Reklama

Groźby posła

Groźby posła

21.11.2015
Czyta się kilka minut
Poseł Piotrowicz broni się, że nigdy nie prowadził postępowania w sprawie proboszcza z Tylawy oskarżonego o molestowanie dzieci. Nie prowadził, ale służbowo za nie odpowiadał.
Stanisław Piotrowicz
Poseł PiS Stanisław Piotrowicz na konferencji prasowej Parlamentarnego Zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej / fot. REPORTER
O

O pośle PiS Stanisławie Piotrowiczu stało się ostatnio głośno, gdy sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka wybrała go jako swego przewodniczącego, a dziennikarze przypomnieli, że w 2001 r. jako prokurator rejonowy w Krośnie umorzył śledztwo w głośnej sprawie proboszcza z Tylawy skazanego później za seksualne wykorzystanie sześciu dziewczynek.

W piątek Piotrowicz przesłał PAP oświadczenie, w którym m.in. stwierdza: „W związku z rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji na mój temat zmierzających do poniżenia mnie w opinii publicznej i narażenia na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania mandatu posła oświadczam: Nigdy jako prokurator nie prowadziłem postępowania przygotowawczego w sprawie księdza pomówionego o molestowanie seksualne dzieci, a w szczególności nie wykonywałem w takim postępowaniu żadnych czynności procesowych, w tym również nie wydawałem postanowienia o umorzeniu postępowania (dowód: akta postępowania przygotowawczego). Przypisywane mi w tym kontekście wypowiedzi są również nieprawdziwe, a dobór rzekomo wypowiadanych słów i ich kompilacja ma na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie”. (Jest to pierwszy z trzech punktów oświadczenia – w pozostałych stwierdza, że w czasach PRL nie oskarżał przed sądem działaczy opozycyjnych oraz że nie prowadził kampanii wyborczej w aresztach śledczych lub zakładach karnych). Oświadczenie kończy groźba: „Autorów szkalujących mnie tekstów i tych, którzy je rozpowszechniają wzywam do ich usunięcia z przestrzeni publicznej. W przeciwnym wypadku podejmę zdecydowane kroki zmierzające do wyciągnięcia odpowiednich konsekwencji prawnych”.

Na wiosnę 2001 r. do Prokuratury Rejonowej w Krośnie zgłoszono zawiadomienie o przestępstwie: przez kilka dekad proboszcz z Tylawy na Podkarpaciu miał seksualnie molestować dwa pokolenia nieletnich parafianek. Zgodnie z procedurami, ze sprawą najpierw zapoznaje się prokurator rejonowy i poleca ją wpisać do rejestru. Prokurator do jej prowadzenia wybierany jest losowo, choć szef Prokuratury Rejonowej ma możliwość wybrania konkretnego podwładnego. Jak było w przypadku sprawy proboszcza z Tylawy – czy prokurator został wyznaczony, czy wylosowany – tego się pewnie nie dowiemy. W każdym razie sprawą zajął się prokurator Sławomir Merkwa i to on uznał, że do przestępstwa nie doszło. O sporządzonym przez niego tekście postanowienia o umorzeniu Jacek Borkowicz na łamach „Tygodnika Powszechnego” (nr 49/2004) napisał, że „śmiało mógłby się znaleźć w podręcznikach historii prawa jako przykład upadku wymiaru sprawiedliwości w III RP”. „Proboszcz z Tylawy przyznał podczas śledztwa – notował Borkowicz – że niejednokrotnie nocował dziewczynki na plebanii, kąpał je i »masował brzuszki«, jednak prokurator [autor pominął jego nazwisko] dostrzegł w tym tylko rzekome zdolności bioenergoterapeutyczne księdza oraz jego chęć »porządnego umycia« małych parafianek: »Ksiądz (…) traktował to w ten sposób, że dzieci przychodząc o niego na plebanię to tak jakby szły nocować np. do wujka czy kogoś bliskiego. Dzieci się bardzo z tego cieszyły«”.

