Reklama

„Nie ma dziecka – jest człowiek”

„Nie ma dziecka – jest człowiek”

10.12.2018
Czyta się kilka minut
Jest jakiś niezdrowy paradoks w tym, że Korczak-męczennik przykrył Korczaka-wychowawcę, niezwykłego doktora od dziecięcej duszy. Tak jakby wybór pozostania z dziećmi do końca nie był jedyną oczywistą konsekwencją całego jego życia.
Wystawa „W Polsce króla Maciusia” z ilustracjami Iwony Chmielewskiej IWONA CHMIELEWSKA / MUZEUM POLIN
T

To taki prosty myk: kiedy mówisz do dziecka, a chcesz słuchać i być wysłuchany – nie pochylaj się. Kucnij. Teraz jesteście równi, nos w nos. Patrz na dziecięcy pyszczek, czytaj z niego. W tej pozycji nie przegapisz urazy, gniewu, zażenowania. Ugięcie kolan ma także swoją metaforyczną wymowę, bo w gruncie rzeczy twoja rodzicielska przewaga jest iluzoryczna. „Nie ma dziecka – jest człowiek”. Tę korczakowską prawdę warto przypomnieć sobie, ilekroć puszymy się przed dzieckiem, szantażujemy miłością, poniżamy i zawstydzamy, dajemy upust nagłej złości, bierzemy na dziecku małostkowy odwet za własne błędy. Kto bez winy – ręka w górę.

Bez monopolu na rację

Janusz Korczak pozbawił nas, dorosłych, monopolu na domniemaną rację, którą przyznaliśmy sobie samowolnie, bez zasługi. Jedynym tytułem do jej posiadania miały być wiek i władza nad dzieckiem. Stary Doktor uświadamia nam, że racja niewsparta prawdziwym autorytetem to uzurpacja, przemoc w kostiumie troski. Wskazując pospolite grzechy wychowawcze, obnaża nasz podstarzały, wąsaty infantylizm, zahibernowaną niedojrzałość dorosłych, przeniesioną z dzieciństwa wprost do rodzicielstwa, razem z bałamutnymi refrenami o dzieciach głupich z natury.

„Szu­kaj włas­nej dro­gi. Poz­naj siebie, za­nim zechcesz dzieci poz­nać. Zdaj so­bie sprawę z te­go, do cze­go sam jes­teś zdol­ny, za­nim dzieciom poczniesz wyk­reślać zak­res praw i obo­wiązków. Ze wszys­tkich sam jes­teś dziec­kiem, które mu­sisz poz­nać, wycho­wać i wyk­ształcić prze­de wszystkim”.

Ten najbieglejszy tłumacz z dziecięcego na nasze obdarzony był słuchem absolutnym, rozpoznawał wszystkie subtelności dziecięcej mowy i nie-mowy – z gestów, chichotów, gniewnego mamrotania i płaczliwych siąknięć nosem. A potem ułożył z tego genialny bryk dla rodziców: „Jak kochać dziecko”. Od jego publikacji upłynęło niemal sto lat. Gdyby nie charakterystyczny, łatwo rozpoznawalny styl Korczaka, można by sądzić, że to tekst współczesny, wprost z klawiatury laptopa.

Korczak, autoironiczny i dowcipny, wytrąca nas, rodziców z koleiny nawyków, namnażanych bezmyślnie, bezrefleksyjnie. Tych wszystkich: ...mamusia smutna przez ciebie... my z ojcem żyły sobie wypruwamy... pocałuj wujka, niewdzięczny dzieciaku... powiedz wierszyk... przyjdzie pan i cię zabierze... taki duży, a beczy... bozia z góry patrzy i płacze... kogo bardziej kochasz – mamusię czy tatusia? ...nie wstaniesz od stołu, dopóki nie będzie zjedzone... czekaj, niech no tylko ojciec wróci...

Obrońca i niezawodny sprzymierzeniec dzieci. Tytanicznie pracowity, twórczy, obdarzony naukowym temperamentem, prowadził trwający trzy dekady eksperyment, którego pokłosiem są jego pisma – testament podjęty i niesiony w tysiącach inspirujących okruchów. Jeden z nich to „Prośba dziecka”, czyli 20 przykazań dla rodziców – zdumiewająco przenikliwa recepta wychowawcza, która niechby trafiła w ręce każdego opiekuna. Gdyby dorobek Korczaka sprowadzał się jedynie do tych kilkudziesięciu lapidarnych linijek, już byłby godny uwagi.

