Reklama

Pippi ma syna

Pippi ma syna

28.09.2010
Czyta się kilka minut
Z książkami dla dzieci jest ten kłopot, że dorośli niemal zawsze przykładają do nich dydaktyczną miarę. Poproście pierwszych z brzegu rodziców o listę tematów niepożądanych w książkach dziecięcych, a ochoczo zapełnią zeszyt drobnym maczkiem.
N

Na palcach policzyć tych, którzy uchylą się od takiego arbitralnego osądu. Cenzorski zapał, jakkolwiek dobrymi chęciami podyktowany, bierze się z przekonania, że kontakt dziecka z książką odbywa się na zasadzie prostego odwzorowania: co przeczyta, to i zgapi. A zatem dorośli sabotują - dajmy na to - "Koszmarnego Karolka" z tą samą determinacją i uporem, z jaką ich pociecha domaga się kupna kolejnego tomu o ulubionym bohaterze.

Czytelnicze wybory dzieci są moim fetyszem i intrygującą zagadką. Jeśli znajduję w nich jakiś wspólny mianownik, to jest nim przekora - podążanie pod prąd przestróg i połajanek rodzicielskich. Dorośli krzywią się na komiks - a on ma się dobrze. Dorosłych brzydzą wampiry - i oto mamy wysyp motywów wampirycznych. Dorośli sarkają na Pottera - rośnie armia potteromaniaków. Najbardziej kochani są niegrzeczni chłopcy, ale i Pippi Pończoszanka ma legion naśladowczyń. Im bardziej upominamy i karmimy morałami, tym więcej niesfornych dzieci w literaturze dziecięcej.

Książkowi rodzice natomiast, w opozycji do "koszmarnych Karolków", stanowili zwykle antytezę dziecka-nicponia. Pisarze umieszczali ich po drugiej stronie pokoleniowej barykady, usypanej z mieszczańskich atrybutów, przewidywalnego ładu i nudnej moralistyki. Ale oto - zmiana!

Mam w ręku dwie spośród pięciu książek o siedmioletnim Tsatsikim, które decyzją szwedzkiego Jury Dziecięcego wybrane zostały Książkami Roku w kategorii 7-9 lat. O pierwszej pisałam już na tych łamach, właśnie ukazał się tom drugi, równie dobry.

Gdyby tendencyjnie wypreparować z obu książek smakowite ustępy, można by uznać, że jest to lektura z wychowawczego punktu widzenia dwuznaczna. Co my tu mamy? Nieokrzesaną matkę-punkówę, gitarzystkę basową, która w pojedynkę wychowuje syna. Tsatsiki jest dzieckiem panieńskim - owocem wakacyjnego romansu z greckim rybakiem. Chłopiec nigdy nie widział ojca. Przez dom przewijają się liczni narzeczeni matki, a dziecko bywa powierzone opiece sublokatora, a nawet czternastolatka z patologicznej rodziny.

"Mamuśka" notorycznie spóźnia się z odprowadzaniem syna do szkoły. W utarczce z dyrektorem grozi, przezywa go, dźga paluchem i żongluje zdjętymi z dyrektorskiego nosa okularami. Na szkolnym boisku wdaje się w bójkę z szóstoklasistą i powala go chwytem karate. Jakby tego było mało, siedmioletni Tsatsiki nosi na głowie irokeza, ufarbowanego na zielono. Kradnie arbuzy z cudzego ogrodu, podejmuje ryzykowne zabawy, łamie zakazy... I tak dalej, i tak dalej. Co rozdział, to epizod, który nasze nawyki wystawia na próbę. Pochopny moralista, nie przeczytawszy, nie powierzyłby tych książek dziecku. A przecież - o paradoksie! - nie są to bynajmniej opowiadania o dysfunkcjach rodzicielskich. Przeciwnie, to najbardziej wzruszający opis matczynej miłości bezwarunkowej, respektującej autonomię i godność dziecka, mającej do zaoferowania dużo więcej niż bezduszną hodowlę czy kapciową rytualną troskę.

Mamuśka jest jakby starszą wersją Pippi Pończoszanki - nieustraszonej rebeliantki, co to żadnej prawdy nie przyjmuje na wiarę. Jej niekonwencjonalny tryb życia mógłby przysporzyć kłopotów dziecku i narazić je na syndrom odmieńca, gdyby nie jeden sekretny faktor, który neutralizuje wszelkie ryzyko. Tym czynnikiem jest miłość - niekwestionowana, akceptująca, z której Tsatsiki czerpie siłę i poczucie własnej wartości. Dziwnie mi pisać o tych książkach tak serio (Mamuśka nieźle by się uśmiała), bo w istocie są to historyjki arcykomiczne. Napisane z punktu widzenia Tsatsikiego, kapitalnie oddają absolutną niewinność dziecka, prostolinijność, która sprawia, że to, co u dorosłych prowokuje konsternację / zgorszenie / zdumienie, z punktu widzenia chłopca jest naturalne i oczywiste. Tsatsiki jest bezgrzeszny jak Adam w biblijnym raju, nieświadomy swojej nagości. Wychowawcza doktryna Mamuśki sprowadza się natomiast do kochania, odwagi i szczerości.

W części pierwszej mowa była o szkole, do której idzie Tsatsiki, o szkolnych przyjaźniach i szkolnym prześladowcy. Tsatsiki zakochuje się, a za pomocą pomysłowej intrygi spławia nielubianego adoratora Mamuśki. W części drugiej chłopiec jedzie do Grecji, żeby poznać swojego nigdy nie widzianego ojca. Po powrocie siedmioletnia ukochana Tsatsikiego durzy się już w innym i wyjawia koleżankom wspólne sekrety. Mamuśka odnosi sukces, a sublokator i zarazem przyjaciel chłopca przedstawia mu swoją narzeczoną. To sprowokuje nieoczekiwane qui pro quo, w którym Tsatsiki odegra bardzo ważną rolę. Tyle dwa pierwsze tomy; w tłumaczeniu kolejne.

Nie przypadkiem pięcioksiąg o Tsatsikim ukazał się w Szwecji w wydawnictwie Rabén & Sjögren - tym samym, gdzie przez wiele lat książki wydawała i redagowała Astrid Lindgren. Szczęśliwie żaden redaktor - domorosły moralista - nie zmasakrował tych książek czerwonym ołówkiem w imię strupieszałej dydaktyki. Nikt tak jak Skandynawowie nie potrafi łączyć w literaturze dla dzieci swobody myślenia z odpowiedzialnością, tolerancji z poszanowaniem dziecięcej godności. Tak jakby popsuł im się definitywnie automatyczny cenzor w głowie - nienawistny atrybut dorosłych nudziarzy.

Moni Nilsson,Tsatsiki i Tata Poławiacz Ośmiornic tłum. Barbara Gawryluk, Poznań 2010, Wydawnictwo Zakamarki.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]