż, innych nie było, ot monopol taki mieliśmy bardzo długo. Był czas świetności świata arabskiego, gdy u nas panowały mroki średniowiecza, tam kwitła wiedza, nauka i tolerancja. Wszystko to też zabiła religia. Może jest takie miejsce na ziemi, gdzie religia jest motorem napędowym nauki, u nas raczej krzewi zabobon i ciemnotę. Być może Jezuici są lepiej wykształceni od innych stanów duchownych, ale dziś kapłan wcale nie jest postrzegany jako człowiek światły i dobrze wykształcony, o otwartym umyśle, nawet na wsi. Jeśli już wracać myślą do uczonych katolickich, to bardziej na miejscu byłby Kopernik i Galileusz. Pierwszy na łożu śmierci wyrzekł się swych odkryć, a z drugim wszyscy wiemy jak postąpiono. Jest całe morze katolickich uczonych, których wykończył system. Oczywiście, nie ma powodu aby identyfikować katolika jako ciemniaka, ale korzystających z rozumu w sposób mądry, wcale niema u nas tak wielu.

Astronomia nie "stała się wróżbiarstwem" (znaczy, zdegenerowała się?) w wykonaniu kapłanów, tylko została przez nich - jako pierwszą warstwę społeczną uwolnioną do intelektualnych zajęć od pracy fizycznej i wojaczki (to zdanie Arystotelesa) - stworzona od podstaw i wspaniale rozwinięta właśnie jako dyscyplina "pomocnicza" kultu religijnego i wróżbiarstwa. Mieć o to pretensje, to jak wyrażać żal, że Michał Anioł zmarnował talent na ozdabianiu kościołów, zamiast trzaskać murale o postępowej treści. Z arabską średniowieczną tolerancją bywało najróżniej, ale niewątpliwy swój rozwój i ekspansję kultura ta zawdzięcza islamowi, czyli jednak religii. A jeśli coś ją zatrzymało w rozwoju, to konflikt z jeszcze dynamiczniejszą cywilizacją Europy, której główny impuls do rywalizacji z Arabami dała... wola obrony własnej tożsamości religijnej. "Mroki Średniowiecza" to schemat z podręcznika dla podstawówek, który już w liceum rozwiewał się przy lekturze choćby Huizingi. Kopernik nie wyrzekł się swojej teorii. Nie miał powodu, bowiem "De Revolutionibus" znalazło się na indeksie 70 (!) lat po jego śmierci, długo po tym, jak potępił je np. Luter. Tu warto podkreślić, że kopernikański Wszechświat był w sumie wizją opartą w równej mierze na filozoficzno-religijnych spekulacjach, co na matematycznej interpretacji danych. Kopernik założył, że Wszechświat jest ograniczony, z gwiazdami na obrzeżu i Słońcem w środku, bo gdzieżby indziej Stwórca ustawił tę wyjątkową "lampę". Planety miały się też poruszać po idealnych okręgach, jako że trudno było sobie wyobrazić, by boski architekt sfuszerował ten szczegół. Jak wiemy, dopiero Kepler musiał wprowadzić trochę "niedoskonałości", by teoria zaczęła się w końcu zgadzać z obserwacjami, a Bruno (ten był naprawdę męczennikiem) otworzył nieskończone perspektywy nie dzięki naukowej metodzie, lecz znów kierując się mistyczną fantazją, która słusznie podpowiedziała mu pewne prawdy potwierdzone później przez naukę, ale w innych aspektach okazała się chybiona choć piękna (planeta naprawdę nie są gigantycznymi zwierzętami). Na koniec - jeśli mieli być fizycy, to nie Kopernik, który w fizyce nic nie wymyślił. Polegał, jak wszyscy w jego czasach, na całkowicie fantastycznej fizyce Arystotelesa, co było wielkim kłopotem zwolenników heliocentryzmu. Zasługą fromborskiego uczonego było co najwyżej to, że dał dobry pretekst do wymyślenia nowej fizyki, co zaczął Galileusz, a skończył Newton.

kościelnego propagandysty - po dziś dzień Jaśnieoświecone Ichekscelencje i ich teologiczni mentorzy, o wiejskich plebanach nawet nie wspominam, krzywią się i wzdrygają na wzmianki o Darwinie, DNA, Big Bangu czy teorii strun - i tylko nieliczna, marginalna wręcz grupa co bardziej odważnych profesorów w [fakt, często jezuickich] sutannach próbuje bezskutecznie łączyć ogień z wodą, rozum z wiarą, naukę z dogmatem i zabobonem - ale bez obaw, zabobon zawsze zwycięża w tym grajdole - kiedy jeden ustępuje przed rozumem, w jego miejsce wyrasta tuzin nowych

Z tą miłością do nauki polskiego duchowieństwa różnie bywa. I gdyby ojciec jezuita zaczął na tym ugorze pracować, to miałby co robić. Można zacząć od księgi genezis i wydobyć z niej to, co jest przenośnią, i jakie jest jej dla nas tej przenośni znaczenie. Jak rozumieć koncepcję grzechu pierworodnegom skoro ewy i Adama nie było?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]