Choć Stanisław Piotrowicz osobiście nie prowadził postępowania wstępnego, jako szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie, przełożony Merkwy, służbowo je nadzorował. W 2001 r. wewnętrzne regulaminy prokuratury nie wymagały jeszcze od prokuratora rejonowego akceptacji decyzji o umorzeniu dokonanej przez podległego mu prokuratora. Ale to właśnie Piotrowicz wystąpił tydzień po umorzeniu na konferencji prasowej i tłumacząc decyzję, posługiwał się uzasadnieniami sformułowanymi przez prokuratora Merkwę.

„Gazeta Wyborcza” (wydanie z 8 listopada 2001 r.) relacjonowała tę konferencję w ten sposób: „Prokurator podkreślał kilkakrotnie, że większość świadków uważała za naturalne, że ksiądz bierze dzieci na kolana, przytula je, dotyka, całuje. – Nikogo to w tym środowisku nie raziło i sam ksiądz potwierdza te fakty. Zaprzecza jednak, by miały one podtekst seksualny – oświadczył prokurator Piotrowicz. A zeznania o dotykaniu intymnych miejsc tłumaczył tym, że... ksiądz ma zdolności bioenergoterapeutyczne. Pojawiały się takie zeznania, że jeśli dziecko bolał brzuszek, to po dotknięciu przez niego ból znikał. Ksiądz nie przeczy także temu, że nocował dzieci na plebanii i kąpał je. Czy prokuratury to nie zaintrygowało? – Dla dzieci nocowanie w obcym domu jest atrakcją. Kąpiel wynikała zaś z tego, że dzieci były brudne. Całowanie w usta według niego było na zasadzie »daj ciumka« czy »gilgotanie brodą« – uzasadnił prokurator.

Świadkowie oskarżający księdza zostali z nim przez prokuratora skonfrontowani. Według Piotrowicza właściwym wyjaśnieniem było to, co kapłan powiedział podczas jednej z konfrontacji, że »zawsze był przy dzieciach przyzwoicie ubrany, a nawet gdyby mu się zdarzyło coś, co może się zdarzyć każdemu zdrowemu mężczyźnie, to zadbałby, by tego dziecko nie zauważyło«”.

Decyzja o umorzeniu śledztwa zbulwersowała opinię publiczną. Interweniowało Ministerstwo Sprawiedliwości. Nakazem krośnieńskiego Sądu Rejonowego śledztwo zostało wznowione przez prokuraturę w Jaśle. W czerwcu 2003 r. zapadł wyrok. Ksiądz M. został skazany za seksualne wykorzystanie sześciu dziewczynek na dwa lata w zawieszeniu na pięć. W uzasadnieniu wyroku czytamy m.in., że duchowny „brał dziewczynki na kolana, wkładał ręce pod bluzkę, dotykał piersi, wkładał rękę do majtek i dotykał krocza, całował w usta z penetracją językiem jamy ustnej, wkładał palec do pochwy, dotykał nóg powyżej kolan”. Uzasadnienie to pokazuje jak bardzo decyzja o umorzeniu postępowania była chybiona.

Widać też wyraźnie, że piątkowe oświadczenie posła Piotrowicza ze skierowaną w stronę dziennikarzy groźbą ma na celu zdezorientowanie opinii publicznej. Nawet jeśli szef rejonowej prokuratury nie musi aprobować każdego orzeczenia wydawanego przez swych podwładnych, to na podstawie przepisów ustrojowych obowiązujących w prokuraturze zawsze i tak odpowiada za zgodność z prawem i merytoryczny poziom wszystkich decyzji zapadających w podległej mu placówce.

W 2005 r. Piotrowicz z prokuratury przeniósł się do polityki – najpierw został senatorem PiS, potem posłem. W wtorek (17 listopada) na pierwszym posiedzeniu sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka wybrała go – jak napisała „Gazeta Wyborcza”, „jednogłośnie” –  na swojego przewodniczącego.

Do zakresu działania komisji należą m.in. sprawy przestrzegania prawa i praworządności oraz przestrzegania praw człowieka.

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]