Reklama

Lektury pobożne

Lektury pobożne

09.03.2010
Czyta się kilka minut
Summa
P

Podejrzewam, że ta książka jest owocem irytacji. Henri Tincq, od 1985 roku publicysta działu religijnego w dzienniku "Le Monde", autor książek (m.in. "Bóg we Francji", "Papieże, którzy tworzyli historię"), redaktor naczelny encyklopedii "Larousse des religions", laureat Nagrody Templetona, wciąż - gdy mowa o katolicyzmie - trafia na przejawy żenującej, prymitywnej ignorancji.

On sam genezę "Katolików" wyjaśnia bardzo taktownie: "Niniejsza praca stanowi próbę odpowiedzi na niezliczone pytania, jakie budzi dziś zarówno wśród wierzących, jak i niewierzących wyznawanie przez miliard ludzi wiary katolickiej. Inspiracją dla jej podjęcia było pewne zakłopotanie w obliczu uporczywego trwania pewnych stereotypów i uprzedzeń, często pobieżnych i prymitywnych, za które odpowiedzialna jest prasa intelektualna, bardziej w wyniku niewiedzy niż złej wiary lub świadomej niechęci". Po latach pisania o religii i Kościele w laickim, niezwykle prestiżowym, więc i wymagającym dzienniku "Le Monde", po latach poruszania się między rzeczywistością Kościoła a medialnym jego obrazem postanowił napisać własną summę wiedzy o katolicyzmie. Zastrzega: "ta książka nie jest podręcznikiem apologetycznym ani chłodną encyklopedią tworzoną z zamiarem udzielenia wyczerpującej informacji". Metodę jej pisania określa jako "narracyjną". Książka ma wyjaśniać i edukować, co nie wyklucza zaangażowania "tam, gdzie będzie mowa o porażkach i sukcesach, toczących się debatach i wysiłkach, aby sprostać wyzwaniom dnia jutrzejszego".

Książka wymarzona dla tych, którzy powinni zdobyć konkretną wiedzę o Kościele katolickim. O jego pochodzeniu, wierze, ewolucji jego instytucji, praktyk i doktryny, o jego funkcjonowaniu dziś, o sporach w łonie Kościoła, o tym, co się składa na rzeczywistość katolicyzmu dziś i pozwala przewidzieć jego przyszłość. "W 2050 roku chrześcijaństwo będzie religią dwóch trzecich ludzkości". To zdanie polski wydawca umieścił jako podtytuł na okładce. Owszem, katolicyzmowi nie grozi zniknięcie, czekają go jednak wielkie zmiany, które zresztą już się dokonują. Czy w 2050 r. będzie nadal tak bardzo jak dziś europejski? Czy zawsze będzie tak jak dziś scentralizowany?

Tincq przedstawia sprawy trudne, jak nauczanie dotyczące aborcji, prezerwatyw itp. Przedstawia racje obu stron, bez łagodzenia, ale też bez zajmowania własnego stanowiska. Nie jest apologetą ani prorokiem zagłady. Bywa nazywany "papieżem informacji religijnej". Zasłużenie. Trudno wręcz uwierzyć, że na 360 stronicach można było zmieścić panoramiczny, w miarę kompletny obraz katolicyzmu. I do tego książkę znakomicie się czyta. Między innymi dlatego, że pytania, które podejmuje, to nasze własne pytania. Lektury na Wielki Post

Lektura pierwsza to nowa książka ks. Tomáša Halíka. Lektura druga: Raoul Follereau, "Moje imię Chrześcijanin".

Lektury na Wielki Post

Lektura pierwsza to nowa książka ks. Tomáša Halíka. Lektura druga: Raoul Follereau, "Moje imię Chrześcijanin".

Tytuł książki ks. Halíka, "Dotknij ran", nawiązuje do historii św. Tomasza Apostoła. Czemu znakiem rozpoznawczym Zmartwychwstałego musiały być rany?

