Reklama

TP Historia - 85.Boniecki

Gdzie dwóch się kłóci

Gdzie dwóch się kłóci

30.05.2016
Czyta się kilka minut
W ostatnich dniach prasa znów skreśliła kandydaturę Hillary Clinton, niemal tytułując Donalda Trumpa prezydentem elektem USA. Powód? Ekscentryczny bogacz zrównał się z b. pierwszą damą w sondażach.
Hillary Clinton, San Francisco, 26.05.2016 r. / Fot. John Locher/ AP Photo/FOTOLINK/EASTNEWS
T

To jednak nie tłumaczy takiej reakcji. Republikanie jednoczą się wokół Trumpa, podczas gdy wśród Demokratów wciąż toczy się walka. Między – wedle oburzonych i orędujących za dekapitacją elit – „cyborgiem” i symbolem uświęcenia obecnego systemu, czyli Clinton, a nadzieją na szybką zmianę USA w Skandynawię Berniem Sandersem. Co więcej, na lewicy może dojść do trzęsienia ziemi. Departament Stanu przeprowadził audyt w sprawie tego, jak Clinton, jako szefowa tego ministerstwa, dochowywała tajemnicy państwowej (wysyłając część oficjalnej korespondencji z prywatnej skrzynki e-mail). Sanders i Trump liczą na to, że FBI postxawi jej zarzuty mamuciego kalibru, co wykreśli ją z prezydenckiego wyścigu. Jak dotąd FBI przestępstwa się nie dopatrzyło. Prawdopodobnie chodzi raczej o niefrasobliwe obchodzenie się dokumentami. Oraz, ewentualnie, współczucie archiwiście, który będzie musiał skatalogować – wymaga tego prawo – korespondencję Clinton.

W demokratycznych prawyborach Clinton zdobyła dotąd 13,3 mln głosów, Sanders – 10,1 mln. Przegrany trzyma się brzytwy: ostatnio wyzwał Trumpa, który zabezpieczył sobie już głosy republikańskich delegatów, na debatę. Miliarder, dotąd uwielbiający retoryczne rękoczyny, uznał jednak, że mężowi stanu nie przystoi taka pokątna bójka. W USA nie ma szefów partii w europejskim znaczeniu tego słowa. Ten, kto przewodzi ugrupowaniu, jest de facto asystentem aktualnego kandydata na prezydenta. Do Trumpa zaczyna docierać, że to on musi być pełną ogłady twarzą prawicy; kombinuje więc, jak tonizować nastroje i dystansować się od utrwalonego przez ostatnie miesiące image’u furiata. Pomaga mu w tym przedłużająca się walka wśród Demokratów.

We wtorek 7 czerwca odbędą się – już ostatnie – prawybory w sześciu stanach. Aby uzyskać nominację, Sanders musiałby zdobyć ponad 90 proc. głosów. Z sondaży wynika, że waśnie w obozie Demokratów i gra na osłabienie Clinton pomagają tylko Trumpowi. Do Sandersa należy teraz decyzja, czy rzeczywiście chce, aby w Białym Domu zamieszkał narcystyczny i nieodpowiedzialny dandys. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Nazywanie uznanego kandydata na prezydenta USA "narcystycznym i nieodpowiedzialnym dandysem" jest co najmniej dziwne i dowodzi skrajnej nieodpowiedzialności, podobnego kalibru epitety, może co nieco innego charakteru można rzucić względem dowolnego polityka, politycy to nie święci, to "drapieżnicy", "najbezwzględniejsi z bezwzględnych". Z punktu widzenia pana Sandersa paradoksalnie pan Trump jako prezydent może jawić się mniejszym złem niż pani Clinton? To brutalna i bezwzględna demokracja, a nie konkurs na "miss elokwencji" z panami redaktorami jako jury.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]