Reklama

Nie wolno bić dzieci, ale...

Nie wolno bić dzieci, ale...

19.06.2019
Czyta się kilka minut
Mały Mikołajek dostał „w tyłek” tak, że przez dłuższy czas nie mógł siadać. Po latach pan Mikołaj wspomina to wydarzenie „z estymą” – fakt, że dorosły pobił dziecko, jest w opinii rzecznika praw dziecka godny szacunku.
Rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak, czerwiec 2019 r. / Fot. Tomasz Jastrzębowski / Reporter / East News
Rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak, czerwiec 2019 r. / Fot. Tomasz Jastrzębowski / Reporter / East News
P

Po niemal dekadzie od wprowadzenia całkowitego zakazu stosowania kar cielesnych wobec dzieci nadal trzeba przypominać, że klaps to też bicie. I to nie rodzicom, laikom nieznającym prawa i nieświadomym skutków przemocy, lecz... rzecznikowi praw dziecka Mikołajowi Pawlakowi, który w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” stwierdził, że „trzeba rozróżnić, czym jest klaps, a czym jest bicie”. Nie wyjaśnił, w jaki sposób dokonać tego rozróżnienia, ale można się domyślać, że granicę między klapsem a biciem stanowi według RPD ślad po uderzeniu. A konkretnie: wielki ślad (w opinii Pawlaka bowiem „klaps nie zostawia wielkiego śladu”). Pytanie tylko: jak duży, jak długo się utrzymujący? Czy skóra zaczerwieniona przez kwadrans po uderzeniu to efekt klapsa czy bicia? Z jak dużą siłą należy uderzyć dziecko, by nie zostawić śladów i uderzenie to można było uznać za akceptowany przez rzecznika...

5025

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Świat po prostu był brutalniejszy. Większa przestępczość, większa śmiertelność, większa przemoc i jej tolerowanie. Może wtedy to było normalne, ale nie znaczy, że to było dobre. Kiedyś normalne było niewolnictwo czy pańszczyzna. W innych kulturach normalnym było składanie ofiar z ludzi. To, że dziś z nostalgią wspominamy dawne czasy, nie znaczy, że były one obiektywne dobre. Inaczej trzeba by uznać za złoty wiek Polski okres PRL, albo przynajmniej za stan dla Polski normalny. Tymczasem moim zdaniem to jednak była patologia, jak w artykule przytoczono spowodowana strachem, bezradnością czy desperacją i przyzwoleniem na przemoc. Bo tak naprawdę większość "wychodziła na ludzi" pomimo bicia, dzięki innym źródłom wsparcia i wychowania (jakby to powiedzieli chrześcijanie: "zło dobrem zwyciężaj" ;)

tak, kilkadziesiąt nawet lat temu było inaczej - nie było tego czy tamtego, 'rodzice się nie wpieprzali' itede - czy to wystarczający argument, by dziś aprobować i pochwalać bicie dzieci? wątpię - dla mnie kto podnosi na dziecko rękę, jest godzien pogardy i sam powinien karę odebrać, a niechby i cielesną, adekwatną - wrzucił Pan do jednego wora niemal wszystko, o co dziś ulica dzieci i młodzież oskarża - ale bez cienia pomyślunku i refleksji, że to może właśnie stare dziad,y nienadążające za zmianami, w ten sposób i w tych opiniach wyładowują swą frustrację na młodych - zapewniam Pana, że istnieją i są praktykowane skuteczne i bez użycia siły wobec dzieci metody dobrego wychowania - bicie jedynie utrwala model bicia właśnie, a kto jest zdolny własne dziecko uderzyć - nie łudźmy się, i żonie i mężowi, bądź komu spróbuje jak tylko zauważy, że s ł a b s z y -- bo na tym ta cała zabawa polega, proszę Pana, że bijący dzieci tłuką je, bo one są s ł a b s z e

