Reklama

Oświata: tysiąc złotych to początek

Oświata: tysiąc złotych to początek

25.03.2019
Czyta się kilka minut
Tej debaty nie da się już uniknąć: polska edukacja potrzebuje nie tylko podwyżek, ale też reformy systemu nagradzania i szkolenia nauczycieli.
Prezes ZNP Sławomir Broniarz (z prawej) i przewodniczący OPZZ Jan Guz,  Warszawa, 25 marca 2019 r. / Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Prezes ZNP Sławomir Broniarz (z prawej) i przewodniczący OPZZ Jan Guz, Warszawa, 25 marca 2019 r. / Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Z

Za strajkiem opowiedziało się od 85 do 90 proc. osób z placówek edukacyjnych, które weszły w spór zbiorowy” – ogłosił w miniony poniedziałek przed południem prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. To oznacza niemal pewny strajk w szkołach. Strajk, który może przejść do historii, jeśli od poniedziałku 8 kwietnia od pracy odstąpi faktycznie – jak szacuje ZNP – nawet pół miliona nauczycieli i innych pracowników oświaty. I jeśli akcja, co nietrudno sobie wyobrazić, sparaliżuje kwietniowe egzaminy, a w wersji skrajnej także te maturalne. Wbrew zataczającemu coraz szersze kręgi szantażowi moralnemu, zgodnie z którym nauczycielom strajkować nie wypada, bo to oznacza „branie dzieci jako zakładników”.

Polscy nauczyciele zarabiają za mało. A nawet – wbrew propagandzie sukcesu snutej przez minister edukacji Annę Zalewską – zarabiają coraz mniej, bo mimo ostatnich podwyżek ich przeciętne pobory są niższe w stosunku do średniej krajowej, niż były jeszcze kilka lat temu. Ale niezależnie od rozstrzygnięcia tego sporu jego kres (czy nastąpi on w efekcie strajku, czy może przed 8 kwietnia, nie wiemy – ten numer „Tygodnika” zamykaliśmy jeszcze przed tzw. rozmowami ostatniej szansy między związkowcami a MEN) powinien być początkiem wielkiej debaty o... reformie.


Czytaj także: ŁUKASZ JAROSZ, nauczyciel, poeta i muzyk: Najpierw byłem pasjonatem, potem zacząłem też być frustratem, teraz czuję się dodatkowo frajerem. Jeśli nadarzy się okazja, wezmę udział w strajku.


„Nie poprawimy sytuacji w edukacji, nie pozyskamy młodych absolwentów – mówił w miniony poniedziałek na antenie RMF FM Sławomir Broniarz – jeżeli będziemy im proponowali 1800 złotych na rękę na starcie”. To tylko część prawdy, bynajmniej nie wyłącznie dlatego, że w tej debacie każdy rzuca liczbami, jakie są dlań wygodne (prezes Broniarz podaje zasadnicze wynagrodzenie nauczycieli, mimo że stanowi ono nieco ponad 60 proc. ich faktycznych poborów; MEN posługuje się danymi z uwzględnieniem wszystkich dodatków, a także godzin nadliczbowych). Również z tego powodu, że ten tysiąc złotych, o który jakże słusznie walczą nauczyciele, nie uleczy sytuacji w oświacie.

Jej problemem pozostanie anachroniczny i niejasny sposób wynagradzania – z plątaniną dodatków, „trzynastek” i wyrównań – którego jedyną logiką jest finansowa urawniłowka, za nic mająca podział na nauczycieli wybitnych i kiepskich. A przede wszystkim fakt, że ci drudzy (tak, jest ich w polskich szkołach sporo, o czym i MEN, i związki zawodowe wolą na wszelki wypadek milczeć) trafiają w ogóle do pracy w szkole, bo równie niejasny jest system kwalifikacji do zawodu. Czy sens miałoby ustanowienie listy uczelni uprawnionych do kształcenia tej grupy zawodowej, czy może – jak proponują inni – wprowadzenie państwowego egzaminu na nauczyciela, to kwestie do dyskusji. Najpierw te i podobne postulaty muszą jednak wybrzmieć, co przy okazji sporu między MEN a związkami nie nastąpiło.

