Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Oskarżam

Oskarżam

15.01.2018
Czyta się kilka minut
W Polsce umiera chrześcijaństwo. Wykorzeniają je gorliwi członkowie Kościoła. Biskupi milczą, niestety.
Fot. Grażyna Makara
Fot. Grażyna Makara
P

Przed kilkoma miesiącami wysłałem do niemal stu polskich biskupów list, w którym starałem się zdefiniować najpilniejsze zadania stojące przed polskim Kościołem (tekst listu opublikował „TP” w nr. 22/2017). Pisałem go w przekonaniu, że to już mój ostatni głos na temat sytuacji w polskim Kościele. W międzyczasie zrozumiałem jednak, że dramat się pogłębia.

Oto na naszych oczach umiera w Polsce chrześcijaństwo. I nie jest to wynik propagandy libertyńskiej, zabiegów kół masońskich czy międzynarodowych spisków. Chrześcijaństwo wykorzeniamy my sami, duchowni i najgorliwsi członkowie Kościoła, własnymi rękami i na własne życzenie.

Coraz więcej osób przestaje identyfikować się z Kościołem. Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego odnotował ostatnio najwyższy od kilku lat spadek uczęszczających do kościoła. W 2016 r. liczba ta spadła w porównaniu z rokiem 2015 o ponad 3 proc. i wynosi 36,7 proc – najmniej w powojennej historii Polski.

Cóż się takiego stało? Wprowadziliśmy w naszą religijność element, który ją rozsadza: wrogość. Jesteśmy nią nie tylko zarażeni, ale przyzwyczailiśmy się do niej: stała się do pewnego stopnia wręcz naszym znakiem rozpoznawczym. A gdzie jest wrogość, tam prawo obywatelstwa ma nienawiść – wroga przecież należy zniszczyć. Można więc pluć, drwić i deptać ludzi, można bezpodstawnie oskarżać ich o niegodziwości, a nawet zbrodnie, i równocześnie powoływać się na Ewangelię, stroić się w piórka obrońcy chrześcijańskich wartości i Kościoła, odbywać pielgrzymki na Jasną Górę, składać świątobliwie ręce do modlitwy i ukazywać w mediach rozmodloną twarz.

Przecież to już nie jest chrześcijaństwo, tylko jego parodia.
Antykatecheza o uchodźcach

Ilustracją tego, jak bardzo wrogość wsączyła się w nasze myślenie, jest stosunek do uchodźców i migrantów. Jeszcze dziesięć lat temu 70 proc. Polaków było zdania, że skoro nas, gdy sami byliśmy uchodźcami, przyjmowano godnie w innych krajach, to i my winniśmy okazać gościnność uciekającym przed okrucieństwem wojny. Dziś wszystko się odwróciło: 63 proc. Polaków jest przeciw przyjmowaniu uchodźców. Oto namacalny rezultat agresywnej antykatechezy którą uprawiają politycy, wspierani niestety przez wielu duchownych.

Nikt nie mówi, że goszczenie przybyszów, zwłaszcza należących do innej kultury i religii, jest proste. Jednak każdy człowiek skrzywdzony i zraniony, także uchodźca, ma – jak przypomina papież Franciszek – „twarz Chrystusa”. Zwolennicy zamknięcia granic przed obcymi głoszą, że bronią cywilizacji chrześcijańskiej, kultury religijnej, ba – Ewangelii i samego Chrystusa. „Człowiek jest drogą Kościoła” – uczył jednak nasz święty papież. Mamy służyć człowiekowi. Każdemu. To podanie ręki drugiemu, zwłaszcza obcemu, jest najlepszą obroną Chrystusa i Kościoła.

Aż się wierzyć nie chce, jak bardzo wrogość zagościła w głowach polskich katolików. Kilkanaście dni temu jeden z bliskich mi i zasłużonych kapłanów powiedział: „na szczęście nasz rząd nie wpuścił tej dziczy do Polski… To nie są ludzie, ale DZICZ…”.

Rządzący dziś Polską odwołali się do najbardziej mrocznych zakamarków polskiej duszy. Potrafili „ulepić potwora” i przestraszyć prawie dwie trzecie Polaków, dobrze wiedząc, że może to przynieść wyborcze zwycięstwo. Uciekinierzy z Afryki i Bliskiego Wschodu – wbijano ludziom do głowy – to nie ofiary przemocy i ludzie wołający o ratunek, tylko cyniczni muzułmanie, którzy będą niszczyć katolicki naród i gwałcić polskie kobiety.


Czytaj także: Naród między chrztem a bierzmowaniem - rozmowa z o. Ludwikiem Wiśniewskim


Owszem, Konferencja Episkopatu zaproponowała stworzenie „korytarzy humanitarnych”. Takie korytarze istnieją w innych krajach, nie obciążają budżetu państwa i umożliwiają leczenie pacjentów w stanie krytycznym, którzy nie mogą liczyć na pomoc w Syrii. Ale nasz rząd, złożony z ministrów zasiadających w pierwszych ławach warszawskiej katedry na smoleńskich „miesięcznicach”, odrzucił tę propozycję, twierdząc, jeśli dobrze zrozumiałem, że jest ona zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. Większej hipokryzji nie można sobie wyobrazić.

Trzeba z całą mocą zawołać: polska polityka wobec uchodźców jest haniebna. „Na granicy Europy, na oczach cywilizowanego świata, giną bezbronni ludzie”, powiedział kard. Kazimierz Nycz, a my, nie wyciągając do nich ręki, przekreślamy Ewangelię. Bratnie kraje z naszej europejskiej Wspólnoty, np. Grecja i Włochy, borykają się z problemem uchodźców, których przecież nie zapraszali do siebie, a Polska zrywa solidarność z nimi i coraz bardziej się izoluje.

W takiej sytuacji każdy krok ma znaczenie, jak choćby propozycja Janiny Ochojskiej, którą poparli prymas i przewodniczący Episkopatu, by 14 stycznia w Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy księża użyli formularza mszy za uchodźców.

Ale wielu wiernych zatroskanych o Kościół pragnie, aby nasi pasterze oświadczyli rządzącym, że uznają prawo demokratycznie wybranych przedstawicieli narodu do prowadzenia polityki wewnętrznej i zewnętrznej, ale równocześnie, jako pasterze Kościoła, zobowiązani są do „wydawania oceny moralnej nawet w kwestiach dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz” („Gaudium et spes”, 76). Dlatego pasterze polskiego Kościoła z całą odpowiedzialnością oświadczają, że stosunek rządu do uchodźców jest nieewangeliczny i niechrześcijański. W związku z czym proszą, aby władze RP swojej polityki nie uzasadniali troską o dobro religii chrześcijańskiej i Kościoła katolickiego. Biskupi bowiem oceniają, że taka „troska” nie służy Kościołowi, ale go niszczy.

Powszechnie się uważa, że za piekło, które rozpętało się w Polsce, odpowiada jeden człowiek. Ja też tak do pewnego czasu myślałem. Ale kiedy w Sejmie padły haniebne słowa o „mordach zdradzieckich” i „kanaliach”, a posłowie partii rządzącej zamiast spalić się ze wstydu, nagrodzili te wyzwiska owacją na stojąco, zrozumiałem, że to oni – stojący i wiwatujący – tak naprawdę odpowiadają za to, co się dziś dzieje.

