Reklama

Prezes ZNP: Cierpliwość się skończyła

Prezes ZNP: Cierpliwość się skończyła

16.01.2019
Czyta się kilka minut
Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego: Ewentualny strajk może zaważyć na przyszłości Związku. Jeśli nie przekonamy do niego nauczycieli, to zrodzi się pytanie: czy ZNP reprezentuje jeszcze środowisko? Wtedy będziemy musieli rozważyć nawet rezygnację.
P

PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Będzie strajk? 

SŁAWOMIR BRONIARZ: Będzie, jeśli nic się nie zmieni. 

Zmienić miało się 10 stycznia, gdy usiedliście do rozmów z minister Zalewską.

Tyle że MEN nie był zainteresowany, by cokolwiek posunąć do przodu. Pani minister wpadła po prostu na pomysł, że takie rozmowy medialnie się jej przydadzą. A już przy stole wyszła z dwiema propozycjami.  

Jakimi? 

Jakby je przepuścić przez sitko, to nic nie zostanie. Po pierwsze, pojawiła się oferta dla młodych nauczycieli. Można by ją kupić w ciemno, gdyby nie to, że całkiem niedawno pani minister odebrała właśnie młodym możliwość szybkiego awansu, a także tzw. zasiłek na zagospodarowanie. MEN zabrał z pensji nauczycielskich około półtora miliarda złotych. 

Po drugie, minister Zalewska powiedziała, że będziemy mieli możliwość negocjowania umów płacowych każdego roku. Doskonale, dialog ważna rzecz, tyle że równocześnie szefowa MEN mówi: ja nie mam pieniędzy, resort wyznacza tylko minimalne stawki dla nauczycieli, a za resztę odpowiadają samorządy. 

Ministerstwo dało nauczycielom gwarancję podwyżek, choć niewielkich. ZNP żąda o tysiąc więcej. Skąd taka kwota właśnie teraz?  

Wynika z różnicy między przeciętnym wynagrodzeniem w Polsce a pensją nauczyciela-stażysty. Dzisiaj zarabia on około 1700 zł. Pensja na poziomie 2700 zł nie byłaby wysoka, ale można by już mówić o pewnej zachęcie dla młodych nauczycieli

Sytuacja nauczycieli się nie zmieniła, a wasz postulat – tak konkretny – pojawia się pierwszy raz. Łatwo o interpretację, że radykalizm ZNP wiąże się z nadchodzącymi wyborami. 

O naszych postulatach informujemy panią minister od stycznia 2016 roku. Choć wtedy mówiliśmy, że możemy rozmawiać o wzroście pensji nie mniejszym niż 10 proc. A od 2017 roku mówimy, że w związku z rosnącymi płacami i dysproporcją między innymi grupami zawodowymi a nauczycielami, należy podwyższyć pensje właśnie o mniej więcej tysiąc złotych. 

Choć przyznam, że argumenty natury politycznej też nie są bez znaczenia.   

22 stycznia znowu siadacie do stołu.  

Wysłałem pismo do minister z pytaniem, o czym my właściwie mamy rozmawiać. Po co to spotkanie, skoro nie leżą na stole żadne propozycje. Za długo siedzę w tym temacie, by patrząc w oczy minister, nie odróżniać bajeru od konkretu. 

Czyli nie siadacie?

Siadamy, ale zadamy pani minister pytanie: czy prawdą jest, że obiecała „Solidarności” 15-proc.  podwyżki? Taką informację „S” podała na swojej stronie internetowej. Ale Anna Zalewska szybko  to w jednym z wywiadów zdementowała, a związek zdjął ze swojej witryny komunikat o podwyżkach. Co prowadzi nas do wniosku, że redaktorem strony tej organizacji jest szefowa MEN.   

Tak czy inaczej, czekamy na konkrety. Tymczasem pani minister nas ciągle wpycha w ramiona samorządów, każąc nam tam szukać pieniędzy. Tak jakby nie wiedziała, że są gminy, które nie tylko nie mają pieniędzy na podwyżki, ale od dawna dopłacają do edukacji.  

Kiedy strajk?

