Reklama

Adieu, dawna Francjo

Adieu, dawna Francjo

24.04.2017
Czyta się kilka minut
Do drugiej tury wyborów prezydenckich we Francji przeszli pogromcy starych elit: niezależny kandydat centrum Emmanuel Macron i liderka Frontu Narodowego Marine Le Pen.
Emmanuel Macron i Marine Le Pen. Fot: ERIC FEFERBERG/AFP/EAST NEWS
T

Ten wieczór należał do Macrona, prounijnego liberała lewicowej proweniencji. Według nieoficjalnych jeszcze wyników, podanych w nocy z niedzieli na poniedziałek, zdobył on blisko 24 proc. głosów, podczas gdy Le Pen uzyskała około 21,5 proc. Potem bardzo zbliżone poparcie – prawie 20 proc. – otrzymali konserwatysta François Fillon oraz skrajnie lewicowy Jean-Luc Mélenchon. Daleko za nimi, z fatalnym wynikiem (ok. 6 proc.), uplasował się przedstawiciel rządzących wciąż socjalistów Benoît Hamon.

Trzeba dodać, że wybory szefa państwa nad Sekwaną, który skupia w swoim ręku niemal pełnię władzy wykonawczej, cieszą się zawsze ogromnym zainteresowaniem. Tym razem do urn poszło 76 proc. wyborców, czyli nieco mniej niż w poprzednich wyborach prezydenckich w 2012 roku ( było ich wtedy w pierwszej turze 79,5 proc.)

Wynik niedzielnych wyborów – to prawdziwy wstrząs na francuskiej scenie politycznej. Wydaje się, że zarówno klasycznej lewicy, jak też prawicy grozi teraz rozpad i marginalizacja: te dwie formacje, które dotąd tradycyjnie dzieliły się władzą, poparł zaledwie co czwarty głosujący.

– W ciągu zaledwie roku zmieniliśmy oblicze życia politycznego we Francji – wołał w niedzielę 38-letni Macron do tłumu zwolenników w paryskiej hali wystawienniczej Parc des Expositions. To prawda: stworzony przez niego ruch obywatelski „Naprzód!” (fr. „En Marche!”) – jak on sam zaznacza, „ani lewicowy, ani prawicowy” – podważył tradycyjnie dwupartyjny de facto system we Francji. Zaś drugą siłą, która w ostatnich latach rozbiła ten układ, jest nacjonalistyczny Front Narodowy. A dodajmy jeszcze, że dwoje pretendentów otwarcie „antysystemowych”, postulujących wyjście Francji z Unii i głoszących niechęć do NATO – czyli Le Pen oraz Mélenchon – zgromadziło łącznie aż ponad 40 proc. głosów.

Starcie wielu Francji 

Oboje – Macron i Le Pen – twierdzą, że chcą zerwać ze starą Francją, ze skompromitowanymi elitami politycznymi. Ale wizje własnego kraju i świata finałowej dwójki są przeciwstawne. 

– Chcę być prezydentem patriotów w obliczu groźby nacjonalizmu. Potrzeba nam silniejszej Francji w chroniącej nas Europie – mówił do swoich zwolenników eksbankier, czyniąc klarowną aluzję do lepenistów. Z kolei szefowa FN w swojej kampanii jako głównego wroga – obok islamizmu, terroryzmu i masowej imigracji – wskazuje Brukselę i „dziką globalizację”. 

Różnią się też społecznie i geograficznie wyborcy obojga kandydatów. Na Front Narodowy głosują przede wszystkim mieszkańcy peryferii, małych miast i wsi, opuszczonych przez państwo, gdzie jest wysokie bezrobocie i zanika sieć usług publicznych (szpitali, żandarmerii, poczty). Jednak dzięki umiejętnej strategii pani Le Pen przyciąga coraz częściej ostatnio elektorat z miejskiej klasy średniej. Nie jest już rzadkością, że nawet Francuzi z rodzin imigranckich – w tym z krajów arabskiego Maghrebu – oddają głos na FN, widząc w nim zaporę przeciw wpływom islamistów i terroryzmowi. 