Nie wytłumaczę przez grzeczność, dlaczego osobom z pańskiego środowiska ograniczałabym prawa obywatelskie (marzenie oczywiście:))) Dzieci bite i ze swiadomością, ze są bite zasadnie, wyrastają na niewolników. Po czym bija swoje dzieci, zony i drecza zwierzęta. Wycinają drzewa, sypią truciznę, bo ich komar uciął, a przy okazji tepia pszczoły. W akcji ulepszania społeczeństwa takich ludzi należy mieć na oku i ograniczać ich wpływy wszelkimi sposobami. Na Madagaskar ich przecież nie wyślemy. Opisał Pan srodowisko, o istnieniu którego wiedziałam i wiem, a nawet czuję będąc w mocy obecnej "grupy trzymającej władzę", która właśnie wybrali przedstawiciele takiego środowiska. Sorry, ale dzieci takich ludzi rzadko maja szanse rozwinąć skrzydła (no, chyba ze im pomogą protektorzy partyjni:))) O czym wiem na przykładzie i swoich dzieci, i dzieci krewnych i znajomych, które były w domu szanowane i z którymi się rozmawiało przy pomocy argumentów, a nie pasa

Nieco na wyrost osądziła Pani moje środowisko. Po pierwsze mało w nim sympatyków obecnej władzy, choć i są tacy, Większość z nich zakładała rodziny 30, 40 lat temu, prawie wszyscy żyją z partnerem, którego poślubili. Trochę się postarzeliśmy, nabraliśmy stetryczałych nawyków. Nie słyszałem aby ktoś bił swe żony, o jakimś znęcaniu się nad potomstwem też nie wiem. Nasze dzieci w większości są już po studiach i mają własne rodziny, firmy, w zdecydowanej większości swą przyszłość budują tu w kraju. Być może gdyby nas wysłano na Madagaskar, również i tam byśmy się odnaleźli, pobudowali domy i starali się żyć tak jak nam podpowiada własna intuicja. Jesteśmy w większości dziadkami, naszych wnuków też nikt nie bije, a my nie wtrącamy się w metody wychowawcze naszych dzieci. Wszystko to wiem, bo często się spotykamy i głownie o rodzinach sobie opowiadamy, polityką się jakoś nie ekscytujemy. Co do wybryków naszej władzy, cóż ta poprzednia była jednak chyba gorsza, to przez nią tylu młodych wyjechało. Sam na własnej skórze doświadczyłem czym jest dojenie pracownika i jak wtedy traktowano młodych. Nie ma pani też racji co do dzieci, które wychowywano w dyscyplinie, bicie ogłupia to fakt, ale dyscyplina rodzi szacunek dziecka do otaczającego go świata i ludzi. Dyscyplina kształtuje w człowieku wytrwałość, solidności i konsekwencję w osiąganiu założonych celów. Osądziła Pani mnie i moje środowisko nie mając jakikolwiek podstaw do tego, ot przeczytałam komentarz i na Madagaskar. Nie sadźcie, a nie będziecie sądzeni, kiedyś komuś się coś w tym stylu wypasło, ale co On tam wiedział.

Powiada Pan, ze młodzi ludzie wyjechali przez Tuska?:))) Na szczęście dla nich wyjechali tam, gdzie spodziewali się znaleźć lepszą pracę i lepsze warunki do życia i na ogół znaleźli. Nie mówie już o tych, którzy, jak moje dzieci, wyjechali w 2006 przez Kaczyńskich:))) Ich emigracja okazała się błogosławieństwem dla obecnej przestępczej władzy, która może rzec, ze w "ich" Polsce nie ma bezrobocia:))) Tak więc pańskie uwagi jedynie umocniły mnie w podejrzeniach, ze wyszedł Pan z określonego środowiska i mentalnie tkwi Pan w nim nadal. Fakt, ze jest Pan dobrym mężem i ojcem, nie ma tu naprawdę nic do rzeczy:))) No i ostatnie zdanie zaczerpnięte z Ewangelii - bardzo szanuje Pismo Świete, niemniej powstało 2000 lat temu i wiele tam śmieszności i anachronizmów. Należy do nich tez zacytowany ustęp. Proszę pomyśleć, jak można zrezygnować z oceny ludzi i zjawisk? Przecież nawet nauka KK jest zbudowana na zespole opinii, twierdzeń, sądów i ocen:))) No i ten śmieszny szantaż: ...a nie będziecie sadzeni... Przecież to nierealne. Oczywiście ze jesteśmy "sadzeni" na każdym kroku, i bardzo dobrze:))) "On" był madrym człowiekiem na swoje czasy, niestety, jego ludzka mądrość nie sięgała az tak daleko w przyszłość. Pańskie powoływanie się w XXI wieku na Ewangelię traktowaną dosłownie, tez wiele mówi o pańskim mentalnym srodowisku:)))

wielu mogło wyjechać d z i ę k i tamtym władzom, od rządu T. Mazowieckiego począwszy - popularna teza, że 'przez', to nic innego jak orwellowskie odwracanie kota ogonem

