Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Mózg i wartości

Mózg i wartości

21.10.2013
Czyta się kilka minut
Zanim zaistniał człowiek, planety poruszały się po elipsach, a dowolne dwa kawałki materii przyciągały się zgodnie z prawem powszechnego ciążenia. Przynajmniej w tym sensie matematyka jest wcześniejsza od naszego umysłu.
W

We wstępie do książki Patrycji S. Churchland pt. „Moralność mózgu” czytam: „Moim celem jest wyjaśnienie naszej społecznej natury oraz pokazanie, jak moralne zachowanie znajduje swoje odzwierciedlenie na płaszczyźnie neuronalnej. Stanie się jasne, że płaszczyzna ta to tylko [podkreślenie autorki] płaszczyzna, która nie mówi nam wszystkiego o ludzkich wartościach moralnych”. To program niezwykle interesujący.
Wydaje się rzeczą oczywistą, że ludzkie zachowania – także zachowania moralne – są głęboko zakorzenione w konstrukcji naszego mózgu i zrozumienie tego zakorzenienia jest nie tylko czymś interesującym, ale wręcz niezbędnym do poznania „prawdy o człowieku”. Ma rację autorka, gdy pisze, że aby sprostać temu programowi, trzeba dane „z zakresu neuronauki, biologii ewolucyjnej, psychologii eksperymentalnej i genetyki” nanieść „na odpowiednie ramy filozoficzne”. Ale to właśnie wymknęło się jej spod kontroli.
O ile z punktu widzenia neuronauki i innych pokrewnych nauk nie mam autorce nic do zarzucenia (zresztą nie jest to moja dziedzina i jako zainteresowany czytelnik wiele się z tej książki nauczyłem), o tyle z filozoficznego (i metodologicznego) punktu widzenia stawiam jej poważny zarzut: wyciąga ona bowiem z naukowych przesłanek daleko idący (filozoficzny) wniosek, który z nich nie wynika. Twierdzi mianowicie, że cała moralność sprowadza się wyłącznie do jej neurologicznych podstaw i społecznych uwarunkowań, a jakiekolwiek obiektywne (tzn. niezależne od neuronów i społecznych relacji) wartości nie istnieją. Wprawdzie w książce nie znalazłem jednoznacznego sformułowania tej tezy, ale mieści się ona całkiem wyraźnie niemal we wszystkich zamieszczonych w niej filozoficznych komentarzach, w szczególności w zdecydowanych polemikach z autorami, którzy twierdzą inaczej. Teza ta stoi w jawnej sprzeczności z deklaracją, że analizy przeprowadzone w książce to „tylko płaszczyzna, która nie mówi nam wszystkiego o ludzkich wartościach moralnych”.

Drugie wejście psychologizmu

Na przełomie XIX i XX wieku w filozofii modny był tzw. psychologizm. Zgodnie z tym poglądem, najbardziej podstawową nauką jest psychologia i wszystkie inne nauki, zasadniczo rzecz biorąc, należy do niej zredukować. Dotyczy to także fizyki. Opiera się ona bowiem na doświadczeniu, zaś każde doświadczenie można rozłożyć na zestaw wrażeń, wrażenia zaś są domeną psychologii.
Psychologizm nie oszczędził też filozofii matematyki. Wedle tego poglądu, matematyka czerpie swoją pewność z faktu, że jest wynikiem naszego wyposażenia psychicznego. Gdybyśmy mieli inną konstrukcję psychiczną, nasza matematyka byłaby zupełnie inna. Nawet w matematyce nie ma prawdy obiektywnej, jest tylko „prawda zależna od gatunku”. Inny gatunek człowieka żyłby w innym świecie poznawczym. Epistemologia zajmuje się naturą poznania, a więc: postrzeganiem, łączeniem spostrzeżeń, sądzeniem, zdobywaniem i uzasadnianiem wiedzy, wszystko to sprowadza się do zjawisk psychicznych, a więc ostatnie słowo w tej problematyce należy do psychologii: „Ponieważ to samo odnosi się do naszego naukowego i logicznego rozumowania, to i logikę trzeba ostatecznie uznać za część psychologii, a prawa logiki za »psychologiczne« prawidłowości, których natura i moc obowiązywania muszą być empirycznie zbadane” (Dan Zahavi „Fenomenologia Husserla”).
Jeżeli zwrócić uwagę na fakt, że dziś, po stu latach od tamtych czasów, wiedza naukowa poszła znacznie w głąb i wiemy, że nasze „wyposażenie psychiczne” jest zakorzenione w naszym „wyposażeniu neuronalnym”, to natychmiast widać, że poglądy wielu dzisiejszych przedstawicieli neuronauk (łącznie z poglądami Patrycji Churchland) są, z filozoficznego punktu widzenia, niczym innym jak tylko powtórzeniem twierdzeń psychologizmu na głębszym poziomie.
Psychologizm odszedł ze sceny filozoficznej właściwie za sprawą jednego rozróżnienia, wprowadzonego wyraźnie przez Husserla w jego „Logische Untersuchungen”: akt poznania nie jest tym samym, co przedmiot tego aktu. O ile akty poznania są rzeczywiście dziełem naszej psychiki, o tyle przedmioty tych aktów wcale takimi być nie muszą, i często nie są. Rzecz raczej oczywista, że nawet wtedy, kiedy nie są, noszą na sobie silne znamię pochodzące od naszego sposobu poznawania, czyli od naszej psychiki, ale to nie znaczy, że oprócz tego znamienia nie istnieje nic więcej. Dosyć banalny przykład: sympatia jest niewątpliwie aktem psychicznym (czy raczej zespołem aktów psychicznych), ale przedmiotu naszej sympatii nie da się zredukować tylko do naszej psychiki, choć jest on niekiedy zabarwiony (czasem w bardzo znacznym stopniu) naszymi złudzeniami.
Pod wpływem tej krytyki psychologizm znikł na długo z filozofii matematyki i filozofii logiki. Dopiero ostatnio powraca w nieco zmodyfikowanej postaci propagowanej przez niektórych neurobiologów.

