Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

List pasterski o Kościele prześladowanym: moje wątpliwości

List pasterski o Kościele prześladowanym: moje wątpliwości

07.11.2015
Czyta się kilka minut
Czy trzeba było dodawać zdanie o „tradycyjnym w islamie obrazie chrześcijan jako »niewiernych«”? Może ono tylko podniecać lęki przed uchodźcami.
Ks. Adam Boniecki / fot. Grażyna Makara
D

Dobrze się stało, że przeznaczony do czytania na niedzielę 8 listopada list pasterski o prześladowaniu chrześcijan ukazał się w momencie, gdy odkryte przez papieską komisję finansowe nadużycia i zaniedbania w Watykanie dotarły do opinii publicznej. Ten list przypomina o innym wymiarze Kościoła. Kościół, w którego wiarę wyznajemy, to przecież nie watykańskie finanse, urzędy i nieruchomości.

Niestety, sam list wzbudził u moich przyjaciół i u mnie szereg wątpliwości.

Zwykły wierny nie znajdzie w nim konkretnych wskazań, co powinien zrobić. Bo w jaki sposób ma się domagać od „możnych tego świata – od instytucji rządowych , organizacji międzynarodowych, mediów – zdecydowanej reakcji i obrony prześladowanych chrześcijan”?

A jeśli nawet przygotujemy jakieś petycje czy zorganizujemy manifestacje, to czego mamy się domagać, skoro – jako chrześcijanie – zło mamy zwalczać „jedynie przez heroiczne dobro”, kształtując „postawy miłości, szacunku dla innych ludzi i odpowiedzialności za dobro wspólne”? Więc co, prosić, żeby przestali mordować ludzi? Bo oczekiwanie np. bombardowania pozycji Państwa Islamskiego nie wchodzi w rachubę, skoro mamy praktykować heroiczne dobro.

W tym miejscu, obok zawartych w liście zachęt do wyrzeczenia się przemocy i zjednoczenia z ofiarą Chrystusa, w rozdziale zatytułowanym „solidarność z prześladowanymi”, zabrakło choć małej wzmianki o uchodźcach. To jest konkretna solidarność. Może jednak Biskupi właśnie to mieli na myśli, lecz nie chcąc uczestniczyć w politycznym sporze, ograniczyli się do niedopowiedzianej sugestii?

Kiedy już jesteśmy przy uchodźcach warto tu przytoczyć słowa księdza Mimmo, proboszcza Lampedusy, zanotowane przez Jarosława Mikołajewskiego w książce „Wielki przypływ”. Oto co proboszcz Lampedusy mówi swoim parafianom o przybywających na wyspę uchodźcach:

„Ci ludzie z Afryki przychodzą, żeby powiedzieć nam, jak nas odbierają, kim dla nich jesteśmy. I po to, żebyśmy sprawdzili, czy znajdujemy w so­bie tę łaskę, którą oni w nas dostrzegają, i czy potrafimy jej sprostać. Kiedy ludzie milionami uciekają z Afryki do Europy, mó­wią nam, że dla nich jesteśmy bogaci i szczęśliwi. Inaczej by się tu nie zjawiali. Nie uciekaliby do nas od biedy. Mówią, że z ich perspektywy żyjemy w braterstwie i pokoju. Bo inaczej nie uciekaliby do nas od wojny. I kiedy oni zadają nam swoje pytanie, bez słów, samym pojawieniem się w naszych domach, jesteśmy zdezorientowani, myślimy na ogół o sobie jako o źle opłacanych, niedocenianych, pomijanych, przepracowanych, poddawanych przemocy. I tutaj, żeby skonfrontować się z tymi ludźmi, zanim odpowiemy sobie na ich pytanie, musimy odpowiedzieć na inne. które zadał święty Jan Chrzciciel, kiedy spotkał Jezusa: Czy jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”.

