Reklama

Przemoc w pracy: aplikant wypalony [Wasze głosy]

Przemoc w pracy: aplikant wypalony [Wasze głosy]

09.01.2019
Czyta się kilka minut
Odbierałem garnitury z pralni, przyrządzałem śniadania, biegałem do mieszkania przełożonego po jakieś rzeczy. Nadał mi uwłaczający pseudonim „Kulka" i tak się do mnie zwracał przy innych pracownikach i klientach – oto kolejny list w sprawie przemocy w pracy.
D

Do redakcji Tygodnika Powszechnego szeroką falą zaczęły napływać historie prześladowanych pracowników. Rozpoczynamy publikację wybranych świadectw. Niech to będzie początek huraganu, który oczyści powietrze w polskich firmach, redakcjach, instytucjach i placówkach akademickich. Ku pokrzepieniu ofiarom mobbingu i pod rozwagę ich prześladowcom.

Odbywam trzyletnią aplikację przy Izbie Adwokackiej. Jej ukończenie uprawnia do podejścia do egzaminu zawodowego. Aplikację odbywa się pod okiem patrona, który ma za zadanie przyuczyć nas do zawodu. Patron również składa opinie o tzw. przydatności, które są jednym z czynników, które decydują o ocenie, czy się nadajemy.

Moja gehenna zaczęła się szybko. Wprawdzie otrzymałem umowę o pracę, ale na 1/4 etatu. Przy czym zaznaczono, że oczekuje się ode mnie świadczenia pracy przez 8 godzin. Plus „ekstra frycowe". Tutaj zaznaczę, że dobrze, że dostałem tyle. Wielu moich znajomych nie otrzymuje nawet tego.

Mój pracodawca regularnie wydzierał się na mnie za każdy, nawet najmniejszy i łatwy do naprawienia błąd. „Darł się" czasem tak intensywnie, że inni pracownicy biura zaglądali do pokoju, czy wszystko ze mną i z nim OK. Wielokrotnie zlecał mi zadania poniżej mojej godności zawodowej i kwalifikacji. Nie chodzi o to, że brzydzę się takimi pracami, tylko że zasady etyki zawodowej nie zezwalają na podejmowanie przez adwokata innych prac niż bycie adwokatem, z pewnymi wyjątkami. Odbierałem garnitury z pralni, przyrządzałem śniadania, biegałem do mieszkania przełożonego po jakieś rzeczy, których zapomniał. Przy jednoczesnym obowiązku normalnego świadczenia pracy. Sytuację, w której wylał kawę do zlewu bo „matka cię nie nauczyła, że kawę podaje się w filiżance, a nie w kubku" będę pamiętał do końca życia.


 

Czytaj także: Chcemy rozpocząć rozmowę na temat mobbingu. Będzie trudna, ale jest konieczna.Byliście poniżani, zastraszani, wzgardzani przez pracodawcę? Opiszcie to z hashtagiem #przemocwpracy lub wyślijcie na przemocwpracy@tygodnik.com.pl, opublikujemy Wasze świadectwa anonimowo. Napiszcie też, co wtedy czuliście.


Jestem osobą, która posiada defekty wyglądu. Wielokrotnie nawiązywał do nich, twierdząc, że powinienem schudnąć albo „coś ze sobą zrobić". Nawiązywał do mojego stroju, który wprawdzie skromny, ale w mojej ocenie zawsze był adekwatny do miejsca i czasu wykonywanej pracy. Zresztą, w nawiązaniu do mojego wyglądu nadał mi uwłaczający pseudonim „Kulka" i tak się do mnie zwracał przy innych pracownikach i klientach. Poprosiłem go raz, by tak do mnie nie mówił. Powiedział, że jak schudnę, to przestanie tak się do mnie zwracać. Mówił, że z taką twarzą to raczej klientów nie przyciągnę. Pytał „czy w końcu coś ruchałem w weekend".

Często opóźniał się z płatnością nawet tych psich pieniędzy, które zarabiam. Zdarzało się, że dawał mi pieniądze mówiąc, „wszystkiego nie wydaj na głupoty" albo przynosił mi pieniądze w drobnych nominałach ,„żebym chociaż mógł pokazać, że mam kieszenie wypchane".