Jeszcze nie tak dawno Polska była szanowanym liderem przemian po upadku komunizmu, a teraz stała się „chorym człowiekiem Europy”. Nie widzicie tego, posłowie i senatorowie? Wiele najpoważniejszych autorytetów oskarża was o niszczenie Polski, ja natomiast, z wielkim zażenowaniem, ale z całą stanowczością oskarżam was o niszczenie chrześcijaństwa i dlatego proszę, byście zaniechali głoszenia, że jesteście obrońcami Kościoła.
Radiowa trucizna

Przeciwnicy przyjmowania uchodźców nie odnieśliby tak wielkiego sukcesu, gdyby w życie religijne Polaków od lat nie wsączano wrogości. Wybitni psychologowie twierdzą wszak, że najlepszym, choć godnym potępienia sposobem integrowania grupy jest wymyślenie zewnętrznych wrogów i ciągłe straszenie nimi. Mistrzem świata w tej kategorii jest o. Tadeusz Rydzyk. W jego wystąpieniach stale przewijają się zdania: jesteśmy prześladowani, chcą nas zniszczyć, bo kochamy Polskę i Kościół, bezustannie nas atakują… Nasi krytycy „nienawiść sączą do Polaków, do Polski, do Kościoła, do Radia Maryja” – powiada ojciec dyrektor.


Czytaj także: "Kołaczcie, a otworzą wam" - o tekstach o. Ludwika Wiśniewskiego w "Tygodniku Powszechnym"


Czy nie ma w Radiu Maryja, Telewizji Trwam, „Naszym Dzienniku” modlitwy? Jest. Czy nie ma świetnych konferencji i dobrych tekstów? Są. To dlaczego Wiśniewski i jemu podobni je atakują? Bo modlitwa jest przeplatana napaściami na ludzi, a to już nie jest chrześcijaństwo.

Widzenie wszędzie wrogów i agresja są specyficznymi cechami sekt. Prof. Norman Davies (podziwialiśmy jego umiejętność patrzenia na polskie dzieje bez emocji i widzenia w nich tego, czego rodzimi historycy nie dostrzegają) powiedział niedawno: „Polscy wierni łykają w kościołach truciznę”. Zdanie to można odnieść także do mediów ojca dyrektora. Piszący te słowa usiłował przez pewien czas odmawiać różaniec z Radiem Maryja, ale na dłuższą metę się nie dało: natychmiast po modlitewnym „amen” pan Michalkiewicz albo inny „natchniony patriota” zaczynał pluć na politycznych przeciwników, a jego głównym wrogiem była zawsze poprzednia rządowa ekipa, która „Polskę rozgrabiła, upodliła i sprzedała Berlinowi”.

Niedawno odbyła się w Toruniu kolejna wielka radiomaryjna uroczystość. Główny celebrans, bp Wiesław Mering, któremu asystowało kilkudziesięciu innych hierarchów, w obecności najbardziej rozmodlonych ministrów i posłów (Macierewicz, Ziobro, Szyszko, Błaszczak, Piotrowicz, Czarnecki) najpierw „kanonizował” ojca dyrektora, a następnie wskazał na wiekopomne zasługi dzieł przez niego stworzonych („Dziękujemy za budzenie miłości do ojczyzny, za trudną sztukę uczenia służby tej ojczyźnie, za przedstawianie prawdziwej jej historii”, a także za to, że „Radio Maryja nieugięcie piętnowało wszystkie kłamstwa związane z tragedią smoleńską i budziło w tym zakresie sumienia Polaków”). Uroczystość uświetniły listy od prezydenta, ówczesnej premier, a przede wszystkim od prezesa PiS. Jarosław Kaczyński, który kilka lat temu mówił, że o. Rydzyk służy interesom Rosji, napisał: „Opatrzność postawiła na drodze naszego życia ojca Tadeusza Rydzyka”.

To również trzeba powiedzieć pełnym głosem: Radio Maryja, Telewizja Trwam i „Nasz Dziennik” sączą od lat truciznę, nazywając to ewangelizacją. Ta trucizna jest tym bardziej jadowita, że jej rozprzestrzenianie popiera wielu biskupów. Tylko nieodżałowany abp Józef Życiński miał odwagę publicznie powiedzieć, że te dzieła są dalekie od chrześcijaństwa i wypędzają ludzi z Kościoła. Jestem przekonany, że wielu biskupów podziela stanowisko abp. Życińskiego, ale milczą. Nie milczą natomiast ci biskupi, którzy jeżdżą do Torunia i wychwalają „wielkiego ewangelizatora narodu”, a także ci, którzy ślą do redakcji „Naszego Dziennika” świąteczne życzenia, uwiarygodniające poczynania o. Rydzyka.

Zdecydowałem się na te słowa widząc smutek, ból, a nawet chęć odejścia z Kościoła wielu wspaniałych ludzi, dla których nasza wspólnota przestała być zanurzona w miłości i prawdzie. Gdybyż biskupi wiedzieli, jak wielu jest takich i jak trudno im trwać w Kościele... Drodzy Księża Biskupi, to Wy odpowiadacie za polski Kościół i za głoszenie nieskażonej Ewangelii. Jeśli dalej będziecie zachowywać bierność, kościoły opustoszeją. Rzesze wiernych oczekują, że skoro nie da się przywrócić katolickiego charakteru mediom, których twórcą jest o. Rydzyk, to oświadczycie, że media te nie mają prawa uważać się za „katolickie”. I że toruńskie radio nie może nosić nazwy „Maryja”, skoro zamieszcza programy ubliżające Ewangelii, a tym samym Matce Boskiej. Tak, oskarżam Radio Maryja, Telewizję Trwam i „Nasz Dziennik” o to, że niszczą chrześcijaństwo i Kościół w Polsce.
Comiesięczna profanacja

Skoro zdecydowałem się podnieść alarm w sprawie dechrystianizacji Polski, nie mogę pominąć lekcji dawanej nam od siedmiu lat na Krakowskim Przedmieściu. Chodzi naturalnie o miesięcznice smoleńskie.

Pomijam to, co się dzieje w archikatedrze warszawskiej: cytowałem kiedyś gorszące słowa wypowiadane tam przez kaznodziejów i wciąż się dziwię, że to spotkanie, na pół religijne, na pół polityczne, jest kontynuowane. Tym razem jednak chcę zwrócić uwagę na rzeczy, które dzieją się po wyjściu z katedry. Wyrusza pochód. Na czele niesie się krzyż. Jest odmawiany różaniec. Na transparentach tymczasem czytamy, że tragedia smoleńska to zaplanowana zbrodnia, że „to był zamach”. Prezentowany jest także wizerunek Tuska z Putinem z podpisem „udało się”.


