Reklama

Poza centrum

Poza centrum

22.11.2021
Czyta się kilka minut
WŁÓCZYKIJ KULTURALNY | Tej jesieni i zimy to w Białymstoku, Tarnowie i Zielonej Górze zobaczymy twórczość najciekawszych artystek i artystów młodego pokolenia.
Wystawa „Kolekcja w działaniu”, NOMUS/Nowe Muzeum Sztuki, Gdańsk GRZEGORZ NOSOROWSKI / MUZEUM NARODOWE W GDAŃSKU
W

Włódzkim Muzeum Sztuki otwarto od dawna zapowiadaną wystawę „­Awangardowe muzeum” (będzie czynna do 27 lutego 2022 r.). Można na niej zobaczyć prace najważniejszych artystów ubiegłego wieku, od Pabla Picassa i Natalii Gonczarowej, Pieta Mondriana i Kazimierza Malewicza, po Katarzynę Kobro i Władysława Strzemińskiego. Wystawa nie tylko przypomina o początkach muzeów, ale stawia pytania o to, w jaki sposób mogą one dzisiaj reagować na rzeczywistość, w której funkcjonują.

Jednej z nieoczywistych odpowiedzi na te pytania udzieliło warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, w którym zakończyła się właśnie kolejna edycja festiwalu „Warszawa w budowie”, w tym roku zatytułowana „Jak robić szkołę?”. Trudno o bardziej aktualny temat w czasach, gdy rządzący chcą wrócić do modelu edukacji sprzed stulecia.

Sztukę nadal jednak można zaprosić do szkoły. MSN wspólnie z Edukacyjną Fundacją im. Romana Czerneckiego udostępniło przygotowane przez artystki i artystów (m.in. Pawła Althamera, Goshkę Macugę i duet Slavs and Tatars) instrukcje wykonania dzieł. Uczniowie szkół podstawowych mogą na ich podstawie sami przygotować wystawę.

Natomiast 26 listopada otworzy się ekspozycja „Kto napisze historię łez”, ­będąca próbą opowiedzenia sporu o prawa reprodukcyjne, w którym ścierają się odmienne wizje społeczeństwa i państwa, roli religii i granic wolności jednostki. Na pewno będzie to jedna z najgłośniej dyskutowanych wystaw ostatnich lat.

SEZON JESIENNO-ZIMOWY w ogóle stoi pod znakiem sztuki współczesnej. Już teraz warto wybrać się do Gdańska, by zobaczyć otwarty niedawno NOMUS, czyli Nowe Muzeum Sztuki. Na terenie dawnej stoczni, w budynku wzniesionym podczas II wojny światowej dla szkoły zawodowej, stworzono pierwszą od dawna i nadal jedną z nielicznych w Polsce instytucji muzealnych poświęconych aktualnie powstającej twórczości.

Na otwarcie przygotowano wybór ze zgromadzonych już zbiorów pod znaczącym tytułem „Kolekcja w działaniu”, opowiadający na przykładach prac czołówki współczesnych artystów (z silną prezentacją środowiska gdańskiego) o tym, jak sztuka może oddziaływać społecznie. Sam NOMUS dopełnia powstałą w tym stuleciu sieć trójmiejskich muzeów – Muzeum II Wojny Światowej i Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku oraz gdyńskie Muzeum Emigracji.

W Krakowie z kolei w pierwszy weekend grudnia otworzy się MuFo Rakowicka, nowa siedziba Muzeum Fotografii. W poddanym gruntownej modernizacji zabytkowym budynku dawnej Zbrojowni powstały nowoczesne sale wystawiennicze, ale też biblioteka z czytelnią. To pierwsze w Polsce tak nowoczesne muzeum fotografii. Od grudnia zostanie udostępniona zwiedzającym wystawa główna „Co robi zdjęcie?”, opowiadająca o fotografii jako o sztuce, zapisie przeszłości czy formie użytkowej, a także wystawa czasowa – „Tu zaszła zmiana” (czynna do 24 kwietnia 2022). Na tej drugiej znajdą się prace Weroniki Gęsickiej, Nicolasa Grospierre’a, Szymona Rogińskiego czy Wojciecha Wilczyka. To rzadka okazja, by zobaczyć je w jednym miejscu.

