Reklama

Po ile władza?

Po ile władza?

w cyklu STRONA ŚWIATA
09.02.2019
Czyta się kilka minut
Za niezrównanych mistrzów pazerności uchodzili dotąd w afrykańskiej polityce posłowie z Kenii. Przebili ich jednak kongijscy ministrowie.
Premier Konga Bruno Tshibala wchodzi do budynku parlamentu, Kinszasa, 20 grudnia 2018 r. / Fot. Luis Tato / AFP / East News
Premier Konga Bruno Tshibala wchodzi do budynku parlamentu, Kinszasa, 20 grudnia 2018 r. / Fot. Luis Tato / AFP / East News
J

Już w listopadzie, na ponad miesiąc przed wyborami, w których urzędujący od 2001 r. prezydent Joseph Kabila nie mógł już startować (wyczerpał kadencyjny limit), nie będąc pewnymi swojej przyszłości na ministerialnych posadach kongijscy dygnitarze postanowili się zabezpieczyć. Na jednym z ostatnich posiedzeń rządu uchwalili, że odtąd każdy minister, bez względu na to, czy sam odejdzie ze stanowiska, czy zostanie wyrzucony z pracy, do końca życia będzie otrzymywać gażę w wysokości jednej trzeciej ministerialnej pensji i dodatkowo tysiąc dolarów „na zagospodarowanie”. Ministrowie przyznali sobie także prawo do jednego w roku, darmowego lotu samolotem w klasie biznes.

Przezorny jak minister w Kongu

Zabezpieczywszy sobie dostatnią przyszłość, pokazali, że nie są samolubami i swojemu szefowi (a także jego następcom), premierowi Brunowi Tshibali, który podpisał stosowne dekrety, przyznali jeszcze więcej pieniędzy i przywilejów. Po złożeniu dymisji (wciąż sprawuje posadę szefa rządu i pozostanie na niej, aż nowy prezydent Felix Tshisekedi utworzy nowy rząd) będzie otrzymywał co miesiąc z kasy państwa uposażenie w wysokości jednej trzeciej dotychczasowych zarobków plus 5 tysięcy dolarów „na zagospodarowanie”, raz w roku będzie mógł skorzystać z darmowego przelotu w klasie biznes, co pięć lat przysługiwać mu będzie nowy samochód na koszt państwa, a do końca życia – rządowi ochroniarze. Kinszaski korespondent agencji Reuters, który o wszystkim poinformował, nie podał, ile zarabia premier Tshibala (jego dekrety objęły wysokość pensji premiera i ministrów klauzulą tajności). Pensja prezydenta Kabili wynosiła ok. 5 tysięcy dolarów, a jego ministrów – ok. 4 tysięcy.

Na wieść o dygnitarskich przywilejach wybuchł skandal. Oburzył się (szczerze czy na pokaz – nie wiadomo) sam były prezydent Kabila, który oznajmił, że dożywotnie uposażenia z państwowej kasy dla byłych ministrów są nieprzyzwoitością w kraju, którego większość obywateli musi radzić sobie z miesięcznym budżetem w wysokości dwóch dolarów i który w dorocznych rankingach najbardziej skorumpowanych państw świata niezmiennie zajmuje miejsca w ścisłej czołówce.

Na zarzuty o dygnitarską chciwość odpowiedział Tshibangu Kalala, doradca premiera. Przypomniał, że dożywotnie uposażenia wypłacane są w Kongu prezydentom i sędziom, odmówienie podobnych zasiłków dla premiera i ministrów byłoby więc niesprawiedliwością. „Rząd przyznał sobie pieniądze nie po to, żeby się wzbogacić – tłumaczył cierpliwie doradca Kalala. – Idzie przecież o skromne zasiłki, które mają zapewnić podstawowe potrzeby ważnych i zasłużonych urzędników państwowych, wikt, dach nad głową, opiekę lekarską, żeby nie popadli w nędzę”.


Polecamy: "Strona świata" - specjalny serwis "TP" z analizami i reportażami Wojciecha Jagielskiego


Nowy prezydent póki co nie zabrał głosu w tej sprawie. Niedoświadczony w polityce, nadzwyczaj ostrożnie poczyna sobie zwłaszcza w sprawach kadrowych. Wie doskonale, że w urzędach, sądach, wojsku, policji dominują ludzie awansowani przez Kabilę. Nie mogąc się ich natychmiast pozbyć i zastąpić własnymi wybrańcami, musi się z nimi układać. Na początku lutego spotkał się z dowódcami wojska, policji i służb bezpieczeństwa, którym obiecał, że ani ich, ani ich podwładnych nie spotka żadna krzywda. „O nic się nie martwcie, jesteście w dobrych rękach – uspokajał. – Będę dla was tak samo życzliwy i szczodry, jak mój poprzednik”.

Pracowity jak poseł w Kenii

W piątek Tshisekedi wybrał się w pierwszą prezydencką podróż zagraniczną. Odwiedził sąsiednie Kongo-Brazzaville, położone na drugim brzegu rzeki-imienniczki. Stamtąd wybiera się do drugiej sąsiadki, Angoli, a na koniec zawita do Kenii, której posłowie uchodzili w ostatnich latach w Afryce za polityków najbardziej pazernych na państwowe pieniądze, a jednocześnie najbardziej leniwych.

Pierwszą sprawą, jaką się zajmowali na inaugurujących nowe kadencje posiedzeniach parlamentu zawsze były podwyżki (zwykle stuprocentowe) własnych diet (doszły do 150 tysięcy dolarów rocznie) i dodatków na prowadzenie poselskich biur. Na ostatnich posiedzeniach, przed nowymi wyborami, przyznawali sobie sowite premie za wzorową pracę. Korzystali też z dostępu do tanich kredytów, dodatków na benzynę, ulg przy zakupie nieruchomości, służbowych samochodów (mercedesów, rzecz jasna, albo toyot-landcruiserów), biletów lotniczych dla siebie, żon i dzieci, opieki lekarskiej dla całej rodziny. W Afryce mawiano, że nigdzie indziej posłowie nie mają się tak dobrze, jak w Kenii. Nie tylko znakomicie zarabiali, ale nie musieli się nawet napracować: już dawno ustalili, że ich roboczy tydzień trwać będzie od wtorkowego południa do południa w czwartek. Potem należy się im odpoczynek.

Koledzy po fachu podziwiali Kenijczyków i zazdrościli im, ale tylko nielicznym starczało śmiałości, by spróbować pójść w ich ślady. Pod koniec zeszłego roku stuprocentowej podwyżki uposażeń (do wysokości ok. 5,5 tysiąca dolarów) zgodnie zażądali skłóceni we wszystkich innych sprawach posłowie z górzystego królestwa Lesotho, położonego w środku terytorium Południowej Afryki. W zachodnioafrykańskim Sierra Leone posłowie upierali się, by podnieść im diety aż trzykrotnie, a w Zimbabwe wybrańcy narodu domagali się od państwa nowych, darmowych samochodów służbowych.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]