A jakie jest twarde jądro elektoratu Macrona? Na niedzielnym mityngu w Parc des Expositions przeważali zdecydowanie ludzie młodzi – o aparycji studentów z zamożnych i średnio zamożnych domów. Z badań wiadomo też, że popiera go raczej klasa średnia z dużych miast, zwłaszcza menedżerowie firm. 

– To, co mnie uwodzi u Macrona, to wola pokonywania podziałów lewica-prawica we Francji i chęć odnowienia Unii Europejskiej. Ma realistyczny program oszczędności budżetowych, ale nie chce likwidować systemu opieki socjalnej, tylko go uzdrowić – tłumaczy „Tygodnikowi” Alexandre, adwokat z Paryża tuż po studiach. 

Z kolei inny uczestnik wiecu Macrona, Philippe, z siwą burzą włosów na głowie, porównuje swojego kandydata do młodego kanadyjskiego premiera Justina Trudeau. – Jest nową twarzą, której potrzebujemy. Że nie ma doświadczenia? No i bardzo dobrze. Lepiej nie mieć doświadczenia, niż pełno afer na koncie jak Hollande czy Fillon – mówi, żywo gestykulując, ten szef firmy budowlanej z paryskiego przedmieścia. I dodaje: – Francja jest za mała, żeby dać sobie radę z problemami świata. Macron ma rację: musimy grać zespołowo, razem z całą Europą, a nie wychodzić z Unii, jak chce Le Pen.

Marynarka Rubena, Francuza o polskich korzeniach, jak sam się przedstawia, cała jest pokryta znaczkami poparcia dla kandydata „En Marche!”. Oburza się: – Mówią, że Macron jest kandydatem finansjery i kapitału? Przecież Pompidou [Georges Pompidou, prezydent Francji 1969-1974 – SŁ.] też pracował w banku i nie przeszkodziło mu to w zostaniu głową państwa. A Macrona popierają masowo młodzi start-uperzy, bo on odblokuje biurokracje i pomoże im zrealizować pomysły – twierdzi Ruben, sam właściciel firmy. 

Skoro mowa o Francuzach poniżej 25 roku życia – to nie Macron, ale Mélenchon uzyskał najlepszy wynik wśród młodych ludzi w pierwszej turze. Wyborcy skrajnej lewicy (jedna piąta mieszkańców) to jeszcze inne oblicze Francji – chcą radykalnych zmian, ale nie odnajdują się ani w nacjonalistycznym języku Le Pen, ani w optymistycznej retoryce kandydata „Naprzód!”. 

Le Pen może jeszcze wygrać?

W niedzielnym wystąpieniu Macrona powtarzały się często słowa „nadzieja” i „Europa”. Na jego wiecu powiewało – obok narodowych trójkolorowych – także mnóstwo flag unijnych, jakby na przekór słynnemu francuskiemu pesymizmowi i narzekaniom na „Brukselę”. Jednak czy ten młody i ambitny polityk prezydenturę ma już w kieszeni? Czy poparcie dla niego nie okaże się „bańką medialną” – tak twierdzą niektórzy eksperci – która jak szybko urosła, tak równie prędko pęknie?

Owszem, w pojedynku z Le Pen, Macron jest faworytem. Już w trakcie wyborczego wieczoru Fillon i Hamon wezwali swych wyborców, aby w drugiej turze, która odbędzie się 7 maja, zagłosowali na Macrona. Wśród liderów „starych partii” powstał blok republikański – w myśl hasła „wszystko byle nie Le Pen”. 

Ale w gruncie rzeczy nic nie jest ani oczywiste, ani przesądzone. Najpierw dlatego, że nie wiadomo, czy wyborcy posłuchają apeli o przeniesienie głosów. Wiele zależy też od tego, co stanie się w ciągu następnych dwóch tygodni. 

