Reklama

Ostatnie pokolenie

Ostatnie pokolenie

30.11.2020
Czyta się kilka minut
Na świecie żyje jeszcze kilka małp, z którymi można porozmawiać. Ale większości badaczy nie obchodzi już, co mają do powiedzenia.
Kanzi, najbardziej elokwentny szympans bonobo na świecie. Des Moines, USA, 2014 r. Fot. FRANS LANTING / EAST NEWS
L

Lana zmarła w 2016 r. Była pionierką. Nie ukończyła jeszcze dwóch lat, gdy w 1971 r. trafiła do labo ratorium Duane’a Rumbaugha na Georgia State University w Atlancie. Sercem tej placówki był komputer, który wykonywał kilka poleceń po wpisaniu odpowiednich komend – np. włączał muzykę, otwierał dostęp do schowków z jedzeniem, uchylał okno. Komendy wpisywano przy użyciu nietypowej klawiatury – zamiast liter i cyfr widniały na niej abstrakcyjne graficzne symbole nazywane leksygramami. Większość z nich odpowiadać miała konkretnym słowom, np. OTWIERAĆ, OKNO, DAWAĆ, BANAN, KAWA, JABŁKO, KOC, PODŁOGA, TY, MNIE, WIĘCEJ.

Rumbaugh liczył na to, że młodziutka szympansica nauczy się, metodą prób i błędów, wpisywania poprawnych komend do komputera, dzięki czemu będzie w stanie powiązać poszczególne symbole z ich znaczeniami. Lana miała także nauczyć się wykorzystywać leksygramy w interakcjach z opiekunami, którzy mogli się do niej w ten sam sposób zwracać – co przypominałoby namiastkę rozmowy.

Gramatyka wpisywanych do komputera sekwencji leksygramów po części nawiązywała do angielskiej, jednak cały ten system komunikacji był właściwie nowym, sztucznym językiem, zaprojektowanym w myśl zasad, które rozumiał prawdopodobnie tylko jego twórca – niemiecki filozof Ernst von Glasersfeld. Na cześć jednego z pionierów badań nad małpami, Roberta Yerkesa, nowy język nazwano yerkish.

Każdą wypowiedź w yerkish należało rozpocząć od znaku funkcyjnego, określającego, z jakiego typu zdaniem będziemy mieli do czynienia: oznajmieniem, pytaniem czy prośbą (żądaniem). Istniały w tym języku także inne specjalne leksygramy, o bardziej abstrakcyjnym znaczeniu: zakończenia wypowiedzi (KROPKA), afirmacji (TAK), negacji (NIE), były też wyrażenia porównawcze (TAKI JAK, INNY NIŻ) czy leksygram wskazujący (TO).

Naukowcy, którzy pracowali z Laną, zapewniali, że ich podopieczna osiągnęła pewien poziom językowych kompetencji. Po pierwsze, umiała sterować komputerem zgodnie z własną wolą – np. uzyskiwać dostęp do jedzenia ukrytego w pojemnikach. Po drugie, potrafiła porozumiewać się z ludźmi – o przyniesienie kawy nauczyła się prosić na kilkanaście różnych sposobów. Kilka razy miała nawet przeprowadzić dłuższe rozmowy – np. rzekomo celowo odmawiała wykonania polecenia opiekuna (wpisania komendy otwierającej okno), ponieważ droczyła się z nim lub obraziła za to, że nie chciał spełnić jej zachcianki (przynieść jej soku).

Inni badacze podważali jednak tak szczodrą dla Lany interpretację jej zachowania. Zespołowi Rumbaugha nie udało się zaprojektować eksperymentów, które jednoznacznie określałyby poziom kompetencji językowych szympansicy, zwłaszcza w sytuacjach społecznych. Doniesienia o jej dłuższych rozmowach przemycano wyłącznie w formie anegdot, ogromna zaś większość krótkich wypowiedzi Lany mogła nie mieć charakteru komunikacyjnego. Sprowadzały się do wywoływania jakiejś fizycznej zmiany w świecie – otwarcia okna, włączenia muzyki czy uzyskania dostępu do pożywienia – za pomocą odpowiedniej sekwencji leksygramów, co bardziej przypomina obsługiwanie maszyny niż konwersację.

