Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nie tak będzie u was

Nie tak będzie u was

17.09.2018
Czyta się kilka minut
Franciszek wyraźnie zgadza się z twierdzeniem ks. Józefa Tischnera, że w życiu nie trafił na nikogo, kto by stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i Engelsa, natomiast poznał wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem.
Ks. Adam Boniecki. Fot. Maciej Zienkiewicz dla „Tygodnika Powszechnego”
Z

Z niedawnego „Listu do Ludu Bożego” wynika, że papież widzi źródło obecnego kryzysu Kościoła w klerykalizmie. To „klerykalizm, któremu sprzyjają zarówno sami kapłani, jak i świeccy, tworzy rozłam w ciele eklezjalnym, który sprzyja i pomaga w popełnianiu wielu złych rzeczy, które teraz potępiamy. Powiedzenie NIE wobec nadużycia oznacza stanowcze odrzucenie wszelkich form klerykalizmu”. Papież następnie precyzuje, jakie „złe rzeczy” ma na myśli: nadużycia seksualne, nadużycia władzy i sumienia.

Według Franciszka reforma i uzdrowienie Kościoła zależą od przezwyciężenia klerykalizmu, „który traktuje wiernych świeckich jak dzieci i zubaża tożsamość duchownych”. Mówił np. do biskupów w Chile: „Powiedzmy to jasno – świeccy nie są naszymi parobkami ani naszymi pracownikami. Nie muszą powtarzać jak papugi tego, co mówimy. Klerykalizm, nie pobudzając różnych wkładów i propozycji, stopniowo gasi ten proroczy ogień, którego świadectwo powinien dawać cały Kościół pośród swoich ludów. Klerykalizm zapomina, że widzialność i sakramentalność Kościoła przynależy do całego Ludu Bożego, a nie tylko do nielicznych wybranych i oświeconych”. I dalej: „Seminaria winny kłaść szczególny nacisk na to, aby przyszli kapłani byli w stanie służyć świętemu wiernemu Ludowi Bożemu, uznając różnorodność kultur i wyrzekając się pokusy klerykalizmu w jakiejkolwiek postaci”.

Fakt, istnieje w Kościele klerykalna mentalność duchownych. My wiemy najlepiej, co dobre dla wiernych, Kościoła i dla nas. Nam władza dana jest przez Boga. Wierny może przekazać w górę jedynie informacje o swych grzechach w atmosferze poczucia winy. Dochodzą do tego zabiegi o dobra doczesne, często na granicy prawa, a na pewno na granicy przyzwoitości.

Istnieje też klerykalna mentalność świeckich, mentalność klienta instytucji kościelnej. Nie trzeba brać odpowiedzialności za Kościół, religię, poglądy. Kupuje się gotowe rozwiązania światopoglądowe, polisę ubezpieczeniową od lepiej znających zasady życia pozagrobowego i... ma się to z głowy. To powoduje zwrot duchowieństwa do większego akcentowania form urzędowego sakramentalizmu, no i ... przynosi profity finansowe (charakterystyka obu klerykalizmów według Tischnera).

Niełatwo zmieniać mentalność, zwłaszcza wtedy, kiedy sama struktura kościelnej władzy na tej mentalności była budowana od stuleci. Ale przecież nie wszędzie w Kościele panoszy się klerykalizm. Od klerykalizmu wolnych jest wiele ruchów,
np. neokatechumenat. Klerykalizmem nie są dotknięte wspólnoty w krajach, w których stanowią katolicką mniejszość. Także w krajach niegdyś klerykalnych, dziś laickich, z poważnym niedoborem księży, o klerykalizmie jako problemie trudno mówić.

Kościół z pewnością pozostanie hierarchiczny. Lecz prędzej czy później piękne słowa o tym, że hierarchia jest w Kościele po to, żeby służyć, staną się ciałem, bo do tego zmusi samo życie. Ono przypomni chorym na władzę i wielkość ambicjonerom, na czym Chrystus chciał zbudować swój Kościół: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”. ©℗

Czytaj także:

„We władzy deficytów” – tekst Anny Goc i Marcina Żyły:

– Z psychologicznego punktu widzenia klerykalizm jest zastępczą formą tożsamości opartą na niedojrzałości osobowej – mówi ks. Jacek Prusak, jezuita, psychoterapeuta. – Zamiast rozwoju: „jestem człowiekiem – chrześcijaninem – księdzem” mamy do czynienia z myśleniem na skróty: „urodziłem się po to, żeby być księdzem, a więc jestem kimś wyjątkowym”. Mamy więc do czynienia z pewną psychologiczną zależnością: im mniej dojrzały kleryk, ksiądz czy biskup, tym bardziej klerykalny jako duchowny i mniej autentyczny jako człowiek. Żeby być kimś w swoich oczach, musi się odróżniać, ale żeby dawało mu to satysfakcję, musi mieć przywileje. Klerykalizm jest kompensacją kompleksów i deficytów za atrybutami instytucji i władzy.

