Reklama

Duńska baśń

Duńska baśń

22.06.2021
Czyta się kilka minut
Piłkarze na nowo zbratani z kibicami. Reprezentanci kraju, którym zależy na drużynie narodowej, mimo iż grają w niej niemal za darmo. Mężczyźni zrywający ze stereotypem Wikinga i ujawniający wrażliwą stronę swojej osobowości. Przyjaciele Christiana Eriksena pokonali Rosjan 4:1 i grają dalej.
Duńczyk Jusuf Poulsen przeskakuje nad Rosjaninem Magomiedem Ozdojewem w meczu Dania-Rosja, Kopenhaga, 21 czerwca 2021 r. / Fot. Martin Meissner / AP Photo / East News
Ż

Żaden z nich nie należy, mówiąc najdelikatniej, do najlepszych piłkarzy w Europie. Nawet gwiazda Christiana Eriksena, którego stracili w trakcie pierwszego meczu, podczas ostatnich dwóch sezonów zdawała się przygasać: najpierw myśląc o odejściu z Tottenhamu zagubił gdzie formę, która wcześniej kazała o nim myśleć jako o jednym z czołowych rozgrywających Premier League, a później w Interze ewidentnie nie pasował do koncepcji trenera Antonio Conte i lwią część walki tej drużyny o mistrzostwo Włoch przesiedział na ławce rezerwowych. Kaspar Schmeichel, owszem, bramkarzem jest solidnym - wczoraj udowodnił to po raz kolejny, zatrzymując nogą strzał Gołowina, ale gdzie mu do legendy ojca, który wygrywał Ligę Mistrzów z Manchesterem United. Kjaer, Poulsen, Hojbjerg, Christiensen… tak, nie są to nazwiska kibicowi piłki nieznane, ale  raczej nie rozpalają wyobraźni speców od wielkich transferów. Ich wartość rynkowa niewątpliwie wzrośnie po tych mistrzostwach, ale wciąż nie sposób ich zestawiać z piłkarzami, których najchętniej umieszczano na okładkach przedturniejowych przewodników.

Jednak to nie ze względu na pozycję finansową czy nawet sumę indywidualnych umiejętności kibicowaliśmy im w ciągu minionego tygodnia. Po tym, jak w inauguracyjnym meczu - przegranym 1:0 z Finlandią - najpierw musieli patrzeć, jak ich lider traci przytomność na boisku, później byli świadkami i uczestnikami dramatycznej akcji reanimacyjnej, w końcu zaś zostali zmuszeni do dokończenia gry po zaledwie dwugodzinnej przerwie, na ich kolejne spotkanie czekaliśmy z niepokojem i w napięciu. Pojedynek z Belgią był manifestacją solidarności z Eriksenem, przed jego rozpoczęciem na boisku rozścielono ogromną koszulkę z dziesiątką i nazwiskiem nieobecnego, a w dziesiątej minucie przerwano grę, by leżący w pobliskim szpitalu zawodnik mógł się przekonać na własne uszy, jak bardzo jest wspierany przez fanów także poza boiskiem - ale był też pojedynkiem, w którym Duńczycy musieli w końcu uznać wyższość faworyzowanego przeciwnika. Biegali do utraty tchu. Nie odpuszczali żadnego wślizgu. Raz za razem strzelali - a jednak przegrali 2:1 i wydawało się, że będą musieli pożegnać się z turniejem, mając po dwóch meczach zero punktów w tabeli.

Nic z tych rzeczy. Tym razem przed rozpoczęciem meczu z Rosją piłkarzy witano gigantyczną koszulką z napisem „Bohaterowie” - i po raz kolejny reprezentacja Danii zagrała naprawdę bohatersko. Już widzę, jak niejeden nieinteresujący się sportem Czytelnik wznosi w tym momencie oczy ku górze, zżymając się na nadużywanie przeze mnie określeń, które powinny być zarezerwowane dla kwestii poważniejszych niż jakiś tam futbol - a przecież mam poczucie, że ani trochę nie przesadzam i w gruncie rzeczy chciałbym namówić sceptyków, by rzucili okiem na powtórkę tego meczu. By sprawdzili, ile wślizgów i odbiorów zanotował grający z obandażowaną głową Hojbjerg. By zobaczyli, ile rajdów przeprowadzili jego koledzy - i jaką liczbą potrafili atakować rosyjską bramkę. Wypada od razu dodać: naciskanie rywala się opłaciło, to dzięki pressingowi na połowie Rosjan udało się odebrać piłkę i strzelić drugiego gola, a podobnych sytuacji w tym meczu było jeszcze więcej.


