Reklama

Pakt Jarosławów

Pakt Jarosławów

07.05.2020
Czyta się kilka minut
Jarosław Gowin pomógł Jarosławowi Kaczyńskiemu na ostatnich metrach uniknąć zderzenia z rzeczywistością. Wyborów 10 maja nie będzie. Ani w ogóle w maju.
Jarosław Gowin i Jarosław Kaczyński w Sejmie, 8 kwietnia 2020 r. / Fot. Jacek Domiński / Reporter / East News
M

Możemy nareszcie przestać się zastanawiać, po jakie jeszcze prawne wygibasy sięgnie władza, żeby zaprzeczyć temu, co było oczywiste co najmniej od połowy marca: epidemia zablokowała kampanię (czego nie zmieni nawet fakt, że niektórzy kandydaci gromadzą setki tysięcy ludzi na facebookowych „wiecach”), głosowania w tradycyjny sposób nie da się przeprowadzić, a na przestawienie systemu na głosowanie w pełni zdalne nie ma czasu w sytuacji, gdy władza kolejnymi nieuczciwymi krokami zamykała kolejne szanse porozumienia się z głównymi siłami politycznymi w sprawie przebudowy tak kluczowego elementu ustroju, jak ordynacja wyborcza.

Kaczyński i Gowin musieli przy tym zrzucić winę na opozycję – ich oświadczenie głosi: „W związku z odrzuceniem przez opozycję wszystkich konstruktywnych propozycji umożliwiających przeprowadzenie tegorocznych wyborów prezydenckich w terminie konstytucyjnym...”. Ale to tylko rytualny gest, wręcz konieczny w kulturze politycznej, w której utrata zdolności przyznania się do błędu jest warunkiem przyjęcia w szeregi dowolnej partii. Prawie równie rzadka jest umiejętność szukania wyjścia, które pozwala wyjść przeciwnikowi z twarzą. W tym akurat przypadku rozwiązania obaj Jarosławowie zadbali o to: Kaczyński nie naraża się na ryzyko upokorzenia poprzez jawną utratę większości w Sejmie i w sensie formalnym żadnych wyborów nie odwołuje – po prostu przyjmuje do wiadomości, iż Sąd Najwyższy stwierdzi ich nieważność. Gowin ze swej strony może przykryć fakt, że w końcu się ugiął i nie wyskoczył za burtę Zjednoczonej Prawicy, za to może akcentować, iż jego partia wystąpi na równi z PiS w roli tej, która „gwarantuje Polakom możliwość wzięcia udziału w demokratycznych wyborach” i która „przedstawi propozycje nowelizacji” ustawy o głosowaniu korespondencyjnym, czyli spróbuje uczynić je w ogóle akceptowalnym, o czym za chwilę szerzej.

Rozwiązanie z nieważnością wyborów „wobec ich nieodbycia” brzmi na pierwszy rzut oka jak prawnicze dziwactwo (może warto by rozciągnąć taką konstrukcję logiczną np. na prawo cywilne: kiedy nie spłacę długu, to sąd stwierdzi, iż jest nieważny?), ale jest to w gruncie rzeczy jedno z najmniej pokrętnych rozwiązań, jakie pojawiały się w obiegu w ostatnich tygodniach. Najmniej pokrętne, bo nie wymaga gry pozorów (jak np. taktyczna dymisja prezydenta) albo wprowadzania „na chwilę” stanu nadzwyczajnego, który konstytucja przewiduje w celu zwalczania zagrożeń, a nie do tego, by przesuwać terminy i kadencje. Co więcej: nie wymaga tworzenia teraz na kolanie wielu nowych przepisów, bowiem te już istniejące określają klarownie dalsze postępowanie organów państwa, by kolejne wybory mogły się odbyć.

Zadowoleni, że w sumie udało się wybrnąć z terminowego pata skandalicznie późno, ale w sposób w sumie najmniej paskudny (a także iż koalicja rządząca się utrzyma i będzie mogła zająć się dalszą walką z epidemią i jej skutkami społecznymi) zostawmy już za sobą kwestię daty, bo to nie koniec problemu z wyborami.

Po pierwsze, od razu powstaje niebanalne w sytuacji rozchwiania nastrojów pytanie, co zrobią partie opozycyjne w sytuacji, gdy formalnie całkiem „nowe” wybory otwierają możliwość zmiany kandydatki lub kandydata. Pojawia się, owszem, koncepcja, by w sytuacji, gdy majowe wybory po prostu się nie odbyły – a zatem suweren nie wypowiedział się o dotychczasowych kandydatach – wszystkie siły w parlamencie uzgodniły ustawę, która automatycznie przenosi już zarejestrowaną pulę nazwisk do następnej elekcji (czy to prawnie wykonalne? przy pełnym konsensusie politycznym i spolegliwym Trybunale Konstytucyjnym zapewne tak). Ale czy prezes Kaczyński zrezygnuje z możliwości zasiania nowych swarów i targów o nazwiska w obozie przeciwnika? Decyzja w tej sprawie będzie musiała zapaść błyskawicznie, bo prawo w tym przypadku przewiduje krótkie terminy na zebranie podpisów i dalsze etapy kampanii.

Tym szybciej więc będziemy mogli zająć się znacznie ważniejszą kwestią, którą otwiera wczorajszy pakt Jarosławów. Jest niewiele czasu, by poprawić przepisy o głosowaniu korespondencyjnym tak, by przestały być kpiną z demokratycznych zasad i nie groziły logistyczną katastrofą. Na łamach „Tygodnika” opisywaliśmy najważniejsze mankamenty dotychczasowej ustawy – systematycznie i wyczerpująco wyłożył je Jarosław Flis w swoim opracowaniu, które następnie w sposób syntetyczny ujął w opublikowanym przez nas tekście. Niepokoi w tym kontekście, że partia Porozumienie Jarosława Gowina przedstawi „w uzgodnieniu z Prawem i Sprawiedliwością” projekt nowelizacji, która powinna zostać uzgodniona z jak najszerszym spektrum sił obecnych w parlamencie i z ekspertami, zwłaszcza że wiedza, co i jak należy zrobić, respektując zasady, a zarazem uwzględniając polskie realia i czas, była już w ostatnich tygodniach dość szeroko dyskutowana – por. np. stanowisko ekspertów wyborczych Fundacji Batorego

Czy te i inne uwagi dotarły do ucha Jarosława Gowina i jego współpracowników? I czy zamierzają z nich uczynić użytek? Owszem, Gowin w ostatnich tygodniach wyszedł na polityka odpowiedzialnego i mającego – cóż za rzadkość dla polskiej partii w pierwszej ćwierci XXI w. – pewną dozę samodzielności w działaniu nawet kosztem doraźnego ryzyka marginalizacji, za co spotka go niebawem zemsta prezesa. Ale nie zwalnia to nas od obowiązku, by jemu i wszystkim szatanom, którzy dalej będą przy tym czynni, patrzeć uważnie na ręce.

Czytaj także: Andrzej Stankiewicz: Wybory Jarosławów

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]