Niedawno w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie można było obejrzeć wybrane prace z kolekcji Wernera Jerke, który stworzył w niemieckim Reckling­hausen pierwsze prywatne muzeum sztuki polskiej poza granicami Polski. Teraz zaś prezentowana jest tam kolekcja mBanku. Wystawa „m jak młodość” (czynna do 12 grudnia br.) pozwala zobaczyć prace najbardziej głośnych dziś twórców młodego pokolenia, m.in. Martyny Czech, Karoliny Jabłońskiej, Mikołaja Sobczaka i Natalii Załuskiej. W jednym miejscu zebrano twórczość, o której dziś dużo się mówi, ale też którą coraz częściej się kupuje.


Karolina Jabłońska, Jedzenie arbuza, olej na płótnie, 200x160 cm, 2021 r.Wystawa „Potencja / Teoria humoralna” w BWA Zielona Góra / DZIEKI UPRZEJMOSCI ARTYSTKI

Z kolei na Zamku Królewskim do 10 lutego oglądać możemy wystawę „Caravaggio i inni mistrzowie” – ponad 40 dzieł z kolekcji Roberta Longhiego (1890-1970), jednego z najbardziej wpływowych historyków sztuki XX w. W Warszawie można zobaczyć dzieła, które zwykle są dostępne jedynie dla nielicznych odwiedzających florencką Fondazione di Studi di Storia dell’Arte Roberto Longhi, w tym „Chłopca gryzionego przez jaszczurkę” Caravaggia oraz artystów, którzy tworzyli pod jego wpływem.

W POSZUKIWANIU MIEJSC prezentujących to, co aktualne w sztuce, warto jednak wyruszyć poza duże miasta. Szczególnie pamiętając o miesiącach ograniczeń dostępu do kultury, trzeba łapać każdą okazję. Wiele miejsc wartych odwiedzenia to tzw. Biura Wystaw Artystycznych – pozostałość po czasach PRL-u, gdy istniało ponad 50 salonów wystawowych, które wraz z Centralnym Biurem Wystaw Artystycznych (Zachęta) tworzyły system życia artystycznego w Polsce Ludowej, z wszystkimi jego wadami, w tym skostnieniem i rutyną. Po przełomie układ się rozpadł, a poszczególne galerie uzyskały autonomię i w różny sposób odnajdowały swoje miejsce w nowej rzeczywistości.


Agata Kus, Fryzjerki (portret Poli Nikiel), olej na płótnie, 190x160 cm, wystawa „m jak młodość”, Państwowa Galeria Sztuki, Sopot / ARCHIWUM MBANKU

BWA Zielona Góra należy do tych, które szybko wypracowały własną formułę działania. Z jednej strony odwołując się do własnej przeszłości – przed laty zasłynęło z głośnych wystaw i sympozjów „Złote Grono”. Już sama siedziba jest ważna: budynek galerii został zaprojektowany przez Janusza Wyczałkowskiego w 1965 r., a relief na fasadzie wykonał Marian Szpakowski, inicjator i współtwórca „Złotego Grona”. To jeden z najciekawszych gmachów w Zielonej Górze i dobry przykład architektury późnego modernizmu w Polsce. Z drugiej strony zielonogórskie BWA konsekwentnie prezentuje to, co aktualne, nie ograniczając do kilku wybranych nurtów czy środowisk artystycznych. Od listopada można tam oglądać pokaz przyciągającej w ostatnim czasie coraz więcej uwagi grupy ­Potencja – Karoliny Jabłońskiej, Tomasza Kręcickiego i Cyryla Polaczka (do 12 grudnia br.). W grudniu natomiast galeria odda swą przestrzeń Stachowi Szumskiemu, autorowi głośnych murali, odmiennych od dominującej dziś sztampy.