Czytaj także: o. Ludwik Wiśniewski: Jesteśmy na zakręcie


Po przyjściu pod Pałac Prezydencki i złożeniu kwiatów następuje punkt kulminacyjny: przemówienie prezesa PiS – zawsze piętnujące politycznych przeciwników jako zdrajców, zawsze jątrzące i zawsze przesiąknięte nienawiścią: „Naszą pamięć chciano zabić, bo jej się bano. Winny jest rząd Donalda Tuska. Oni robili wszystko, żeby ta pamięć umarła”, „Antoni dokonał cudu ze swoim zespołem” (szósta rocznica). „Nieustannie okłamywano Polaków, nieustannie nas Polaków okłamywano”, „Nie odbył się jeszcze pogrzeb prezydenta i jego małżonki, kiedy zaczęły się ataki (…) uruchomiono przemysł pogardy, zaatakowano krzyż (…) podeptano wszystkie elementarne zasady naszej europejskiej kultury. Doszło do prawdziwej eksplozji nienawiści do polskiej tradycji katolickiej (…) To wszystko działo się za zgodą, albo wręcz na polecenie władz”… (piąta rocznica).

Marsz kończy modlitwa, prowadzona była wiele razy przez ks. Stanisława Małkowskiego (obecnie zastąpił go inny duchowny), który stojąc obok prezesa wygłosił kiedyś skierowane do Pałacu Prezydenckiego i mieszkającego w nim wówczas Bronisława Komorowskiego egzorcyzmy. I znowu trzeba wielkim głosem zawołać: to nie jest żadne chrześcijaństwo, tylko jego parodia i profanacja krzyża! Wrogość i nienawiść w religijnym opakowaniu są przecież gorsze niż pogaństwo. Dlaczego tylu ludzi nie rozumie, że to zaraza?

Wielu wierzących oczekuje, że Episkopat w końcu oświadczy, iż miesięcznice nie mają charakteru religijnego i nie może być na nich noszony krzyż; że biskupi wezwą duchownych, aby w tych marszach nie brali udziału. Ja zaś oskarżam Jarosława Kaczyńskiego, organizatorów i uczestników miesięcznic (także tych, którzy w tym wydarzeniu uczestniczą w dobrej wierze) o to, że niszczą autentyczne chrześcijaństwo i Kościół w Polsce.
Nienawiść na ulicach

Na polskich ulicach i placach, przy różnych okazjach, dają się coraz częściej słyszeć dziwne okrzyki, np.: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Odsunąć żydostwo od władzy”, „Biała siła! Biała rasa!”, „Czysta krew, trzeźwy umysł”, „Europa będzie biała albo bezludna”, „Sieg heil”. Politycy zdają się patrzeć na grupy wykrzykujące te hasła z przymrużeniem oka, a nawet, jak sądzę, z pewną sympatią. Również wielu duchownych uważa krzyczących za prawdziwych patriotów, na Jasnej Górze przyjmuje się ich z honorami, jak w ostatnią sobotę. Kiedyś podprzeor klasztoru ogłosił: „jesteście bohaterami XXI wieku”. Jakby nacjonalizm, antysemityzm i wrogość do obcych nie były śmiertelnymi chorobami. Których – jak uczy historia XX wieku – nigdy nie wolno lekceważyć.

Nie jestem przeciwnikiem kontaktu księży z takimi grupami, wręcz przeciwnie – tyle że musi to być kontakt w duchu Ewangelii. Organizatorzy kibicowskich uroczystości na Jasnej Górze mogą nie zdawać sobie sprawy, że uczestnictwa w Eucharystii nie można pogodzić z agresywnym i nienawistnym zachowaniem, ale teologicznie wykształceni ojcowie paulini mają obowiązek ich o tym pouczyć, a nawet zażądać wykluczenia takich zachowań, jeśli chcą zostać przyjęci na Jasnej Górze. Podobnie z Marszem Niepodległości, organizowanym pod hasłem „My chcemy Boga”. Jeśli jakaś grupa, organizacja, związek chcą uchodzić za katolickie, winny się wyrzec wrogości i nienawiści. Dlatego kapłanów, którzy tolerują nacjonalizm i wrogość, a tym bardziej tych, którzy je pochwalają, oskarżam: zachowując się w ten sposób, niszczycie chrześcijaństwo i Kościół, i przyczyniacie się do wzrostu sił zagrażających społecznemu pokojowi.
Aby Polska była czysta

W najczarniejszych snach nie przewidywałem, że będę świadkiem takich wydarzeń. Że rządzący będą przekreślać znaczenie Solidarności i osiągnięć Polski po obaleniu komunizmu, że będą mówić, iż wszystko, co dobre, zaczęło się od nich – to byłoby jeszcze do przełknięcia. Problem w tym, że rządzący Polską uważają, iż po drugiej stronie nie ma konkurentów i przeciwników – są tylko zdrajcy. Dlatego pluje się na nich, wymyśla oszczerstwa. Dlatego się mówi: oni depczą wszystko, co święte, gardzą Polską, są łotrami, służą obcym interesom. Obecnie, po rozprawieniu się z instytucjami stojącymi na straży praworządności i wolności obywatelskiej, słyszymy zapowiedź, że następnym etapem będzie rozprawienie się właśnie ze zdrajcami i wrogami – tak aby Polska była czysta, sprawiedliwa i katolicka. „Aby Polska była Polską”.

Jedyną siłą, która w Polsce dysponuje jeszcze pewnym autorytetem, jest Episkopat. Dlatego ośmielam się prosić, zresztą w imieniu wielu myślących podobnie: Księża Biskupi, wkroczcie na publiczną arenę. Wybiła godzina, kiedy jesteście bardzo, ale to bardzo potrzebni – Kościołowi, lecz również Polsce. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dominikan, długoletni duszpasterz akademicki. W PRL działacz opozycji antykomunistycznej. Laureat Medalu Świętego Jerzego. Na łamach „Tygodnika Powszechnego” dokonywał wnikliwej diagnozy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

istnieje w Polsce jeszcze ten tzw. Kosciol Narodowy czy Narodowcow ? SKORO DWAJ PRZYJACIELE Z BOISKA Tadek z Jarkiem tak wspaniale graja do jednej bramki taaaak mocno patriotycznej - to zapiszmy ich do tego patriotycznego Kosciola a EPISKOPAT pozbedzie sie problemu i nie bedzie sie musial wstydzic za swoje polityczne zaangazowanie.

... własnie "ustami" swego rzecznika odpowiedział O.Wiśniewskiemu i "TP". Dlaczego tego nikt nie zauważył ???

nie na temat, jałowe i puste pitu-pitu to było

wazniejsze niż zdanie Episkopatu.

są zaś na pewno o wiele mądrzejsze

że milczy - w sprawach ważnych, palących, kontrowersyjnych - milczy, czyli się zgadza. Cicha, milcząca zgoda na nacjonalizm, manipulację, nienawiść, obłudę i wyrachowanie. Oskarżam Episkopat o to, że pozwolił na sprawowanie kościelnej władzy w Polsce o. Rydzykowi - biznesmenowi i politykowi z Torunia. Oskarżam o to, że pozwala księżom polityczną demagogię w kościołach. I proszę - żeby Episopat przemówił, nie jak delficka wyrocznia, ale jak głowa Kościoła Katolickiego w Polsce.

