Reklama

Jak wygrać batalię o in vitro

Jak wygrać batalię o in vitro

24.05.2015
Czyta się kilka minut
Ignorując sprzeciw biskupów, Polacy w zdecydowanej większości akceptują in vitro. Powód tej rozbieżności? Niezrozumiały język i niewłaściwe argumenty.
D

Dane sondażowe są jednoznaczne. Aż 71 proc. Polaków wyraziło poparcie dla podpisania przez prezydenta liberalnej ustawy o in vitro, a tylko 19 proc. było przeciw (badanie przeprowadzone przez Millward Brown dla TVN). Wobec tak silnego społecznego poparcia dla projektu ustawy posłowie zignorowali apele Episkopatu – łącznie ze skierowaną do nich groźbą ekskomuniki – i przesłali projekt do dalszej redakcji, odrzucając w pierwszym czytaniu konkurencyjny projekt PiS, całkowicie zakazujący procedury in vitro.
Bardzo wysoką akceptację dla procedury pozaustrojowego zapłodnienia potwierdzają także inne badania. Z lutowej ankiety CBOS, dotyczącej oczekiwanych zmian w nauczaniu Kościoła katolickiego, wynika, że aż 79 proc. Polaków chciałoby, aby Kościół zezwolił wiernym na korzystanie z tej metody. W listopadzie ubiegłego roku również 79 proc. Polaków odpowiedziało w...

12356

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

W dzisiejszych czasach osiągnięciom natury technicznej człowiek zawdzięcza swoje zdrowie i życie na każdym jego etapie i w okolicznościach różnej wagi. Co do zapłodnionych, a nie zagnieżdżonych zarodków, natura obchodzi si z nimi znacznie brutalniej i mniej humanitarnie niż ma to miejsce w procedurze in vitro. Prawo naturalne nie zawsze chroni życie od samego poczęcia i nie każde życie. Oczywiście można powiedzieć, że to Opatrzność decyduje, a nie ślepy przypadek. Jeśli jednak naprawę tak jest, dotyczy to również in vitro. Przecież i tam podejmowane działania w dużej mierze skazane są na fiasko.

Polskim księżom nie chodzi o sumienie katolików,im chodzi o konfrontację z PO,gdyby księżom zależało na katolikach w swoich kazaniach(homiliach)wskazywali by drogę postępowania dla wiernych.Oni tego nie robią,traktują wiernych jakby byli odmóżdżeni,mówią natomiast co ma zrobić rząd.Praktycznie nie usłyszy się w kościele słów księdza:"bez względu na to jakie prawo jest stanowione,postępuj jak katolik",a taka mowa nie byłaby mową konfrontacji(byłaby stawianiem wymogów wiernym),jednak księżom właśnie o konfrontację z rządem(PO)chodzi!I jeszcze o in vitro-kiedy polski kościół(głownie w listach "pasterskich") toczył kilka lat temu batalię o in vitro,chyba 2 lata wcześniej znana i akceptowana przez Kościół była naprotechnologia,ale Kościół nie wskazywał jej wówczas jako alternatywy dla in vitro-bo przecież nie o sumienia chodziło,a o walkę z rządem!

masze mózgi. Natomiast nie chodzi o ziemię państwa vatykan, zawartość ich skarbca i ich przekonania religijne.

"człowiek .." * szczepiony przeciw chorobom zakaźnym * przyjmujący przewlekle leki * poddający się operacji * podpięty do respiratora * z przeszczepioną nerką itd " ... zawdzięcza swoje życie nie tylko matce naturze (...), lecz również osiągnięciom natury technicznej" i co z tego? Język Kościoła w sprawie in vitro jest agresywny wobec dzieci, które poczęły się w ten sposób, a także atakujący, poniżający i wykluczający wobec rodziców, którzy zdecydowali się na tę procedurę. Z kim i o czym biskupi chcieliby rozmawiać, skoro dotychczas jedynie wygłaszają swoją prawdę nie słuchając ludzi ...

równego sobie partnera a jedyną miarą naszych argumentacji będzie logika. Z chorymi umysłowo fanatykami magii modłów, powinien rozmawiać Psychiatra.

I tam 5% dzieci rodzi się dzięki In-vitro. W Polsce to poniżej 0,5 % a wszystkie dzieciaki z rozdrodu wspomaganego to góra 1%. Oto miara potęgi i szkodliwości vatykańskich wymysłów.