Moje dzieci wyjechały w 2006 na wieść, ze PiS będzie rządzić. Tadeusz Mazowiecki im nie przeszkadzał, następne rzady również. Nie wróciły mimo obalenia rządu Kaczyńskiego twierdzac, ze przy takim głupim społeczeństwie będzie na bank powtórka z rozrywki. I co? Nie miały racji?

że przez dziesiątki lat komuny się z Polski chyłkiem u c i e k a ł o - wcześniej wyjeżdżało za możliwością lepszych zarobków równie masowo, od '89 dzięki Bogu, a zwłaszcza L. Wałęsie & Co, znowu można wyjeżdżać - ci, co czynią z tego zarzut, to albo młodociani idioci, albo antypolskie trolle, tyle w temacie

To dopiero Św. Józef musiał lać Jezusa. A potem On swoich braci. Co Mu się nagle stało?

Panie Oportunisto, cenie Pana komentarze jako naprawde celne, jesli chodzi o wyrazenie prawdopodobnej reakcji sporej czesci spoleczenstwa. Taki polski chlopek roztropek. Coraz czesciej tez podejrzewam, ze jako takie sa konstruowane - jesli tak, to gratuluje, bardzo dobre to jest :)

Cóż, raczej egzaltowanego towarzystwa unikam, biorę ludzi takimi jakimi są. Większość z nas to takie chłopki roztropki. Byłem z miasta, ale już nie jestem, przeszło mi. Jako dziecko byłem niezłym szkodnikiem, zakradanie się do ogrodu sąsiada na kwaśne jabłka, choć we własnym miałem słodkie i dorodne, to wspomnienie tylko drobniutkiej psoty. Mama Miała z naszą piątką utrapienie nie z tej ziemi, a ojciec widząc, że zebrało nam się, zwyczajnie znikał. Gdyby nie respekt przed mamą nieraz zrobilibyśmy sobie krzywdę, nie taką symboliczną, ale rzeczywistą. Dziś, choć przepadam za dziećmi, w pociągu staram się unikać towarzystwa egzaltowanych mamuś i tatusiów z przychówkiem. Teraz w lecie gdy najeżdżają nas letnicy podróże z i do pracy potrafią być horrorem. Szczęście, że są smart-fony, to jedno co uspakaja te rozwydrzone brzdące. Wczoraj mój wnuk naznosił cała kupę patyków, coś będzie budował, na razie to tajemnica co z tego będzie. Jego rodzice też pewnie wnet pod patologię podejdą, że dziecku telefonu nie dali, a stać ich.

i wszystko jasne panie Oportunisto. A jeśli chodzi o przemoc, do dziś mam rany na duszy, a mam już 77 lat. Nie, rodzice nie byli okrutnikami, byli nawet nadopiekuńczy. kochałem ich i do dziś czczę ich pamięć. Ale wspominam ślady od pasa, pozostawione przez mamę na moich plecach i twarzy. Wspominam ucho niemal naderwane przez tatę, bo zaglądałem do biura w suterenie. A najbardziej wspominam niesamowite lanie pasem, które mi ojciec spuścił, gdy miałem 16 lat. Za korespondencję z dziewczyną, w której byłem platonicznie zakochany. Tak, proszę pana.

Ma Pan wiele racji jeśli chodzi o karanie dzieci.Tylko,że kara nie musi oznaczać bicia.