Dziękuję Ojcu, za ten mocny i wyczekiwny GŁOS. Nie wolno dalej milczeć. Episkopat wreszcie musi zająć konkretne stanowisko dot. Radia o. Rydzyka i podjąć działania. Nie używam specjalnie nazwy radia, ponieważ nazwa ta, obraża naszą Matkę Bożą Niepokalaną, szerzeniem nienawiści i zakłamania. Podzielono rodziny, nasza Ojczyzna tonie w sączonej nienawiści i podziałach. Umycie rąk, jak uczynił Piłat nie pomoże, sumienie pozostanie brudne.

Odwaga, mądrość i prawdziwa dobroć O. Ludwika Wiśniewskiego karmi moją anorektyczną ostatnio nadzieję. Wierzę, że może też obudzić choć kilka spasionych, zatwardziałych, a może tylko błądzących sumień, które pójdą po rozum do serca. Katarzyna.

Gratuluje precyzyjnej oceny sytuacji.W Polsce żyją dwa plemiona. Codziennie korzystają ze swojego radia , swojej prasy , portali internetowych - każda strona zyje w odizolowaniu od siebie.Ten stan powoduje powstanie dwóch nienawidzących sie ideologicznie grup Chcą chodzić po nazwanych przez siebie ulicach , wyznawać swoja historie , kochac swoich przedstawicieli idoli . A WSZYSTKO W IMIĘ BOGA . Zaraz , zaraz Bóg jest nasz nie ich nie maja moralnego prawa go wyznawać i kochać.Czy to jeszcze mój kościół i czy jest w nim Bóg. Ja wyemigrowałem z moim Bogiem do mojego domu by go ochronić przed chorobą opisana przez Ojca Wiśniewskiego. Może mniej pompy , mniej kadzidła , mniej sztucznej oprawy . Czasami myśle że siedzi sobie w tylnych ławkach tłusty szatan i rechocze jak łatwą ma pracę . Kiedy patrzę w przebiegłe oczy biznesmana Pana Rydzyka czy oczy wielu innych biznesmanów- celebrytów którzy zapomnieli co to prawdziwa czysta miłośc bliźniego swego myśle że przyszłość kościoła jest w laikacie kultywującym w domach i małych grupkach czystą miłość do Boga i Bliźniego bez robienia z tego sekty

nie Pan pierwszy na to wpadł

Jaki to biznesmen? Nie robi kasy tylko bazuje na naiwności członków sekty. Jake jest nawanie takiego?

Powołując mnie do życia Boże przekazałeś mi do realizacji znany tylko Tobie Plan. Ufnie poddaję się spotykającym mnie zdarzeniom bo wiem że będziesz mnie wspierał w każdym momencie życia. Oddaje w Twoje dobre ręce moje sukcesy , radości , spływające na mnie szczęście. Oddaję w Twoje dobre ręce moje porażki , tragedie, smutki i lęki. Ufam że przeprowadzisz mnie przez trudności które spotkają mnie dzisiaj ,przez niepowodzenia ostatnich dni i lat. Proszę Ciebie dobry Boże jeżeli taka Twoja wola wzmocnij moje ciało i umysł i natchnij darem widzenia dobrych rozwiązań. Daj mi siłe pokonywania przeszkód i nieprzewidzianych zdarzeń. Kochani przesyłam Wam moją prywatna modlitwę , jeśli czujecie że jest dobra korzystajcie tym samym przesyłam Mojemu Bogu okruszek mnie. Daj mi dar widzenia szczęścia w każdym promieniu słońca , kropli deszczu , powiewie wiatru Proszę Ciebie jeżeli to możliwe oddal ode mnie i bliskich nieszczęścia i wlej w nasze serca dar widzenia dobra i omijania zła. Bardzo chciałbym Byś był ze mnie dumny że dojrzałem do realizacji Twojego Boskiego planu który mi powierzasz codziennie Proszę bądź Ojcem przebaczającym moje błędy bo pomimo usilnych starań popełniam ich wiele. Oddaje w Twoje ręce całe moje życie i proszę o dar zrozumienia zsyłanych na mnie znaków tak bym je odczytał zgodnie z Twoim zamysłem.

Doskonaly artykul i niezykle trafna diagnoza Ojca Wisniewskiego . Bardzo dziekuje za ten glos, ktory reprezentuje te czesc Kosciola do ktorego ja chce nalezec.

Dziękuję Szanownemu Ojcu za odważne i rzetelne, w duchu prawdziwie Jezusowym, opisanie naszej zgrzebnej, przaśnej, zgoła niechwalebnej kościelnej rzeczywistości. Myślę od dawna w ten sam sposób. Podobnie myślą inni. Tylko nikt nie ma odwagi publicznie zabrać głosu. Sami katoliccy konformiści. Wielki wstyd!

Dziękuję

Miejmy nadzieje ze Episkopat przemysli te cenne obserwacje o.Wisniewskiego i podejmie pewne dzialania a przynajmniej spotka sie aby to przedyskutowac i odpowiedziec na pytanie czy o.Wisniewski mial racje, bo mysle ze warto.Z drugiej strony o.Wisniewski juz pisal o swoich niepokojach do Episkopatu, ale jakos zmian nie widac na razie. Patrzac na pewne zjawiska,ludzi wspomnianych przez o.Wisniewskiego,sluchajac ich przemowien,uzytych sformuowan nie widze aby to mialo cos wspolnego z Ewangelia, ale tez ze zwykla ludzka przyzwoitoscia nie zalezna przeciez od religii.Dla mnie to bylo w wielu wypadkach szokujace,choc nie zamierzam z tego powodu odwrocic sie od Kosciola ale znam takich,ktorych ten ogromny dysonans odrzucil od niego.Dla mnie postawa o.Wisniewskiego jest nadzieja ze sa w Kosciele ludzie,ktorzy nie boja sie mowic o trudnych sprawach i probuja dzialac.

...mówić o trudnych sprawach - niestety obydwaj w mocno podeszłym wieku

Mieszkam w Częstochowie i widzę,co się wyprawia na Jasnej Górze. Dzięki przyzwoleniu przeora nie jest to miejsce Kultu Maryjnego, ale arena dla chuliganów, antysemitów, homofobów. Dziękuję ojcu Ludwikowi Wiśniewskiemu za mądre,prawdziwe słowa.

Ciekawy artykuł,ale w sądach rejonowych i całej Polsce potrzebne są zmiany bo kto ma pieniądze i układ w sądzie okręgowym i rejonowym ten wygrywa,

i tyle

Dziękuję za te słowa ,bo moim zdaniem od dawna nie miałem poczucia że ktoś czuje tak jak ja!

Podzielam opinię ojca Wiśniewskiego. Ten tekst jest bardzo potrzebny. Dziękuję.

To jest jeden z najlepszych i najodważniejszych tekstów, jakie czytałam w ostatnim czasie. Dziękuję.

