Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kołatanie do bram pamięci

Kołatanie do bram pamięci

22.09.2007
Czyta się kilka minut
Krwawe plamy na honorze historii rosyjskie władze starają się dziś wywabiać wybielaczem pamięci. Głośno i dobitnie można mówić o tym, co w dalekiej, a zwłaszcza niedalekiej przeszłości było wzniosłe, bohaterskie i jasne. Rozmowa o ciemnych stronach stalinowskiego reżimu jest źle widziana na politycznych salonach. Każda polemika postrzegana jest jako próba odebrania Rosji powodów do dumy ze zwycięstwa w wojnie czy podważenia jej wielkomocarstwowego statusu.
S

Sprawa katyńska jest bodaj najtrudniejsza na liście trudnych historycznych tematów, bo oprócz czynników wewnętrznych, rosyjskich - wstydu i niechęci do wspominania niechlubnych kart własnej historii - spotykają się tu zadawnione i aktualne animozje rosyjsko-polskie. Znalezienie języka dialogu jest więc w przypadku Katynia trudne podwójnie.

Przebiśniegi świadomości

W sowieckim raju obowiązywała jedyna słuszna wykładnia: zbrodni dokonali hitlerowscy najeźdźcy. Słowo "Katyń" wpisano na indeks, niewygodny temat omijano.

Niewygodnym tematem w ZSRR była zresztą nie tylko masakra w katyńskim lesie, ale ponure czasy stalinowskie en bloc, ze wszystkimi zbrodniami popełnionymi i na własnym narodzie. Chruszczow nie chciał dopuścić do tego, by wyszedł na jaw jego współudział w zbrodniach reżimu; Breżniew w propagandzie postawił na wygładzanie kantów i budowanie iluzji szczęśliwości, toteż nieprzyjemne strony Wielkiej Wojny zniknęły pod warstwą wazeliny i lakieru. Władze PRL nie podnosiły z moskiewskim patronem drażliwych tematów, o prawdę o Katyniu oficjalnie się nie upominano, a radzieccy sekretarze generalni, którzy dokumenty katyńskie trzymali w swojej osobistej kasie pancernej, sami do tematu nie nawiązywali.

Dopiero za czasów Michaiła Gorbaczowa, w 1987 r., powstała dwustronna polsko-radziecka komisja historyków (wedle źródeł rosyjskich, domagał się jej utworzenia Wojciech Jaruzelski, powołując się na naciski polskiej opinii publicznej). "Ale nawet wtedy nie było gotowości do ujawnienia prawdy - wspominała na łamach tygodnika "Nowoje Wriemia" profesor historii Inessa Jażborowska, która wiele lat poświęciła uczciwemu zbadaniu sprawy katyńskiej. - Z Walentiną Siergiejewną [Parsadanową] bez przerwy natrafiałyśmy na tępy opór ze strony członków komitetu centralnego partii, KGB i MSW".

Tępy opór został jednak pokonany. A raczej pokonani zostali ci, którzy go stawiali.

Na wzburzonym morzu historii

Po rozpadzie ZSRR nowe władze Rosji postawiły na otwarty dialog. Przekopywanie archiwów dało pierwsze rezultaty jeszcze za Gorbaczowa: znalezione we wspomnianej kasie pancernej i w innych archiwach dokumenty katyńskie przekazał on stronie polskiej. Wtedy brakowało wśród nich najważniejszego: protokołu z posiedzenia Biura Politycznego KPZR z 5 marca 1940 r., podczas którego Stalin i jego najbliżsi współpracownicy podjęli decyzję o rozstrzelaniu polskich oficerów. Zwolennicy starej sowieckiej wersji twierdzili zatem, że takiej decyzji nie było i mordu dopuścili się Niemcy. Jurija Muchina i innych publicystów nie przekonało nawet znalezienie owego protokołu: nadal pisali (i piszą do dziś!) artykuły i książki mające świadczyć o niemieckim autorstwie zbrodni.

