Reklama

muzyka w książkach

muzyka w książkach

21.01.2013
Czyta się kilka minut
„Lutownica umarł” – tak kolega interesujący się wyłącznie muzyką współczesną powitał mnie w zimowy poranek 1994 r. „Ale przynajmniej twórczość zamknięta – dodał. – Można się wziąć za badanie”.
Fot. Jakub Puchalski
W

Witold Lutosławski, nasz współczesny, którego dzisiaj piszący badacze i komentatorzy zazwyczaj znali osobiście, okazał się tematem wdzięcznym: należało (i można było) nie tylko badać twórczość i archiwa, ale też zbierać i udostępniać jego zapiski, rozmowy, świadectwa osób trzecich. Każda z tych dziedzin przyniosła owoce.
Monografie
Fundamentem są monografie: pojawienie się trzech w ciągu kilkunastu lat, każdej o własnym charakterze i wartości, to sukces, jakim nie może pochwalić się w polskiej bibliografii żaden inny kompozytor.
Najnowsza jest najobszerniejsza – „Witold Lutosławski”, dwa tomy autorstwa muzykologicznego małżeństwa Danuty Gwizdalanki i kompozytora Krzysztofa Meyera, wydane przez PWM w 2005 r., z pewnością długo pozostawać będą podstawowym punktem odniesienia. To swego rodzaju summa wiedzy i o kompozytorze, jako człowieku oraz artyście, i o jego dziele, połączona z indywidualnym spojrzeniem dwójki znakomitych komentatorów, znających od podszewki twórczość Lutosławskiego i jej konteksty. Atutem książki jest nie tylko zawartość, ale i łatwo przyswajalny sposób podania (choć przydałaby się staranniejsza redakcja): oboje autorzy dali się zresztą poznać jako świetni „opowiadacze” zawiłych problemów także w swych innych publikacjach. Nawet podtytuły poszczególnych tomów, mogące brzmieć cokolwiek pretensjonalnie („Droga do dojrzałości”, „Droga do mistrzostwa”), akurat w przypadku Lutosławskiego wyjątkowo dobrze pasują do periodyzacji jego twórczości, podkreślając jej dwa etapy, rozwijające się jak nie przymierzając stworzona przez kompozytora forma dwuczęściowa: najpierw poszukiwanie, przygotowywanie gruntu, następnie pełne napięcia spełnienie. Eksplozja twórcza Lutosławskiego w ostatnich latach życia, związana z ugruntowaniem własnego języka, zadziwiała i zadziwia wciąż, pogłębiając żal wiążący się z tamtym porankiem, w którym podano informację o jego śmierci.
W książce oczywiście wiele jest przykładów nutowych, których tak boją się wydawnictwa niemające słowa „muzyka” w nazwie, a których szczęśliwie nie boją się nieznający nut czytelnicy – bo przy odpowiedniej konstrukcji narracji nie stanowią one problemu w lekturze (zwłaszcza gdy można się wspomóc nagraniami), choć oczywiste, że pełną korzyść z analiz wyciągnie się dopiero wraz z przyswojeniem ­egzemplifikacji.
Przyjrzyjmy się pozostałym pozycjom. Najpierw książka specyficzna, z której mogą jednak z pożytkiem skorzystać wszyscy, których rzeczywiście szczerze przerażają muzykologiczne analizy utworów. W serii „Historia muzyki polskiej” wydawanej przez Stefana Sutkowskiego, na Lutosławskiego poświęcony został oddzielny tom, napisany w krótkim czasie po śmierci kompozytora przez zaprzyjaźnionego z nim Tadeusza Kaczyńskiego. Niewielka książka ewidentnie nosi wpływ tej chwili, wyczuwalny jest bardzo osobisty ton, będzie jednak przydatna czytelnikom, którzy czują, że przerastają ich takie terminy, jak akord-agregat czy aleatoryzm kontrolowany. Szczególnie ciekawą jej częścią jest też dodatek zawierający fragmenty dziennika autora, w którym notuje rozwijającą się znajomość z Lutosławskimi.