W pełni popieram inicjatywę. Właśnie takie odczucia ja i moja żona mamy związane z tym co się dzieje w Polskim Kościele. Nie odejdziemy, będziemy trawli choć od kilku lat czujemy się wyalienowani, gdy idziemy do niektórych polskich kościołów. Nie zgadzamy się z nadużywaną propagandą przeciwko „twarzy Chrystusa”, nie popieramy partii rządzącej, która bezprawnie przywłaszcza sobie chrześcijańską naukę i nauką głoszoną u o. Rydzyka. I w ogóle dlaczego muszę mówić o polityce komentując Polski Kościół? Jako zwykli wierni chrześcijanie nie mamy jak zaprotestować. Czekałem na stanowisko Episkopatu, ale długo była cisza. Miałem wrażenie, że Polscy Biskupi boją się stanąć po stronie uchodźców, bo tak dużo wiernych uwierzyło ojcu i prezesowi. Światłem było noworoczne kazanie papieża Franciszka i zaraz potem na Trzech Króli prymasa Polaka. Wiadomo także, że nie ma jedności wśród Biskupów. Jedni są za, a drudzy przeciwko (normalne, ja zawsze), ale przecież przeciwni Biskupi są w sprzeczności z Papieżem i Prymasem. Jaki Kościół chcą zbudować? Czy polsko-chrześcijański ośrodek opiniotwórczy jest w Toruniu? (przykro jeżeli tak). Ja należę to Powszechnego Kościoła Rzymsko-Katolickiego i dlatego będę słuchał głosu papieża Franciszka.

"Gdybyż biskupi wiedzieli, jak wielu jest takich i jak trudno im trwać w Kościele... Drodzy Księża Biskupi, to Wy odpowiadacie za polski Kościół i za głoszenie nieskażonej Ewangelii. Jeśli dalej będziecie zachowywać bierność, kościoły opustoszeją." Prawda trudna, ale chyba jednak nie cała. Czy postawa biskupa, księdza proboszcza, kapłana może stanowić usprawiedliwienie dla wiernych do opustoszania kościołów? Nie powinno... Kościół to wspólnota, a nie ojciec Tadeusz... Jest trudno...

to może ta wspólnota w końcu ruszy dupskiem i coś wreszcie zrobi by czarne owce przystrzyc?

Oto głos prawdziwego chrześcijanina-o. Wiśniewskiego! Wszedł odważnie do świątyni kłamstwa i wzorem Jezusa, postrącał gliniane bóstwa fałszywych proroków! Chrześcijaństwo bowiem oparte jest na Miłości i poszanowaniu Osoby ludzkiej, a nie może służyć zniewalaniu człowieka i traktowaniu Go instrumentalnie. Wiara oparta na nienawiści do człowieka i oddawanie czci sztucznym bóstwom i "świętym" jest przejawem pogaństwa, mimo pięknych haseł "Bóg, Honor i Ojczyzna". Ponad 100 lat temu Emil Zola w artykule "J'accuse" wstrząsnął społeczeństwem francuskim i obnażył skryty antysemityzm. Miejmy nadzieję że "Oskarżam" ojca Wiśniewskiego dokończy dzieło prawdziwej chrystianizacji Polski.

Dlaczego oświadczenie Episkopatu jest z 17.01, a w tytule ma datę tego artykułu 21.01? Mam nadzieję że to literówka. Ja widze że ten artykuł jest z 15.01. Skąd rzecznik wytrzasnął 21.01?

