Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Dzieci mówią lepiej

Dzieci mówią lepiej

09.07.2018
Czyta się kilka minut
Dzieci są wolne. Potrafią być tu i teraz, jak mistrzowie zen albo tybetańscy mnisi. Nie ma dla nich rzeczy niemożliwych – także słowotwórczo.
Zamość, Rynek Wodny, 6 sierpnia 2017 r. GRZEGORZ WINNICKI / FESTIWAL STOLICA JĘZYKA POLSKIEGO

„Dziecko rodzi się dzięki uprzejmości taty!” – wypaliła pięcioletnia Julka, a ja zamarłam. Nie po raz pierwszy dziecko zatrzymało mnie w biegu. Wiele razy wychodziłam z przedszkola, niosąc w głowie dziecięce myśli, urwane zdania czy słowa, które nagle zyskiwały nowy sens. Za każdym razem zestawiane ze sobą w absolutnie nieoczywisty sposób, do tego z charakterystyczną nonszalancją. Dzieci lepią słowa jak plastelinę. Są artystami słowotwórstwa, tyle że ich twórczość nie jest wykoncypowana – jest świeża, autentyczna i niebywale kreatywna. Dorosły umysł zwykle już tak nie potrafi. Umie natomiast wnikliwie przyglądać się i badać. Tak było z radiową audycją z cyklu „Dzieci wiedzą lepiej”. Z tego przyglądania się powstało kilkanaście prac magisterskich, praca doktorska i logopedyczna. Wszystkie zrodziły się z zachwytu nad dziecięcym talentem słowotwórczym.

„Co to jest rodzina wielopokoleniowa?” – zagadnęłam kiedyś w przedszkolu. W odpowiedzi mały chłopiec rzucił przez ramię: „To jest, jak ktoś się rodzi. Po kolei. Z kolejarza na syna”. Po usłyszeniu takiego zdania trudno wrócić do zwykłego toku rozumowania. Człowiek zaczyna zastanawiać się, jakimi ścieżkami podążają myśli w dziecięcej główce. Ile z nich jest odbiciem słów rodziców, które zostają w cudowny sposób przetworzone przez percepcję młodego rozmówcy, a ile z nich rodzi się z dziecięcej świeżości skojarzeń i myślenia wprost.

Zapytałam kiedyś Kalinkę: „Kim jest pierwsza dama?”. Kalina odpowiedziała natychmiast: „Ale dama nie zawsze jest pierwsza, bo jak się spóźni, to przecież jest druga”. Proszę spróbować w tym momencie nie wybuchnąć śmiechem. Mnie się nie udało. I to była klęska, ponieważ dzieci tylko na to czekają. Śmieją się głośniej niż ja i jest po rozmowie. Ale potrafią też wzruszyć. Pamiętam, jak przybiegł do mnie Łojtek. Miał cztery lata i jak większość jego rówieśników nie potrafił jeszcze poprawnie wymawiać „r”. Stanął przy mnie, spojrzał w oczy i przejęty wyszeptał: „Pani wie? Jesteśmy zbudowani z gwiezdnego pyłu”. To wyznanie było równie nieoczekiwane, co poruszające. Do dzisiaj myślę o Łojtku jak o inkarnacji Małego Księcia. Pomimo bardzo młodego wieku, pielęgnował w sobie wielką pasję. Był przekonany, że któregoś dnia poleci w Kosmos i zdobędzie Wszechświat. Wierzył w to szczerze, bo dla dzieci nie ma rzeczy niemożliwych. Dzieci są wolne. Potrafią być tu i teraz – jak mistrzowie zen albo tybetańscy mnisi. Potrafią w jednej chwili oddać całą swoją uwagę. To nie trwa długo, ale zawsze jest spotkaniem z prawdziwym człowiekiem. Człowiekiem, z którym można szczerze porozmawiać o wszystkim. Także o tym, co go boli i przerasta. Choć akurat z trudnymi tematami dzieci radzą sobie doskonale.

Kilka lat temu w Warszawie została zorganizowana konferencja z udziałem najmłodszych dotycząca tabu w sztuce. Ktoś zaproponował, abym porozmawiała z dziećmi na tematy, które w naszym kraju zwykle się omija. I pewnie wszystko byłoby dobrze, gdyby ktoś inny nie pomylił się i zamiast grupy siedmiolatków, przyprowadził mi najmłodszą przedszkolną grupę – trzylatków. Rozejrzałam się po sali. Ludzie teatru zajęli swoje miejsca, publiczność dopisała nadzwyczajnie. Zaczęłam rozmowę, próbując jednak omijać najtrudniejsze tematy. Nagle zauważyłam, że przygląda mi się dziewczynka. Usłyszałam: „Ale proszę pani, jak ktoś umiera, to trzeba go mocno przytulić”. Sala zamarła. Ludzie zrozumieli, że na tej konferencji nie padną już ważniejsze słowa, że właściwie mogłaby się ona w tym momencie zakończyć.

Ale z trudnymi tematami bywało także zabawnie. Zwłaszcza wtedy, kiedy ekspertem zostawał pięcioletni Julek. Pamiętam jego wywód dotyczący życia prywatnego ulubionego kuzyna. Kończył się mniej więcej tak: „Mój kuzyn mówi, że jak mu z trzecią żoną nie wyjdzie, to zostanie biskupem”. W kwestii miłości można było dowiedzieć się także tego, że „jest potrzebna bogatym ludziom, bo oni mają tylko pieniądze”. I trudno odmówić tej argumentacji logiki. Mniej logiczne wydaje mi się zachowanie moich interlokutorów, którzy podczas rozmowy próbują wyrwać sobie mleczne zęby. Zdarza się to dosyć często, wtedy niestety nie jestem w stanie zidentyfikować ich słowotwórczych dokonań.