Przykre, że nazywa Pan kogoś mądralą, generalizuje, upraszcza, spłyca... Jestem nauczycielką, matką, dość świadomą swojej roli, z jakimś tam bagażem doświadczeń, nie tylko swoich, często, gęsto swoich uczniów i ich rodziców. Sama nie raz dostałam klapsa, one nie ukształtowały mnie jako człowieka, sama ich nie stosuję, ale do dziś pamiętam ich upokarzający smak i strach... Mam syna, ma 12 lat, świetny uczeń, kolega w grupie, ambitny, pracowity piłkarz - amator, początkujący perkusista... no i czyta na potęgę, nie trzeba do lektur zaganiać. Od małego tzw. grzeczny chłopiec, uprzejmy, poukładany, bez głupich pomysłów i dziecięcych "wybryków" w stylu podpalania nogi. Nie wiem, co przyszłość przyniesie, ale wiem, że jedyną skuteczną metodą w dotarciu do dziecka jest rozmowa, poświęcony czas, pokazywanie, że jest współodpowiedzialny, za dom, za szkołę, za grupę, za drużynę...itd. Nigdy nie dostał klapsa, żadnego nerwowego ściskania za rękę, żadnej agresji, słownej również, co nie znaczy, że nie okazujemy swoich emocji, w tym złości... Spory oczywiście są!!! Ale przede wszystkim jest dany sobie czas i rozmowa, krytyczne myślenie, szukanie kompromisu. I nie jesteśmy z mężem nawiedzonymi, utopijnymi szaleńcami... Uczymy syna obywatelskości, solidarności, tego, że nie tylko on i my jesteśmy ważni na świecie... Mam nadzieję, że mój syn będzie równie szczęśliwym dorosłym, jak jest szczęśliwym dzieckiem... które potrafi mówić o swoich uczuciach i brać pod uwagę uczucia innych... Nie wiem, czy Pan jest szczęśliwym dorosłym. Mam nadzieję, że mimo otrzymanych klapsów, tak , bo ja jestem. Ale może bylibyśmy jeszcze bardziej, gdybyśmy nie byli bici w dzieciństwie... tego już się nie dowiemy...https://powszechswiat.pl/user/reset/29215/1561153628/XTLbF4ZSAbKotV-aWWVzPhovj9UEwTrAcyKRVlr3T8M

Nie ma nic gorszego jak rodzic obojętny. Taki co nigdy nie krzyknie i nie da klapsa. Nie jest łatwo kochać takiego "tolerancyjnego" rodzica. Takiego kogoś łatwiej traktować jak kumpla a nie jak rodzica. Sądzę, że dziecku jest bardzo przykro gdy rodzic nie okazuje emocji, nawet jeśli te emocje wyrażałyby się w rozpaczliwym krzyku lub też w rozpaczliwym klapsie.

To jasne. Ale bije znaczy kocha to kłamstwo. Proszę się nie oszukiwać. Po to jestesmy dorosłymi, zeby umieć panować nad emocjami, które nami targają. Dzieciom mamy dawać poczucie bezpieczeństwa a nie roller coster emocjonalny - od uderzenia do wyrzutów sumienia. Mamusia/ Tatuś cię kocha, to wszystko dla Twojego dobra. Emocje, tego to Polacy są pełni, pewnie dla tego nawet w sklepie krzyczą na ekspedientkę, kelnerowi odpowiadają nieuprzejmie, a dziecku dają klapsa. Idę nad morze wyciszyć emocje.

.

każdemu podobnemu 'bohaterowi dziecińca' - dłonią wielką jak ich dupska, od co najmniej czterometrowego giganta

wtedy jak nie umiemy porozumieć się z dzieckiem czy dorosłym - no to klaps - przemoc słów słowna niejednokrotnie gorsza - w szkole, domu, pracy w sklepie - po tych niby dobrych czasach pozostało wiele kalek emocjonalnych, które dzisiaj nie mogą się porozumieć z bliźnim - www.problems.pl

Nie ma w słowniku ludzi cywilizowanych określenia, którego mogłabym uzyć dla opisania mego obrzydzenia dla takich ludzi. W tym przypadku osoby, która najwyraźniej wychowała się w slumsie, gdzie bito dzieci, lano terpentynę i podpalano. Takie osoby powinny poprzestać na pracy polegającej na dostarczaniu na rowerze korespondencji do rozsianych po miescie instytucji, tymczasem są mianowani na stanowiska w randze ministrów

O przepraszam, protestuję. Pani obniża rangę zawodu kuriera rowerowego. Zawód jest zacny, ciężki, zmuszający do wysiłki fizycznego i psychicznego. Nie widzę kandydatów w obecnej ekipie rządzącej, za mało kreatywni, zbyt leniwi. W tym zawodzie trzeba dużo głową pracować.