"o jego zaistnieniu nikt ostatecznie nie zdecydował" Kompletnie chybiony argument. Nawet ortodoksyjni katolicy stosujący naturalne metody planowania rodziny (zwłaszcza oni! bo znają się na obserwacji cyklu płodności) potrafią z ogromną precyzją zadecydować, kiedy powołają do życia dziecko. Zgodnie z tą logiką jakiekolwiek planowanie i zmniejszanie przypadkowości poczęcia staje się instrumentalizacją mającego się począć dziecka. Zgodnie z tą logiką, najbardziej humanitarne byłoby poczęcie z gwałtu, bo najbardziej przypadkowe.

Przecież problem jest nie w niezrozumiałości argumentów Kościoła. To co ludzi odrzuca, to ordynarne kłamstwa i agresja wobec dzieci z in vitro wypowiadane przez przedstawicieli Kościoła - "bruzda dotykowa" księdza Longchamps de Beriera itp. Doskonale wiadomo, jak duże potępienie w społeczeństwie wywołują ta agresja i łgarstwa. Skoro tak, dlaczego nie ma o tym słowa w artykule? Czyżby autocenzura redakcyjna?

Argument o "moralna wyższość współżycia seksualnego nad in vitro." - jest niedorzeczny. Tak jakby ludzie, ktorzy poddaja sie in vitro mieli wybor miedzy poczeciem przez in vitro a poczeciem przez wspolzycie, a przeciez nie maja. Argumenty Kosciola przeciw in vitro sa rownie slabe jak w czasach kiedy Kosciol walczyl przeciw wprowadzeniu slubow cywilnych. Na szczescie wtedy byl Boy-Zelenski. P.S. Polska to kraj nie tylko katolikow, a Parlement to nie jest przybudowka Kosciola i trzeba szanowac zarowno glos Kosciola jak i ateistow. Wierzacy jak nie chca poddawac sie in vitro nie musza, ale nie maja wystarczajacych podstaw by zabraniac tego niewierzacym.

Cała ta argumentacja KK miałaby sens, gdyby rząd z lekarzami porywali ludzi z ulicy i przemocą poddawali in-vitro, ale tak nie jest.

Kiedyś było tak, że mężczyzna musiał walczyć o to aby zdobyć kobietę, a kobieta nieźle się postarać aby zdobyć mężczyznę, z którym chciałaby mieć potomstwo. Dziś wystarczy mieć kasę po to aby udać się do banku spermy albo do innego przybytku pozwalającego począć na skróty. In vitro chyba niestety trzeba jakoś w Polsce zalegalizować w formie, która maksymalnie ograniczy możliwość manipulacji zarodkami. Obawiam się, że kliniki in vitro będą wychodziły naprzeciw potrzebom klientów, podobnie jak kliniki aborcyjne. W Indiach rodzi się o 5 procent więcej chłopców jak dziewczyn ( reszta świata wykazuje deficyt chłopców ) bo takie jest zapotrzebowanie rodziców. Pełna kontrola klinik in vitro wydaje mi się niemożliwa.

Zapewne jeszcze według zasad "dyktatury Ewangelii"? :P Co do pewnych wspomnianych przez pana krajów to jakoś nie wierzę by w nich za nadmiar chłopców odpowiadało in vitro, ogół tam zbyt biedny na to, raczej po prostu dziewczynki jako zbyt kosztowne w ich tradycji po prostu po cichu topią, ot taka wiara i taka tradycja. ps. bardzo ciekawi mnie jak pan skomentuje, jak technicznie dopracuje się i rozpowszechni prokreację przez partenogeneze ?

Z tych wszystkich głupstw, których się dopuszczają to byłoby największe.

Tu kłania się pewna zabawna rozbieżność w naszym pojmowaniu rzeczy. Ja nie wierzę w cuda, co nie oznacza bym nie uważał za możliwe i nieraz nawet był głęboko przekonany istnienia spraw wykraczających poza ludzkie obecne pojęcia. Moim zdanie wszystko to technologia lub określona natura rzeczy. Reasumując partenogeneza na ludziach zapewne była już stosowana, ewentualnie in vitro. Nie powinno być zatem dziwnym, że człowiek "stworzony na obraz i podobieństwo" okazuje te podobieństwo i w naśladownictwie.