Druga wątpliwość dotyczy wątków historycznych. Czemu, jako przykład prześladowań chrześcijan, przytoczono dokonane sto lat temu ludobójstwo Ormian, które, owszem, straszliwie dotknęło chrześcijan, lecz miało charakter etniczny? Czemu nie przypomniano ciągnących się od 1917 r. prześladowań chrześcijan w Związku Sowieckim? W Chinach? Czy nawet w sąsiadującej z nami Czechosłowacji? Albo nienawistnych prześladowań podjętych przez hitlerowskie Niemcy? Tego nie pojmuję!

Wracając do opisu ludobójstwa Ormian – czy naprawdę trzeba było dodawać tam zdanie: „By ją [nienawiść] bardziej rozbudzić odwoływano się do tradycyjnego w islamie obrazu chrześcijan jako »niewiernych«”? Dziś wiadomo, że w islamie istnieje wiele różnych nurtów i że Kościół nie przestaje prowadzić dialogu z Islamem. Pamiętamy jak do wyznawców islamu zwracał się Jan Paweł II. Tymczasem tu, w kontekście wyolbrzymiania lęków przed uchodźcami – wyznawcami islamu, zdanie to może owe lęki, w znacznej mierze wyimaginowane, tylko podniecać.

Nie chcę się czepiać drobiazgów, ale pytam jeszcze, skąd Autorzy listu pasterskiego wiedzą, że zdanie w opisie Męki Pańskiej u św. Łukasza (23,49): „Wszyscy Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się temu” mówi o obojętności tych ludzi? A może patrzyli oni bezradnie, lecz z bólem i przerażeniem? (por. „Biedni Polacy patrzą na getto”).

Nazbyt uproszczone wydaje się stwierdzenie: „Prześladowanie chrześcijan przybiera dziś różne formy: od ośmieszania, marginalizacji i usuwania z przestrzeni publicznej aż do odbierania życia”. Ośmieszanie i marginalizacja są jakościowo różne od zabijania. Owszem, szeroko stosowany język pogardy i nienawiści może prowadzić do nienawistnych czynów, nawet do morderstw, o czym często przypominał Marek Edelman. Jednak mówiąc o ośmieszaniu i marginalizacji wypadałoby zaznaczyć, że niestety nieraz to my, chrześcijanie stwarzamy okazję do takich reakcji.

Sporo tych uwag, więc powtarzam na koniec, że ogłoszenie tego listu jest faktem pozytywnym. Ale praca nad listami pasterskimi pozostaje dla mnie tajemnicą. Często odnoszę wrażenie, że coś tu szwankuje i że traci się kolejne okazje do powiedzenia dobitnie i wyraźnie czegoś ważnego.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Obrazek użytkownika przyjaciel