Polskiemu nauczycielowi trzeba znacznie więcej zapłacić, ale też więcej od niego – już na starcie – wymagać. Oświatowy strajk, choćby zakończył się pełnym sukcesem, należy więc uznać za pierwszy krok. Kolejnym powinna być reforma: nawet jeśli to straszne słowo budzi po 30 latach nieustannego remontu oświaty zrozumiałą grozę, bez reformy właśnie polska szkoła będzie się staczać w nędzę. Nędzę znacznie głębszą niż tylko ta mierzona chudością nauczycielskich portfeli.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Już nie pamiętam kto to powiedział - dobry fachowiec zarabia pieniądze, kiepski uczy cudze dzieci. Podobnych w wymowie powiedzonek odnoszących się do nauczycieli jest sporo. Ich pozycję i prestiż zawodowy skutecznie rozwalali komuniści i wszystkie ekipy rządzące po nich. Wydaje mi się, że nie ma już czego reformować, ten zbutwiały system sam musi umrzeć. Co roku jestem ciekawy jakież to zadania na matury przygotowano i co roku to samo „ Dziady” i całe to dziadostwo. Pan Broniarz powiada, że nauczyciele mają potężny oręż w ręku - promocję. Potwierdza się prawda, że dziecko rodzi się mądre, a potem musi iść do szkoły, bo niby jak ma się jego inteligencja pracowitość, zaangażowanie do słów tego związkowca. A władza, mój ty panie jedyny, przecież im najbardziej zależy na ciemnocie ludu pracującego, inteligencja stała im kością w gardle zawsze. Z drugiej strony właśnie ta grupa społeczna jest najbardziej skłonna do kolaboracji, byleby ich było na wierzchu. Gdy chodziłem do podstawówki, rodzice nie rozmawiali w naszej obecności o polityce, zresztą wyganiani nas od stołu, gdzie rozmowy prowadzili dorośli. Oni wiedzieli, że nauczyciele donoszą i współpracują. Szkoła z wielkim zapałem wpajała w nas idee człowieka socjalizmu, potem się pozmieniało, a zapał nie minął, większość nauczycieli się mocno nawróciła i nie wyobrażają sobie szkoły świeckiej, apolitycznej, nastawionej na zdobywanie umiejętności, uczącej odporności na manipulacje polityczne. Ot jaki pan taki kram. Tak czy inaczej dostaną ten swój tysiąc i nic się nie zmieni, bo szkoła jest w końcu dla nich, nie dla dzieci.