Słyszy się przecież jeszcze wciąż o małżeństwach, które doczekały się upragnionego dziecka po wielu latach naturalnych starań. Pewnie z pomocą zaawansowanej techniki medycznej do poczęcia doszłoby wcześniej. In vitro wychodzi naprzeciw "cnoty" niecierpliwości. Nasze społeczeństwo dzieli się na tych co uważają, że Kościół za bardzo wtrąca się do spraw związanych z alkową i na tych co sądzą, że lekarze sobie w tej materii pozwalają na zbyt wiele.

Do tego wszystkiego za mało mówi się też o uprzedmiotowieniu rodziców w procedurze in vitro. Za mało jest też fachowej dyskusji o naprotechnologii - to jest już gałąź medycyny o solidnych naukowych podstawach i świetnych osiągnięciach - prawdopodobnie lepszych niż in vitro. Lecz, no cóż - nie stoją za nią tak wielkie zyski firm, to i reklama gorsza

Każdy proces medyczny, każdą terapię można określić "uprzedmiotowieniem", jak ktoś nie chce, leczyć się nie musi, ale bezczelnością jest zabraniać tego innym. Co do innych technologi to podzielam pogląd, że też powinny być przedmiotem dyskusji.

Lekarze wtrącają się tylko i wyłącznie wtedy gdy zostaną o to usilnie poproszeni(opłaceni), KK wchodzi do alkowy nieproszony z buciorami, z bezczelnym tupetem i zarozumialstwem (o opłatach za tą bezczelność jakie jeszcze od państwa i wiernych wymusza już nawet nie wspomnę). To robi wielką różnicę.

Kościół powinien głosić swoje nawet wtedy gdy nauczanie jest trudne w odbiorze i niepopularne. Nie sądzę aby był nam potrzebny Kościół populistyczny, pospiesznie wychodzący naprzeciw ludzkim słabościom i podłościom. Owszem, Kościół jest po to aby pomóc człowiekowi podnieść się z jego słabości i podłości a nie po to aby go utwierdzać w przekonaniu, że wszystko jest cool i ok. Lekarze w swojej zdecydowanej większości to ludzie, którzy posługują się technikami medycznymi po to aby zarobić na chleb. Jedni robią to lepiej, inni gorzej, a niektórzy z nich rzeczywiście poświęcają się dla bliźnich. Reasumując: księża reprezentują ( lepiej lub gorzej ) Boży Idealizm, lekarze robią ( lepsze lub gorsze ) interesy. Nie oznacza to wcale tego, że wśród księży jest więcej świętych jak wśród lekarzy.

Jeśli dla pana osoby stosujące antykoncepcje to ludzie "podli i słabi" (działanie wbrew nauczaniu KK) to mi odechciewa się dyskusji, nie spodziewałem się po panu przejawu tak jawnego rasizmu.

I nawet nie miałem go na myśli. Nikogo też nie pytam o to czy stosuje antykoncepcję. Znam kilku podłych osobników. Wiem, że są podli ale nie wiem czy stosują antykoncepcję. Nie rozumiem tego dlaczego działania Kościoła ( w tej czy też innej sferze ) traktuje się jako opresyjne skoro to jest jedynie propozycja.