Jest jakiś niezdrowy paradoks w tym, że Korczak-męczennik przykrył Korczaka-wychowawcę, niezwykłego doktora od dziecięcej duszy. Tak jakby wybór pozostania z dziećmi do końca nie był jedyną oczywistą konsekwencją całego jego życia, które upłynęło pod znakiem szacunku i miłości do podopiecznych.

Kapsuła czasu

Historia literatury dla młodych jest osobliwą kapsułą czasu – rejestruje i odsłania stosunek do dzieci/dzieciństwa na przestrzeni trzech stuleci. Nie jest to obraz chwalebny – dziecko jako podmiot (nie przedmiot) to nader młody wynalazek.

Literaturę dziecięcą wymyślono dla moralizowania – dydaktyczna intencja pierwszych lektur dla dzieci jest oczywista.

Jeśli baśnie – to zawsze okraszone sążnistym morałem, jeśli opowiastki – to z belferskim przesłaniem, pisane z pozycji olbrzyma, który wie lepiej i oświeci głupiego karzełka. Jest w tym pycha, bezwstyd i fanfaronada; dziecko z punktu widzenia autorów zdaje się być jedynie oporną bryłą ciemnej materii, którą dorosły uformuje i oślepi blaskiem swojej moralnej przewagi. Z tej pychy dorosłego narodziły się toksyczne „złote myśli”, które słyszeliśmy po wielekroć w dzieciństwie: „co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”, „dzieci i ryby głosu nie mają”... i inne ludowe pożal się Boże mądrości, które skutecznie kruszą godność małego człowieka.

W opozycji do tych paternalistycznych farmazonów Korczak powiada: „szczęście dla ludzkości, że nie możemy zmusić dzieci, by ulegały wpływom wychowawczym i dydaktycznym zamachom na ich zdrowy rozum i zdrową ludzką wolę”; i jeszcze: „mówiłem nie do dzieci, a z dziećmi, mówiłem nie o tym, czym chcę, aby były, ale czym one chcą i mogą być”.

Korczakowski, wyjątkowy sposób myślenia, oparty na doświadczeniu wyniesionym z praktyki lekarskiej i opiekuńczej, był jak przeciąg w zatęchłym salonie, zaciążył na całej współczesnej doktrynie „dzieciologicznej”. Nie da się zagonić powtórnie relacji dorosły–dziecko w XIX-wieczne ramy wytyczone przez Stanisława Jachowicza, Władysława Bełzę i wyznawców „Złotej różdżki” Heinricha Hoff- manna. Korczak mimowolnie ośmieszył protekcjonalny i bogoojczyźniany dąs, jakim nafaszerowano książki dla dzieci. „Ukrólewiając” Maciusia koronował niejako wszystkie dzieci, nadał im podmiotowość, godność i autonomię. Współczesne dylematy wielkiego kalibru – wolność versus odpowiedzialność, autorytaryzm versus demokracja, samowola versus samorządność – znajdziemy w miniaturze w Korczakowskich książkach i pismach. Jego niezawodna etyczna busola prowadzi czytelnika ku rozwadze, porozumieniu i empatii.

W tym duchu zrealizowano w warszawskim Muzeum POLIN wystawę „W Polsce króla Maciusia. 100-lecie odzyskania niepodległości”. To najlepsze bodaj okołorocznicowe wydarzenie stołeczne – w pięknej oprawie graficznej Iwony Chmielewskiej, zaprojektowane prosto i przystępnie, dla dzieci w każdym wieku. Plac demokratycznych zabaw, miniaturowa republika dzieci...

Modelowy przykład edukacji obywatelskiej dla najmłodszych. Ech! Gdyby tak sklonować to przedsięwzięcie w każdym mieście, w każdej szkole... ©

Prośba dziecka, czyli 20 przykazań dla rodziców inspirowanych filozofią Janusza Korczaka

1. Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.
2. Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję – poczucia bezpieczeństwa.
3. Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.
4. Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuję postawę głupio dorosłą.
5. Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.
6. Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.
7. Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.
8. Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę. To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga.
9. Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć twoją uwagę.
10. Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.
11. Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.
12. Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy.
13. Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.
14. Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w ciebie.
15. Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami.
Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.
16. Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.
17. Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, że przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.
18. Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.
19. Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało.
20. Nie bój się miłości. Nigdy.

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]