Od lat ważnym miejscem na mapie artystycznej jest także Galeria Bielska BWA. Co więcej, kierującym galerią udało się stworzyć imprezę, która od lat przyciąga ogólnopolską uwagę. Mowa o ogólnopolskim konkursie malarstwa Bielska Jesień. Jego kolejne edycje świadczą o tym, że malarstwo może być nadal żywym i współczesnym medium – Grand Prix nagrodzono m.in. Ewę Juszkiewicz, Martynę Czech i Karola Palczaka. Na najnowszej odsłonie zaprezentowano 121 prac autorstwa 84 artystek i artystów (czynna do 15 stycznia 2022 r.), w tym laureata Bielskiej Jesieni Tomasza Kulki, autora obrazów malowanych temperą na złotym tle, bliskich mistrzom późnego gotyku, ale też dziełom Boscha, w których z roślin, misternie oddanych, stworzył tajemnicze światy, zapełnione dziwnymi stworami.


Wystawa Ewy Ciepielewskiej „Wisła wpada do Odry, a potem do Sokołowca” w publiczno-prywatnych wnętrzach BWA Sokołowsko / JAN SZEWCZYK / MATERIAŁY PRASOWE BW

BĘDĄC NA POŁUDNIU POLSKI warto zajrzeć do krośnieńskiego Biura Wystaw Artystycznych. Do 9 stycznia potrwa tam jedna z najoryginalniejszych wystaw ostatnich lat: „Moja matka moja córka”. Artystki – Bettina Bereś, Aneta ­Grzeszykowska, Zuzanna Janin czy Małgorzata Markiewicz opowiadają o doświadczeniu macierzyństwa i bycia córką, tradycjach rodzinnych i o tym, jak artystyczne aspiracje i zaangażowania wpływają na wzajemne relacje. Pytają też o obecność macierzyństwa czy bycia córką w sztuce. Kuratorkom wystawy Agnieszce Bartak-Lisikiewicz i Magdalenie Ujmie udało się ze zrozumieniem i empatią poruszyć istotną, lecz trudną, bo też intymną kwestię. Na stronie galerii są również dostępne rozmowy z 22 artystkami, które przeprowadziły autorki wystawy.

Nie omijajmy także Tarnowa. Tamtejsze BWA znalazło własną formułę działania, w której łączy stałą prezentację tego, co dzieje się aktualnie w ogólnopolskim obiegu z podkreślaniem własnej lokalności. W grudniu zostanie otwarta dość niezwykła wystawa „8 bitów sztuki” (czynna do 30 stycznia), na której znajdą się prace artystów z tamtejszego środowiska, stworzone na stare komputery Atari w latach 80.-90. Równolegle będzie trwała wystawa „Dagaramy” Jana Głuszaka (1937--2000), tarnowskiego architekta tworzącego utopijne projekty miast.

Lubelski Labirynt to jedna z najważniejszych galerii w kraju. W swym programie nieustannie nawiązuje do legendarnej Galerii Labirynt, która była jednym z kluczowych miejsc dla sztuki neoawangardowej w naszej części Europy (i dla dziedzictwa tutejszego BWA). Galeria nieustannie przygląda się sztuce tamtego okresu, ale przede wszystkim temu, co dzieje się aktualnie. I szuka sposobu, w jaki instytucja publiczna powinna odpowiadać na problemy rzeczywistości, nie bojąc się, że może być obiektem ataków politycznych. Stąd wystawy organizowane w odpowiedzi na homofobiczne wypowiedzi rządzących krajem czy po decyzji Trybunału Konstytucyjnego z 22 października ubiegłego roku i protestach kobiet. Kolejna, „13 grudnia”, przygotowana we współpracy z Archiwum Protestów Publicznych, zostanie otwarta w rocznicę ogłoszenia stanu wojennego i będzie opowiadała o oporze wobec autorytarnego państwa.