Halina Bortnowska, „Kwalifikacje nabyte”:

Uwalnianie się od klerykalizmu wiąże się z wysiłkiem i jest trudne. Narcyzm jest na tyle mocno zakorzeniony w człowieku, że pod jego wpływem może zacząć się wydawać, że tak po prostu musi być.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

w szczególności polskiego kościoła katolickiego [nb nie on pierwszy, tyle, że głośno i otwarcie z wnętrza instytucji] - nie daje jednak recepty na uzdrowienie, wskazuje jedynie kierunki pożądanej przemiany - te jednak są tak abstrakcyjne dziś dla polskiego kleru a także niemałej części owczarni, że kompletnie przezeń ignorowane i niezauważane - ten kościół musi dosłownie u p a ś ć i pogrążyć się w niebycie, aby była szansa na ocalenie Ewangelii

"Istnieje też klerykalna mentalność świeckich, mentalność klienta instytucji kościelnej. Nie trzeba brać odpowiedzialności za Kościół" Och, proszę skończyć z tymi symetrystycznymi zaklęciami. Jaka odpowiedzialność świeckich? To wy, duchowni, macie w instytucji kościelnej władzę decyzyjną. Wyłącznie wy. Przestańcie bić się w cudze piersi.

poza badaną populację bez znajomości kryteriów doboru osób do badania. Może ks. Tischner znał wielu takich, którzy mieli do czynienia z proboszczami, a niewielu takich, którzy przeczytali Marksa?

o badanie populacji

Dlatego należy traktować takie wypowiedzi jako bonmoty i nie wyciągać z nich daleko idących wniosków.

proste, dało się zrozumieć

jw.

Nie bardzo wypada mi nie zgadzać się z papieżem (czy raczej z tym jak zrozumiał go ks. Boniecki), ale nie uważam, że <<źródłem obecnego kryzysu Kościoła jest klerykalizm>>. Oczywiście źródłem obecnego kryzysu Kościoła jest to, że UTRACIŁ ON/GUBI ŁĄCZNOŚĆ Z BOGIEM.

można jeszcze teoretyzować co było skutkiem, a co przyczyną itepe - ale powiedzmy sobie szczerze, łączność z Bogiem i Ewangelią tak naprawde i de facto kościół utracił już w IV/V wieku, kiedy cesarze rzymscy po raz pierwszy przekupili biskupów i uczynili z kościoła instrument i element władzy, a trwającego od wtedy w kościele kryzysu nawet Reformacja nie powstrzymała - to, co obserwujemy dzisiaj, to moim zdaniem klasyczne objawy początków a g o n i i, proszę Pana

Kiedy kościół utracił łączność? To znaczy, że wcześniej ją miał, prawda? czy na wyłączność? Kto teraz ma łączność z Bogiem i może w Jego imieniu potwierdzić, że kontakt w ogóle był i został zerwany? Dlaczego kryzys wybuchł dopiero teraz, a jeśli to istotnie agonia trwająca od IV/V w., to ile jeszcze może ona potrwać?

powtórzę, kryzys od czasów cesarzy Justyniana i Konstantyna, kryzys Ewangelii w Kościele - agonia instytucji zaczyna się na naszych oczach - jak długo potrwa? Bóg raczy wiedzieć, módlmy się by się [i nas] za długo staruszka nie męczyła

Każde pokolenie zdaje się uważać, że żyje w czasach ostatecznych ;)

marginalizacja i upadki religii, deprecjacja i znikanie kościołów - to nie jest żadna ostateczność, to norma ㋡ świat się kręcił przed ♝papieżami♝, będzie i po ✟nich✟ ㋡㋡㋡ nie takich zmian doświadczają ⌛ od wieków ⌛ kolejne ⌛ pokolenia ⌛

o uśmieszkach, ale może przydałyby się jakieś wyraźniejsze oznaczenia, np. "Uwaga! Ironia" albo "Pytanie retoryczne. Odpowiedź zbędna". ;););)

na życzenie wzbogaciłem przekaz o grafikę ⇦⇨ wektorową

Odnoszę wrażenie, ale nie poparte dogłębną wiedza historyczna, że w zasadzie żadne pokolenie nie uważa się za ostateczne czy też żyjące w czasach ostatnich. Pomijam tu przesądy związane z milleniami i innymi liczbami. Może tylko pokolenie apostolskie wierzyło szczerze w rychły powrót Chrystusa. W sumie nic nam nie zabrania modlić się o czasy ostateczne, tylko kto by tego chciał? :) Może w tym naszym lęku kryje się największy problem Kościoła, którego rozwiązanie wyzwoliłoby wielką moc do przezwyciężenia problemów drugorzędnych, ale zawsze ważnych.

