Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Najpierw prawda

Najpierw prawda

14.02.2019
Czyta się kilka minut
Papież Franciszek zatwierdził właśnie dekret uznający cud za wstawiennictwem J.H. Newmana, który otwiera drogę do kanonizacji tej jednej z najciekawszych postaci nowożytnego chrześcijaństwa.
 John H. Newman / DOMENA PUBLICZNA
John H. Newman / DOMENA PUBLICZNA
G

Gdybym musiał, co zresztą mało prawdopodobne, wznieść religijny toast, wzniósłbym go za papieża, ale najpierw za sumienie, a dopiero potem za papieża” – to jedno z najsłynniejszych zdań napisanych przez błogosławionego kardynała Johna Henry’ego Newmana, XIX wiecznego teologa, kaznodziei i konwertyty.

Wykształcony w Oxfordzie teolog anglikański, proboszcz uniwersyteckiego kościoła St. Mary’s, swoimi kazaniami i traktatami zapoczątkował w latach 30-tych XIX wieku tzw. ruch oksfordzki – nurt odnowy i pogłębienia anglikanizmu w duchu powrotu do patrystycznego chrześcijaństwa.

Studiując pisma Ojców Kościoła coraz bardziej zbliżał się w swoim myśleniu do katolicyzmu. W latach 40-tych założył w podoskfordzkiej miejscowości Littlemore wspólnotę religijną żyjącą trochę na klasztorny sposób.

W 1845 roku zdecydował się przejść na katolicyzm. Była to decyzja trudna i niosąca poważne konsekwencje. Nie tylko musiał opuścić swoje probostwo i oksfordzki Oriel College. Niezwykle dotąd popularny kaznodzieja, można powiedzieć - duchowy lider ruchu odnowy - spotkał się z ostracyzmem swojego środowiska, utracił całe społeczno-kościelne znaczenie.

Wejście do nowej, katolickiej, wspólnoty także nie było pozbawione trudności. Po konwersji, podczas pobytu w Rzymie przyjął katolickie święcenia i wstąpił do Zgromadzenia Oratorian św. Filipa. Został posłany przez papieża z powrotem na Wyspy Brytyjskie z misją zakładania tam oratoriów. Pełnił wiele odpowiedzialnych funkcji – m. in. na prośbę biskupów irlandzkich organizował w Dublinie uniwersytet katolicki i został jego pierwszym rektorem. Jego wizja uniwersytetu – otwartego na świeckich, także na Anglików i Amerykanów okazała się jednak w tamtym czasie niemożliwa do realizacji. Newman ustąpił ze stanowiska.

Został na pewien czas redaktorem katolickiego, liberalnego czasopisma „The Rambler” – ale wizja Kościoła, którą na jego łamach chciał propagować także wzbudzała kontrowersje. Newman, konwertyta z anglikanizmu, mocno zainspirowany czasami patrystycznymi, wydawał się wielu katolikom podejrzany. Anglikanie nie chcieli utrzymywać z nim kontaktów. Podążał wiernie za głosem swojego sumienia, ale czyniło go to człowiekiem osamotnionym.


CZYTAJ TAKŻE

BŁOGOSŁAWIONY KONWERTYTA  Józef Majewski o kardynale Johnie H. Newmanie >>>


Jedyną osobą, którą zawsze mógł liczyć, był przyjaciel poznany jeszcze w czasie studiów w oksfordzie, który wspólnie z nim przeszedł na katolicyzm – ks. Ambroży St. John. Przez 32 lata, do śmierci Ambrożego w 1875 roku, wspólnie mieszkali z oratorium w Birmingham. Był to związek tak bliski, że Newman porównał swą żałobę po nim do żałoby owdowiałego męża lub żony, zaś w swoim testamencie kazał, by pochowano go w tym samym grobie.

Społeczne uznanie przyniosła na powrót Newmanowi dopiero pisana w 1864 roku Apologia por vita sua, dzieło, w którym zdołał wytłumaczyć swoją życiową drogę. Rozmaite wątpliwości wobec Newmana pojawiające się w kręgach katolickich znikły jednak właściwie dopiero w momencie mianowania go kardynałem przez nowo wybranego papieża, Leona XIII – w 1879 roku. Zmarł w 1890 w wieku 89 lat.