Szanowni Państwo,dzieci bić nie wolno. Nie ma argumentów uzasadniających inną tezę. Ja również wychowywałam się w tym nieszczęsnym PRL-u, ja również byłam bita w ramach udowodnienia racji osób dorosłych. Do dziś mnie to ogranicza i sprawia, że mam ścisk w gardle. Jestem matką dorosłego dziecka, którego nie biłam. Nie ma nic bardziej podłego niż używanie siły wobec kogokolwiek, a zwłaszcza wobec kogoś słabszego i mniejszego. Zlejcie kochani współpracowników, którzy was irytują w pracy, szefa, który ciśnie, kogoś równego sobie w sile pięści. Bo czymże jest piąstka dziecka, którą wkłada w załzawione oczka, gdy dorosły odciśnie na jego pupie siłę swoich argumentów? Z poważaniem.

to ci domowi eksperci od wychowywania, co potrafią uderzyć własne dziecko, a płaszczą się przed znienawidzonym szefem, obchodzą z dala pijanego oprycha pod blokiem

Do RPD + miłośnicy klapsów. Właśnie pojawiła się informacja o czteroletniej dziewczynce z Darłowa która trafiła do szpitala z krwiakami głowy m.imm. Widać "rodzic" rozpędził się wymierzając niewinnego klapsika.

Rzecznik mówi, że nie mógł siedzieć "dobrą chwilę" a Pani z tego zrozumiała, że "dłuższy czas". Co to mówi o Pani rzetelności? Jest różnica między klapsem a biciem. Rodzina to miniaturka społeczeństwa. Niech zwolennicy nietykalności dzieci zlikwidują siły prewencji w państwie. Niejeden ojciec i policjant przesadzi, co nie znaczy, że mamy rezygnować z władzy ojcowskiej i policji.

A jeśli jednak można to jakie kary można zastosować ? Sławny ostatnio Jakub A. z Mrowin, jako dziecko pani psycholog, był przypuszczalnie dobrze zaopiekowany i - z dużym prawdopodobieństwem - nie był karany fizycznie. A może jednak karanie dzieci jest sensowne. Sensowne karanie dziecka ma na celu jego dobro a nie sprawianie dziecku przykrości.

Ponieważ przypomniałem sobie parę nazwisk, np. Bruno Bettelheim... Również kilka przykładów z mojego otoczenia, no ale to jest kazuistyka łatwa do podważenia. Niemniej jednak wolę ojca który wyjaśni dosadnie synalkowi z Powiśla czy Szmulek dlaczego źle jest mówić do Matki per "ty stara k...", niż teoretyk. Ten ostatni wydaje mi się jednak rodzajem mentalnego kaleki. Sam na Mazurach miałem dawnymi czasy krótką lekcję, która uświadomiła mi, że pewne formy zachowań nigdy nie będą zaakceptowane przez moje środowisko rodzinne. Wybrałem wtedy środowisko rodzinne - i wyszło mi to, jak oceniam z 30-letniej perspektywy, na dobre.

zaczyna się od tego, że dorośli w dziecku nie widzą partnera - nie widzą równorzędnej i równoprawnej istoty ludzkiej - wolnej, rozumnej, inteligentnej - no a potem dołóżmy do tego ich przewagę fizyczną i mamy co mamy, dzieci jak pieski na smyczy albo jeszcze gorzej - oczywiście dorośli są jacy są, bo ich samych tak wychowano i ukształtowano, z takimi przekonaniami w życie wchodzili - z polskich rodzin, po polskich szkołach i katechezach, i po z górą tysiącu lat ewangelizacji TEJ ziemi