Szanowny Księże Leonie! Szanowni Redaktorzy i Wydawcy! Szanowni Czytelnicy! Przeczytałem niezwykle mądry i wyjątkowo trafny artykuł o sytuacji w polskim Kościele Katolickim. Mocne słowo „oskarżam” jest – w moim przekonaniu – w pełni uzasadnione. Dziękując za ten artykuł, pragnę podzielić się refleksjami, może zaprezentować również własne przemyślenia i uwagi na temat poruszonych w artykule problemów, refleksje i przemyślenia poczynione z nieco innej pozycji; z pozycji człowieka świeckiego. Autor artykułu na wstępie wskazuje na wrogość, którą w Polsce nie tylko jesteśmy zarażeni, ale do której jesteśmy przyzwyczajeni. Tak jest w istocie. Prezentowanie w życiu publicznym różnic poglądów jest zjawiskiem normalnym, wskazywanie błędów oponentów, to zwykła praktyka sceny politycznej. Obecnie w Polsce mamy jednak do czynienia z ciągłym piętnowaniem przeciwnika, ciągłym przypisywaniem mu wszelkich najohydniejszych cech. Tę postawę zainicjował obecny obóz władzy, kiedy jeszcze był w opozycji. Przy tym wszystkim obecnie w Polsce rzucanie oskarżeń i kalumnii na oponentów zwykle nie wymaga uzasadnienia, może być nielogiczne i sprzeczne wewnętrznie. Już kiedy dzisiejsza władza była w opozycji, mogła powiedzieć, że ktoś ma krew na rękach (jakie to potworne oskarżenie!), bo był premierem albo marszałkiem sejmu, kiedy nastąpiła katastrofa samolotu. Obecni rządzący mogli z wyrazu twarzy na fotografii wnioskować o rzekomym uczestniczeniu kogoś w spisku, z pojedynczej wypowiedzi, że skoro wiedział… Nieważne jest przy tym, że później sprawa się wyjaśniła, że dowód przedstawiony publicznie jest bezsensowny. Zaraz pojawiały się kolejne pomówienia, kolejne, kolejne… Trudno, żeby poprzedni obóz władzy zajmował się tylko oddalaniem zarzutów. A jak jest teraz? Przy każdej wypowiedzi sprawujących władzę o ich działaniach (no… niemal każdej), słyszę o tym o ile lepiej jest niż za czasów poprzedniej władzy. Dotyczy to dosłownie wszystkiego, choćby niepowodzeń obecnej, które są lepsze od sukcesów poprzedniej ekipy. Nawet teraz, w połowie kadencji, kiedy czasy poprzedników już się oddaliły, należy wciąż pokazywać, że rząd rzekomo musi zmagać się całą masą zaszłości oraz z bieżącym działaniem wrogich sił. Rzekome sukcesy są stale opisywane przez porównywanie do rzekomych klęsk i niegodziwości poprzedników. Krytyka, oskarżenia, kalumnie rozgłaszane są ciągle, ale czy głoszący je gotowi są przyjąć te zasady gry również w stosunku do siebie? Pamiętam, kiedy jeden z ministrów PO (chyba pora nazywać oponentów ich nazwami) powiedział ze swadą, że prezydent może być człowiekiem niskim, ale nie może być człowiekiem małym, rozgorzała kampania oburzenia; kiedy premier ówczesny powiedział, że trudno wytrzymać w jednym państwie z liderem opozycji, ten narobił rabanu, że go pewnie skażą na banicję lub uśmiercą. Ta formacja (znów powiedzmy: PiS) domaga się nietykalności. Podsumowując ten wątek trzeba stwierdzić, że ksiądz Ludwik bardzo trafnie zdefiniował wrogość w życiu publicznym w Polsce, (i trzeba to mówić wyraźnie) którą PiS w to życie wprowadził. Kolejno autor artykułu zajmuje się antykatechezą o uchodźcach. To sprawa żenująca ponad wszelkie wyobrażenie. Paweł pisał: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe” (Ga 6:2), a z ust członków ekipy rządzącej słyszę, że nie jest możliwe ulżenie przez Polskę komukolwiek z uchodźców w jego brzemieniu. To prawda, że jakiś cień zagrożenia może się z tym wiązać (ukryci w tłumie terroryści), ale nie jest owo zagrożenie duże. Trzeba tu powiedzieć więcej. Nie jest chwalebna pomoc udzielana bez kosztu (gdyby nie było żadnego zagrożenia, to sprawa byłaby łatwa), chwalebna jest pomoc, kiedy przyjmuje się czyjeś jarzmo mimo niedostatku, ryzyka, zagrożenia. Tak wygląda reakcja na problem, podejmowana z punktu widzenia miłości bliźniego. Przypomina się tu reakcja Zbawiciela, który widział jak bogaci (i przez to bezpieczni) wrzucali ofiary do skarbony, jak wrzuciła ofiarę uboga wdowa (Łk 21:1-4). Przez uchodźców zagrożone ma być także polskie chrześcijaństwo. Kilka, kilkanaście, nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi innych wyznań zagraża prawie czterdziestomilionowemu narodowi, narodowi chrześcijańskiemu w swojej większości? Pozostawię to bez komentarza. A może tylko zapytam: czy naród ten, jeżeli nie udzieli znaczącej pomocy, nadal będzie mógł się nazywać chrześcijańskim? Problem uchodźców jest trudny, myślę że również na forum międzynarodowym nie wypracowano dobrych mechanizmów podziału ciężaru brzemion, że trzeba pracować nad mądrymi mechanizmami rozdziału obciążeń, uwzględniających podmiotowość zarówno uchodźców, jaki udzielających im pomocy, przyjmujących ich u siebie. Tego problemu nie da się omówić i rozwiązać w niniejszym tekście. Wzdragam się jednak przed stanowiskiem państw, w tym Polski, które mówią, że nie, bo nie. Na słowa o dziczy, którą zatrzymano, nie potrafię nawet odpowiedzieć. Mogę się tylko zdecydowanie od nich odżegnać. Odżegnać z obrzydzeniem. Kolejnym problemem, omawianym przez księdza Ludwika i wyróżnionym w tekście podtytułem, jest trucizna wylewająca się na falach eteru z Torunia. Autor jest znacznie bardziej kompetentny ode mnie w ocenie przekazu modlitewnego i społecznego, a także politycznego oraz wzajemnego stosunku tych przekazów. Ja też myślę, że jest tam modlitwa, że radyjo ma duże zasługi w tworzeniu i prowadzeniu wspólnot modlitewnych, jednak odnoszę wrażenie, że i modlitwa bywa w nim wykorzystywana instrumentalnie, do przyciągnięcia słuchaczy do odbiorników i do legitymizacji rozgłośni jako chrześcijańskiej, jako katolickiej. Modlitwa, nawet odbywana w dużej grupie, zawsze jest indywidualną rozmową ze Stwórcą i wiem, że taka rozmowa odbywa się w tysiącach miejsc obok głośników radiowych. Czy przy mikrofonach też? Ciągle wierzę, że i tam przynajmniej bywa szczera, nie tylko instrumentalna. Nie zmienia to jednak faktu, że trucizna przy okazji modlitwy się sączy z tysięcy głośników. Takie radyjo (a i telewizyja taka jest) nie wadzi nie tylko członkom rządu i innych polskich władz naczelnych, ale również hierarchom Kościoła, nie wspominając o rzeszach zwykłych prezbiterów; przeciwnie – są oni w znacznej części wielbicielami rozgłośni. Ksiądz Ludwik podaje przykład uroczystości dowodzącej tego uwielbienia, lecz przykładów nie tylko wsparcia, ale nawet swoistego ubóstwiania radyja i jego dyrektora jest wiele. Polityków (w jakimś sensie) mogę zrozumieć, bo wszak dzięki truciźnie sprawują władzę, ale postawy funkcjonariuszy kościelnych w żadnym wypadku, w żadnym sensie pojąć nie mogę. Przyjmując biskupie urzędy, podjęli się trudu dbałości o Kościół (a i o Polskę) i winni ten trud podjąć. Najpierw trud rozpoznania, rozważenia, zbadania, a następnie naprawy, a więc albo zamknięcia rozgłośni, albo jej gruntownej zmiany. I proszę mi tu nie wytaczać argumentów, że jest ona redemptorystów i struktury kościoła hierarchicznego nie mogą w nią ingerować. Nie tylko jest nieprawdą, że biskupi diecezjalni, prymas i nuncjusz – nawet gdy zechcą, to nie będą mogli. Mogą i muszą móc. Mowa jest o największej rozgłośni, mieniącej się być katolicką, reprezentującej de facto polski Kościół w eterze. Jeżeli jest redemptorystyczna, a nie polska, niech nadaje w państwie Redemtoria, a nie w Polsce, do Redemptoraków, nie do Polaków. Na kształt katolickiego radia w Polsce, na jego przekaz, Kościół wpływ mieć musi i nie może się od tego wpływu uchylać. Nie może się uchylać szczególnie wtedy, kiedy nieprawidłowości są tak duże i tak szeroko krytykowane. O radyju można długo, można pokazywać wykorzystywane mechanizmy otumanienia odbiorców, głoszenia nieprawdy lub półprawd, publikowania sofizmatów, odżegnywania ludzi od czci wiary, skłócania Polaków, dzielenia ludzi na swoich i obcych itd., ale czas przejść dalej. Kolejnym tematem, omówionym w artykule, jest comiesięczna profanacja smoleńska. Księże Ludwiku! Nie odbywa się ona tylko