Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Droga Pani Minister

Droga Pani Minister

18.02.2019
Czyta się kilka minut
Odezwa szefowej MEN o wzroście wynagrodzeń nauczycieli i o podnoszeniu jakości nauczania to nic innego jak płatna reklama w formie listu, a opublikowana na całych stronicach tygodników opinii („Do Rzeczy”, „Sieci”, „Wprost”) czy dzienników („Rzeczpospolita”, „Dziennik Gazeta Prawna”).
Szkoła podstawowa nr 340 przy ul. Lokajskiego w Warszawie, w której ponad 60 proc. kadry nauczycielskiej wzięło zwolnienia lekarskie. Zajęcia zostały odwołane. / Fot. Piotr Molecki/East News
Szkoła podstawowa nr 340 przy ul. Lokajskiego w Warszawie, w której ponad 60 proc. kadry nauczycielskiej wzięło zwolnienia lekarskie. Zajęcia zostały odwołane. / Fot. Piotr Molecki/East News
S

Szanowni Rodzice i Opiekunowie, zdajemy sobie sprawę z kluczowej roli i znaczenia nauczycieli w procesie edukacji Państwa dzieci, dlatego staramy się podnosić rangę i prestiż tego zawodu”. Tak rozpoczyna się ubiegłotygodniowy list minister Anny Zalewskiej. Mowa w nim o wzroście wynagrodzeń nauczycieli i o podnoszeniu jakości nauczania. „Wierzymy, że ­egzaminy przebiegną w przyjaznej i spokojnej atmosferze” – pisze też szefowa MEN, co brzmi jak aluzja do groźby nauczycielskiego strajku, który mógłby wiosenne egzaminy sparaliżować.

List można by uznać za przyjętą praktykę komunikacyjną. Tyle że odezwa szefowej MEN to nic innego jak płatna reklama w formie listu, a opublikowana na całych stronicach tygodników opinii („Do Rzeczy”, „Sieci”, „Wprost”) czy dzienników („Rzeczpospolita”, „Dziennik Gazeta Prawna”). Rodzice są więc nie tylko adresatami, lecz także płatnikami. „Z uwagi na optymalizację kosztów i szczególny charakter listu prosiliśmy redakcje o potraktowanie go inaczej niż jak na warunkach rynkowych (...) W niektórych tytułach upust wynosił nawet do 85 proc.” – informuje nas biuro prasowe MEN, nazywając list „misyjnym”.

Koszt łączny ogłoszeń to 64 tysiące złotych. ©℗

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Proszę Pana czym jest te marne kilkanaście tysięcy w porównaniu z ogromem wszechświata. Misja ważna rzecz, nie można skąpić. Ja to żyłem i edukowałem się w czasach! Książki, ubrania i wszystkie akcesoria szkolne dziedziczyłem po trójce starszego rodzeństwa, no i przekazałem jeszcze młodszemu bratu. On miał dobrze bo odsprzedawał te rupiecie za cukierki czy dropsy. Moje dzieciaki to już liznęły nowego, nic co po starszym zostało, młodszemu się do niczego nie zdało. Nawet od kolegów o rok wyżej odkupić podręczników się nie dało. Każda „ Pani” miała własnego dostawcę i wymagania. Teraz na wnuki pora, jazda jest niezła, chodzą na dwie zmiany. Trzy szkoły w gminie do likwidacji - już po wyborach. Jedne ćwiczenia w szkole, drugie w domu, książki w tornistrze, trochę to to waży, ale rodzice autkiem pociechy wożą - luzik. Nie wszystkie rodzice takie zaradne są, niektóre chodzą piechotą, lub autobusikiem śmigają. Spora gromadka przed mym domem paraduje - jakby z kamieniołomów wracali. Szczególnie te z drugiej zmiany. Jest coś dziwnego w tych dzieciakach. Wleką te torby na plecach zgarbione, nie gonią się, nie wygłupiają, nie brudzą w kałużach. Po prostu lezą mozolnie krok za krokiem. Jak sobie przypomnę cośmy robili w drodze do szkoły, to włos się jeży na głowie. A te dzisiejsze po prostu lezą i wpatrują się w swoje obuwie. Ciekawe nam rośnie pokolenie. Musowo list misyjny nauczycielom słać.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]