Reklama

Pandora po rosyjsku

Pandora po rosyjsku

w cyklu ROSYJSKA RULETKA
07.10.2021
Czyta się kilka minut
Nie po raz pierwszy okazało się, że przepełnieni wielkorosyjskim patriotyzmem ludzie z otoczenia Władimira Putina swoją korupcyjną rentę przechowują na Zachodzie.
Pandora papers fot. LOIC VENANCE/AFP/East News
U

Ujawnione w toku dziennikarskiego śledztwa „Pandora Papers” mówią m.in. o rosyjskich beneficjentach schematu wykorzystywania rajów podatkowych do ukrywania dochodów; wśród nich jest co najmniej osiemnastu wysoko postawionych urzędników, polityków i zaufanych kremlowskiego dworu.  W Rosji aferę komentowały szerzej tylko media krytyczne wobec władzy. Obsługa medialna Kremla zainteresowała się wyłącznie tym, że w dossier pojawiło się nazwisko ukraińskiego prezydenta. Rzecznik prasowy Kremla zbagatelizował publikację: „Jak można mieć zaufanie do tych informacji?”.

Sześciuset dziennikarzy ze stu pięćdziesięciu światowych mediów otrzymało dostęp do archiwów czternastu wielkich rejestratorów firm w rajach podatkowych. Przesiali dwanaście milionów dokumentów, z których wyłowili smakowite kąski. Europejska prasa zajmuje się głównie tymi związanymi z czeskim premierem Andrejem Babiszem (ważny jest w tym przypadku kontekst wyborczy), premierem Pakistanu czy jordańskim królem.

Pięć lat temu miała miejsce pierwsza wielka akcja dziennikarska wyciągająca na światło dzienne zakulisowe machinacje finansowe polityków, nazwana Panama Papers (wyciekły wtedy dokumenty z panamskiej kancelarii adwokackiej Mossack Fonseca, obsługującej interesy szerokiego kręgu polityków i biznesmenów w rajach podatkowych; 380 dziennikarzy w ramach projektu OCCRP pokazało, jak byli i obecni premierzy, prezydenci, posłowie, ministrowie z różnych stron świata korzystali z usług panamskiej kancelarii, by uniknąć podatków, ukryć dochody, przeprać pieniądz niewiadomego pochodzenia itd.). W rosyjskim segmencie uwagę mediów przyciągnął wtedy pewien skromny wiolonczelista, przyjaciel prezydenta z lat leningradzkiej młodości, Paweł Rołdugin, który okazał się głównym słupem, opiekującym się skrywanymi majętnościami samego Putina.


ROSYJSKA RULETKA: CZYTAJ WIĘCEJ TEKSTÓW ANNY ŁABUSZEWSKIEJ >>>


Publikacja „Pandora Papers” nie jest zatem niczym odkrywczym – od lat przecież wiadomo, że rosyjska kasta polityczno-urzędniczo-oligarchiczna, powiązana setkami nici i mafijną omertą, okrada rosyjskie społeczeństwo i inwestuje w nieruchomości „na Łazurkie” (Lazurowym Wybrzeżu) lub upycha łupy na kontach w zachodnich bankach. Niemniej ujawnione dokumenty uzupełniają wiedzę na temat kilku konkretnych osób i pokazują, że mimo sankcji po zagarnięciu Krymu oraz nakręcania w Rosji antyzachodniej spirali biznes nadal kręci się bez przeszkód.

Członkowie putinowskiego bliskiego i dalszego kręgu (tzw. sto tysięcy najważniejszych rodzin) od lat budują sobie w dali od kraju zapasowe lądowiska w razie zawalenia się obecnego projektu politycznego. Szarakom telewizja opowiada codzienne bajki o patriotyzmie i wyższości norm moralnych Rosjan nad resztą świata, ale nawet naczelni kapłani kremlowskiej propagandy kupują sobie posiadłości w słonecznej Italii (jak Władimir Sołowjow) lub cieszą się obywatelstwem Wielkiej Brytanii (jak Siergiej Brilow). I nie widzą w tym żadnej sprzeczności.