Czytaj także: komentarze, analizy i felietony Michała Okońskiego w specjalnym serwisie na mistrzostwa Europy


Piętą achillesową Danii w pierwszych spotkaniach turnieju była skuteczność: strzelali po 20 razy na mecz, a zdobyli tylko jednego gola. Zdarzały się im irytujące pudła - ale kiedy w końcu zaczęli trafiać, to każdy kolejny gol był piękniejszy. Wczoraj najpierw Damsgaard wykorzystał podanie Hojbjerga, uwolnił się od dość niechlujnego zresztą krycia dwóch Rosjan i strzelił zza pola karnego nie do obrony, późniejszy gol Poulsena był raczej efektem prezentu od przeciwnika, w końcu jednak potężne uderzenie Christiensena z dystansu wdarło się przebojem na listę najpiękniejszych bramek turnieju - a czwarte trafienie Duńczyków, po tańcu Maehle między piłkarzami Rosji, niewiele mu ustępowało. Skądinąd już po zakończeniu fazy grupowej można by napisać o tym, że jest to turniej wahadłowych - zawodników biegających po skrzydle od pola karnego do pola karnego w drużynach grających coraz modniejszym ustawieniem z trójką obrońców. Niezmordowany i świetnie dryblujący Maehle jest jednym z nich, ale oprócz niego zachwycaliśmy się jeszcze Niemcami Gosensem i Kimmichem, Włochem Spinazzolą czy Holendrem Dumfriesem…

Teraz jednak jest moment radości z awansu. Skłonne do przesady media już mówią o „duńskim dynamicie”, przypominając historię zespołu, który w 1992 roku sensacyjnie wygrał mistrzostwa Europy, choć zagrał w nich tylko dlatego, że UEFA w ostatniej chwili wykluczyła prowadzącą wojnę na Bałkanach Jugosławię. Porównanie jest efektowne, zdaje się odpowiadać ofensywnemu stylowi gry obecnej kadry (skądinąd jest to również turniej upływający pod znakiem ofensywnego stylu gry, dzięki Bogu), choć równocześnie wydaje się kompletnie niepotrzebne, bo ta drużyna pisze już własne dzieje i porównań nie potrzebuje - a jeśli to raczej takich, jak ze świata Hansa Christiana Andersena, gdzie niejedna historia zaczynająca się tragicznie znajduje zakończenie przynoszące radość i katarktyczne wręcz oczyszczenie. Gdzie po tamtym kręgu otaczającym ratowanego na boisku Eriksena, Duńczycy na zakończenie meczu z Rosją utworzyli kolejny - tym razem wokół telefonu, który pozwolił im sprawdzać wynik toczonego równolegle spotkania, niepewni jeszcze awansu. Łzy na ich twarzach, ich euforyczny taniec czy wskazujący na serce gest bardziej powściągliwego trenera Hjulmanda na wieść o tym, że wygrana Belgów z Finami daje im wyjście z grupy, pokazały, jak bardzo im zależało. „Motywacja, duch drużyny, przyjaźń między piłkarzami były czymś niezwykłym - mówił po meczu selekcjoner Duńczyków. - Jeśli ktoś tutaj zasługiwał na awans, to właśnie oni. Wydawało mi się to niemożliwe po tym, co przeszli”.

W następnej rundzie czekają Walijczycy - z pewnością zespół, z którym można powalczyć o ćwierćfinał. Niech ta baśń się jeszcze nie kończy.


Eurodostęp 2021 - oferta specjalna
https://www.tygodnikpowszechny.pl/sklep
Eurodostęp 2021 - oferta specjalna

Kup roczny dostęp do strony TygodnikPowszechny.pl i odbierz w prezencie książkę Michała Okońskiego "Światło bramki". Nie czekaj, oferta ograniczona! Sprawdź →

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

I faktycznie kłamliwych stereotypów nie powielać. To raczej żenada, a nie przedmiot chwały, że dawni Wikingowie stali się bezbarwni i bez wyrazu. Niemniej jednak ten duch Wikingów czasem jednak odżywa, i właśnie wtedy jeszcze stać ich na taki heroizm jak w tym meczu, choć w sumie to raczej Ruskie były beznadziejne.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]