Reklama

Męki brexitu

Męki brexitu

26.09.2019
Czyta się kilka minut
Środa była jednym z najbardziej dramatycznych dni w historii brytyjskiego parlamentaryzmu. Spektakularnym przejawem niemocy i przemocy, które dominują dziś w życiu politycznym Zjednoczonego Królestwa.
Posiedzenie Izby Gmin, Londyn, 25 września 2019 r. / FOT. AFP PHOTO / Jessica Taylor /UK Parliament / EASTNEWS
W

We wtorek Sąd Najwyższy uznał, że podjęta przez Borysa Johnsona decyzja o zawieszeniu Parlamentu do 14 października była „bezprawna” i jest „nieważna”. To z pewnością najbardziej brzemienna w skutkach decyzja najwyższego rangą sądu brytyjskiego w jego krótkiej, dziesięcioletniej historii.  Pośrednio oznacza ona bowiem, że Johnson dla realizacji własnych celów politycznych wprowadził w błąd królową – formalnie to ona dokonała zawieszenia prac Izby Gmin na wniosek premiera – wciągając ją w partyjne rozgrywki wokół brexitu. Apolityczność monarchy jest jednym z kluczowych elementów ustroju Zjednoczonego Królestwa, a nadużycia w tej dziedzinie traktowane są na Wyspach po pierwsze jako zachowanie wysoce niestosowe, po drugie jako zagrożenie dla konstytucji państwa.

Teoretycznie decyzja sądu nie ma nic wspólnego z brexitem, jednak w praktyce rujnuje ona taktykę Johnsona, w której „uciszenie” parlamentu było jednym z ważnych elementów. Premier uważa, że posłowie w istocie zdradzili wyborców, którzy zagłosowali za brexitem i nie są zainteresowani wypełnieniem postanowień referendum z 2016 roku.

Johnson powiedział, że nie zgadza się z wyrokiem Sądy Najwyższego, jednak natychmiast po przemówieniu na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ wsiadł w samolot i przyleciał do Westminsteru, gdzie Izba Gmin wznowiła obrady. W Nowym Jorku premier porównał proces brexitu do mąk Prometeusza, któremu przez całą wieczność orzeł (w wersji premiera był to orzeł, w innych sęp) wyszarpywał kawałki wątroby. W Izbie Gmin jego zdolności retoryczne poszybowały jeszcze wyżej – lub niżej, zależnie od punktu widzenia.


CZYTAJ TAKŻE

ZACHODNIA WOJNA DOMOWA: Brexit to brytyjska odmiana konfliktu kulturowego, który trwa dziś w wielu miejscach Zachodu. Tożsamość liczy się w nim bardziej niż argumenty >>>


Johnson dał impuls do debaty, która przejdzie do historii jako jedna z najbardziej brutalnych, jak również jałowych od wielu dekad. Premier zakwestionował wyrok sądu, choć nie posunął się tak daleko jak jego partyjny kolega Jacob Rees-Mogg, który uznał wyrok za „konstytucyjny zamach stanu”. Johnson ostro zaatakował opozycję, zarzucając jej tchórzliwe unikanie wyborów powszechnych. Przez moment wydawało się, że dojdzie do przekroczenia kolejnej granicy absurdu w historii brexitu i partia rządząca zgłosi wniosek o wotum nieufności do rządu, który zostałby odrzucony przez opozycję. Jednak przynajmniej na razie Johnson wstrzymał się z takim ruchem.

Nie powstrzymał się natomiast od bezpardonowego ataku na przeciwników. Niesmak wzbudziła zwłaszcza riposta Johnsona na uwagę posłanki Partii Pracy Pauli Sferriff, która skrytykowała go za stosowanie zwrotów takich jak „akt poddaństwa” czy „zdrady” wobec ustaw przyjmowanych przez Izbę Gmin. Posłanka nawiązała do zabójstwa posłanki Joe Cox, która tuż przed referendum zginęła z rąk fanatyka mówiąc, że i dziś posłom grozi się śmiercią, a język używany między innymi przez premiera i innych torysów sprzyja rozwojowi skrajnych postaw. Premier zbył posłankę mówiąc, że podobne insynuacje to „nonsens”, za co został skrytykowany nie tylko przez opozycję, ale także przez niektórych członków własnej partii.


CZYTAJ TAKŻE

IAIN MACWHIRTER, szkocki komentator i autor książki „Disunited kingdom” (Podzielone Królestwo): Rozwiązaniem dla Szkocji i dla przyszłości Wielkiej Brytanii mógłby być federalizm. Problem w tym, że Anglia nie jest zainteresowana federacją >>>


Debata ta pokazała, jak niemoc posłów łatwo może przerodzić się w przemoc – na razie retoryczną, ale jednak wykraczającą poza zwyczaje przyjęte w Izbie Gmin. Co jeszcze ważniejsze, w żaden sposób nie przybliża ona rozwiązania najważniejszej kwestii, czyli brexitu. Johnson utrzymuje, że negocjacje z Komisją w sprawie nowej umowy postępują, czego jednak nie potwierdzają źródła w Brukseli. Premier ciągle też twierdzi, że wyprowadzi Wielką Brytanię z Unii 31 października nie łamiąc prawa. Jednak ustawa zakazuje mu brexitu bez umowy, a innej umowy, poza tą wynegocjowaną przez premier Theresę May i trzykrotnie odrzuconą przez Izbę Gmin, nie ma. Część komentatorów uważa zatem, że umowa zawarta przez May – być może inaczej nazwana i opakowana –  jeszcze raz wróci pod głosowanie.

To jednak tylko jedno z możliwych rozwiązań – oparte na logicznych przesłankach, co może być jego największą słabością. Brexit od dawna wymyka się logice i trudno przewidzieć, jaka będzie jego kolejna odsłona.


PIĘĆ MILIONÓW SZKOCKICH GŁOSÓW: Chaos i niepewność związane z brexitem wpływają także na sytuację w Szkocji. Nasilają się tu tendencje niepodległościowe >>>

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]