Sam pan napisał, że Kościół nie powinien wychodzić naprzeciw "ludzkim podłościom i słabościom", a rozmowa tyczyła "wkraczania do alkowy" a co w nauczaniu KK wiernym najbardziej przeszkadza i co najchętniej by zmienili? Właśnie podejście do antykoncepcji (zresztą np. protestanci nie mają antykoncepcji za grzech, zatem sprawa sama w sobie nie jest w chrześcijaństwie jednoznaczna). Pozostałych zagadnień wierni generalnie albo nie znają, albo tak bardzo się nimi nie przejmują, że najprawdopodobniej się z nich nawet nie spowiadają (np. z tego że nie widzi niczego złego w invitro i to publicznie deklaruje, dopóki sam nie skorzysta nie traktuje tego w ogóle nawet jako możliwość grzechu, choć w zasadzie według zasad by powinien). Podejrzewam, że ogół wiernych nie ma bladego pojęcia nawet, że ich stosunki seksualne mają się kończyć "do pochwy", ale kwestia antykoncepcji jest jednak dla nich mocno realna i dokuczliwa (dla tych którzy się jeszcze tym w ogóle przejmują). Co do kwestii czy nauczanie KK jest tylko propozycją? Nie, nie i jeszcze raz nie! Jeśli wmawia się od najmłodszego, że za łamanie bożych nakazów i zasad jest piekło to nauczanie KK nie jest tylko propozycją, jest to szantaż z najwyższej półki. Co innego jakby wprowadzono rozróżnienie na np. "boże prawo" czyli np. 10 przykazań (ale bez tej przesadnej nadinterpretacji którą obecnie się stosuje np. opisy w KKK pod dekalog podciąga się na siłę praktycznie wszystko, a KK z niemal wręcz tupetem współidentyfikuje się z Bogiem, tak że wręcz ma się wrażenie, że sami II przykazanie łamią) i np. "boże zalecenia" które wypadałoby stosować np. dla lepszego poznania Boga, ale których niestosowanie nie ma wpływu na "sąd boży". Do pewnego drobnego stopnia coś takiego jest, mamy rozróżnienie grzechów (lekkie, ciężkie, itd.), ale za każdy grzech "nieodpuszczony" przewidziana jest kara, a ja tak podchwytliwie jeszcze zapytam jakim grzechem jest krytyka nauczania KK?

to natura rzeczy, poza tym cierpliwość nie jest receptą uniwersalną, niczego nie gwarantuje, zresztą technologia też niczego nie gwarantuje, zwiększa tylko prawdopodobieństwo.

Poczęcie dziecka to zdecydowanie cud czy też cud natury jeśli Pan tak sobie życzy. To, że niektóre cuda zdarzają się co sekundę, przez co Ziemia jest gdzieniegdzie nieco przeludniona, powoduje w naszych oczach banalizację cudu i zanik naszej wrażliwości na cud ( na szczęście nie u wszystkich ). A propos cudu. Jak się dowiedziałem, że II tura wyborów prezydenckich nastąpi w dzień Święta Zesłania Ducha Świętego to nabrałem pewności, że będzie wesoło. Duch Święty potrafi poprowadzić do zwycięstwa ale i do klęski. Ten drugi przypadek z uwagą obserwowałem notując genialne wpadki i błędy pana prezydenta. Andrzeja Dudę podejrzewam zaś o to, że się do Ducha Świętego modli. Ten niewinny happening na początku debaty nr 2 z platformerską chorągiewką w roli głównej przyniósł zaiste obfity plon. Telewidz pomyślał sobie tak: pretendent się nie boi skoro wkroczył na teren przeciwnika i jeszcze ponadto ma poczucie humoru. A pan prezydent wykonał komendę "sztandar wyprowadzić". I o to chodziło.

Na forach TP grasuje czasem pewien osobnik, który zarzuca "głupotę" każdemu innemu światopogląd niż własny, zwłaszcza upodobał sobie krytykę wszelkich przejawów wiary w transcendent. Pan widzę, że postanowił dorównać do tego poziomu. Pan wybaczy, ale w mnożeniu się szczurów, wirusów, owadów i innych stworzeń które o pańskim Bogu nie słyszały i Go na pański sposób nie wyznają nie widzę żadnego cudu, tylko "naturę rzeczy". Człowieka nie mam tu za żaden wyjątek. Niemniej pana poglądów nie mam za "głupstwo", niemniej sprzeciwiam się próbom zawłaszczenia prawodawstwa i przestrzeni publicznej przez pana poglądy.

Z tymi "głupstwami" to była taka niewinna prowokacja ( taka była w zamierzeniu ). Widzę, że chyba zupełnie niechcący odrobinę przesadziłem. A teraz do meritum rzeczy. Jeśli spotyka się plemnik, który posiada w sobie gigantyczny ładunek informatyczny z komórką jajową, która ma podobny potencjał i z tego połączenia wychodzi zupełnie nowa jakość, bardzo udana, sensowna, samodzielna i kreatywna to ja to odbieram jako cud. Który z informatyków miałby taki intelektualny potencjał aby tak sensownie wymieszać geny ?