Gdyby brać pod uwagę nastroje nauczycieli, mógłby się zacząć już. Ale obowiązują nas procedury, zgodnie z którymi poprosiliśmy wszystkie związkowe ogniwa, by wystąpiły przed 8 lutego do dyrektorów z żądaniem podwyżek. Potem dajemy sobie 30–40 dni na negocjacje. Strajk – o ile okaże się konieczny – mógłby się rozpocząć na przełomie marca i kwietnia. 

Forma? 

Może być tylko jedna: odstąpienie od pracy. Choć toczy się również u nas spór o czas i miejsce. Jedni mówią: zróbmy to na zakończenie pracy gimnazjów, inni proponują, by w czasie matur, jeszcze inni postulują zablokowanie przedszkoli na tydzień.  

Co jeśli nauczyciele nie pójdą za ZNP? 

To ważne pytanie, bo ten spór dotyczy też przyszłości Związku. Jeśli nie będziemy w stanie przekonać nauczycieli, że podwyżki na poziomie około 100 zł miesięcznie są niewystarczające, a pojedyncze protesty będą się odbywać tylko oddolnie, to zrodzi się pytanie: czy ZNP reprezentuje jeszcze środowisko? 

A jeśli się okaże, że nie reprezentuje, to Pan zrezygnuje?   

Wtedy nie tylko ja, ale cały zarząd będzie musiał taki scenariusz rozważyć. 

Oddolne były protesty nauczycieli, którzy nie przychodzili do szkół, biorąc L4. To spotkało się z krytyką, także na naszych łamach. A Panu się podobało?  

ZNP nigdy w tę formę protestu nie wszedł. Choćby z tego powodu, że jako organizacja o takich tradycjach i odpowiedzialna za takie środowisko, nie możemy namawiać do czegoś, co budzi wątpliwość. Z drugiej strony, w radykalnej krytyce tej formy protestu dostrzegam też element szantażu moralnego: „Wam – nauczycielom – tego robić nie wolno”. I zgodziłbym się z tym bez zastrzeżeń, gdyby nie to, że zasada ta nie działa w drugą stronę. Otóż „nam nie wolno”, ale już z nami można zrobić wszystko: dać marne pensje, poniewierać.  

Zdaje Pan sobie sprawę, że są tematy, które znacznie bardziej interesują rodziców niż pensje nauczycieli? O tych ważnych sprawach w ostatnich wypowiedziach ZNP jakby ciszej. 

Podstawy programowe, chaos w szkołach, przeładowanie treściami, podwójny rocznik – oczywiście, te tematy są bardzo ważne. Tylko proszę zrozumieć jedno: jeśli nie zmienimy zasad wynagradzania nauczycieli, to jakość całej edukacji będzie spadać. Będziemy mieli garstkę pasjonatów i dużą grupę osób, które przyszły do szkoły, bo nie miały na siebie innego pomysłu. Powiem więc tak: załatwmy sprawę podwyżek dla dobra polskiej edukacji i dla dobra dzieci. 

SŁAWOMIR BRONIARZ od 1998 r. kieruje Związkiem Nauczycielstwa Polskiego, wcześniej był jego wiceprezesem. Z ramienia ZNP wszedł w skład zarządu Europejskiego Komitetu Związków Zawodowych Oświaty i Nauki. Z wykształcenia historyk, pracował w Skierniewicach jako nauczyciel, a także wicedyrektor oraz dyrektor.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pierwsze postulaty w styczniu 2016. Mamy 2019. Ile jeszcze lat ma upłynąć by zrozumieć, że nie jest się skutecznym w swych działaniach.

Panie Broniarz! Nie cierpliwość się skończyła, ale polityczna kalkulacja każe panu zacząć działać. Oto bowiem jest szansa na udany strajk , bo nauczyciele tym razem nie odpuszczą . A przed Świętami mówił pan, ze powinni zadbać o zdrowie, kiedy pytano o L4 nauczycieli. To był pana cały komentarz do protestu ! Kiedy powstana w naszym zawodzie prawdziwe związki zawodowe , pierwszy się pan dowie.

ja nie bardzo rozumiem pretensje do szefa związku, że zaczyna działać kiedy jest szansa na skuteczność tego działania
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]