"O świętym Marcinie mówiono - pisze autor - że kiedyś objawił mu się sam Szatan pod postacią Chrystusa. Święty nie dał się jednak zwieść. »Gdzie masz swoje rany?« - zapytał. Przy całej swojej religijnej otwartości nie jestem wyznawcą tak lubianej dziś »bezgranicznej tolerancji«, która, jeśli rezygnuje z wysiłku starannego »rozróżniania duchów«, stanowi raczej przejaw obojętności i duchowego lenistwa. Jest przecież czymś naiwnym i niebezpiecznym niedostrzeganie faktu, że naprawdę istnieją również destruktywne »obrazy Boga« i że w najbardziej nawet szacownych tradycjach drzemią symbole, sentencje i opowieści, które mogą zostać łatwo przekute w zbroje zamiast w lemiesze. Religie, tak jak wszystko, co w życiu wielkie i istotne, mają swoje rafy i niebezpieczeństwa. Dlatego z apostołem Tomaszem i ze świętym Marcinem proszę wszystkich, którzy po »śmierci Boga« czy po upadku ironicznych bożków ubiegają się o pusty tron: »Pokażcie mi najpierw swoje rany!«. Nie wierzę już bowiem »niezranionym wiarom«".

O ile ksiądz Halík prowadzi nas drogą duchowej konfrontacji z ranami świata, Raoul Follereau (1903-1977) ze złem świata walczył. Z wykształcenia prawnik, dziennikarz, pisarz, autor wystawianych z dużym powodzeniem sztuk teatralnych i od podróży do Afryki z racji pisania reportażu o życiu Karola de Foucauld wielki promotor sprawy trędowatych, apostoł pokoju. Autor obszernej monografii Follereau, Etienne Thevenin, napisał: ,,Jego orientacje są bardzo bliskie takim prorokom chrześcijaństwa naszych czasów, jak Matka Teresa, Abbé Pierre, Jozef Wrzesinski, Jean Vanier, Helder Camara czy Jan Paweł II". Porównuje się go także do o. Damiana, Karola de Foucauld, o. Maksymiliana Kolbe.

Niewielki wybór pism z dołączoną biografią jest prawdziwie wielkopostnym wołaniem. Na przykład: "Jeśli jutro Chrystus zapuka do twoich drzwi, czy Go rozpoznasz? Będzie, jak niegdyś, człowiekiem ubogim, na pewno przyjdzie sam.

Będzie bez wątpienia jakimś robotnikiem, a może bezrobotnym albo nawet strajkującym, jeśli strajk będzie słuszny. Może będzie sprzedawał polisy ubezpieczeniowe albo odkurzacze... Będzie bez końca, bez końca wchodził po schodach i dzwonił do drzwi z przejmującym uśmiechem na smutnej twarzy... Niestety, na progu twojego mieszkania jest zbyt ciemno... A zresztą, zwykle nie dostrzega się uśmiechu człowieka, którego chcemy się pozbyć.

»Nie jestem zainteresowany« - powiesz, zanim jeszcze w ogóle usłyszysz, o co chodzi. Służąca rzuci Mu w twarz wyuczoną formułkę: »Pani ma już swoich biednych«".

Tajemnica ks. Musiała

Jestem wdzięczny jezuitom za ich wolę i umiejętność pielęgnowania pamięci swoich. Dzięki temu zmarły w 2004 roku ojciec Stanisław Musiał, nasz redakcyjny kolega i przyjaciel, wciąż jest obecny i promieniuje dobrą energią. Właśnie ukazał się zbiór jego listów do rodziny pisanych od wstąpienia do nowicjatu (1954) do powrotu ze studiów zagranicznych (1983), pieczołowicie przechowanych przez najmłodszą siostrę, Barbarę.