Dla manie wiara to wirus. Miesza ludziom tylko w głowach. Mam na myśli każdą wiarę. Pcha ludzi do uprzedzeń, nienawiści i przemocy. To chore jak różne religie mieszają ludziom w głowach. Ja mówię dość ogłupiani społeczeństwa i żerowania na ich naiwności. Mam nadziej, że jeśli Jezus istnieje to uzdrowi tych paralityków zajmujących się wiarą (kler itp). I zobaczą jak przez sianie zabobonu i ciągłą manipulacje narażają ludzi na niebezpieczeństwo choćby ze strony Islamu. Jeśli chodzi o islam to jest to odpowiedz na kiedyś brutalne chrześcijaństwo. Bo kiedyś ta wiara nie była taka łagodna. Byłą również radykalna jak Islam. Mahomet przyszedł na świat kilka stuleci po Chrystusie. Pełne arabskie imię Muhammad ibn Abd Allah ibn Abd al-Muttalib, ur. ? w Mekce, zm. 8 czerwca 632 w Medynie.Jeżeli chodzi o "narodziny, dzieciństwo i wczesne życie dorosłe Mahometa, nie wiemy niemal nic, co mogłoby być słusznie nazwane wiedzą". Jest to spowodowane w dużej mierze obojętnością pierwszych pokoleń muzułmanów w stosunku do życia Mahometa przed dostąpieniem przez niego pierwszego objawienia. Zgodnie z muzułmańską tradycją z VIII i IX wieku Mahomet miał się narodzić w tzw. "roku słonia", nazywanego tak od zwierzęcia, wchodzącego w skład armii władcy Jemenu Abrahy, która miała dokonać najazdu na Mekkę. Ten najazd zazwyczaj datowano na rok 570, jednak według współczesnych badań opierających się na wiarygodnych źródłach literackich i epigraficznych w rzeczywistości miał on miejsce gdzieś w latach 50. VI wieku. Jeżeli mielibyśmy zachować powiązanie narodzin Mahometa z najazdem, musiałby się on zatem narodzić dużo wcześniej niż tradycyjnie przyjmowano. Wydaje się jednak iż "najlepiej pozostawić kwestię roku narodzin Mahometa otwartą". Dla zabobonów narażać ludzi na niebezpieczeństwo ze strony ISLAMU, zasiewać nienawiść. Islam to też chora wiara. Tylko to winna duchownych islamu. Kiedyś zrozumieją swoje błędy. Tylko muszą stracić władze i wpływy tak jak chrześcijańskie kościoły, które przez to się zmieniły (szukały miejsca dla siebie bo świat się na nich poznał). Ciemny lud zaczął samodzielnie myśleć a nie ślepo podążać za ślepymi przewodnikami. Karmiącymi banialukami i bajeczkami. Religia wypacza ludzki umysł. Ogłupia człowieka. Raczej Bóg chciałby, żebyśmy nauczyli się żyć wspólnie na tej planecie w pokoju. Nie dba o własną chwałę , bo gdyby chciał ją sobie zapewnić to dostarczyłby dowodów na własne istnienie, które by nie budziły żadnych wątpliwości. Wiara to wymysł człowieka i to człowiek podzielił sobie Boga, ulepił sobie go, nazwał i w imię jego przyjął nauki (które sobie wybrał), które zasiewa, dzieli ludzi. Bóg jeśli istnieje (prawdopodobne) to jest jeden i na pewno nie cieszy go to co ludzie wyprawiają w jego imię. Zapewne chciałby jedynie tego żebyśmy nauczyli się żyć a nie dzielić , mordować, budzić uprzedzenia. Ludzie zajmujący się wiarą niestety to robią. Z drugiej strony nie dziwi mnie postawa biskupów, wiedząc że przez nich giną ludzie bo wyprali im łby a oni sami nie traktują tych nauk poważnie. Stwarzają tylko takie pozory. Ich manipulacja kosztuje życie naiwnych ludzi. I ci ludzie na prawdę są mordowani przez ISIS. Ludzie giną za drobne na tace i za to, że są ludzie, którzy chcą się bawić w Boga i chcą nimi manipulować w imię wiary. Każdy racjonalnie trzeźwy człowiek wie, że niema żadnego nieba. Wszystko to manipulacje kleru. Niepokojące jest to, że kościół jest tak głupi, że lansuje postawy męczeńskie. Oczekując od wiernych podobnych postawa a tu już trzeba mieć coś z deklem, żeby coś takiego robić. Zdając sobie sprawę z tego, że wszystko jest wymysłem ludzi, których stan nie wskazywał na pełną poczytalność. I wie to doskonale każdy kapłan, który miał czas zagłębić się w historie kościoła i tego jak kościół kreował wiarę u wiernych i jak manipulował wiernymi (jak powstawała wiara). Kościół jest jak ślepiec, który nie widzi ile cierpienia zgotował łatwowiernym ludziom, którzy im zaufali. Ich zabawy w Boga skoczyły się dla wielu ludzi cierpieniem albo śmiercią. I nie wydaje mi się, żeby to się zakończyło patrząc na rozwój wydarzeń na świecie. Niech do diabła w końcu przejrzą.========> https://www.youtube.com/watch?v=Hc8fylPUhko

Myślę, że mylnie utożsamiasz wiarę z religią. Żeby wierzyć w Boga żadna religia nie jest potrzebna. Religia to opium dla ludu, można się bez niej obejść, a pozostawać osobą wierzącą. Nie potrzebne są fetysze, gusła i zabobony religijne, żeby mieć kontakt z Bogiem.