Podpisuję się pod każdym zdaniem oportunisty. Dodam jeszcze anegdoty prywatne . Zdarzenie pierwsze czasy- nie takie odległe. Młody człowiek wygrywa olimpiadę przedmiotową. Wygrywa ją nim rozpoczął edukację szkolną z tego przedmiotu. Niby radość w szkole, ale … Zgodnie z regulacją nauczyciel ucznia, który osiąga taki wynik otrzymuje nagrodę ministra ( taka uchwała obowiązywała i nadal obowiązuje). Młody człowiek nie miał nauczyciela tego przedmiotu, bo się go jeszcze nie uczył w szkole (motorem były własne zainteresowania i wsparcie rodziny) no ale nagrodę trzeba dać, ostatecznie dostaje ją, w drodze wewnętrznych ustaleń, nauczycielka tego przedmiotu (za to że porządną kobietą była i potrzebowała pieniędzy). Mijają lata i w jednym z najbardziej renomowanych, warszawskich liceów, na koniec roku szkolnego, polonistce w obecności młodzieży wręczana jest nagroda za przygotowanie uczennicy, która otrzymała „podiumowe” miejsce w ogólnopolskiej olimpiadzie. Nauczycielka odbiera nagrodę, a ojciec uczennicy krzyczy – HAŃBA i wszyscy wiedzą dlaczego, bo nauczycielka jest cienka jak polsilver słabiutka i jedyne co potrafi to zanudzić. Udało się, że jednej uczennicy nie zniechęciła (wsparcie rodziny szczególnie desperata ojca). Niestety to nie są jednostkowe przykłady. System promocji, awansu i nagradzania nauczycieli jest chory. Każdy spełnia oczekiwania :). Problemem motywacyjnym nie jest niska kwota na starcie, bo nawet przy takim uwarunkowaniu można pozyskać ambitnych, zaangażowanych i inteligentnych ludzi, problem jest o wiele bardziej złożony. Nie rozumiem dlaczego nie można zastosować sprawdzonych systemów oceny (rzetelnej) i powiązanych z nią systemów motywacyjnych. Inną sprawą jest kwestia programowa – żenada w różnych odsłonach – polski, historia a nawet wydawałoby się odporna politycznie matematyka. No cóż powszechny system edukacji mamy ukierunkowany na dziady. Oczywiście będą wyjątki – z czasem odnajdą się w najdroższych prywatnych szkołach, w których dzisiaj czesne za 1 rok podstawówki zaczyna się od 50 tysięcy złotych. W tych szkołach nauczyciele są oceniani i nagradzani – zostają ci, którzy są bardzo dobrzy.

Pełna zgoda, że problem nie narodził się 2 lata temu. Pełna zgoda że jest wielu "dziadowskich" nauczycieli. Doszło jednak do dość dziwnego założenia, że lekarz może rżnąć kasę, prawnik może rżnąć kasę, ale nauczyciel <<to misja>> i ma się nią nakarmić (i przy okazji swoje dzieci). Skoro PiS jest taki prorodzinny, a "nauczyciele powinni być przy dzieciach", to chyba nie popełniam błędu logicznego pisząc, że w pierwszej kolejności trzeba być przy SWOICH DZIECIACH. Są pieniądze na 500+ dla wszystkich dzieci /na czele z bogatymi/ to są też pieniądze dla nauczycieli. Koniec. Kropka.

Skoro nauczyciel nie ma powołania ale chce kasę bo na zycie potrzeba - to rozumiem. No to może niech idzie tam gdzie można zarobić więcej, przecież ani powołanie, ani misja ani pieniądze go nie trzymają. Mimo wszystko nie dawałabym za tzw "czy się siedzi czy się leży ..." tylko za jakość pracy.

Nikt pracuje na 100% z misji, albo 100% dla pieniędzy. Większość z nas (wśród nauczycieli też) ma trochę tak - trochę tak. Ma Pani rację - czasami trzeba zmienić pracę, ale nie sugerujmy że to RZECZYWISTE rozwiązanie dla dziesiątek/setek tysięcy ludzi...

... nie są najlepszymi obrońcami interesów nauczycieli. Branie dzieci jako zakładników w tym sporze degradują zawód nauczyciela ... Pan Broniarz i ZNP wystarczająco skompromitował się w sprawie gimnazjów, wystarczająco skompromitował się w niedawnej wypowiedzi odnośnie promocji uczniów...

przypomnę, że ZNP to organizacja o 105-letniej tradycji i historii - można nie lubić Broniarza czy Zalewskiej ale nie powinno się tym chwalić z pozycji niedouka [a co do gimnazjów, myślę, że dla dobra młodzieży i stabilności systemu edukacji ZNP mogło by protestować także przeciw ich przywracaniu, nic tak od dekad nie szkodzi edukacji jak ciągłe jej "reformy"]

Pozwolę sobie zauważyć że na dzień dzisiejszy ten zawód jest już tak zdegradowany że to mu nie zaszkodzi w tej materii nie zaszkodzi.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]