W 1990 r. powstała specjalna grupa rosyjskiej Głównej Prokuratury Wojskowej, której członkowie zajmowali się wyjaśnianiem okoliczności egzekucji polskich oficerów (działała do 1992 r.). Wykonano wówczas gigantyczną pracę dokumentacyjną. Wielkie zasługi w ustalaniu faktów, nazwisk, miejsc pochówku, okoliczności zbrodni położyli prokuratorzy Trietiecki i Jabłokow. Równolegle działała komisja ekspertów, która po zakończeniu prac ogłosiła, że mord był konsekwencją tajnych protokołów paktu Ribbentrop-Mołotow.

Specjaliści traktowali sprawę katyńską jako papierek lakmusowy rosyjskiej demokracji. Historycy byli zdania, że jej zamknięcie bez wyjaśnienia powodów i okoliczności, bez wskazania i skazania winnych, bez jej zakwalifikowania jako zbrodni przeciw ludzkości jest nie do pomyślenia. Sprawa przed sąd jednak nie trafiła. Wiele lat później - w 2004 r. - już zupełnie inna grupa prokuratorów zamknęła dochodzenie, dokumenty utajniono (pod tym pretekstem odmówiono przekazania ich stronie polskiej). A w 2006 r. rosyjska prokuratura stwierdziła, że nie ma podstaw, by uznać rozstrzelanych Polaków za ofiary represji politycznych.

A co sądziła o Katyniu opinia publiczna w Rosji na początku przełomowej dekady lat 90.? Trudno powiedzieć. W prasie pojawiło się kilka publikacji, ale nie miały szans przebić się do szerokiego ogółu przez zgiełk politycznej bieżączki. Gdy na jaw wyszedł bezmiar zbrodni, powodów do przeżywania szoku Rosjanie mieli aż nadto: waliło się imperium, ze wszystkich stron wiały silne wiatry, politycy walczyli o władzę, przyszli oligarchowie o własność, a prości ludzie o przetrwanie; mówiło się dużo, o wszystkim. Jedni potępiali, inni nie dowierzali, jeszcze inni zamykali oczy.

Natomiast w sferze politycznej pierwszym ważnym gestem strony rosyjskiej w sprawie katyńskiej była uchwała Rady Delegatów Ludowych z 24 grudnia 1989 r., potępiająca pakt Ribbentrop-Mołotow. A rozpoczęte przez Gorbaczowa przekazywanie dokumentów kontynuował Borys Jelcyn. Po odkryciu w archiwum protokołu z 5 marca 1940 r., Jelcyn skierował do Warszawy specjalnego wysłannika, który przekazał dokumenty prezydentowi Lechowi Wałęsie.

Później, podczas wizyty w Warszawie w 1993 r., Jelcyn jako jedyny rosyjski przywódca złożył wieniec pod pomnikiem Katynia na Cmentarzu Powązkowskim.

19 października 1996 r. rosyjski rząd podjął decyzję o utworzeniu cmentarza w Katyniu - wspólnego miejsca pamięci ofiar represji stalinowskich. Cmentarz otwarto trzy lata później.

Historia jako polityczna technologia

Nastroje wokół traktowania sprawy katyńskiej zmieniły się w Rosji wraz ze zmianą gospodarza Kremla. Jelcyn odszedł nagle, w atmosferze bałaganu, wielu spraw nie zakończył. Także katyńskiej. Śledztwo prokuratorskie utknęło w martwym punkcie. Kreml uznał najwidoczniej, że politycznie sprawa niejako zakończyła się jeszcze w pierwszej połowie dekady - Jelcyn pokłonił się w Warszawie, przekazał dokumenty i więcej o tym zapewne nie myślał.