Moje doświadczenie po części ogłupia, bo zamiast nienawidzieć uczy mnie kochać. Oczywiście znajdzie się wielu ludzi (duchownych, świeckich) którzy wiarę ludzi wykorzystają w złą stronę, która nie będzie miała zbyt wspólnego z Bogiem, z doświadczeniem Jego miłości.

za głupio.....
Obrazek użytkownika przyjaciel

za krótko i za głupio!

Szanowny Księże Redaktorze, nie znam tego listu, wierzę, ze można mieć co do niego zastrzeżenia. Jednak nie można zaprzeczyć, ze chrześcijaństwo jest od wieków prześladowane przez islam, a od XX wieku - przez ateistyczne reżymy. Tertium non datur i jeśli te prześladowania nasiliły się w XXI wieku i Kościół uznał za potrzebne ustosunkować się do tego, nie mógł pominąć faktu, ze znów chrześcijanie sa prześladowani przez przede wszystkim muzułmanów. I może lepiej, ze nie zostali w tym kontekście wspomniani imigranci, którzy przecież w zdecydowanej większości tez sa muzułmanami i bynajmniej nie uciekają od swoich przed prześladowaniami religijnymi, ale z całkiem innego powodu:)) Co do bicia się w piersi (często cudze) - chyba takie spektakle odbyły się już w dostatecznej liczbie, często z inicjatywy Tygodnika Powszechnego, aby wreszcie przejść do meritum. Jeśli oczywiście nie podpisujemy się pod metoda polemiczną p.t. a u was bija murzynów.

Chrześcijanie bywają prześladowani, ale i sami nieraz prześladują, można się bawić w licytacje "do końca świata i o jeden dzień dłużej" ale to tylko demagogie naprzemiennych totalitaryzmów (system polityczno-ideologiczny wytworzony przez chrześcijaństwo według mnie też jest totalitaryzmem, bardziej rozmytym, ale też, na przestrzeni dziejów nieraz bardzo brutalnym), brakuje mi w chrześcijaństwie nie tyle "heroicznego dobra" które według mnie jest nierealna utopią, ale pewnego powiewu życzliwości, gestu wyciągniętej ręki, ot takiego czegoś co już było: "wybaczamy i prosimy o wybaczenie", przypuszczam że się w odniesieniu do polskiego katolicyzmu więcej tego nie doczekam, raczej oczekuje potępienia i spuszczenia do piekła razem z kucykami Pony i z Hello Kitty, przynajmniej towarzystwo będzie radosne :P

Przyznam, ze kompletnie nie kojarzę, jacy to chrześcijanie dziś i kogo prześladują. Chyba ze znów wracamy do średniowiecza, krucjat, scigania Saracenów i hiszpańskiej rekonkwisty:)) Jakoś też nie kojarzę tych wybitnie nieżyczliwych ludziom chrześcijan, którzy na ogół prowadzą i utrzymują niezliczone instytucje charytatywne i pomagają jak mogą potrzebującym. Chyba ze masz na myśli mnie. Przyznaję się pokornie do winy, ze o ile fundamentalistyczni islamiści obcinający seryjnie na plazy głowy ludziom innej religii budza mój strach, to wypisujący dyrdymały na rozmaitych antyklerykalnych forach ateiści, czy tacy pismacy z Charlie Hebdo budza mój głęboki wstręt i pogardę.

a i dziś muzułmanie ginący od bomb zrzucanych przez chrześcijańskich żołnierzy nie tak znowu odosobnionym przypadkiem są. Trwa wojna, ofiary są po obu stronach. Naszego lokalnego podwórka nie wypada już wobec tych okoliczności wspominać, ale i u nas chrześcijanie potrafią pokazać jakimkolwiek "innym" na czym polega "chrześcijańska miłość bliźniego" i jednostronność "klauzuli sumienia" i innych takich tam. ps. mój strach budzi to, że nasi sojusznicy pakują się w rozmaite wojny, a gdy im ktoś w odwecie wysadzi coś w powietrze to zamiast zintensyfikować działania zbrojne celem wypracowania korzystnego pokoju (skoro już do wojny się przyłączyli) to z "płaczem uciekają" (patrz w swoim czasie Hiszpania), mój strach budzi to, że w czasie wojny pozwalamy by po naszym terytorium (jako UE, po Polsce póki co tabunów nie ma) bez większych ograniczeń pętały się tabuny z w sumie wrogich nam krajów (co nie oznacza by im nie pomagać, ale należy czynić to bardziej rozumem niż sercem, choć i to drugie bywa pomocne), mój strach budzi to, że pakujemy się w wojny które nie wiemy o co się toczy (demokrację? prędzej już uwierzę w garbate aniołki) i odnośnie których nie mamy bladego pojęcia jak należałoby je zakończyć, ta wojna dotrze do nas wcześniej czy później, no chyba, że wcześniej się zdążymy samo unicestwić przez rozpoczęcie "lokalnej" wojny z Ruskimi.

