Reklama

Niemieckie przygody Donalda Trumpa

Niemieckie przygody Donalda Trumpa

20.03.2017
Prezydent Stanów Zjednoczonych zniszczył solennie przygotowywaną przez dyplomatów obydwu krajów wizytę kanclerz Angeli Merkel jednym absurdalnym gestem. Permanentnie skupiony na sobie polityk próbował zażartować, że to, co go łączy z szefową niemieckiego rządu to fakt, że i jego i ją kazał podsłuchiwać Barack Obama.
Angela Merkel i Donald Trum. Fot: AFP PHOTO / SAUL LOEB
P

 

Przypomnijmy, do czego nawiązywał: na kilka tygodni przed wyborami do Bundestagu w 2013 r. niemiecki rząd wypowiedział zawartą w 1968 r. umowę z USA o dzieleniu się informacjami wywiadowczymi. Nieżyjący już Guido Westerwelle, wówczas minister spraw zagranicznych, napisał w oficjalnym oświadczeniu: „Wypowiedzenie porozumień, do którego doszło w ostatnim czasie, to niezbędny krok i naturalna konsekwencja tego, że będziemy pilnować prawa do prywatności”. Stało się to po tym, jak Edward Snowden ujawnił, że Amerykanie podsłuchiwali wierchuszkę niemiecki polityków, włącznie z kanclerz Merkel.

Tymczasem Trump od kilku tygodni utrzymuje, że kiedy kandydował na prezydenta, ludzie Obamy go podsłuchiwali, z pomocą Brytyjczyków. I nie przedstawia na to żadnych dowodów. W piątek prasa na Wyspach się rozpisywała, że nawet nowy szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego gen. H. R. McMaster osobiście przeprosił rząd w Londynie za nie mające poparcia w faktach zarzuty. A sugestia ze strony urzędującego prezydenta, że jego poprzednik prowadził przeciw niemu vendettę, zresztą identyczną jak przeciwko Niemcom, czyli jednemu z najbliższych sojuszników USA i to podczas wspólnej konferencji z przywódczynią RFN wygląda jak z koszmaru sennego.

Ale to nie koniec. Następnego dnia po tym rekordowo niefortunnym zajściu Trump odpalił Twittera i napisał: „Niemcy są winni ogromne sumy pieniędzy NATO i Stanom Zjednoczonym, które muszą zapłacić za bardzo drogą ochronę jaką Niemcom zapewniamy”. Na to stanowczo zareagowała minister obrony w rządzie Merkel – Ursula von der Leyen. Powiedziała na konferencji prasowej, że Niemcy nie są nic winne Ameryce. W nawiązaniu do słów Trumpa, który chce, aby Berlin „wpłacał” do Sojuszu Północnoatlantyckiego dwa proc. swego budżetu, tak jak pięciu NATO-wskich prymusów, niemiecka polityk odparła, że budżet na obronę zakłada wiele różnych wydatków, w tym misje stabilizacyjne ONZ, Unii Europejskiej a także walkę z terroryzmem i w sumie mieści się w owych dwóch procentach.

W weekend Trump zniweczył szansę na nawiązanie kordialnych relacji nie tylko z partnerem w NATO, ale też z głównym sojusznikiem w Europie w rozwiązywaniu potencjalnych kryzysów na rynkach finansowych. Próbował o to wcześniej zadbać szef dyplomacji USA Rex Tillerson, ale prezydent go lekceważy. On sam zdaje się nie bardzo nawet rozumieć, jaką rolę pełni w amerykańskim systemie politycznym sekretarz stanu, który jest – bądź co bądź – rzecznikiem żandarma całego świata i jego najważniejszym dyplomatą, i że ten atrybut trzeba umiejętnie wykorzystywać.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dodaj komentarz

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]