Nie wiadomo, czy Newman musiał kiedyś wznieść religijny toast. Ale śledząc jego życie można dostrzec, że było ono przez swój kształt wyznaczony podejmowanymi decyzjami pochwałą osobistego sumienia. Ale sumienia takiego, jak rozumiał je Newman.

Trzeba bowiem pamiętać, że pierwszeństwo sumienia – nawet przed papieżem – nie było dla kardynała-konwertyty równoznaczne z prawem do arbitralnego wyboru swojej życiowej drogi. Postrzegał on człowieka jako u samych podstaw swej natury związanego z Bogiem. Własne sumienie to – dla Newmana – głos Boga, który jest obecny w życiu każdego i do każdego mówi, nawet jeszcze przed usłyszeniem zewnętrznego, historycznego objawienia.

Podążać za głosem sumienia, to znaczy ze wszystkich sił szukać prawdy i – dostrzegając ją być gotowym opuścić dla niej całe dotychczasowe życie. Ale zmiana taka nie oznacza wyparcia się, negatywnej oceny przeszłości. Newman dostrzegł nie tylko prymat sumienia i konieczność poszukiwania prawdy. Rozpoznał również, że ów proces zakłada ciągłość. Nawet gdy dochodzimy do punktu koniecznej a radykalnej zmiany – jakim dla niego była konwersja z anglikanizmu na katolicyzm – to przecież zmiana ta nie byłaby w ogóle możliwa, gdybyśmy nie przeszli całej drogi, która nas do owego punktu doprowadziła.

Newman dostrzegł, że ten dynamiczny stan – nieustannego rozwoju i zmiany, który jednak zachowuje ciągłość z wcześniejszymi etapami – jest właściwy nie tylko jednostce, lecz także wspólnocie Kościoła. To właśnie spostrzeżenie doprowadziło go do katolickiej Wspólnoty, którą uznał za najlepiej realizującą wspomnianą zasadę rozwoju i dlatego wierną pierwotnemu chrześcijaństwu. Wyartykułował tę myśl w swoim fundamentalnym dziele – „O rozwoju doktryny chrześcijańskiej”.

W dzisiejszych czasach i w dzisiejszym stanie Kościoła – pełnym napięć i sporów o to, co zmienić, a co zostawić, możemy się wiele od kardynała Newmana nauczyć. Nawet jeśli trochę inaczej ujmiemy samą zasadę zmiany. Trudno jednak będzie nam go doścignąć w głębokości wiary, iż Bóg mówi w głębi sumienia do każdego z nas, i w gotowości do podążania za tym głosem, dokądkolwiek nas powiedzie.  

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

KK to chcąc lub nie chcąc, matka zachodniego chrześcijaństwa. Matki się nie wybiera, jest taka jaka jest. Synowie i wnuki owej Matki, jaką jest KK, wiele zrobili,by w ich mniemaniu,owe matczyne działo ulepszyć w ich mniemaniu. Czy im się to udało? Oto jest pytanie, można powiedzieć, przywołując zawołanie Hamleta. Jestem zdania, że kardynał Newman, odpowiedział i był w tej swojej odpowiedzi konsekwentny. I to wszystko.

co sam zainteresowany miałby do powiedzenia na temat przypisywania mu pośrednictwa w "cudach"...

to sam zapytasz, brata Newmana. Z tego wynika, że to jakiś czas, jeszcze musi trwać. Jest prostsze wyjście. Przy pomocy i wstawiennictwu kardynała Newmana, prosić Boga o światło zrozumienia wiary i Kościoła w imię prawdy. Tu, teraz, dzisiaj.

prostszy sposób to byłoby poczytać co miał ciekawego do powiedzenia w temacie - ale czytam już 'Boską Cząstkę' Ledermana i 'Piękno Wszechświata' Greene'a i tym mam głowę wystarczająco zajętą, a liczyłem na to, że ktoś może tutaj na forum coś na ten temat wie - póki co tylko Pan i z niczym
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]