Próbowałem swoją sytuację w delikatny sposób zmienić, prosząc Radę o wyznaczenie innego patrona. Nie chciałem opisywać drastycznych szczegółów, bojąc się reakcji patrona i Rady. Szukałem też nowego patrona na własną rękę. W każdym przypadku Rada i dotychczasowy patron odmawiali mi zgody, a represje się zaostrzały, łącznie z „silent treatment", czyli szef się nie odzywał do mnie dniami, nie dopowiadając nawet na moje pytania związane z wykonywaną pracą. Jednocześnie w Izbach nie istnieje żaden organ kontroli odbywania aplikacji albo chociaż rodzaj rzecznika, do którego w bezpieczny sposób można zwrócić się o pomoc. Aplikanci nie mają do kogo się zwrócić w takiej sytuacji - w szczególności problem dotyczy mniejszych Izb, gdzie praktycznie każdy zna każdego i nikt nie chce się narażać przez kolejne trzy lata na nieprzyjemności albo „specjalne" potraktowanie na wewnętrznym kolokwium.

Nie jestem jedyny. Systemowo aplikanci adwokaccy nie są reprezentowani, nie mają gdzie się zwrócić w samej Izbie o pomoc. Duża część z nas nie jest wynagradzana, albo wynagradzana poniżej pensji minimalnej za pracę w pełnym etacie. Naczelna Rada Adwokacka nie podejmuje żadnych ogólnopolskich działań celem poprawienia sytuacji aplikantów. Nawet nie protestowali, gdy w wyniku podniesienia pensji minimalnej zwiększono nam radykalnie (o około 300 zł) opłatę za aplikację.  Traktowani jesteśmy jak tania siła robocza. Znam sytuacje, gdy adwokaci proszą nas o zastępstwo (które zwyczajowo kosztuje od około 100 do 200 zł), ale zwlekają miesiącami z zapłatą.

Stres związany z pracą adwokata akceptuję. Kontakt z trudnym klientem akceptuję jako część pracy. Stresu z powodu szefa, który powinien być mentorem, nie akceptuję. Mam dwadzieścia kilka lat, jestem wypalony zawodowo. Do końca aplikacji pozostało jeszcze trochę czasu. Znikąd nadziei.

Czytaj też raport „Tygodnika” o mobbingu na powszech.net/przemocwpracy

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

udzielić nie wypada, bo w zawodach prawniczych rynek pracy jest całkowicie w rękach korporacji, które dopuszczają do swojego grona według własnych reguł. Sędziowie, adwokaci, radcy - nie wszyscy, rzecz jasna, może nawet mniejszość - mają świadomość bycia "taką nadzwyczajną kastą" i bezlitośnie to wykorzystują. Z pewnością w lepszej sytuacji jest ich potomstwo, zaznajomione niemal od kołyski z realiami zawodu i mające na starcie tzw. plecy ("- Staż poszedł ci tak dobrze, młody człowieku, że widzę cię jako wspólnika w mojej kancelarii. - Dziękuję, tato".) Nasz aplikant chyba jest z awansu, to znaczy z rodziny może i najzacniejszej, ale nie prawniczej. Prawdopodobnie mimo wszystko dotrwa do końca z zaciśniętymi zębami i pochylonym karkiem, bo zainwestował co najmniej pięć lat studiów i do decyzji restartu w wieku dwudziestu paru lat - już nawet bez prawa do bezpłatnych studiów, za to być może z własną rodziną na karku - mogłaby go popchnąć jedynie skrajna desperacja. Odwagi nie życzę, raczej dużo zdrowia i odporności psychicznej. To na szczęście tylko czyściec, nie piekło. Obyś tylko z tego czyśćca nie wyszedł brudniejszy niż wszedłeś, z psychiką spaczoną przez prawniczą "falę". W przyszłości bądź dla swoich aplikantów takim szefem, jakiego ty sam nie masz, a chciałbyś mieć. Pozdrawiam.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]