Władimir Putin - zwłaszcza w trakcie swej drugiej kadencji prezydenckiej - zaczął coraz chętniej sięgać po politykę historyczną jako mało subtelne, ale efektowne narzędzie w walce o odzyskanie przez Rosję pozycji mocarstwa. Szczególnie zażarcie rosyjski prezydent walczy o niepokalany wizerunek zwycięstwa ZSRR w II wojnie światowej. Co rusz częstuje Europę i resztę świata zaskakującymi interpretacjami układu z Monachium czy znaczenia paktu Ribbentrop-Mołotow, agresywnie polemizuje z opinią o radzieckiej okupacji państw bałtyckich itd. Emocjonalnie zareagował na oczekiwanie strony polskiej, że podczas wizyty w styczniu 2002 r. przeprosi za represje stalinowskie wobec Polaków: "Możemy wyciągać sobie nawzajem pretensje i to do niczego nie doprowadzi (...). Widzimy problemy przeszłości, wyciągniemy z nich wnioski, ale musimy patrzeć z optymizmem w przyszłość". Późniejsze wypowiedzi były jeszcze bardziej wyraziste: żadnych przeprosin za Katyń nie będzie. Ile można przepraszać? Koniec, kropka.

27 maja 2005 r. powolna Kremlowi Duma Państwowa przyjęła uchwałę przeciw fałszowaniu historii. Była to odpowiedź na rezolucje parlamentów krajów bałtyckich i Polski, a także Senatu USA i Parlamentu Europejskiego, w których, jak głosił dokument rosyjskiego parlamentu, "podejmowane są próby wypaczania historii i wmontowywania poprawionych wersji przyczyn i skutków II wojny światowej w aktualny kontekst polityczny". Przyjęcie uchwały poprzedziła debata, w której m.in. negowano odpowiedzialność ZSRR za mord katyński i istnienie tajnych protokołów do paktu Ribbentrop-Mołotow.

Rzeka kłamstwa

Rosyjskie władze stopniowo coraz bardziej betonowały swe podejście do kwestii historycznych. Nikt nie ma prawa rzucać oszczerstw ani zmuszać Rosji do padania na kolana, Rosja właśnie z kolan się podnosi i wypominanie jej jakichś krzywd jest dalece nieproduktywne - to komunikat, który wszyscy powinni przyswoić.

Taki ton nadany z kremlowskiego wzgórza jak membrana odbierają ci, którym miła jest pieśń o wielkoruskiej historii bez zmazy i skazy.

W publikacjach prasowych i wypowiedziach polityków często powtarzana jest teza, że Polacy tak się "uczepili" sprawy katyńskiej, bo chcą wydobyć z Rosji odszkodowania ("Od każdego z nas Polacy chcą wydębić 40 dolców" - to częsty wpis, który można spotkać na forach dyskusyjnych pod wspólnym szyldem "Prawdy (sic!) o Katyniu").

Innym wątkiem obecnym w dyskusji jest wiązanie tej zbrodni z losem radzieckich jeńców wojennych z wojny polsko-bolszewickiej, którzy zmarli w obozach w Strzałkowie i Tucholi. Jest sączona teza, że ZSRR miał moralne prawo pomścić w Katyniu tamte ofiary, natomiast strona polska powinna - choć nie chce - przyznać się do zbrodni na czerwonoarmistach, a po drugie uznać je za ludobójstwo i się pokajać.

Nieliczne i nienagłaśniane w rosyjskiej przestrzeni publicznej są głosy tych, którzy upominają się o należyte zbadanie i ocenę sprawy Katynia - choćby głos stowarzyszenia badającego zbrodnie stalinowskie "Memoriał", autora książki "Oprawcy z Katynia" dziennikarza Władimira Abarinowa czy historyka Natalii Lebiediewej.

Dla większości Rosjan sprawa Katynia nadal nie istnieje albo nie ma znaczenia. Według badań socjologicznych przeprowadzonych w 2005 r. przez "Obszczestwiennoje Mnienije", 54 proc. pytanych nie wiedziało o rozstrzelaniu polskich oficerów w Katyniu, 24 proc. "coś słyszało". 33 proc. uznało, że Putin powinien przeprosić Polaków za zbrodnię katyńską, 35 proc. było przeciwnego zdania.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]