Teza, że początek życia to zagnieżdżenie, bo pomiędzy zapłodnieniem a zagnieżdżeniem działają na wrażliwy embrion przypadkowe zewnętrzne czynniki jest nie do obronienia. Bo jeśli pociągniemy tę argumentację dalej, to gdzie ją zatrzymać? Przecież równie wrażliwy na zewnętrzne warunki jest i noworodek. Czy więc noworodek po urodzeniu zaadoptowany przez rodzinę królewską jako osoba dorosła będzie tą samą osobą co ten sam noworodek zaadoptowany przez kryminalistów?. A przechorowanie różyczki przez płód albo to samo dziecko kilka lat później - tu nieodwracalnie uszkodzone dziecko, tu kilkudniowa banalna choroba. A przypadkowe potrącenie przez samochód dorosłego człowieka? Ta sama osoba, a jak często dramatycznie różna. Tak więc problem oddziaływania na nas zmieniających nas warunków zewnętrznych istnieje do końca życia. Natomiast jedną, jedyną stałą w tych wszystkich sytuacjach jest genom - do końca życia ten sam, utworzony w momencie zapłodnienia.

Człowiek bez mózgu nie żyje, jest martwy, nawet choćby resztę jego ciała podtrzymywać przy funkcjach życiowych. Żyją wtedy jeszcze jego organy ale nie on, pomimo że w jego DNA jest zawarty kompleksowy projekt na niego("genom-do końca życia ten sam") . Zarodek do czasu wytworzenia się układu nerwowego to tylko organ, a projekt to tylko projekt. Projekt nie jest świadomością, nie przysługuje mu ochrona równa człowiekowi. Jeśli pogrążymy się w szaleństwie ochrony "projektów" to każdą niewykorzystaną komórkę jajową, każdy niewykorzystany plemnik możemy zacząć traktować za zbrodnię.

Nie trzeba być przesadnie spostrzegawczym aby zaobserwować bogactwo flory i fauny tego świata. Trzeba być zdecydowanie przesadnym optymistą aby uznać, że te wszystkie fantastyczne dzieła przyrody są wytworem przypadkowym ( tak się niechcący świat potoczył, że powstał słonecznik, krokodyl, słoń a nawet człowiek ). Świat został zaprojektowany i ulepiony w sposób absolutnie genialny, choć daleko mu do doskonałości. Gdyby świat był doskonały to człowiek nie miałby w nim zupełnie już nic do zrobienia. Człowiek został zaproszony przez Boga do zmieniania świata na lepszy ( "czyńcie sobie Ziemię poddaną" ). Mamy więc wolność, która z jednej strony boli, ale z drugiej daje radość ( człowiek może podziwiać owoce swojej pracy ). Jeśli człowiek sobie uświadomi gdzie jest i dzięki komu jest tam gdzie jest we wszechświecie wtedy z większym respektem i odpowiedzialnością będzie traktował oryginalne projekty Pana Boga ( choćby kwestię ludzkiej płodności ), oraz własne projekty ( choćby kwestię ludzkiej płodności ). Nie bez racji zostało powiedziane: "po owocach poznacie". Na owoce ludzkich działań należy patrzeć szeroko, bez przymykania oka na efekty uboczne, które już teraz widać, oraz te które nieuchronnie nastąpią w przyszłości. I na koniec: warto przestrzegać pewnych zasad nawet wtedy gdy wydają nam się absurdalne. Gdyby nie dyscyplina licznych ( większości ) Żydów i ich wierność wobec judaizmu naród ten zniknąłby na skutek rozproszenia wśród narodów tego świata. Możemy z pewnym zdziwieniem patrzeć na niektóre obyczaje religijne i tradycje Żydów, jednak zamiast się dziwić i podśmiewać, jak to niektórzy z nas czynią, lepiej się zadumać i w efekcie tej zadumy dojść do słusznej konstatacji, że wierność Bogu się opłaca. Na koniec odnosząc się do pańskiego ekstremalnego przykładu. Dowodzi on tego o czym przed chwilą wspomniałem czyli tego, że świat choć stworzony genialnie nie jest doskonały. Nie jest dobrze aby realne nieszczęścia, które dotykają człowieka były łatwym usprawiedliwieniem do stwarzania podejrzanych etycznie rozwiązań ( bardzo mi się nie podoba myślenie typu: przecież kobietom zdarzają się poronienia naturalne więc poronienie wymuszone przez lekarzy nie jest żadną nową jakością ). I na koniec: na temat miłości erotycznej i antykoncepcji nie czuję się na siłach pisać, a zwłaszcza pisać kompetentnie. Pani Kiedio całkiem poważnie, odważnie i bez nadmiernej pruderii pisała w Tygodniku przed kilkoma miesiącami na ten temat. Pozdrawiam

