Reklama

Ładowanie...

Nauka samodzielnego myślenia

Nauka samodzielnego myślenia

29.12.2016
Czyta się kilka minut
Gdyby to ode mnie zależało, na płycie nagrobnej profesora umieściłabym napis: „Jerzy Pomianowski (1921–2016) – antologia literatury polskiej i rosyjskiej XX wieku”. Bo znał wszystkich i wszyscy znali jego.
Jerzy Pomianowski, Kraków 06.05.2015 r. / Fot. Damian Klamka / East News
P

Piszę te słowa dokładnie w dzień śmierci profesora, 29 grudnia 2016 roku. W erze internetu i smartfona, którymi lubił się posługiwać. I choć czasem psuły mu się te gadżety w rękach… że musiałam interweniować, to jednak nie bał się ich, a wręcz go fascynowały. Dlatego trzeba dobrze uruchomić wyobraźnię, aby móc sobie uzmysłowić, iż ten sam człowiek w dwudziestoleciu międzywojennym poznał osobiście Witkacego, Witolda Gombrowicza i Brunona Schulza. Na dodatek przekonał Witkacego do lektury „Ferdydurke”, a z Grombrowiczem przegrał partyjkę w bilarda… Potem, w czasie II wojny światowej, w Związku Radzieckim miał możliwość porozmawiać z Anną Achmatową i Borysem Pasternakiem. Spotkał się również z wdowami po Osipie Mandelsztamie i Izaaku Bablu – dwóch wielkich, których nie zdążył poznać osobiście, bo wcześniej zmiotła ich rosyjska historia. Ale potem został ich tłumaczem. Jak i Aleksandra Sołżenicyna, którego spotkał już na emigracji i z którym prowadził ożywczą korespondencję.  

Łodzianin z urodzenia, jako gimnazjalista był Pomianowski zdolnym uczniem Mieczysława Jastruna, któremu pokazywał pierwsze swoje próbki literackie. Wrażliwość i artystyczną duszę odziedziczył po dziadku kompozytorze, ciotce aktorce i stryju pisarzu, Mieczysławie Birnbaumie, który zaraził młodego Jurka miłością do Babla. Studiował filozofię na Uniwersytecie Warszawskim, jeszcze za II RP. A potem, już w ZSRR, medycynę, którą ukończył w Moskwie po wojnie. Należał do grona pisarzy-lekarzy. Dlatego czuł wspólnotę ducha z Czechowem i Bułhakowem, których potem tłumaczył. Jako pisarz-lekarz w latach 1951-58 pracował w Ministertwie Zdrowia (To do niego zwróciła się o pomoc żona Tadeusza Borowskiego, który w poczuciu rozczarowania komunizmem puścił gaz. Pomianowski organizował wtedy karetkę i krew do transfuzji). Potem został kierownikiem literackim Teatru Narodowego (wydawał w tym czasie świetne szkice teatralne), a następnie Zespołu Filmowego Syrena (W tym czasie nakręcono „Czterech pancernych i psa” oraz „Stawkę wiekszą niż życie”. Pomianowski był też przy castingu do filmu „O dwóch takich, którzy ukradli księżyc”...). W latach 60. tłumaczenie Babla autorstwa Pomianowskiego, natychmiast uznane za kongenialne, Polacy wyrywali sobie z rąk…

W 1966 r. rzucił legitymacją partyjną w ramach protestu przeciwko usunięciu z PZPR prof. Leszka Kołakowskiego. Dwa lata później wyemigrował do Włoch, które stały się jego drugą ojczyzną. Wykładał na uniwersytetach w Bari, Florencji i Pizie, wygrał uniwersytecki konkurs i został szefem katedry slawistyki. W tym czasie związał się z „Kulturą” paryską, otrzymując od Jerzego Giedroycia wielkie zadanie przetłumaczenia trzytomowego „Archipelagu Gułag”, które dzielnie wystukiwała na maszynie do pisania jego żona, Aleksandra Kurczab-Pomianowska.

Powrócił do Polski w 1994 r. Niedługo potem Giedroyc dał mu nowe zadanie: powołać pismo, które stanie się pomostem porozumienia między Polakami i Rosjanami. W ten sposób powstał wydawany po rosyjsku miesięcznik „Nowaja Polsza”.

Zanim poznaliśmy się z profesorem, twórczość Babla i Sołżenicyna przemawiała do mnie językiem Pomianowskiego. Dlatego w chwili, kiedy po raz pierwszy rozmawiałam z profesorem, miałam nieodparte wrażenie, że oto literatura ożyła i wyszła z książek, aby przywitać się ze mną i wspólnie wypić kawę.  

To był 2001 r. Napisałam wówczas do profesora rozpaczliwy list – że nie mam pracy. Natychmiast zareagował. Zadzwonił i zaproponował współpracę z „Nową Polszą”. Miałam przeprowadzać rozmowy z ludźmi sztuki i nauki. Zaufał mi, że potrafię, choć wtedy jeszcze nie miałam żadnego dorobku literackiego. Rok później zaproponował, abym została jego sekretarzem. I tak zaczął się sześcioletni okres naszej intensywnej współpracy. I przygody intelektualnej. Bo każdy nasz kontakt to była ożywcza dyskusja na tematy polityczne, społeczne, filozoficzne i literackie. Moje prywatne seminarium literacko-dziennikarskie, na którym mogłam wypowiadać swoje zdanie, a nawet się wykłócać. Archiwizując dokumentację profesora, byłam jednocześnie świadkiem procesu tworzenia i tłumaczenia, dzięki czemu sama uczyłam się warsztatu literackiego.

Profesor znał wszystkich. Przez moje ręce przechodziła korespondecja z żywymi – czołówką literacką, filmową i teatralną, jak i archiwalna: Witkacy, Tuwim, Słonimski, Broniewski, Kott, Axer, Miłosz, Szymborska, Mrożek, Sołżenicyn, Pasternak, Brodski… i oczywiście Giedroyc. Jednocześnie słuchałam ich niesamowitych historii (do dzisiaj niespisanych).

Pośród tych historii i naszych dyskusji wykuwała się we mnie najważniejsza zdolność – samodzielnego myślenia. Tego nauczył mnie Jerzy Pomianowski.

Dziękuję, Panie Profesorze!


Sylwia Frołow w latach 2002–2008 była osobistym sekretarzem Jerzego Pomianowskiego. Pisarka, autorka książek „Dzierżyński. Miłość i rewolucja” (Kraków 2014) i „Bolszewicy i apostołowie” (Wołowiec 2014). Korektorka „Tygodnika Powszechnego”.

Pożegnania

Nekrolog Jerzego Pomianowskiego / Instytut Literacki
Nekrolog Jerzego Pomianowskiego / Instytut Literacki
Nekrolog Jerzego Pomianowskiego / Zaiks
Nekrolog Jerzego Pomianowskiego / Zaiks

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]