Już w niedzielny wieczór na Macrona spadła lawina krytyki, gdy świętował przejście do drugiej tury w jednej z najbardziej luksusowych restauracji w paryskiej dzielnicy Montparnasse w otoczeniu swojej świty i celebrytów. Ten dość lekkomyślny gest, przypominający dawny powyborczy bankiet Nicolasa Sarkozy’ego sprzed 10 lat, raczej nie przysporzy liberalnemu kandydatowi popularności wśród uboższych Francuzów. A kto wie, czy 7 maja nie będzie go bardzo drogo kosztował. 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, tłumacz z języka francuskiego, były korespondent PAP w Paryżu. Współpracował z Polskim Radiem, publikował m.in. w „Kontynentach” i „Res...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Macron to jak najbardziej "dziecko" Hollande-a, sprytny zabieg w którym ludowi się wydaje, że coś się zmienia, a w sumie nic się nie zmienia. No chyba, że popełni zbyt wiele błędów i stanie się "trzęsienie ziemi". Paradoksalnie wydaje się, że pani Le Pen jest najbardziej zadowolona z tego wyboru. Jeśli ma z kimś powalczyć o wygraną to tylko z Macronem, a nawet jak przegra to wybory parlamentarne tuż, tuż. Macron najpewniej rychło po wyborze pęknie jak "bańka mydlana" (w sensie zmiany jakości w polityce którą udaje), co da jej ugrupowaniu dodatkowe paliwo. Tak czy siak Front Narodowy się umacnia i przebija się do francuskiej elity politycznej. Czyli "adieu" jeszcze nie tym razem, ale coraz bardziej prawdopodobne.

Cykl władzy (tej politycznej) trwa nieprzerwanie, pomimo odchodzenia kolejnych władców. I wciąż trwa nieprzerwany cykl wschodów i zachodów słońca, siewu i żniw,życia i śmierci. To jakby zklęty krąg reinkarnacji, z którego trza by się wyrwać-choćby ze zwykłej ciekawości...A spoglądanie na kolejnych polityków z nadzieją jakieś "nirwany", to syzyfowe wtaczanie kamienia na górę, któremu nie ma końca. Czy nie lepiej raz wnieść Krzyż na Golgotę i złożyć ofiarę pełną i czystą, która starcza za wszystko i trwa na wieki?

Szanowny Panie, w mitologicznym porządku, do którego się Pan odnosi przywołując Golgotę, ofiara ma działać po naszej śmierci. W świecie realnym, tu i teraz, na nic się ona nie zdała, mało tego, była i jest przyczyną wielu nieszczęść. A dobra władza - jak cudowny poranek - jednak od czasu do czasu się zdarza.

...co lepiej oddaje formuła Roku Pańskiego (2107-na chwilę obecną, niestety, już raczej zaniechana). A dzieje się tak w trendzie alternatywnej nowej ery, którą wyraża formułka New Age, czyli kontrkulturowe zaprzeczenie cywilizacji człowieczeństwa. I w tym zjawisku (intelektualnej i moralnej deformacji) upatrywałbym źródła nieszczęść ludzkości

Zapewne inaczej przed drugą turą wyglądałyby szanse na wygraną pani La Pen gdyby Rosjanie powstrzymali się ze swoim nachalnym wręcz poparciem dla Frontu Narodowego. Przy całej swojej pro-rosyjskości Francuzi darzą, jeśli już, pana Putina bardzo umiarkowaną sympatią. Tak czy siak Front Narodowy wzrasta i będzie dalej wzrastał z wydatną "pomocą" tzw Państwa Islamskiego oraz imigrantów.

Mieszkam we Francji długo. Jest to piękny i bogaty kraj, choć większości Francuzów jest ciężko. Paradoksalnie, od Rewolucji ustaliła się tu tradycja lewicy i prawicy, siła słów, poczucie odmienności pozytywnej, sceptycyzm wobec innych. I oto stało się. 23 marca zobaczyłem na ekranie telewizora Marine Le Pen, wielką guru arcynacjonalistycznego Frontu Narodowego i tajemniczego Emmanuel Macron'a, młodego twórcy dobrych obietnic. Stała się rzecz ogromnej wagi. Odeszła lewica, rozpada się prawica, zbliża się koniec złych wróżb skrajności budzących powszechny lęk i domagających się dramatycznego ratunku. Nie kryję optymizmu, głosowałem na młodego człowieka spontanicznie, czułem że to był właściwy moment. Rozstrzygnie się 7 maja. Jeżeli Emmanuel Macron wygra te wybory, to stanie przed arcytrudnym zadaniem. Z całego serca życzę mu dobrych początków NOWEGO. Emanuel, czyli Bóg jest z nami. Jędrzej Bukowski
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]