Całe życie na ziemi ma to samo źródło, zatem nie ma potrzeby mnożenia "cudów" ponad niezbędną miarę. Raz powstałe życie powstałe z "natury rzeczy" (wolę tą nazwę niż "cud") modyfikuje się ciągle. Pan mi o Żydach i ich rygoryzmie, to ja panu odpowiem tak: Chińczycy, Japończycy, Hindusi narody co najmniej równe dawne co Żydzi, a trwają w swoich kulturach do dziś i nie potrzebują do tego krwawego Boga wycinającego w pień całe pokolenia i całe narody. No i czy ten człowiek zmienia świat na lepsze? Nie, z punktu widzenia przyrody jest coraz gorzej. Moje przykłady nie są ekstremalne, one są zgodne z naturą która pan lekceważy w imię wymyślonych przez pana religię zasad. Ehhh gdyby jeszcze te zasady pana religii były skuteczne w tworzeniu lepszego świata, ale nie są. To co w nich dobrego to i tak ściągnięte z innych religii. Przecież nawet dekalog pod inną nazwą i z drobnymi różnicami był znany w starożytnym Egipcie. Nawet animizm wśród "dzikich plemion" na dobrą sprawę realizuje podobne zasady (tyle, że mniej w nim hipokryzji). Cóż jest jak jest, ale dobrze by było by prawo było stanowione według logiki i interesu społecznego, a nie na podstawie nakazów jakichkolwiek bóstw. Na koniec oczywiście też pozdrawiam. ps. pod wywiadem z państwem Kiedio polecam dyskusję na forum, która tam wynikła :P

Wie pan, prości ludzie mają w sobie coś takiego. Pewnie dlatego prenumeruję Tygodnik Powszechny, głosuję raczej na doktora jak na magistra i uważnie czytam pańskie wpisy. No i jeszcze muszę to dodać: podziwiam kosmologów, zwłaszcza angielskich oraz naszego księdza profesora też. Bardzo mi odpowiada zdrowy rozsądek połączony z poczuciem humoru prezentowany przez jednego z najwybitniejszych naukowców XX wieku Freda Hoyle'a. Oto próbka jego możliwości: "Na złomowisku są wszystkie części i fragmenty Boeinga-747, porozkręcane i chaotycznie porozrzucane. Trąba powietrzna przypadkowo przechodzi przez złomowisko. Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że po jej przejściu znajdziemy tam w pełni złożony 747, gotowy do lotu?"[2] [użyte jako argument przeciwko możliwości samoistnego powstania protein z aminokwasów] "Prawdopodobieństwo powstania choćby jednego z polimerów żywych organizmów przez przypadek jest takie samo jak prawdopodobieństwo, że całkowicie wypełniający przestrzeń Układu Słonecznego niewidomi, obracający w rękach kostkę Rubika, ułożą ją prawidłowo i równocześnie." "Nieważne jak olbrzymie środowisko jest brane pod uwagę, życie nie mogło mieć przypadkowego początku. Stada małp bębniące na chybił trafił na maszynach do pisania nie mogłyby wyprodukować dzieł Szekspira z tej praktycznej przyczyny, że cały dostępny obserwacjom wszechświat nie jest wystarczająco olbrzymi by pomieścić niezbędne hordy małp, niezbędne maszyny do pisania i, z pewnością, niezbędne śmietniki, do których wyrzucano by nieudane próby. Tak samo rzecz ma się z żywą materią."[3] Dlatego też ja już nic więcej na temat cudu powstania życia na ziemi nie dodam. Dodam tylko, że powstawanie kolejnych odmiennych form życia na ziemi jak również sama prosta (!) prokreacja wymaga zaistnienia całej serii bardzo mało prawdopodobnych zdarzeń. Zostawmy to idźmy dalej. Żydom w rozproszeniu było jednak trudniej przetrwać jak Japończykom na wyspach czy też Chińczykom albo Hindusom w zwartym, jednorodnym skupisku. To prawda, że Żydzi posługiwali się raczej mieczem aniżeli stołem do rokowań. Ówczesny świat przyjmował niestety takie a nie inne argumenty. Pan Bóg prowadził Żydów tak aby dotarli w sensownym czasie na przeznaczone dla nich miejsce. Inaczej jak mieczem pewnie się nie dało. Dzisiejszy Izrael jest krajem w pewnym stopniu opresyjnym ( tak jest postrzegany przez świat arabski ) ale gdy go porównamy do krajów muzułmańskich w jego otoczeniu to wydaje się być oazą cywilizacji, przyzwoitości i miłosierdzia. Nawet z tym swoim powszechnym, obsesyjnym antypolonizmem Izrael wydaje mi się bliższy aniżeli Francja czy też Niemcy. Kolejny punkt. Dekalog nie powstał w cywilizacyjnej próżni. Pan Bóg przemawiał do ludzi językiem prostym, relatywnie łatwym do przyswojenia przez masy. Tak więc Pan Bóg dużo "mówił" Żydom o kozach i owcach, tudzież nawiązywał do pewnych opowieści, które były już dyskutowane, znajdowały się w obiegu. Pan Bóg w przeciwieństwie do pani Magdaleny Ogórek nie musiał pisać całego prawa od nowa. On jedynie prawo oczyścił, wyrzucił co niepotrzebne i dodał co istotne. Wyszła z tego - jak to zwykle u Pana Boga - genialnie prosta i spójna całość.