Nawet „prośby”, które Lana kierowała do ludzi, z jej perspektywy mogły być czymś w rodzaju zaklęć. Żeby uznać zachowanie Lany za językową komunikację, należałoby udowodnić, że traktowała ona ludzi jako partnerów do rozmowy – istoty posiadające stany mentalne. Tak wcale nie musiało być. Szympansica mogła postrzegać swoich opiekunów jako pozbawionych umysłów zombie, którymi, przy pomocy „magicznych” sekwencji leksygramów, można do pewnego stopnia sterować.

Nawet jeśli Lana nie była pierwszą małpą, z którą można było prowadzić rozmowę, to przetarła ona szlak takim osobnikom.

JEDNYM Z NICH BYŁ SHERMAN – samiec zmarły na początku 2018 r. Gdy po kilku latach edukacji Lana przestała robić zauważalne postępy, Rumbaugh sprowadził do swojego laboratorium dwa kilkuletnie szympansy: Shermana oraz Austina. Do zespołu dołączyła natomiast młoda badaczka, Susan Savage (później Savage-Rumbaugh).

Do tej pory w edukacji Lany główny nacisk położony był na gramatyczną poprawność zdań – to dlatego szympansica musiała wpisywać sekwencję nawet pięciu-sześciu symboli, by dostać szklankę soku. Z dzisiejszej perspektywy takie podejście może wydawać się dziwaczne, ale w tamtych latach wśród językoznawców dominował spopularyzowany przez Noama Chomsky’ego pogląd, że gramatyka (zbiór reguł generowania poprawnych wypowiedzi) stanowi esencję języka. Najprostszym sposobem na przekonanie sceptyków o zdolnościach lingwistycznych małp było udowodnienie, że są w stanie wyuczyć się jakichś reguł gramatycznych.

Savage-Rumbaugh nie przepadała za koncepcją Chomsky’ego. Nie robiło jej różnicy, czy szympansy używają długich sekwencji leksygramów, czy pojedynczych symboli, jeśli tylko kontekst tego użycia wskazywał, że mamy do czynienia z komunikacją. Komputer Lany wprawdzie zapamiętywał wszystkie wpisane sekwencje symboli, co pozwalało w nieskończoność analizować poprawność gramatyczną, ale był całkowicie ślepy na kontekst wypowiedzi szympansicy. Projekt trzeba było zacząć od początku.

W 1976 r. Sherman i Austin rozpoczęły edukację. Szympansom pokazywano po kolei różne leksygramy. Gdy ich dotykały, dostawały rzecz, do której odnosił się dany symbol – z początku różne owoce. Potem sięgnięto po ich plastikowe atrapy: gdy Sherman bądź Austin na widok sztucznego jabłka wskazywały leksygram JABŁKO, w nagrodę dostawały inny owoc. W ten sposób nauczyły się, że w zadaniu nie chodzi o proszenie o różne rzeczy, tylko ich nazywanie, a leksygram może funkcjonować jako symbol rzeczy, do której się odnosi. Z czasem do ich słownika wprowadzono także leksygramy oznaczające narzędzia – patyki, klucze, słomki czy gąbki – które mogły służyć do wydobywania umieszczonego w różnych schowkach pożywienia. Oba samce łatwo nauczyły się kategoryzacji: na jedną kupkę odkładały tabliczki z leksygramami odnoszącymi się do narzędzi, na inną – do rzeczy jadalnych.

Wreszcie przyszedł czas na dialog. Shermana zamykano w jednym pokoju, Austina – w drugim. Jedna małpa miała dostęp do narzędzi, druga – do pojemników z pożywieniem. Gdy pierwszy szympans zobaczył, że do jego pokoju wniesiono określony pojemnik, musiał odpowiednim leksygramem zakomunikować partnerowi, jakiego narzędzia potrzebuje. Ten z kolei musiał zrozumieć prośbę oraz odnaleźć i podać oczekiwane narzędzie. Po wykonaniu zadania małpy dzieliły się wydobytym z pojemnika smakołykiem. Gdy czasem dochodziło do pomyłek – jeden z szympansów podawał niewłaściwe narzędzie – drugi irytował się i próbował go odpowiednio pokierować. Nie było w tym wszystkim złożonej gramatyki, ale była komunikacja.