Jak rozumiem, rozmowa rozpoczęta listem pasterskim polskich biskupów jest o prześladowaniach na tle religijnym. Żadna z obecnych wojen z udziałem USA i krajów UE nie ma charakteru religijnego. Chodzi o pozycje strategiczno-militarne, rope etc. Mieszkańcy kręgu cywilizacji europejskiej (czyli ontologiczni chrześcijanie) już od dawna nie bija się o takie rzeczy. Money, money...to jest dobry powód. Fanatyzm religijny natomiast jest wciąż zmorą innych obszarów kulturowych, przede wszystkim islamskiego. Stąd prześladowanie miejscowych chrześcijan, jak to ma miejsce w Syrii. Inni religijni fundamentaliści, to wojujący ateiści i antyklerykałowie, których opcję trudno nazwac inaczej jak wyznawana żarliwie religia. Ich "jezyk nienawiści" prezentowany np. na forach "Polityki" przekracza wszelkie granice dobrego smaku. Ci arbitres linguae elegantiae docierają też i na forum TP, co można zauważyć czytając posty niejakiego "przyjaciela":)))

Nie ma różnicy czy mordujemy i prześladujemy innych dla pieniędzy czy z powodu religii. Nie widzę znaczącej różnicy pomiędzy religią a pieniądzem. Wojny rozpętywane w imię zwiększenia swoich wpływów/pieniędzy są wojnami o charakterze wojen pomiędzy różnymi cywilizacjami. Na dobrą sprawę są to wojny religijne. Dla kogoś religią jest jego praca, dla kogoś innego rodzina, dla kogoś muzyka, dla kogoś pieniądz. Chrześcijaństwo (czyli ludzie je wyznający) które bezwzględnie kolonizuje ekonomicznie tereny odmienne kulturowo z perspektywy podbijanych w ten sposób ludów niewiele się różni od średniowiecznych krzyżowców. Bezradność wobec najeźdźcy, jego potęgi, rodzi frustrację, rodzi fanatyzm religijny (bo co innego im zostało?) i chęć odwetu. Człowiek który nie ma nic do stracenia jest najniebezpieczniejszym wrogiem. Cywilizacje Zachodu stworzyli chrześcijanie i wypadałoby by chrześcijanie czuli się współodpowiedzialni za zbrodnie własnego dziecka. Niemniej nie oznacza to, że należy okazywać "heroiczne dobro" i się teraz poddać, ale wypadałoby wypracować jakąś drogę wyjścia z rozpętanych konfliktów. Najlepiej byłoby wygrać i okazać łaskę, ale czy to jeszcze możliwe? Trudno określić. Co do wojujących ateistów to przecież niemal oni wszyscy to byli chrześcijanie, przecież nawet Stalin pochodził z religijnej rodziny, zatem co sobie wychowujecie to macie.

Powtarzam, ze mowa jest o prześladowaniach na tle religijnym, a nie o wojnie jako takiej. Przesladowany chrześcijanin teoretycznie może przestać być prześladowanym, jeśli porzuci swoja wiarę. Akcje antyklerykałów zmierzają zas do osłabienia roli Kosciola w państwie i społeczeństwie i zwrotu w opinii publicznej na sprawy dla chrześcijan kluczowe jak prawo do aborcji, czy in vitro. Co do całkiem innego tematu, jaki poruszyłeś: frustracja szyitów, którzy mordują sunnitów, chyba nie jest spowodowana ekonomiczną przewagą Zachodu:))Zwłaszcza, ze tysiącami walą na ten Zachód w nadziei skorzystania z tego bogactwa, które twoim zdaniem jest obiektem ich nienawiści.