po zagnieżdżeniu, te losowe czynniki wpływają na kształt powstałej istoty ludzkiej, a nie na istotę. Jeśli pojedynczy embrion jest osobą ludzką i przed zagnieżdżeniem połączy się z innym embrionem, to co wtedy się urodzi? dwie osoby w jednej osobie? albo jeśli z jednego embriona narodzą się bliźniaki, to wówczas jest jedna osoba w dwóch osobach?

Pozwolę sobie skomentować kwestie życia na ziemi. Obaj dobrze wiemy, że jest niedoskonałe i na ogół brutalne. Taki jego kształt dobitnie świadczy o jego stwórcy lub środowisku w którym powstało. Przykład z samolotem na złomowisku bardzo plastyczny, ale kompletnie pozbawiony sensu. Nie znamy na dobrą sprawę warunków wyjściowych w takim stopniu by określać do jakiego stopnia to rzecz wyjątkowa, a do jakiego "natura rzeczy". Niemniej obserwując ludzkie uwarunkowania to zakładając, że cielesna powłoka człowieka jest dziełem bezpośredniego stworzenia go przez Boga, to ten Bóg jest dla mnie pozbawionym skrupułów bezwzględnym kosmitą, a nie Kimś godnym szacunku i miłości, ewentualnie kimś przed kim należy drżeć ze strachu i błagać (tylko kogo?) by nas nie dopadł. Ktoś taki istotnie mógłby być rzeczywiście tak bezwzględny i okrutny jak go opisują "religie pustyni", dlatego proszę wybaczyć, ale wolę wierzyć, że materialna i fizjologiczna powłoka człowieka to dzieło środowiska, a nie Boga (przynajmniej nie bezpośrednio).

Świat jest pełen paradoksów. Jeden z nich. Polscy profesorowie katolicy uczą swoich studentów tego, iż życie wyłoniło się z chemicznej zupy, którą nam ugotowała natura. Angielscy profesorowie ateiści ( Hoyle czy też Criek - odkrywca kodu DNA, noblista ) uważają teorię mieszania chemicznej zupy za kosmiczną bzdurę. Zmiana tematu. Dzisiaj pomagałem w organizacji mszy świętej w jednym z kościołów w pewnym prowincjonalnym mieście. Po uroczystości znalazłem w prezbiterium leżącą na podłodze pocztówkę z obrazem Matki Bożej Ostrobramskiej. Coś mnie - jak to mówią - tknęło. Podszedłem do ołtarza Matki Bożej Ostrobramskiej. Okazało się, że oświetlenie ołtarza nie funkcjonowało. Usterka była bardzo prosta do usunięcia. To się nazywa komunikacja niewerbalna. Pozdrawiam !

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]