W tego rodzaju schematach eksperymentalnych Sherman i Austin rozwijały swoje zdolności językowe, uczyły się współpracy i zwracania uwagi nakierowane do nich wypowiedzi. Ich zasób słownictwa systematycznie rósł – w ciągu kilku lat opanowały kilkadziesiąt leksygramów. Yerkish zaś zaczął żyć własnym życiem – nikt nie przejmował się już jego pierwotnymi zasadami. Ani tymi dotyczącymi tworzenia kolejnych symboli, które zaczęły przyjmować zupełnie chaotyczne kształty, ani gramatyką. W przeciwieństwie do Lany, Sherman i Austin nauczyły się także znaczeń wielu angielskich słów, bo w kontaktach z nimi naukowcy używali nie tylko leksygramów, ale także mowy.

KOKO ZMARŁA kilka miesięcy po Shermanie. Najsłynniejsza gorylica świata, bohaterka okładek poczytnych magazynów (m.in. dwukrotnie „National Geographic”), nie znała ani jednego leksygramu. Jej opiekunka, Francine Patterson, we wczesnych latach 70. XX w. zaczęła ją uczyć amerykańskiego języka migowego (ASL). Koko nie była pierwszą małpą, która posługiwała się tym językiem – wcześniej psycholog Roger Fouts z różnym skutkiem uczył ASL wiele szympansów (najsłynniejsza z nich, Washoe, zmarła w 2007 r.) – ale to właśnie Koko osiągnęła na tym polu największą biegłość.

Metoda Foutsa – zastosowana także u Koko – polegała na układaniu przez nauczyciela dłoni małpy w gesty języka migowego, a następnie pokazywaniu przedmiotu bądź czynności, do której dany znak się odnosił. Różni badacze stosowali nieco inne kryteria uznawania, że jakiś gest został przez małpę opanowany, niemniej Koko powszechnie uchodziła za rekordzistkę – przez całe życie używała ponad tysiąc gestów ASL, które potrafiła łączyć nawet w kilkunastoelementowe wypowiedzi. Rozumiała także podobną liczbę angielskich słów. Można było prowadzić z nią proste rozmowy – nie tylko pytać, na co akurat ma ochotę, ale również prosić o skomentowanie czegoś albo wymieniać się informacjami. Jej pierwsze sukcesy przyjmowano z niedowierzaniem: zanim Koko zdobyła światową sławę, wśród naukowców panowało przekonanie, że goryle są zbyt głupie, uparte i agresywne, by mogły osiągnąć jakąkolwiek językową biegłość. Koko, jak podkreślali autorzy opublikowanego w „American Journal of Primatology” pożegnania, była łagodna, figlarna i ciekawa świata, a nade wszystko – pragnęła społecznych interakcji. Ku rozczarowaniu jej opiekunów z organizacji Gorilla Foundation nigdy nie zaszła w ciążę. Swatano ją dwukrotnie: z Michaelem (zmarłym w 2000 r.), także uczonym języka migowego, z którym przez lata spontanicznie komunikowała się w ASL, oraz z Ndume, którego sama wybrała spośród grupki kandydatów na wideorandce.

JĘZYKOWEGO PRZEDSTAWICIELA miały także orangutany, jednak Chantek też już odszedł – w sierpniu 2017 r. Ten samiec, którego imię po indonezyjsku oznacza „piękny”, zasłynął z moralnie dwuznacznego zachowania. W ciągu kilku miesięcy w 1982 r. jego nauczycielka ASL, antropolożka Lyn Miles, zanotowała kilkadziesiąt potencjalnych prób oszustwa. Chantek miał systematycznie używać znaku BRUDNY – którym wcześniej sygnalizował potrzebę skorzystania z toalety – nie zmuszony fizjologią, ale wiedziony chęcią zabawy papierem toaletowym, pralką i suszarką, do których inaczej nie miałby dostępu. Podczas spacerów miał również celowo używać gestu KOT do odwracania uwagi opiekunów i przedłużania wycieczki – żadnego kota nie było w pobliżu.

Wiele małp uczonych języka – wśród nich Koko i Chantek – dożywało spokojnej starości nie w ośrodkach badawczych, ale w ogrodach zoologicznych lub rezerwatach, gdzie budziły większe zainteresowanie turystów niż naukowców. Pielgrzymowali do nich celebryci, telewizje kręciły filmy dokumentalne, ale nie powstawały już nowe, duże projekty badawcze.

