Reklama

Pustelnia ojca Jana

Pustelnia ojca Jana

22.12.2015
Czyta się kilka minut
To był wulkan energii i pomysłów – tak mówią ludzie, którzy spotkali o. Górę. Mniej osób znało kontemplatywną stronę jego życia.
O. Jan Góra podczas konferencji zapowiadającej XVII Spotkanie Młodych Lednica 2000. Warszawa, 08.05.2013 r. / Fot. Adam Guz/REPORTER/EASTNEWS
P

Poniżej publikujemy świadectwo o. Jana Góry napisane na prośbę Małgorzaty Bilskiej do przygotowywanej przez nią książki „Światło z Libanu”. Książka o maronickim mnichu i pustelniku Charbelu ukaże się nakładem Wydawnictwa M. Dziękujemy Wydawnictwu i Autorce za możliwość opublikowania świadectwa o. Góry.


Będąc aktywnym i zajętym duszpasterzem marzyłem o chwilach absolutnej samotności z Bogiem. Duszpasterstwo i ośrodek na Jamnej pochłaniały mnie całkowicie. Wokoło wielu życzliwych ludzi gotowych pomagać. Miejsce więc znalazło się samo. Na wzgórzu, oddalone od hałaśliwego zawsze domostwa, w lesie, tuż obok polana. Daleki widok na Tatry wydłużał spojrzenie. Wymarzone miejsce, aby pobyć samemu, porozmyślać i złapać kontakt z Tym, który nas pierwszy umiłował. Brakowało mi takiej rozmowy. Byłem głodny takiego kontaktu. Dlatego stworzyłem ten instrument jakim jest pustelnia.

Już sam fakt tworzenia pustelni, budowania jej i urządzania zainicjował proces duchowy. Tworzył we mnie pustelnię duchową. Nawet jeśli nie byłem na Jamnej, to  w myślach chodziłem do tej pustelni. Pracowałem, robiąc porządki wokoło, przygotowywałem drewno do kominka, czyściłem z chwastów, sadziłem las, a potem przy zapalonym kominku siadałem, aby czytać i modlić się. A jak się już naczytałem, odkładałem książkę, aby rozmawiać z Nim. Aby mu wszystko zawierzyć i polecić, aby prosić o wskazanie drogi, mądre i rozważne decyzje, dobre wybory.

Wieczorami czułem się jak Abraham, u wejścia do namiotu. Nade mną rozgwieżdżone niebo. I rozmowa z Nim. Marzenie. Ogromna przestrzeń. Bezgłośna rozmowa z Nim. Z serca do serca. Mieć na nią czas i siły. Rozmowa idąca daleko w przeszłość. Przebyta droga skłaniała do zastanowienia. Ale jeszcze bardziej prowadziła w przyszłość. W przyszłość daleką, w wieczność. Rozmowa o teraźniejszości, o moim uczestnictwie i zaangażowaniu. Do takich rozmów trzeba niemałej odwagi, a także warunków. Tego nie można robić zawsze i wszędzie. I dlatego ta pustelnia – marzenie.

Bo jak człowiek porozmawia z Kimś drugim, z Kimś kto mu powie, że jest kochany, to wtedy jest mocny. Człowiek potrzebuje wiedzieć, że jest chciany i akceptowany. Potrzebuje istnienia kogoś drugiego. Kogoś, kto mu powie, że jest kochany. Bo wychodząc jedynie od „Ty” – „ja” może odnaleźć samego siebie. Jedynie jeśli „ja” jest akceptowane może zaakceptować samego siebie. To bycie akceptowanym pochodzi zawsze od drugiej osoby. Jednak akceptacja ludzka jest krucha. W ostateczności potrzebujemy bezwarunkowej akceptacji. Jedynie jeśli On mnie akceptuje i staje się tego pewien definitywnie, wiem, że dobrze, że jestem dobrze, że jestem sobą.

W dzisiejszych czasach zwątpienie staje się coraz bardziej nie do pokonania. Tam, gdzie dominująca staje się wątpliwość odnośnie Boga, nieuchronnie dochodzi do wątpliwości dotyczącej bycia człowiekiem. Objawia się to w braku radości, w porażającym smutku wewnętrznym, który widać na wielu twarzach. Jedynie wiara daje mi pewność, że dobrze że jestem i że jestem kochany.

Miejscem, gdzie mogę się o tym przekonać jest pustelnia. Czasem, w którym się tego dowiaduje to czas pustelni. Kiedyś marzyłem i budowałem pustelnię na Jamnej. Dzisiaj noszę ją w sobie.

Pustelnię na Jamnej poświęciłem świętej Marii Magdalenie. Pierwotnej patronce dominikanów. Tej apostołce apostołów, której sam Jezus polecił zanieść wiadomość o swoim zmartwychwstaniu zalęknionym uczniom. Słyszałem piękne kazanie w Saint-Maximin, głoszone przez generała naszego zakonu ojca Tymoteusza Radkliffe’a  właśnie o św. Marii Magdalenie, jako patronce pięknej przyjaźni. Kobiecie widzącej sprawy głębiej, kobiecie objawiającej geniusz kobiecości. Wtedy pomyślałem, że pustelnia na Jamnej musi nosić jej imię. Stąd też pielgrzymując do leżącej wysoko w górach La Sainte Baume, pustelni Marii Magdaleny, zabrałem stamtąd kamień wielkości cegły i przywiozłem do Polski, aby go wmurować w ściany Jamneńskiej pustelni. Janina Karczewska rzeźbiarka z Gdańska podarowała mi płaskorzeźbę Św. Marii Magdaleny ocierającej włosami stopy Chrystusa. Francuzi podarowali kominek, a dr Andrzej Kostrzewa meble.  

W Jamneńskiej pustelni wielu spędziło sporo czasu, odnajdując siebie i Boga. I nie był to czas zmarnowany. Czas na pustelni liczy się w innej walucie.

Pewnego dnia ktoś przyniósł tam obraz św. Charbela...


CZYTAJ TAKŻE:

Ks. Adam Boniecki wspomina o. Jana Górę: Jan potrafił zrobić coś, czego nikt inny – przynajmniej na taką skalę – nie potrafił: znalazł język komunikowania wiary zrozumiały dla młodego pokolenia.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]