Nie mniej ważny na mapie polskiej sztuki jest białostocki Arsenał, od lat konsekwentnie prezentujący kolejne pokolenia polskich twórców, a też z uwagą przyglądający się twórczości powstającej za naszymi wschodnimi granicami. To dzięki tej galerii Białystok stał się stałym miejscem spotkań Zachodu ze Wschodem. Arsenał też – w ostatnich latach – jest nieustannie atakowany przez tamtejszych polityków i działaczy, którym nie podoba się odwaga w podejmowaniu tematów uznawanych za „kontrowersyjne”.

Na początku przyszłego roku galerię czeka remont. Przed zamknięciem będzie można jednak zobaczyć wystawy dwóch ciekawych artystek młodszego pokolenia (do 10 stycznia 2022 r.). Urodzona w 1984 r. Czeszka Anna­ ­Hulačová w swych rzeźbach odnosi się do zmian klimatycznych, globalizacji i relacji między centrami i peryferiami. Z kolei młodsza od niej o 5 lat białoruska artystka Ala ­Savashevich w ciekawy sposób opowiada o sytuacji społecznej i politycznej swojego kraju. To szczególnie ważna wystawa, przypominająca o sytuacji społeczeństwa pod rządami Alaksandra Łukaszenki, przemocy po ubiegłorocznych protestach i grożącego poczucia bezsiły wobec tej dyktatury.


Anna Hulačová, z wystawy „Alienbees, save us, please!”, Galeria Arsenał w Białymstoku / TYTUS SZABELSKI / GALERIA ARSENAŁ

Ponieważ nazwa BWA z czasem straciła negatywne konotacje, a nawet zaczęła się cieszyć renomą, przed dekadą powstało BWA Warszawa – jedna z najważniejszych prywatnych galerii w stolicy.

Wiosną ubiegłego roku, w samym środku pierwszego, twardego lockdownu, prowadzący ją „zwinęli warszawskie życie” i przenieśli się do Sokołowska, czyli do dawnego Görbersdorfu, w którym Hermann Brehmer uruchomił pierwsze na świecie specjalistyczne sanatorium dla gruźlików (to na nim wzorowano ośrodek leczenia gruźlicy w Davos). Do dziś przetrwała część historycznych zabudowań – i tam właśnie zaczęło działać BWA Sokołowsko. 1 stycznia nowego roku otwarta w nim zostanie wystawa „Turnus mija, ja niczyja” (czynna do 31 marca 2022 r.), na której prace klasyków polskiej sztuki, jak Natalia LL czy Tadeusz Rolke, zostaną zestawione z twórczością młodszych pokoleń. Trudno o lepszy początek nowego roku.

W PODRÓŻACH ARTYSTYCZNYCH nie wolno wreszcie pomijać Szczecina, jednego z największych polskich miast, a jednocześnie, z racji swego położenia, traktowanego jako peryferyjne. W tamtejszym Muzeum Narodowym można oglądać przygotowane na nowo wystawy stałe. Z kolei w TRAFO Trafostacji Sztuki, w jednym z najmłodszych, bo otwartym w 2013 r. centrum sztuki współczesnej, zlokalizowanym w zabytkowym budynku dawnej stacji transformatorowej, 27 stycznia startuje jedna z najbardziej intrygujących wystaw 2022 r.: „Mogę wam opowiedzieć o sobie o was. Władysław Hasior – Daniel Rycharski”.

Obok siebie znajdą się na niej prace jednej z legend polskiej sztuki ubiegłego wieku oraz młodego artysty, który stał się bohaterem filmu Łukasza Rondudy „Wszystkie nasze strachy”. Hasior i Rycharski wywodzą się ze wsi i w swej twórczości odnoszą się do chłopskiej tradycji i religijności. To wystawa o polskiej peryferyjności, kulturze, która nadal jest spychana na margines i o której zarówno kiedyś Hasior, jak i dziś Rycharski potrafią poprzez sztukę w godny, lecz nieoczywisty sposób opowiadać. Tym bardziej warto dotrzeć do północnego zakątka Polski. ©

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk sztuki, dziennikarz, redaktor, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]