Wyjątkowo cenne – praktycznie niespotykane w polskojęzycznym piśmiennictwie – jest wydanie książki zagranicznego autora o polskim twórcy. W przypadku pracy Charlesa Bodmana Rae’a – „Muzyka Lutosławskiego” (PWN 1996) – nie będziemy może koniecznie mieli do czynienia z odsłanianiem innego niż „nasz” sposobu widzenia kompozytora, dostajemy natomiast poważną pracę muzykologiczną, skupioną przede wszystkim na analizie twórczości, choć z rozmieszczeniem jej na tle historycznym. To z kolei książka dla fachowców; w tym przypadku rzeczywiście trzeba wczytywać się w przykłady nutowe i tabele systematyzujące płynące z nich wnioski.
Zapiski i rozmowy
Po trzech monografiach czas na inne materiały. Na pierwszy ogień niech pójdą źródła: są to publikacje albo zapisków, albo rozmów z kompozytorem. Lutosławski wiedział doskonale, jak ważną spuściznę po sobie zostawia, nie pozbywał się więc np. swoich notatników: z takiego zbioru Zbigniew Skowron mógł ułożyć np. „Zeszyt myśli”. To kolekcja luźnych i dość przypadkowych notatek, jeśli więc szuka się czegoś pozwalającego na głębsze wniknięcie w refleksję kompozytora, proponowałbym inną pozycję, „Witold Lutosławski. O muzyce” (słowo obraz / terytoria). Do tej samej kategorii należy wydane przez „Zeszyty Literackie” w latach 90. „Postscriptum” – zbiór tekstów i wypowiedzi Lutosławskiego, a także interesujące „Zapiski” (także w redakcji prof. Skowrona), przynoszące zestaw notatek z przełomu lat 40. i 50. – uwag o estetyce, o technice, o poszukiwaniach w sztuce, które wówczas wprowadzały kompozytora w decydującą fazę twórczości.
Możemy sięgać też po kilka tomów rozmów z kompozytorem: bardziej oficjalne (dla niego typowe), ale wnikliwe przeprowadziła Irina Nikolska (ich polskie wydanie należy do najcenniejszych pozycji serii „Ludzie świata muzyki”, PWM), bardziej intymne (rzadkość) – Zofia Owińska („Lutosławski o sobie”, słowo obraz / terytoria). Książek z rozmowami jest zresztą więcej (i w różnych językach) – nie można zapomnieć tu o pierwszej, przygotowanej przez Tadeusza Kaczyńskiego. Z kolei Grzegorz Michalski zebrał interesujące świadectwa bliskich i współpracowników o Lutosławskim („Lutosławski w pamięci”, słowo obraz / terytoria).
Sięgnijmy też po kilka – bardzo różnych – omówień twórczości. Leżący na półkach księgarskich tom studiów wybitnych muzykologów, „Estetyka i styl twórczości Witolda Lutosławskiego”, specjaliści już znają, a choć oczywiście cenny, dla miłośników muzyki raczej nie będzie artykułem pierwszej potrzeby, przejdźmy więc do dziwniejszej pozycji: jest nią „Witold Lutosławski. Przewodnik po arcydziełach”. Podpisany przez znakomitego autora, Tadeusza A. Zielińskiego wraz z żoną Barbarą Smoleńską-Zielińską, niepozbawiony subiektywnych i śmiałych ocen (innymi słowy: dyskusyjnych – warto o tym pamiętać przy lekturze!), pozostaje pozycją odrębną, a pozwalającą może zbliżyć się do specyfiki muzyki szerszemu gronu słuchaczy.
***
Oczywiście Rok Lutosławskiego przyniesie kolejne publikacje książkowe – o niektórych z nich, jak zebrane szkice Andrzeja Chłopeckiego, wspomina się w tym dodatku. Ja jednak na koniec zostawiłem książkę, która – jak zwykle w tym przypadku – tyleż mówi o autorze, co o swoim przedmiocie. Bohdan Pociej opublikował w swoim czasie tytuł „Lutosławski a wartość muzyki” – będący próbą czytania dzieła Lutosławskiego przez pryzmat zmian w aksjologii poszczególnych elementów składowych muzyki. Filozoficzne spotkanie twórcy z komentatorem sprzed 40 lat – dziś jest już głosem historycznym. Świat Witolda Lutosławskiego, naszego współczesnego, należy do przeszłości. Choć jego muzyka zachowuje świeżość nieskalaną. 

JAKUB PUCHALSKI (ur. 1973) jest krytykiem muzycznym i historykiem kultury, wykładowcą UJ.

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]