Winę za to ponosi spór, jaki rozgorzał w środowisku. Na przełomie lat 70. i 80. większość językoznawców przyjęła, że wszystkie doniesienia o zdolnościach językowych małp są efektem „nieświadomej stronniczości, samooszukiwania się, magicznych sztuczek i przedstawień cyrkowych” – jak ujął to w 1979 r. Thomas Seboek w „Psychology Today”. Do takiego wniosku skłoniło go fiasko przeprowadzonego z ogromnym rozmachem Projektu Nim. Jego uczestnik, szympans Nim Chimpsky, nie nauczył się posługiwać gestami ASL w kontekście komunikacyjnym. Co prawda Nim opanował setki gestów ASL, ale ich użycia nie były spontaniczne. Analiza tysięcy godzin nagrań wykonanych w trakcie eksperymentu ujawniła, że Nim w swoich wypowiedziach albo wprost naśladował rozmówców (nauczycieli), albo jego gesty były przez nich nieintencjonalnie prowokowane. Dowody były mocne: żaden inny projekt nie był tak dobrze udokumentowany.

Gwoździem do trumny badań nad „gadającymi małpami” miały być inne eksperymenty lidera Projektu Nim, Herberta Terrace’a, w których udowodnił, że nawet gołębie potrafią nauczyć się wykonywania wielu, na pozór złożonych, zadań poznawczych – np. kategoryzować bodźce, rozróżniać kształty czy dziobać w odpowiedniej kolejności kilka przycisków, by uzyskać dostęp do pożywienia. Nie ma więc sensu ekscytować się tym, co potrafią małpy. Ani dziobiące gołębie, ani bawiące się klawiaturą szympansy nie mogą mieć wiele wspólnego z prawdziwym językiem. W tym wszystkim musiało chodzić o jakąś wyrafinowaną tresurę.

W atmosferze nieufności wobec badaczy językowych zdolności zwierząt coraz trudniej było zainteresować redakcje czasopism naukowych nowymi publikacjami w tej dziedzinie, a grantodawców – projektami badań, niezwykle przecież kosztownych. Utrzymywanie laboratoriów z małpami i ich nauczycielami pochłaniało fortunę, a wyników badań można było oczekiwać dopiero po wielu latach. Zresztą, rozłamy w środowisku nie sprzyjały postępom – nie rodziły się nowe, przełomowe idee, zwolennicy przeciwnych stanowisk okopywali się na swoich pozycjach, a naukową debatę zastępowały ataki personalne.

SYTUACJĘ NIECO ZMIENIŁ KANZI. Urodzony w 1980 r. bonobo już jako niemowlę trafił do laboratorium, w którym Sherman i Austin z mozołem przyswajały kolejne porcje leksygramów, podawały sobie narzędzia i słuchały rozmawiających po angielsku Duane’a Rumbaugha i Susan Savage-Rumbaugh. Przyglądając się starszym małpom, Kanzi spontanicznie, bez żadnego treningu, podłapał znaczenia kilkunastu leksygramów oraz angielskich słówek. Gdy badacze zdali sobie z tego sprawę, zaczęli w interakcjach z nim używać kolejnych, które także przyswajał z łatwością niespotykaną wcześniej u żadnej innej małpy. Wyglądało na to, że Kanzi uczy się języka tak, jak każde ludzkie dziecko: bez większego wysiłku, po prostu uczestnicząc w społecznych interakcjach. Z czasem okazało się też, że Kanzi nie jest wyjątkiem. Kolejne małpy, wychowane w takich samych warunkach, zaczęły osiągać zbliżone wyniki.

Dzięki Kanziemu projekt yerkish naukowo się rozwijał, mimo że środowisko pozostawało silnie podzielone. Redakcje najbardziej prestiżowych czasopism zaczęły odmawiać drukowania artykułów poświęconych małpom uczonym języka. Albo miały już powyżej uszu sporów wokół gadających małp (jak utrzymywali Rumbaugh i Savage-Rumbaugh) – albo nie były zadowolone ze stosowanych standardów metodologicznych (jak twierdzili sceptycy).