Wartości i matematyka

Łatwo dostrzec, że argumenty przeciwko psychologizmowi trafiają również w doktrynę bronioną przez Patrycję Church­land. Można nawet powiedzieć, że doktryna ta jest zmodernizowaną wersją psychologizmu; dla uproszczenia można ją nazwać neuronizmem („neurologizm” zbyt by przypominało „neologizm”). Psychologizm zwalczał obiektywność matematyki i logiki; neuronizm zwalcza również obiektywność moralności (wartości). Ponieważ zagadnienie moralności budzi więcej emocji i trudniej w nim o bezstronną dyskusję, skupię się na problemie obiektywności matematyki, by dopiero przy końcu się przyjrzeć, na ile wyciągnięte wnioski odnoszą się również do problemu moralności.
W filozofii matematyki spór toczy się o tzw. platonizm – tak zwany, ponieważ tylko luźno jest on związany z poglądami samego Platona. Ale też nie o prawdę historyczną tu chodzi, lecz o stanowisko filozoficzne. Spór zwykle zawiązuje się przez postawienie pytania: czy matematykę się tworzy, czy odkrywa? Odpowiedź, że się ją odkrywa, jest stanowiskiem platonizmu. Nawiązanie do Platona polega oczywiście na odwołaniu się do jego doktryny o pozaczasowych ideach, które istnieją niezależnie od naszego poznania. Obiekty lub struktury matematyczne należą do świata idei, my je tylko odkrywamy. Oczywiście istnieje wiele odmian i odcieni matematycznego platonizmu, będę je jednak traktować zbiorczo, gdyż nie filozofia matematyki jest tu przedmiotem mojego zainteresowania.
Zwolenników platonizmu wśród matematyków jest wielu (zapewne nawet większość), mniej – wśród filozofów matematyki. Ci pierwsi często podkreślają, że bezpośredni kontakt z obiektami matematycznymi daje doświadczenie ich konieczności i niezależności od własnych poglądów matematyka. Do najbardziej radykalnych platoników należy Kurt Gödel ze swoim słynnym powiedzeniem, że obiekty matematyczne istnieją „tak realnie jak stoły i krzesła”, a spośród współczesnych Roger Penrose ze swoją monumentalną książką „Droga do rzeczywistości”. Jednakże w tym kontekście szczególnie interesujące dla nas są poglądy innego matematyka, Alaina Connes’a, ponieważ zostały one wyrażone w dyskusji ze znanym neurobiologiem, Jeanem-Pierre’em Changeux, który bronił stanowiska zbliżonego do poglądów Patrycji Churchland. Oczywiście nie jest tu możliwe streszczenie całej dyskusji między nimi (odsyłam Czytelnika do jej książkowego zapisu: J.-P. Changeux, A. Connes, „Conversations on Mind, Matter, and Mathematics”, Princeton Univer­sity Press). Postaram się jedynie wyłowić z niej najistotniejsze dzielące ich różnice.
Changeux: „Wydaje mi się, (...) że obiekty matematyczne istnieją materialnie w moim mózgu. Badasz je wewnętrznie za pośrednictwem świadomego procesu, w fizjologicznym sensie tego wyrażenia. Ponieważ obiekty posiadają materialną realność, można badać ich własności. (...) Nasz mózg jest złożonym obiektem fizycznym. Jako taki, konstruuje on »reprezentacje« odpowiadające stanom fizycznym. W głowie matematyka obiekty matematyczne są »obiektami materialnymi« – jeśli wolisz; mają one własności, które poddają się badaniom na drodze refleksji”. Innymi słowy, obiekty matematyczne są wytworem neuronów i cała matematyka sprowadza się do analizy tego, co powstało w naszej głowie.