A te zbieram także od dorosłych. Tak jak wtedy, kiedy w redakcji radiowej Trójki odwiedził mnie Wojciech Młynarski. Rozmawialiśmy o dzieciństwie i on nagle przypomniał sobie rodzinną historię. Kiedy pewnej niedzieli po obiedzie spacerowali we dwoje z córką, mała wówczas Paulina dostrzegła leżącego na chodniku wróbelka. Podeszła bliżej, po czym stwierdziła, że ptak nie żyje. Odwróciła się w stronę ojca i zawołała: „Och tato, jaki ładny trupelek”. Zachęceni tą opowieścią słuchacze zaczęli wysyłać swoje opowieści, a ja skrzętnie je zbierałam. Pamiętam na przykład tę: „Mamo, zaśpiewaj mi piosenkę o małej krówce” – poprosił synek. „O małej krówce?” – zdziwiła się mama. A synek zanucił: „Śpiewajcie i grajcie mu, małe muuu, małe muuuu!”.

W audycji „Dzieci wiedzą lepiej” znajdziemy takich anegdot bez liku. Mnie niezmiennie bawi historyjka o policjancie. „Kto to jest policjant?” – pytam. „Policjant to taki ktoś, kto stoi na dworzu i czeka na skandal!”. „A co twój tata robi najczęściej?” – dopytuję. „Mój tata najczęściej zdrowo się rozwija” – odpowiedział bystry rozmówca. Słuchając uważnie tego, co mają do powiedzenia dzieci, człowiek z pewnością zdrowo się rozwija, zwłaszcza kiedy pozwala sobie na szczery, oczyszczający śmiech.

Choć nie zawsze jest do śmiechu. Zwłaszcza wtedy, kiedy jedne dzieci potrafią się pochwalić, a innym wydaje się, że nie mają czym. Tak było i w tej sytuacji. Grupka czterolatków siedziała na dywanie. Jeden z chłopców, niezwykle dumny z dokonań swojej mamy, opowiadał: „A wiecie? Moja mama jest tak świetna, że aż pracuje w bibliotece!”. W tym czasie jego kolega z wypiekami na policzkach gorączkowo próbował przypomnieć sobie, jakie zasługi może przypisać swojej mamie. Najwyraźniej nie bardzo mógł, bo w końcu nie wytrzymał napięcia i wypalił: „A moja mama pracuje w pocie czoła!”.

I tak sobie przypomniałam, jak ostatnio w pocie czoła szukałam starego, pomarszczonego kasztana. Dostałam go od małej dziewczynki. Podeszła do mnie w parku, wyciągnęła w moją stronę dłoń i powiedziała: „To jest kasztan. Dla ciebie. Se go weź!”. To se go wzięłam. Tę dziewczynkę spotkałam raz w życiu. Kasztan noszę do dziś. A kiedy jest mi źle, szukam go w kieszeni i ściskam mocno w dłoni. Bo zawsze, bez względu na porę roku, ogrzewa. Bo nie tylko dziecięce słowa mają moc, mają ją także bezinteresowne dziecięce gesty.

Kiedy sir Ken Robinson, znakomity pisarz, a zarazem lider w dziedzinie kreatywności i innowacyjności, postanowił szukać inspiracji, zaczął jeździć po świecie, odwiedzając dzieci w szkołach i przedszkolach. Uważnie się im przyglądał. Ciekawiło go, jak postrzegają świat i co na jego temat mają do powiedzenia. W pewnej szkole wziął udział w lekcji rysunku. W jej trakcie do jednej z uczennic podeszła nauczycielka i zapytała, co rysuje. Uczennica, nie przerywając pracy, odpowiedziała: „Rysuję obraz Boga”. Na co nauczycielka rozbawiona stwierdziła: „Ale przecież nikt nie wie, jak wygląda Bóg”. Na co dziewczynka spokojnie odpowiedziała: „To za minutkę się dowie”.

Dlaczego zacytowałam tę rozmowę? Ponieważ jest w niej zawarta kwintesencja dziecięcości. A ta znosi wszelkie bariery i granice, które niczym zasieki pętają świeżość myślenia w naszej dorosłej głowie. Zapytałam kiedyś dzieci: „Kto z was najczęściej zabiera głos?”, i mała dziewczynka odpowiedziała: „Nikt nie zabiera, każdy ma swój”.

I wtedy pomyślałam sobie, że naszą wspólną odpowiedzialnością jest to, aby dzieci zawsze mogły mówić swoim głosem. Bo wtedy świat będzie nie tylko bardziej kreatywny, ale również lepszy, nie tylko słowotwórczo. ©

KATARZYNA STOPARCZYK jest dziennikarką, autorką książek dla dzieci oraz scenariuszy spektakli teatralnych. W radiowej Trójce stworzyła kultową audycję „Dzieci wiedzą lepiej”, współtworzyła także telewizyjny program „Duże Dzieci”. Obecnie prowadzi programy „Zagadkowa niedziela”, „Myślidziecka 3/5/7”, a także spotkania w ramach projektu „Zagadkowa Osiecka”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]