Reklama

Kościół milczący

Kościół milczący

19.07.2017
Czyta się kilka minut
W sprawie reformy sądownictwa Episkopat zabrał głos łagodny, apelując o wyciszenie emocji w debacie publicznej. Kłopot w tym, że przejęcie sądów może doprowadzić do zachwiania trójpodziału władzy, a w tej sprawie milczenie może oznaczać zgodę.
Fot: Bartosz Krupa/EastNews
B

Byłoby hipokryzją, gdybyśmy na zabieranie przez Kościół głosu w sprawach politycznych reagowali dotychczas oburzeniem – twierdząc (słusznie zresztą), że Kościół nie powinien „mieszać się do polityki”. A teraz, gdy Kościół milczy – albo jeśli już zabiera głos, to używa okrągłych i niewiele znaczących słów – krytykowali go za to milczenie.

Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że – zwłaszcza w czasach demokracji – rolą Kościoła jest stanie z boku, dbanie o doświadczenie religijne, baczne przyglądanie się sprawom społecznym i reagowanie tylko wtedy, gdy uzna, że pewne polityczne decyzje rządzących przekroczyły granice.


Zamach na sądy – czytaj i udostępniaj specjalny, bezpłatny serwis „Tygodnika Powszechnego” >>>


W encyklice Jana Pawła II „Centesimus annus”, czytamy: „Kościół docenia demokrację jako system, który zapewnia udział obywateli w decyzjach politycznych i rządzonym gwarantuje możliwość wyboru oraz kontrolowania własnych rządów, a także — kiedy należy to uczynić — zastępowania ich w sposób pokojowy innymi. Nie może zaś demokracja sprzyjać powstawaniu wąskich grup kierowniczych, które dla własnych partykularnych korzyści albo dla celów ideologicznych przywłaszczają sobie władzę w państwie”.

Jeśli zatem mamy do czynienie z nadużyciami i zachwianiem demokratycznego porządku w Polsce, a za takie można i należy uznać wizję PiS-owskiej reformy sądów, która może zniszczyć trójpodział władzy, to mamy prawo domagać się od duchownych i hierarchów Kościoła Katolickiego zabrania stanowczego głosu. Po pierwsze dlatego, że nie trzeba być wybitnym ekspertem i politologiem, by widzieć niebezpieczeństwo w tym, że jedna partia albo jeden człowiek sprawuje w Państwie władzę wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą. Po drugie z powodu, o którym w wymienionej już encyklice pisał Jan Paweł II: „Ten porządek odzwierciedla realistyczną wizję społecznej natury człowieka, która wymaga odpowiedniego prawodawstwa dla ochrony wolności wszystkich. Dlatego jest wskazane, by każda władza była równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by ją utrzymywały we właściwych granicach. Na tym właśnie polega zasada „państwa praworządnego”, w którym najwyższą władzę ma prawo, a nie samowola ludzi”.

Nie musi być to głos polityczny. Nie musi być to wreszcie głos partyjny. Episkopat jest przecież uczestnikiem państwa i demokracji. I jeśli uzna wreszcie, że autorytarne zapędy Jarosława Kaczyńskiego go niepokoją, powinien zabrać głos przynajmniej tak wyraźnie, jak zabrał głos niedawno, przy okazji nacjonalizmu.

Episkopat jednak głosu – o jakim tu piszemy – nie zabierze. Powód jest prosty. Przez ostatnie lata wielu hierarchów skrzętnie korzystało z publicystycznego przywileju i wydawało nie tylko polityczne, ale także partyjne instrukcje obsługi. O katoliku głosującym na katolika pisało już wielu. O tym, jak na zwycięstwo PiS-u zareagowała część biskupów, pisał z kolei o. Ludwik Wiśniewski. Bp Józef Wysocki w tzw. Amerykańskiej Częstochowie (sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown w USA), w obecności premier Szydło, mówił: „Chciałbym powiedzieć (…), jak bardzo panią wszyscy kochamy. I podziękować pani, całemu rządowi i wszystkim, którzy podejmują to wielkie zadanie naprawy (…), otrzymaliśmy pana prezydenta, to jest dar od Pana Boga. Otrzymaliśmy panią jako wielki dar i wszystko będziemy czynili, żeby tego nie zmarnować”. Natomiast bp Kazimierz Ryczan podczas pierwszomajowej mszy powiedział: „Polacy przy pomocy demokratycznych wyborów postanowili zmienić dotychczasowy sposób rządzenia ojczyzną (…). Pan Bóg dał nam w darze prezydenta, dla którego wiara i wierność tradycjom narodowym jest przewodnikiem w służbie narodów”. O innych reakcjach Kościoła, już po zwycięstwie PiS-u, oraz zaangażowaniu niektórych jeszcze przed wyborami, żeby wygrała dokładnie ta, a nie inna partia, pisałem w tekście „Wiara i Cynicy”.

Po latach wikłań politycznych część duchownych – niepomnych doświadczeń z bezpośrednim wspieraniem konkretnych partii z początku lat 90. – ucieszyło się z wyniku wyborów.

PiS w tym wszystkim jest wyłącznie cyniczny. Zaprzągł Kościół do swojej politycznej wojny. Część duchownych się temu poddała, wchodząc z partią w toksyczny związek. Nie można mieć więc złudzeń. Nawet jeśli niektórym hierarchom zamach na sądy się nie podoba, to jednak głosu w sprawie nie zabiorą, bo „o swoich tylko dobrze, albo w ogóle”.


Czytaj także:

 

Prezes prezesem sądów: Dla Kaczyńskiego przejęcie sądów jest kluczowym elementem rewolucji, która ma ugruntować jego władzę na lata. Jeśli najnowsza reforma wejdzie w życie, każdy polski sędzia zostanie podporządkowany PiS - pisze Andrzej Stankiewicz

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]