Niemniej niektóre eksperymenty z udziałem Kanziego trafiły do kanonu i dziś mało kto podważa ich wyniki. W najbardziej znanym bonobo pokonał 2,5-roczną dziewczynkę Alię (córkę jednej z badaczek z zespołu Savage-Rumbaugh). Zadanie polegało na stosowaniu się do wypowiadanych w języku angielskim poleceń typu: wykonaj czynność A z przedmiotem B w miejscu C (np. nalej soku z lodówki do szklanki, wynieś telewizor na zewnątrz, daj zastrzyk leżącej na podłodze maskotce). Kanzi poprawnie wykonał blisko trzy czwarte poleceń – Alia o 10 proc. mniej. Każde ze zdań użytych w eksperymencie było dla obojga nowe, a osoba wypowiadająca polecenia zakrywała twarz – nie mogła więc nieświadomie przekazywać wskazówek spojrzeniem czy mimiką.

Po kilkunastu latach nawet Kanzi zmienił się jednak z jednego z najbardziej interesujących obiektów badawczych we wszechświecie w kolejnego małpiego celebrytę. Nie uczestniczył w eksperymentach, ale miał coraz więcej obowiązków – przyjmował gości z całego świata, występował w telewizji, zasiadał w składzie jury w konkursach kulinarnych. W wyniku wewnętrznego konfliktu w laboratorium razem z częścią małp, m.in. swoją przyrodnią siostrą Panbanishą (także niezwykle wykształconą językowo), został przeniesiony do innego ośrodka – Great Ape Trust w Des Moines (obecnie Ape Cognition and Conservative Initiative).

Na naukowej emeryturze Kanzi, karmiony śmieciowym jedzeniem, za którym przepadał, potwornie się roztył. Dopiero w ostatnim czasie, po radykalnych zmianach w ośrodku w Des Moines (co wiązało się z rozstaniem z Savage-Rumbaugh w 2013 r.), zrzucił 35 kg i wrócił do dobrej formy. Nowa dyrekcja wzięła również za cel wznowienie projektu naukowego, ale jak na razie niewiele z tego wychodzi. Mimo że do słownika Kanziego od czasu do czasu dodawano nowe leksygramy, w ostatniej dekadzie nie został opublikowany żaden artykuł badawczy, który przedstawiałby jakieś nowe ustalenia projektu yerkish. Pojawiło się jedynie kilka mało interesujących podsumowań lub badań związanych z pozajęzykowymi zdolnościami Kanziego (działaniem uwagi, pamięci itd.). Sytuacja nie wyglądała lepiej u tych osobników uczonych yerkish, które pozostały w Atlancie – od śmierci Shermana w dawnym laboratorium Duane’a Rumbaugha nie ma już ani jednego szympansa.

W 2012 R. NA ZAPALENIE PŁUC zmarła Panbanisha. Nie doczekała trwającej rewolucji naukowej, która mogłaby pozwolić bardziej docenić ją oraz jej towarzyszy i postawić przed nimi nowe zadania. W ostatnich latach różni uczeni udowadniali, że w naturalnych społecznościach szympansów występują tradycje kulturowe, że małpy te posiadają „teorię umysłu” (potrafią przyjmować cudzą perspektywę, rozumieją, iż inne osobniki kierują się własnymi intencjami i mają określony zasób wiedzy) oraz że potrafią nauczyć się skomplikowanych reguł (np. gry w kamień, nożyce i papier). Wiemy dziś także, że szympansy w naturalnej komunikacji, kiedyś uznawanej za ograniczoną i mało interesującą, mogą przekazywać bogate treści, np. rozróżniać jabłka i kiwi albo komunikować lokalizację przedmiotów. Wiemy, że znaczenie wydawanych przez nie dźwięków może być modyfikowane przez składnię.

W żadnym z tych przełomowych badań nie brały udziału małpy uczone języka, ale ich opiekunów zdobyta ostatnio wiedza nie mogła zaskoczyć. Obcując z Kanzim, Koko, Panbanishą i spółką, większość z tych doniesień przyjmowali za pewnik. Choć sami nie potrafili tego udowodnić.

W niedawnym podsumowaniu językowych eksperymentów z udziałem małp Michael Tomasello, autor części tych rewolucyjnych ustaleń, stwierdził, że szympansy nie odstają pod kątem zdolności poznawczych od ok. dwu-, trzyletnich dzieci. Brakuje im jednak tak silnych jak u dzieci skłonności do utożsamiania się z innymi oraz motywacji do angażowania się we wspólne przedsięwzięcia. Dlatego nawet jeśli nauczą się podstaw języka, nie będą go używały do miłego spędzania czasu z przyjaciółmi, tylko do wyrażania próśb (lub żądań). Dzieci są z natury nastawione na współpracę – małpy na konkurencję.