Connes reprezentuje radykalnie odmienny pogląd. Owszem, w tym, co nazywamy matematyką, istnieją pewne narzędzia, które pochodzą całkowicie od nas, na przykład system dziesiętny. Jest on wygodnym narzędziem, ale byłoby nonsensem przypisywanie jakiegokolwiek znaczenia kolejności cyfr występujących na przykład w zapisie liczby 2000. Istnieją wszakże pewne głębokie matematyczne twierdzenia, których istotna treść nie zależy od nas. Wyrażają one własności pewnych obiektów, którym należy przypisać rodzaj istnienia, na jakie nie mamy wpływu. Connes podkreśla: „Jeżeli przyjmuje się istnienie matematycznej rzeczywistości niezależnej od ludzkiego mózgu, należy wyraźnie odróżnić tę rzeczywistość od sposobu, w jaki ją ujmujemy”. I, oczywiście, sposób ujmowania matematycznych obiektów całkowicie zależy od naszego mózgu. Istotne jednak jest to, że z badań mózgu nie wynika, iż matematyczna rzeczywistość poza mózgiem nie istnieje, lecz jedynie, że mamy dostęp do pewnych jej reprezentacji powstających w mózgu. Natomiast, czy coś poza mózgiem tym reprezentacjom odpowiada, czy nie, jest całkowicie poza zasięgiem nauk neurobiologicznych.
Bartosz Brożek i Mateusz Hohol w książce: „Umysł matematyczny” trafnie zauważają, że w platonizmie matematycznym można wyróżnić dwie tezy: tezę ontologiczną, która głosi, że „obiekty (struktury) matematyczne istnieją w jakimś sensie słowa »istnieć«; są przedmiotami abstrakcyjnymi, tj. nie są bytami czasoprzestrzennymi; oraz są niezależne od jakichkolwiek operacji ludzkiego umysłu”; oraz tezę epistemologiczną. Jej zwięzłe sformułowanie jest nieco kłopotliwe, gdyż u różnych autorów przybiera ona nieco różną postać, ale najogólniej rzecz biorąc sprowadza się ona do przekonania, „że istnieje szczególny sposób poznawania obiektów matematycznych, coś w rodzaju intuicji, która pozwala na kontemplację struktur matematycznych »oczami duszy«”. Między tymi dwiema tezami nie ma koniecznego związku i nauki neurobiologiczne mogą się wypowiadać w kwestii epistemologicznej, natomiast teza ontologiczna pozostaje poza ich zasięgiem.
Warto uczynić jeszcze jedną uwagę. Zarówno Jean-Pierre Changeux, jak i Patrycja Churchland zgadzają się z tym, że nasz mózg wyewoluował w długim procesie oddziaływania z zewnętrznym światem. Różne mechanizmy adaptacyjne stworzyły w nas zdolność neuronalnego reprezentowania otoczenia, a potem także własnych stanów wewnętrznych. Dużą rolę w tym procesie odegrały regularności zewnętrznego świata. To właśnie do nich mózg naszych przodków musiał się stopniowo przystosowywać. Ale regularności zewnętrznego świata mają charakter matematyczny. Jeszcze zanim zaistniał człowiek, planety poruszały się po elipsach, a każde dwa kawałki materii przyciągały się z siłą proporcjonalną do iloczynu ich mas i odwrotnie proporcjonalną do kwadratu odległości między nimi. Oczywiście, równania elips i grawitacji nie były jeszcze nazwane i wyrażone w symbolach, ale istniały i działały w ruchach gwiazd. Przynajmniej w tym sensie matematyka jest wcześniejsza od naszego umysłu.
Oczywiście, matematyka w takim ujęciu, w jakim jest przedstawiana w naszych podręcznikach i pracach naukowych, jest w całości dziełem ludzkiego umysłu. Możemy ją nazwać „naszą matematyką”. Lecz w całym powyższym rozważaniu nie chodziło nam o taką matematykę, ale o taką, której „nasza matematyka” jest reprezentacją.

