Reklama

Aplikacja nie przeszła testu zaufania

Aplikacja nie przeszła testu zaufania

06.11.2020
Czyta się kilka minut
Miało być bezcenne narzędzie do monitorowania pandemii. Wyszła kosztowna klapa. Rządowa aplikacja STOP COVID jest w tej chwili prawie bezużyteczna.
Prezentacja aplikacji ProteGO Safe STOP COVID, czerwiec 2020 R. / FOT. Jan Bielecki/East News
P

Problemem nie jest tylko sama aplikacja. Służy ona do tzw. śledzenia kontaktów. Przez łącze Bluetooth nasłuchuje sygnałów z innych telefonów w pobliżu i alarmuje właściciela, jeśli któryś z nich należał do osoby zarażającej covidem. Można się wtedy odizolować i przetestować, zanim samemu przekaże się wirusa dalej. Jeszcze 22 października premier Morawiecki apelował na Twitterze: „Zachęcam wszystkich do korzystania z aplikacji STOP COVID. Technologia jest w walce z epidemią naszą wielką sojuszniczką”.

Według badaczy z Oxfordu, „gdyby 80 proc. użytkowników smartfonów zainstalowało aplikację, co stanowi ok. 56 proc. populacji, pozwoliłaby ona opanować pandemię bez innych działań”. Przy mniejszej liczbie użytkowników aplikacja nie jest bezużyteczna, ale jej skuteczność jest bezpośrednio zależna od zasięgu.

Jak pod tym względem wygląda STOP ­COVID? Katastrofalnie. Do 14 października pobrało ją 1 029 339 osób. To pozornie dużo, ale nie znaczy nic: bo od 31 lipca do 14 października w systemie „zameldowały się” zaledwie 72 zakażone osoby. Do 27 października – 137. Według danych Ministerstwa Zdrowia mamy w Polsce obecnie niemal pół miliona zakażonych.


CZYTAJ WIĘCEJ: AKTUALIZOWANY SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


Na projekt wydano 5 mln zł. W tym 3 mln na promocję. Kuriozalną: na początku do zachwalania apki wykorzystano… trollkonta. Fałszywe profile, takie jak „prof. Krzysztof Mantucki”, wypisywały peany na cześć aplikacji i rządu – i zostały zdemaskowane niemal natychmiast. A przecież od początku jasne było, że kluczem do sukcesu aplikacji śledzącej nasze kontakty musi być zaufanie. Kto wpadł na pomysł, by walczyć o nie przy pomocy kłamstwa?

Jednak nie tylko polska aplikacja poniosła spektakularną klęskę. Nawet w dość autorytarnym Singapurze, który swoją aplikację wprowadził jako jeden z pierwszych na świecie, korzysta z niej najwyżej 25 proc. populacji. Wszędzie powody były podobne: połowa ankietowanych Singapurczyków nie pobrała aplikacji, by uniknąć śledzenia przez władze. Rządy płacą wysoką cenę za lata naruszeń prywatności swoich obywateli. Ale też przekonują się, że technologia nie jest środkiem na wszystko. Zwłaszcza w obliczu braku zaufania. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz naukowy, reporter telewizyjny, twórca programu popularnonaukowego „Horyzont zdarzeń”. Współautor książki "Strefy Cyberwojny", laureat Prix CIRCOM i Halabardy rektora AON. Stale...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wiarygodność władzy mniej niż zero.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]