Kto jeszcze?

Anastasija Ignatowa, lat 34, to pasierbica szefa państwowej korporacji Rostech (handel bronią) Siergieja Czemiezowa, bliskiego człowieka Putina z lat pracy w Leningradzie/Petersburgu. Ignatowa ma willę i jacht warte 22 mld rubli, tytuł własności „załatwiono” poprzez offshore na brytyjskich Wyspach Dziewiczych. Sądząc z tego, że Czemiezow nosi zegarki warte miliony, to znalezisko „Pandory” jest tylko wierzchołkiem góry majętności prezydenckiego druha.

Analiza danych pokazała ciekawe zachowanie szefa jednego z najważniejszych rosyjskich banków Sbier (d. Sbierbank), Germana Grefa. Czy Gref trzyma pieniądze na koncie w swoim banku? A może w innym rosyjskim banku? Może jakieś trzyma, ale drobne 50 mln dolarów wolał schować w Singapurze, Panamie i na Samoa. Tyle, żeby na waciki wystarczyło.

Wypłynęły papiery na szefa największej tuby propagandowej – stacji tv Pierwyj Kanał, Konstantina Ernsta. Wykazano, że pozujący na obrońcę wartości i kultury Ernst zrobił interes z rozbiórki starych domów kultury oraz kin i stawianiu na ich miejscu galerii handlowych.

Wśród beneficjantów szemranych schematów finansowych znalazły się nazwiska krewnych szefa prezydenckiej kancelarii, stryjecznego bratanka Putina, Romana, kolegów prezydenta ze studiów itd. Uwagę przyciągnęła w tym gronie niejaka Swietłana Kriwonogich. Na przełomie listopada i grudnia 2020 r. rosyjscy dziennikarze śledczy zainteresowali się nią i jej udziałami w banku Rossija, kierowanym przez przyjaciela Putina, Jurija Kowalczuka. Pogrzebali dalej. Swietłana Kriwonogich w latach 90. mieszkała w komunałce na ulicy Grochowej w Petersburgu. Dorabiała jako sprzątaczka, studiowała ekonomię i finanse. Przełom w sytuacji rodziny Kriwonogich nastąpił w pierwszej połowie lat 2000., od tamtej pory przynależą do niej nieruchomości w Petersburgu, Moskwie i Soczi, których wartość szacowana jest na miliard rubli. Według dziennikarzy Proekt Media, awans społeczny i beneficja Swietłana Kriwonogich zawdzięcza znajomości z Władimirem Putinem. Znajomość była na tyle bliska, że Swietłana w 2003 r. urodziła córkę Jelizawietę, która nosi otczestwo Władimirowna. Dziennikarze wysunęli przypuszczenie graniczące z pewnością, że Jelizawieta jest córką Putina i Swietłany. Jak wynika z dokumentów „Pandory”, Swietłana Kriwonogich za pośrednictwem firmy zarejestrowanej w raju podatkowym weszła w posiadanie mieszkania w Monako za jedyne 3,6 mln euro.

Co dalej?

Rozliczenia dumnych posiadaczy jachtów i udziałowców luksusowych hoteli, dopóki rządzi Putin, nie będzie. To część zaakceptowanego, sprawdzonego schematu działania. Buntu społecznego też z tego tytułu nie będzie. Jak napisał opozycyjny portal Grani.ru: „Ujawnione dokumenty to za mało, aby z sukcesem zapolować na sekretne miliardy Putina. Troskliwie ukrywa je i pierze gigantyczna sieć finansistów, prawników, deweloperów, w większości działających jak najbardziej legalnie. Aby powstrzymać eksport korupcji, potrzebna jest nieudawana polityczna wola Zachodu”.

Można się spodziewać, że w ramach reakcji na opublikowanie nieprzyjemnych dokumentów odpowiedzią rosyjskich władz będzie uznanie za „zagranicznych agentów” tych, którzy je ujawniają. A nie tych, którzy mają jachty i posiadłości we wrażych państwach podstępnego Zachodu.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Czy w "Pandora papers" są jakieś wątki watykańskie?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]