Od matematyki do moralności

Czy mózg tak samo tworzy moralność, jak tworzy matematykę? Nie sądzę, ponieważ sposób rozumowania matematycznego jest drastycznie inny niż sposób podejmowania decyzji moralnych, chociaż z pewnością wiele elementów „mechanizmów neuronalnych” jest wspólnych dla obu tych dziedzin. W każdym razie o tym ostatnim niech decydują specjaliści nauk o mózgu. Ale obydwa pytania: „Czy istnieją obiekty matematyczne niezależne od mózgu?” i „Czy istnieją wartości moralne1 niezależne od mózgu?” – wykazują wyraźne pararele. Obydwa są pytaniami filozoficznymi. Neuronauki, choćby nie wiem jak daleko zaawansowane w swoich badaniach, nie są w stanie na nie odpowiedzieć, ponieważ badają one mózg i jego funkcjonowanie, a nie to, co jest poza nim.
Neuronaukowcy podkreślają, że w genezie funkcjonowania zarówno pojęć matematycznych, jak i moralnych istotna jest nie tylko praca neuronów, lecz także oddziaływanie mózgu z otoczeniem, w szczególności poprzez jego włożenie w siatkę relacji społecznych. Zwróćmy wszakże uwagę na to, że neuronaukowcy widzą to oddziaływanie od strony mózgu, tzn. badają reakcje neuronów, na przykład, na różne uwarunkowania społeczne, ale jest rzeczą wątpliwą, by na tej podstawie mogli stwierdzić wiele interesujących rzeczy o samym społeczeństwie, które te uwarunkowania powoduje. Nieco banalizując, z badania neuronów nie możemy niczego wnosić na przykład o konkretnych przepisach prawnych obowiązujących w danym społeczeństwie.
Rozróżnienie wprowadzone przez Brożka i Hohola na tezę ontologiczną i tezę epistemologiczną w problemie platonizmu matematycznego jest ważne również dla problemu moralnego. Teza ontologiczna (czyli odpowiedź na pytanie, czy obiekty matematyczne, względnie wartości moralne, istnieją poza mózgiem) znajduje się poza zasięgiem nauk neuro­kognitywnych, natomiast teza epistemologiczna (w jaki sposób mózg tworzy i potem wykorzystuje pojęcia odpowiadające obiektom matematycznym, względnie wartościom moralnym) leży jak najbardziej w polu kompetencji tych nauk. Mówiąc inaczej, problemem dla nauk neurokognitywnych jest problem powstawania w mózgu i funkcjonowania pewnych pojęć, natomiast problem istnienia i natury czegoś, co tym pojęciom poza mózgiem może odpowiadać, jest dla metody tych nauk przezroczysty, tzn. ich metody nie dysponują środkami, które mogłyby te problemy uchwycić.
Ale oczywiście między problemem platonizmu i problemem moralnym, stawianymi w kontekście neuronauk, istnieją istotne różnice. Niektóre są tak ewidentne, że nie ma potrzeby o nich mówić. Wspomnę tu tylko o jednej różnicy, która ma pewne znaczenie dla interesującego nas zagadnienia. Platonizm matematyczny ma silne wsparcie w argumencie przemawiającym za tym, że poza mózgiem coś matematycznego jednak istnieje. Jak wspomniałem wyżej, jeszcze zanim zaistniały ludzkie mózgi, planety poruszały się po elipsach i działało prawo grawitacji odkryte potem przez Newtona. Nie wydaje się, by w kwestii moralnej istniało coś analogicznego. Problem moralny jest przezroczysty dla matematyczno-empirycznej metody badania świata. Śladów wartości musimy szukać gdzie indziej. Ale czy sama matematyczno-empiryczna metoda badania świata nie jest dla nas wartością?

Etyka mózgu

Zgódźmy się roboczo z poglądem Patrycji Churchland, że poza mózgiem żadne wartości nie istnieją. Teza taka jest o tyle uprawniona, iż z neuronauk rzeczywiście nie wynika, że wartości poza mózgiem istnieją (podobnie jak nie wynika, że nie istnieją). Może zatem być przyjęta na mocy wiary lub jakichś innych argumentów. Załóżmy więc, że ograniczamy się tylko do „moralności mózgu”. Co by to była za moralność?
Jak z książki pani Churchland wynika, moralność taka sprowadzałaby się do osobniczego i gatunkowego (może także międzygatunkowego) altruizmu. Wobec morza zła na Ziemi, dobrze byłoby mieć przynajmniej taką moralność. Ale czy to wystarczy?

1 Celowo w tym eseju nie chcę zajmować stanowiska w kwestii, co należy rozumieć przez wartości moralne. W przeprowadzanej przeze mnie linii rozumowania istotne jest tylko to, czy z wyników neuronauk można prawomocnie wnioskować o istnieniu lub nieistnieniu czegoś związanego z moralnością, co jest niezależne od mózgu.

Patricia S. Churchland „Moralność mózgu. Co neuronauka mówi o moralności?”, przeł. Mateusz Hohol i Natalia Marek, Copernicus Center Press, Kraków 2013

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kosmolog, filozof i teolog. Profesor nauk filozoficznych, specjalizuje się w filozofii przyrody, fizyce, kosmologii relatywistycznej oraz relacji nauka-wiara. Kawaler Orderu Orła Białego....

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]