Ale jeśli Tomasello ma rację, to trzeba postawić pytanie, czy nie dałoby się obejść tego problemu, np. stosując nowe metody wychowawcze albo inaczej projektując sesje treningowe. Już wcześniej do ogromnych postępów prowadziły pozornie banalne zmiany w eksperymentach: np. wyłączenie z nich udziału ludzi, którzy dla małp muszą być bardzo zagadkowi (okazało się, że małpy świetnie rozumieją inne małpy), albo odgórny podział nagrody dla uczestników zadania (okazało się, że szympansy chętnie współpracują, jeśli wiedzą, że po wszystkim nie będą musiały stoczyć z sobą walki o każdy kawałek jabłka). Tego rodzaju historie nauczyły nas, że szympansy mogą być znacznie mądrzejsze niż nasze eksperymenty. I że ich umysły jeszcze wiele razy nas zaskoczą.

Wciąż nie wiemy, czy Kanzi osiągnął ostateczny poziom rozwoju języka, na jaki pozwala jego małpi mózg. Ani tego, jak ewoluowałby yerkish, gdyby dać szansę nauczyć się go kilku kolejnym pokoleniom szympansów. Nie wiemy też, jak język wpłynąłby na życie większej społeczności, czy byłby używany do rozwiązywania konfliktów, zawierania koalicji, koordynacji zachowania, egzekwowania panujących w grupie reguł.

To zdumiewające, że wiek XXI przyniósł zupełnie nową erę badań nad umysłami małp, ale nikt nie zainteresował się ponownie najbardziej niezwykłymi spośród nich. Obecnie w ośrodku w Des Moines pozostało siedem bonobo znających yerkish na różnym poziomie. O małpach uczonych języka migowego już w ogóle nie słychać. Ta siódemka to prawdopodobnie ostatnie pokolenie małp, które potrafi rozmawiać. Prędzej czy później wszystkie wymrą. Pytania, na które razem z nimi moglibyśmy odpowiedzieć, pozostaną. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Filozof i kognitywista z Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych oraz redaktor działu Nauka „Tygodnika”, zainteresowany dwiema najbardziej niezwykłymi cechami ludzkiej natury: językiem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Wciąż nie wiemy [...] jak ewoluowałby yerkish, gdyby dać szansę nauczyć się go kilku kolejnym pokoleniom szympansów. Nie wiemy też, jak język wpłynąłby na życie większej społeczności...". Gdybyśmy mieli wiedzieć, to już byśmy wiedzieli. O ile Chomsky zasadniczo ma rację, a po kilkudziesięciu latach nie ma żadnych przesłanek, żeby uważać inaczej. "Najprostszym sposobem na przekonanie sceptyków o zdolnościach lingwistycznych małp było udowodnienie, że są w stanie wyuczyć się jakichś reguł gramatycznych". Nie "jakichś reguł", tylko kompletnej gramatyki, jaka cechuje bez wyjątku wszystkie języki. Nie znamy żadnej społeczności ludzkiej, która nie komunikowałaby się za pomocą w pełni funkcjonalnego języka, przekazywanego z pokolenia na pokolenie bez wyrafinowanych metod tresury, a w razie potrzeby tworzonego spontanicznie (o czym rozmawiają w tym numerze red. Goc i dr Rutkowski: "Równoległa rzeczywistość"). Swoistość ludzkiej mowy polega właśnie na tym, że wszystkie języki jako systemy generowania nieskończonej liczby wypowiedzeń za pomocą relatywnie niewielkiego i zamkniętego zbioru reguł są pod względem funkcjonalnym równoważne i "doskonałe". Innymi słowy, wszystko, co jest do powiedzenia w dowolnym języku, da się powiedzieć w dowolnym innym, chociaż może to wymagać wymyślenia (ale też według już gotowych reguł) lub zapożyczenia słów dla pewnych pojęć, jakich w tym drugim języku nie było dotąd okazji nazwać i wyrazić. Trochę to komplikuje problem lingwogenezy, no ale trudno mieć pretensje do rzeczywistości, że nie zawsze pasuja do niej nasze paradygmaty.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]