Lektura takich listów niezmiernie przybliża człowieka. Listów pisanych nie do druku. Na pierwszy rzut oka pierwsze listy młodych nowicjuszy i kleryków są do siebie niezwykle podobne. Serdeczne, trochę budujące, pełne czułości. W listach brata Stanisława uderza jednak pewien rys: on nigdy o nic nie prosi. Tak będzie do końca. Kiedy rodzina przysyła mu na imieniny prezent w postaci 500 zł, jest przerażony. Błaga ich, by prezenty nie przekraczały określonej (niskiej) sumy. W miarę upływu czasu, zwłaszcza w listach z zagranicy, jest coraz więcej śladów tego, że jeśli ktoś daje, to on, a nie jemu. Z jednym wyjątkiem: sierpień 1961 r., matka księdza Stanisława jest ciężko, śmiertelnie chora. Staszek posyła jej pieniądze, które od kogoś dostał i pisze: "Zamawiam u Kochanej Mamusi różaniec - by go Mamusia nikomu nie dawała - chciałbym go mieć na pamiątkę". To jedyna prośba w całym zbiorze.

Ks. Musiał przebywał dość długo na Zachodzie, by przygotować pracę doktorską, której mimo przesuwania terminu nigdy nie ukończył. Prof. Zofia Zarębianka w zamieszczonym na końcu książki eseju "Życie podług logiki paradoksu" tłumaczy to dawaniem przez księdza pierwszeństwa byciu z ludźmi. Stawiał je wyżej "nad zobowiązaniami naukowymi". Nie wiem, czy to prawda. W listach można wyczytać rozkosz z prowadzenia badań, z czytania, pogłębiania, poznawania. Doktorat, mam wrażenie, był dla niego zobowiązaniem wobec zakonu, czymś zewnętrznym. Oczywiście bardzo chciał go zrobić, ale chyba bardziej po to, żeby mieć to za sobą, niż z ambicji zdobycia doktoratu. Pasjonowało go nie zwieńczenie badań, ale niekończące się pogłębianie wiedzy. Był człowiekiem niezwykle zdolnym, erudytą, znał kilka języków, znakomicie władał piórem, do tego stworzono mu warunki do pracy idealne. Czy dlatego tej rozprawy nie napisał, że pomagał biednym i angażował się w różne wielkie sprawy? Może dlatego tak się angażował, by (podświadomie) mieć alibi. Nie wiem, czy to się da do końca wytłumaczyć.

Jego wędrowanie po różnych krajach Europy zaowocowało znajomością współczesnego świata, od którego Polacy byli odcięci. Potrafił tę mądrość wykorzystać. Pasją księdza Stanisława było poznawanie INNYCH. Niezwykła ruchliwość i skuteczność zawodziły w jednym przypadku. W listach do ukochanej rodziny wciąż obiecywał rychłe odwiedziny, a potem nie znajdował czasu. Nawet kiedy zamieszkał w Krakowie, względnie blisko, Łososinę odwiedzał równie rzadko jak wtedy, kiedy mieszkał za granicą. Ktoś wyjaśnia to tym, że swoje sprawy umieszczał na końcu listy obowiązków. Biedni, studia, potrzeby zakonu i dopiero kiedy zostawał czas - więzy rodzinne, które - można to wyczytać między wierszami listów - były dla niego czymś ogromnie ważnym. "Listy do rodziny" - krok przybliżający nas do poznania tajemnicy księdza Stanisława Musiała.

Henri Tincq, Katolicy Przeł. Barbara Różycka-Zarycka, Warszawa 2010, Wydawnictwo Media Lazar

Tomáš Halík, Dotknij ran. Duchowość nieobojętności Przeł. Andrzej Babuchowski. Kraków 2010, Wydawnictwo Znak

Raoul Follereau, Moje imię Chrześcijanin Wybór André Récipon. Przeł. Lilla Danilecka. Redakcja i wstęp Kazimierz Szalata. Przedmowa abp Henryk Hoser. Częstochowa 2009, Biblioteka "Niedzieli"

Listy Stanisława Musiała do rodziny Kraków 2010, Wydawnictwo WAM

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]