Teza, że klaps jest tożsamy z biciem jest tak samo mądra i logiczna jak teza, że kij bambusowy jest bombą atomową. Poziom dyskusji w którym osobom prezentującym odmienny punkt widzenia niż własny odbiera się niemal człowieczeństwa i chce im się "odbierać prawa obywatelskie" to nie dyskusja, to wypowiedzenie wojny, a ja się zapytuję, jak osoby wyrzekające się przemocy chcą wygrać jakąkolwiek wojnę? Przemoc jest jedną z cech tego świata i naszego gatunku. Ktoś musi nauczyć dzieci jak i w jakich okolicznościach ją stosować. W przeciwnym razie będą kalekie. Tak jak ja byłem kaleki. Na szczęście koledzy nauczyli mnie jak sobie radzić, rodzice w tym względzie nie zdali u mnie egzaminu.

przytoczone porównanie jest całkowicie niemądre i nielogiczne - owszem nabrałoby jakiegoś sensu, gdyby zamiast bomby atomowej wziąć pod uwagę na przykład żelazną pałkę - życzę dla oprzytomnienia klapsa od kilka razy od Sz. P. większego giganta, jego dłonią wielką jak SZ. P. tyłek, z proporcjonalna siłą - i tak z tuzin razy, potem pogadamy, wyedukowany życiowo przez kolegów oprawco

Nie ma nic gorszego jak rodzic obojętny. Taki co nigdy nie krzyknie i nie da klapsa. Nie jest łatwo kochać takiego "tolerancyjnego" rodzica. Takiego kogoś łatwiej traktować jak kumpla a nie jak rodzica. Sądzę, że dziecku jest bardzo przykro gdy rodzic nie okazuje emocji, nawet jeśli te emocje wyrażałyby się w rozpaczliwym krzyku lub też w rozpaczliwym klapsie.

a chwalenie się tym - rozpaczliwą głupotą

Nie udawajmy, że "klaps" to środek wychowawczy, raczej wyraz bezradności lub furii. Takiemu 30-latkowi, który rzuca się z całą siłą potężnego zwierzęcia na małe dziecko, mówię: bij się w swojej wadze, bydlaku. Albo nie rób dzieci.

nie zwrócił uwagi na, moim zadaniem, istotną sprawę. A mianowicie, że klapsa można dać dziecku również bez emocji, z rozwagą i pełną kontrolą nad swoim zachowaniem. Jako rodzaj kary w sytuacji, gdy inne środki wychowawcze zawiodły. Podobnie postępujemy wprowadzając do reguł współżycia społecznego zasadę wyższej konieczności. Oczywiście ta analogia jest dramatycznie nieprzystająca, ale chcę pokazać, że współczesna etyka dopuszcza jednak wyjątki od reguły. Ale co ja tam wiem :)

także w komentarzach tutaj - i to, że tak samo bez emocji można dziecko pociągnąć za ucho, walnąć linijką po łapie, szarpnąć za włosy, uszczypnąć, kopnąć z wyczuciem itede - ale co ja tam wiem ;)

wykorzystali inne możliwe metody zanim zajęli się pośladkami dziecka? Szanowny Pan mnie nie zrozumiał. Ale napisałem już, co chciałem i nie będę dokładniej wyjaśniał. Mądry zrozumie :) Pozdrawiam Szanownego Pana.

że ż a d e n pretekst nie jest dobry, by bić dziecko - zwłaszcza tak naciągany, jak "bez emocji, gdy inne środki wychowawcze zawiodły"

Współczujący i rozumny człowiek stara się postępować wobec bliźnich tak, jak by chciał, by inni postępowali wobec niego. Myślę, że można tę zasadę rozciągnąć na całe życie człowieka. Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że kary wymierzane dzieciom, nawet w postaci klapsów, nie krzywdzą dziecka, jeśli dziecko nie utraci przez ich stosowanie zaufania do opiekuna (i - rzecz jasna - zdrowia!). Skądinąd łatwo przekroczyć tutaj granicę, gdy nie panuje się nad emocjami. Dlatego uważam, że prawo powinno zabraniać jakiejkolwiek przemocy wobec dzieci. Sęk w tym, że to samo prawo musi jakoś racjonalnie zdefiniować pojęcie przemocy wobec dziecka, żeby mogło funkcjonować. A z tym, sądząc po komentarzach i artykule, mamy problem. Na koniec dodam, że mam dorosłą, kochającą córkę i, chociaż nie pamiętam, żebym korzystał z klapsów, to jednak jestem pewien, że jej nie biłem. Pozdrawiam Szanownego Pana.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]