Syna Człowieczego zstępującego z obłoku, ale każda generacja ma tendencję do postrzegania własnego czasu jako szczególnego momentu, do którego dążyły całe poprzedzające dzieje ludzkości, i których sens objawia się w pełni dopiero naszym oczom. Nasz czas postrzegamy jako szczególnie intensywny, znaczący, bez precedensu i... bez dalszego ciągu. Posthistoryczna przyszłość, która jest tuż tuż, może mieć postać paruzji albo ostatecznej, globalnej katastrofy wywołanej zmianami klimatycznymi czy przeludnieniem, ale równie dobrze może to być koniec historii w sensie fukuyamowskim - kres konfliktów między ideologiami i systemami, raz na zawsze rozstrzygniętych na korzyść optymalnego modelu, który może się już tylko rozszerzać i trwać, nieubłaganie pochłaniając zmurszałe resztki starego świata. Dla komunistów był to komunizm, dla Fukuyamy - liberalna demokracja. A w małej skali, proszę spojrzeć na to forum. Oto ktoś śmiałym gestem rysuje proces trwający 1600 lat od Konstantyna Wielkiego, pomijając jako nieistotne fluktuacje wszelkie historyczne zwroty i zakręty, epizody upadków i odrodzeń, i nie wątpi, że proces ten zakończy się za jego życia. No, w najgorszym razie życia jego dzieci. A ja wam powiadam: będzie inaczej niż sobie wyobrażamy. Wszyscy, bez wyjątku.

owa hipotetyczna "każdej generacji tendencja" - tak mają raczej jedynie s t a r e _ d z i a d k i [babcie oczywiście też], w żadnym wypadku "generacje" - Pan chyba już zapomniał, jak to jest być młodym - się po prostu żyje, o pierdołach i o eschatologii nie myśli w c a l e, a czas wręcz przeciwnie niż Pan sugeruje - wydaje się składać jedynie z _ p r z y s z ł o ś c i

pochlebia mi, kiedy moje uwagi tyczące się historii, teraźniejszości i przyszłości kościoła budzą żywe zainteresowanie, także jeśli Pańskie - i nic w tym złego, że jest Pan sceptyczny wobec moich zdolności syntetycznych czy umiejętności przewidywania - z różnych pobudek sceptycyzm ten może wynikać, a choćby i z deficytu tych przymiotów u Pana albo ze zwykłej przekory, Pańskie prawo - takie samo, jak do własnego prorokowania "A ja wam powiadam..." - jednak na koniec, ze specjalnie dla Pana dobranym ㋡ uśmiechem ㋡, nieskromnie ale szczerze: ja się, proszę Pana, w podobnych kwestiach n i e _ m y l ę +++ p.s. o agonii kościoła piszę, że na naszych oczach się z a c z y n a, nie że skończy - Pan kolejny raz po łebkach czyta i potem takie mu wychodzą errory...

Ostateczne w Kościele, trwają od czasu Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Bowiem to Zmartwychwstały Jezus, do Nieba Wstępuje a kiedyś przyjdzie sądzić żywych i umarłych, jak powiada Pismo.A w modlitwie Ojcze Nasz, o co prosimy? ....Przyjdź Królestwo Twoje.......To przecież nic innego, jak proszenie o ostateczne przyjście Chrystusa na Sąd Ostateczny. I nastanie Nowe Niebo i Nowa Ziemia, powiada Księga Apokalipsy. To Jezus przyjdzie sądzić żywych i umarłych a nie Ojciec. Za każdym razem, gdy odmawiamy Ojcze Nasz, świadomie lub nie, ale prosimy właśnie o to.

a chodzi mi o to, żeby naprawdę świadomie o to prosić i nie tylko w tej najwyższej formule.

Myślę, że jest dużo niezrozumienia obecnej sytuacji. Obecny kryzys jest nieważny. To znaczy ma on znaczenie tylko o tyle, że OTWIERA OCZY, na to czego na pierwszy rzut oka nie widać. Jest OBJAWEM CHOROBY, która trwa od bardzo dawna. Od kiedy? Pewnie ma rację eddiepolo... W naszym polskim wydaniu problem na pewno ciągnie się od Mieszka I, który jakoby poprzez chrzest stał się chrześcijaninem - a z nim cały Naród :-) No, chyba to jakiś żart ! "Przyklepawszy" pogaństwo (nie żebym miał coś przeciw poganom) przez całe stulecia skupiono się na budowie zewnętrznej otoczki, nie starając się o zmianę w sercu. No i skutki są jakie są... Oczywiście zawsze jest nadzieja, że OBJAW ZOSTANIE DOBRZE ODCZYTANY i zacznie się LECZENIE CHOROBY = WEJŚCIE W GŁĄB SERCA.

Hierarchię w Kościołach trzeba wywrócić: najważniejszymi muszą stać się ci, którym się służy. Na samym szczycie dzieci, ludzie starsi, chorzy, niepełnosprawni, ubodzy, po rodzinnych i małżeńskich dramatach. Na samym dole ci, których Chrystus powołał do służenia tamtym. Chyba, że termin "sługa" to tylko ładna nazwa "władzy"...

hierarchia sama sobie nogi podkłada i się zaczyna wywracać
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]