Parę dziwnych(raczej wręcz mylnych) koncepcji zawarłaś w swojej wypowiedzi: 1)to raczej szyici padają ofiarą terrorystycznych bojówek sunnitów i wynika to z równolegle toczonej wojny wewnątrzislamskiej, i w sumie to też wojna o władzę i wpływy, frustracja w tym konflikcie jest innego rodzaju, obie strony chcą uzyskać monopol na zbawienie świata islamu od wpływów "krzyżowców" choć obie strony jednocześnie z "krzyżowcami" kolaborują, choć każda z innymi. 2)proponuję zapytać tych którzy "walą na ten Zachód" co myślą o kulturze i wartościach tego Zachodu, oni tu chcą się dostać dla kasy i po to by ten Zachód przejąć, absolutnie nie mają bladego zamiaru się tu aklimatyzować kulturowo (zapewne z drobnymi wyjątkami), chcą zdobyć kasę i rozszerzyć wpływy własnej kultury, to tak w uproszczeniu, bo na pierwszym miejscu chcą się najeść i ujść z głową z obszaru wojny, gdziekolwiek. 3)wojowniczy antykatolicy w Polsce (celowo tak, bo antyklerykałem może być i wzorowy chrześcijanin, nawet katolik, nie mylmy pojęć) powtarzam jeszcze raz to prawie wszyscy są byli chrześcijanie, wręcz byli katolicy, zatem sama sobie odpowiedz na pytanie co takiego jest w katolicyzmie, że dla wielu jego wyznawców zaczyna być w pewnym momencie taki nieznośny? 4)ja pisałem o konfliktach, a nie o wojnie jako takiej, czasem na jedno wyjdzie, czasem nie. ps. stosujesz dziwną retorykę w tym wątku, taką co nieco leniwą bym rzekł :P

Fakt, ze wracam wciąż do problemu "mowy nienawiści" uprawianej przez ateistów, jest wyłącznie skutkiem mojej prywaty. Otóż lubie czytać "Polityke", przyzwyczaiłam się do niej, czytam to pismo od pierwszego numeru. I jestem w związku z tym narazona na kontakt z tymi ateistycznymi nienawistnikami:)) Ale nie przesadzajmy z ich znaczeniem. Palikot z Hartmanem z powodu swoich antykatolickich szopek dali ciała i przestali się w ogóle liczyć na scenie politycznej. Prof. Hartman nie jest byłym katolikiem, ponieważ jest byłym mozaistą. To samo można rzec o innych mozaistach, choć muszę uczciwie stwierdzić, ze sa to ludzie wysokiej kultury i ich walka z Kosciolem w Polsce i katolicyzmem przebiega na całkowicie innym poziomie (vide prof. Woleński). Natomiast co do innyc ateistów - oczywiście ze to byli chrześcijanie, a kim niby mieliby być w Polsce ich rodzice? Polska to kraj od wieków katolicki:)) A leniwa jestem, fakt...

Imigranci - muzułmanie też uciekają przed prześladowaniem. Wystarczy poczytać o konfliktach w Iraku i Syrii. Terroryści z ISIS w większości radykali Sunnici prześladują Szyitów, zabijając ich i niszcząc synagogi. W Syrii zaś jest wojna domowa i tam też cierpią muzułmanie.

Bardzo im współczujemy, ale w tej rozmowie troszczymy się o chrześcijan:)))

:P

Często mi mówiono, że im bardziej konkretnie tym lepiej. Tutaj jest dużo różnych wątków. Zapewne po to, żeby każdy mógł wziąć coś dla siebie. Ale ja to zazwyczaj jestem taka jednotorowa. Czyli np. o prześladowaniu chrześcijan (w przeszłości, obecnie), o heroicznym dobru, o obojętności etc. Wtedy bym może była w stanie bardziej jakoś to wziąć do siebie.

Tak, trzeba było. Bo chore jest przemilczanie prawdy w imię "politycznej poprawności".
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]