na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Nie wiem ile jest w całej Polsce takich marszów, ale ja mogę oglądać taki marsz regularnie w swoim mieście (jeśli tylko zechcę) kilkaset kilometrów od stolicy. Myślę, że jest ich wiele, może kilkadziesiąt, może kilkaset. Oszołomy są wszędzie, więc są one (no… te oszołomy) zwoływane, coś tam wykrzykują (u nas pod pomnikiem Jana Pawła II), następnie idą wokół rynku do kościoła, gdzie jest specjalnie ofiarom katastrofy smoleńskiej poświęcona msza. Kończy się składaniem kwiatów pod tablicą upamiętniającą katastrofę w przedsionku kościoła. Mam znajomą, która uczestniczy w tej hucpie (nie waham się użyć tego słowa) i nie daje się namówić na pójście w tym czasie na choćby jakąkolwiek imprezę kulturalną, a nawet religijną w innym miejscu. Miesięcznica jest dla niej najważniejsza. Tak, wiem. Wśród miesięcznic odprawianych w całym kraju, ta warszawska jest najważniejsza. U nas (i pewnie w innych miastach) nie ustawia się barierek, pochody nie są liczne, telewizje nie kręcą materiałów z widowiska. W Warszawie, to się dzieje! Najważniejsze jednak, że jest ktoś, kto wchodzi na drabinkę i gada, odgraża się i judzi, wymyśla i łże. Przeraża sam opis manifestacji, zarówno warszawskiej, jak i innych, przynajmniej tej w moim mieście, ale fakt ich połączenia z sacrum, z mszą (przed lub po), z niesionym krzyżem, z pomnikiem kanonizowanego papieża, to – jak zauważył autor artykułu – niewyobrażalna profanacja. Nie wolno łgać przy krzyżu i na krzyż się powołując. Nie wolno w takich sytuacjach judzić i poniżać ludzi, kimkolwiek są. Właściwie judzić i poniżać nie wolno nigdy, ale łączenie ich z chrześcijaństwem, z jego tradycją i symbolami sprawia, że trzeba mówić o pogańskim i barbarzyńskim ataku na religię. W kolejnym rozdziale autor odnosi się do ulicznej nienawiści, do publicznej agresji grup najczęściej młodych ludzi. Tak to jest, że są osoby, które w publicznym wykrzykiwaniu czy to realizują młodzieńczy bunt, czy to upatrują zabawę, czy wreszcie poszukują ustalenia i potwierdzenia własnej pozycji w środowisku. Większości jest w zasadzie obojętne co krzyczą. Byłem świadkiem manify organizowanej bodaj przez jakąś młodzież wszechpolską, w której z powodu lokalnie malej liczebności wszechpolaków, zwrócili się oni, aby gardeł użyczył im klub kibiców. Użyczył. Ktoś kto lubi wydzierać się na stadionie, powydziera się i na ulicy. Trzeba mu tylko powiedzieć co ma krzyczeć, trzeba go tylko zidentyfikować z grupą krzyczących to samo. Bywa gorzej. Znane są tzw. „ustawki”, w których młodzież bije się nie na żarty, raniąc się często dotkliwie. Były i wypadki śmiertelne (pamiętam jeden z Wrocławia – zmarł młodzieniec pchnięty nożem). W imię czego? W imię nieracjonalnej nienawiści do tego „innego”, w tym wypadku do zwolennika innej drużyny piłkarskiej. Myślę, że taką młodzież trzeba „zagospodarować”, wskazać dobro i zło, a właściwie pomóc jej wybrać, trafnie określić słuszną stronę. Na ulicach widać, że często młodzież podąża za złem, bo zło nie wahało się przed tym „zagospodarowaniem”. Kościół, jego duszpasterze, ale i świeccy mają tu duże i niełatwe zadanie do wykonania. Zgadzam się przy tym z autorem, że trzeba tu stawiać wymagania i granice, a nie ulegać postawom młodych, tym bardziej nie można agresji akceptować i pochwalać. Ksiądz Ludwik podaje przykład przyjmowania agresywnej młodzieży na Jasnej Górze, przykład niegodny. Bywa różnie. Znam przykłady włączania grup kibiców w przedsięwzięcia godne pochwalenia. Poza bolączkami wymienionymi przez autora wymienić należy jeszcze pomiatanie właściwie każdym nieswoim. W Polsce i na świecie. Źli są wszyscy przywódcy państw, którzy nie akceptują polityki krajowej i zagranicznej rządu PiS, wszyscy politycy działający w organizacjach międzynarodowych, jeżeli nie ulegają jego sugestiom. Ci, którzy ośmielają się, w najlepszej wierze i będąc do tego powołanymi, wytykać błędy tego rządu i wszczynać procedury wyjaśniające jego działania – są bardzo źli. W Polsce? Człowiek może niedoskonały (tu przeklął, tam coś pomylił), który zapoczątkował i od dziesięcioleci prowadzi unikalną w skali światowej zbiórkę pieniędzy na zbożny cel, jest odżegnywany od czci i wiary. Wystarczy powiedzieć publicznie, że zbiera na eutanazję, choć nikt nie pokazał nigdy dowodu na to, że jakieś morderstwo eutanazyjne było sfinansowane przez WOŚP, i już sprawa jest przesądzona. Kto określa dobro i zło, jakim prawem to czyni? Są takie centra, właściwie jednoosobowe – w Warszawie, w Toruniu, mniejsze, lokalne gdzieś tam jeszcze pewnie. Wszystko od nich zależy w tych ocenach. Podzielam jednak pogląd księdza Ludwika, że nie jedna osoba ponosi odpowiedzialność za propagowanie zła. Odpowiadają senatorowie PiS, którzy śmieją się, gdy opozycja wskazuje na niegodność ustawy, posłowie tej partii wiwatujący po „mordach zdradzieckich” (opisał to ksiądz Ludwik), ministrowie realizujący niegodziwe pomysły, szefowie innych instytucji centralnych, wojewódzkich i niższych szczebli, którzy popierają hucpę. Gdzie jest źródło obecnej sytuacji w Polsce? Postawię przerażającą tezę. Od przynajmniej kilku lat nie mogę oprzeć się wrażeniu, że źródłem jest szatan. Te centra, które wskazałem wyżej, to tylko (świadomi lub nie) słudzy, którzy za szatanem poszli. Mam wrażenie, że Polska podlega obecnie swoistemu zbiorowemu, społecznemu opętaniu. Autor artykułu, a ja za nim, pokazaliśmy wieloaspektowość ale i swoistą spójność zjawisk zachodzących w Polsce. Mnie osobiście wręcz narzuca się wniosek, że rzeczywiste centrum dowodzenia jest demoniczne. Myślę, że Polska, a wraz z nią polski Kościół zbliżają się do przepaści. Straszliwej przepaści. W dziejach ludzkości takie opętania całych narodów miały już miejsce. Dwa największe natychmiast się nasuwają, ale było wiele mniejszych w krajach Europy, Azji, Afryki czy Ameryki Południowej. Jeżeli mam rację – czas wyciągnąć z tych przykładów wnioski. Jak odbywa się taki proces zwodzenia? Wmawia się prostym ludziom, że zło jest dobrem, że mają za nim podążyć w imię szczęścia ludzkości, w imię szczęścia własnego narodu, w imię rzekomego prawa, w imię rzekomej sprawiedliwości, w imię…, w imię… Prości, uczciwi i dobro pragnący czynić ludzie podążają. Niestety. Kiedyś napisałem wiersz, który pragnę tu przedstawić (podobieństwo do znanego wiersza wielkiego polskiego poety jest całkowicie zamierzone): Który zwodziłeś Który zwodziłeś człowieka prostego, Że oto wiedziesz go w gwieździstą jasność, Że twym pomysłom ma tylko przyklasnąć I namówiłeś go do wsparcia Złego, Choćbyś zagarnął mocą piekła władzę I choćbyś zewsząd zbierał wciąż ukłony, Choćby mówili ci, żeś jest naznaczony, Choć wielu głupców idzie z tobą razem, Nie bądź bezpieczny. Wszystko zapisane, A ci zwiedzeni upomną się o to, By zrzucić z siebie twojej zdrady błoto I będzie kiedyś niezwykły ten ranek, Co słowom ważnym przywróci znaczenia. Ranek rozliczeń twojego sumienia. Powrócę jeszcze do kwestii odpowiedzialności. Kto jest zwodzącym, a kto zwiedzionym? Myślę, że każdy powinien sobie na to pytanie odpowiedzieć w sumieniu. Nawet jeżeli ktoś z najlepszymi intencjami przystąpił do tego szatańskiego planu, to kiedy objął funkcję senatora, posła, ministra i nie zauważa niegodziwości planu, jeżeli nie umie się wycofać z zauważonych nieprawidłowości, jeżeli usypia sumienie, do zwodzących – myślę – należy. Wszystkich, szczególnie intelektualistów i inteligentów, proszę żeby – każdy na skalę swoich możliwości – zechcieli jasno i precyzyjnie mówić o dobru i złu. Wszystkich moich rodaków proszę, żeby odważnie posługiwali się własnymi sumieniami, żeby nie oddawali ich w dzierżawę wątpliwej jakości przywódcom. Ksiądz Ludwik swój apel kieruje do członków episkopatu, ja do wszystkich rodaków, ale – jeżeli mam choć odrobinę racji w moich ocenach – episkopat ma dużo do zrobienia i też powinien być adresatem mojego apelu. Do biskupów też go więc kieruję: Przewielebni! Zadbajcie o Polskę i o Kościół!

Szanowni Państwo! Kiedy wczoraj komentowałem artykuł, miałem nadzieję, że po wyświetleniu będzie on dobrze wyglądał. Niestety, system śmiesznych ramek, w które wpisuje się lub wkleja teksty, nie zachowuje formatowania tekstu :-(. Komentarz (a w jego ramach wiersz) wygląda jak... lepiej już nie nazwę tego. Dlatego tekst "wywiesiłem" również tutaj: http://tygodnik.y0.pl/ - tu proszę czytać. Redakcjo! Warto - myślę - popracować nad poprawieniem systemu komentowania.

Tak bardzo potrzeba nam odwagi w nazywaniu zła złem.Jako naród straciliśmy już zdolność do opamiętania. Brawo za odwagę mówienia prawdy. Popieram wezwanie.

Bóg Zapłać Ojcu za te trudne i mądre słowa. Módlmy się za ojczyznę. Sławomir Frąckowiak

Zgadzam się z każdym słowem napisanym przez Ojca Ludwika - i to pomimo tego, że jestem niewierząca. _ Nie trzeba wierzyć w istnienie Boga, aby głęboko wierzyć w to, że wszystko, do czego wzywał Chrystus jest PRAWDĄ, która powinna kierować naszym postępowaniem w życiu. _ Nie ma dla mnie znaczenia, czy Osoba, która słowem i czynem wzywała do Miłości, miłosierdzia, itp. jest - czy nie jest synem Boga. _ Ważne jest to, co mówił i czynił. _ O.Ludwik ostrzega, że chrześcijaństwo w Polsce jest zagrożone, a ja uważam, że większość naszych katolików wcale nie jest chrześcijanami. _ I na tym polega główny problem. _ Ludzie w Polsce nie są zwiedzeni przez o.Rydzyka i innych - oni tacy są, zwyczajnie, tacy się urodzili, tak się wychowali - trudno powiedzieć, że ktoś ich wychował, bo to było by świadome działanie. _ Jeśli w rodzinie jest świadoma chęć wychowania dziecka, to w 99% przypadków jest to chęć wychowania go na przyzwoitego człowieka. _ A w Polsce dzieci "się rodzą" (same?) a później jakoś tam dorastają lepiej lub gorzej, na lepsze lub gorsze istoty, zależnie co je spotka po drodze i czy trafią na ludzi dobrych czy złych. _ Nie ma w Polsce powszechnego modelu świadomego wychowywania, na przyzwoitego człowieka właśnie. _ Jedni chcą wychować na lekarza (bo dużo zarobi), inni na pomoc w gospodarstwie, inni na coś tam jeszcze - zwykle jest to projekcja swoich marzeń lub swoich potrzeb na dziecko. _ Nie ma podejścia typu "najważniejsze KIM będzie, jakim Człowiekiem - a nie to, co będzie robić". _ A więc nie dziwmy się, że tak mało w Polsce jest ludzi PRZYZWOITYCH. _ Czyli posiadających jasny drogowskaz moralny pozwalający zarówno robić to, co należy, jak i rozpoznawać działania innych i umieć ocenić czy zmierzają w stronę Dobra czy Zła. _ I doprawdy nie ważne jest to, czy do wychowania użyjemy zasad Religii czy Etyki - ważny jest skutek. _ "Takie będą Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie."

Państwo [szkoła] i kościół [także w szkołach, lecz nie tylko] poprzez obowiązek edukacyjny wzięły na siebie odpowiedzialność za dużą część programu wychowania naszych dzieci. Póki co nikt i nic - prócz ewentualnie nas samych, jeślibyśmy zdecydowali o gruntownej zmianie systemu edukacyjnego i prawnego umocowania kościoła - nie zdejmie z tych egoistycznych przecież do gruntu instytucji - tej odpowiedzialności z nich nie zdejmie.

Dobrze postawiona teza, ale z błędnie wyciągniętymi wnioskami. Teza o obcej dla chrześcijaństwa wrogości wobec przybyszów jest na wskroś słuszna. Nie możemy budzić niechęci do emigrantów, bo to niechrześcijańskie. Ale już wyciąganie z tego wniosków, że w takim razie unijna (czytaj: niemiecka) polityka relokacji jest właściwa, to już ideologiczny błąd. Prześledźmy jakie on rodzi konsekwencje: 1) załamanie społecznych proporcji i gospodarki w krajach ubogich (na skutek odpływu młodych mężczyzn), 2) doprowadzenie do radykalnego zderzenia kultur (które powinny się w sposób płynny przenikać, ale nie konfrontować), 3) zaniechanie pomocy faktycznym uchodźcom wojennym (sztucznie stymulowana emigracja zarobkowa sprawiła, że o wiele słabiej jest dostrzegalny wątek ofiar wojny). To tylko trzy punkty, jakie mi teraz przyszły na myśl, a wymieniłbym ich znacznie więcej.

Pięknie dziękuję za ten przejmujący tekst! Nie ukrywam, że jestem wzruszony. Czekałem na takie słowa od długiego czasu. W 100% zgadzam się z nim, w podpbny sposób choć nie tak piękny próbuję opisać ten nieprzyjazny świat, który sami sobie tak paskudnie urządzamy. Niestety ta niedziela pokazuje jak duża jest rozbieżność pomiędzy tym co ojciec napisał i działaniami władz kościoła. Na dzisiejszej mszy nic o ostatnich wydarzeniach "zero" komentarza -tam wczoraj tysiące załamanych ludzi na ulicach Gdańska a tu animjednego słowa ze stony episkopatu! Przykre to, bardzo przykre!

Do zbawienia nie potrzeba nam żadnego biskupa, papieża, księdza. Do zbawienia potrzeba nam tylko jednego: miłości. Jeżeli wśród stanu duchownego nie ma miłości to tym gorzej dla ludzi stanu duchownego. Siostra Faustyna w swoim dzienniczku pisała, że widziała jak biskupi całymi gromadami szli prosto dopiekła. Wierzę w Boga i wierzę w Jego Miłość i wierzę, że nie ma takiej sytuacji, której Pan Bóg nie przemieni w dobro. A Kościół ten prawdziwy, Chrystusowy jest wśród zwykłych, kochających ludzi. I o nich najbardziej chodzi.

Strony

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]