Reklama

Czeczeński thriller polityczny z Putinem w tle

Czeczeński thriller polityczny z Putinem w tle

w cyklu ROSYJSKA RULETKA
03.02.2022
Czyta się kilka minut
ROSYJSKA RULETKA | Ramzan Kadyrow zwalcza aktywność krytyków reżimu w internecie, stara się wziąć publikowane tam treści pod kontrolę, rozwija własne profile w popularnych mediach. Przegrywa jednak internetową wojnę o dusze Czeczenów.
Ludzie trzymają portrety czeczeńskiego przywódcy Ramzana Kadyrowa i rosyjskiego prezydenta Władimira Putina podczas wiecu z okazji Dnia Jedności Narodowej w Groznym, 4 listopada 2019 r. / FOT. AP Photo/Musa Sadulayev/AP/Associated Press/East News
P

Pomysł Władimira Putina na Czeczenię po wojnach i zamachu na prezydenta Achmata Kadyrowa w 2004 r. polegał na powierzeniu sytuacji w republice synowi Achmata, Ramzanowi. Kadyrow junior dostał wolną rękę – miał skończyć z separatyzmem, zlikwidować antyrosyjskie podziemie i zapewniać w wyborach federalnych odpowiednie wyniki Putinowi i partii Jedna Rosja. Kadyrow z nałożonych zobowiązań wywiązuje się z nawiązką, pobiera za to zresztą niemałe wynagrodzenie. Jak sam przyznał, otrzymuje z budżetu Federacji Rosyjskiej 300 mld rubli rocznie (dla porównania budowa Mostu Krymskiego kosztowała 227 mld rubli). Kadyrow wielokrotnie deklarował, że jest wiernym żołnierzem Putina. Prowadzi przy tym samodzielną politykę, na terytorium Czeczenii obowiązuje surowe prawo stanowione przez niego samego, a nie prawo Federacji Rosyjskiej. Krytycy i przeciwnicy reżimu są zwalczani i niszczeni. Właśnie rozgrywa się kolejny akt tego obfitującego w tragiczne epizody dramatu.

Polecenie: zastraszyć

Na celowniku Kadyrowa i jego ludzi znalazła się rodzina byłego sędziego Sądu Najwyższego Czeczenii, Saidi Jangułbajewa. Sędzia podał się do dymisji w 2015 r. Kadyrow przeprowadzał wtedy „reformę” sądu i pozbywał się wszystkich, co do lojalności których miał wątpliwości. Powodem nieufności Kadyrowa do sędziego była działalność jego syna. Ibragim Jangułbajew na swoim profilu w mediach społecznościowych zamieszczał krytyczne wypowiedzi o władzach republiki – w 2017 r. został zatrzymany pod zarzutem rozniecania wrogości między narodami i ekstremizmu, przesiedział w areszcie półtora roku. Gdy wyszedł, rodzina postanowiła opuścić Czeczenię i przeniosła się do Niżnego Nowogrodu w centralnej Rosji. Ibragim wyjechał jeszcze dalej. Drugi syn sędziego Abubakar, z wykształcenia prawnik, udzielał się jako obrońca praw człowieka w Komitecie Przeciwko Torturom.


ROSYJSKA RULETKA: CZYTAJ WIĘCEJ TEKSTÓW ANNY ŁABUSZEWSKIEJ >>>


Pod koniec grudnia 2021 r. w mieszkaniu Abubakara przeprowadzono rewizję, został przesłuchany, a następnie zwolniony. Nie czekając na rozwój wypadków, natychmiast wyjechał za granicę. Kilka dni wcześniej prawnik mówił o tym, że w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęło ostatnio kilkudziesięciu krewnych czeczeńskich blogerów. Kadyrow zwalcza aktywność krytyków reżimu w internecie, stara się wziąć treści tam publikowane pod kontrolę, sam rozwija własne profile w popularnych mediach. Przegrywa jednak internetową wojnę o dusze Czeczenów – wielu młodych blogerów (przeważnie mieszkających ze względów bezpieczeństwa poza Czeczenią) ma znacznie większą widownię niż władze republiki. I większą wiarygodność. Kadyrow stosuje więc wypróbowane bandyckie metody – próbuje zamknąć usta internautom: zatrzymuje członków rodzin jako zakładników i zastrasza samych blogerów.

20 stycznia czeczeńscy policjanci przyjechali do Niżnego Nowogrodu i zapukali do drzwi sędziego Jangułbajewa. Siłą wywlekli jego żonę Zaremę Musajewą i powieźli ją do Czeczenii. Oficjalnym uzasadnieniem zatrzymania była rzekoma konieczność dowiezienia kobiety w charakterze świadka w jakiejś sprawie o oszustwo w Groznym. Czeczeński sąd aresztował ją na dwa miesiące za stawianie oporu policjantom. 22 stycznia Saidi Jangułbajew z córką Aliją wyjechali z Rosji, obawiając się o swoje bezpieczeństwo.

Polecenie: zlikwidować

Głos w sprawie zabrał Kadyrow, ogłosił polowanie na Jangułbajewów: trzeba ich zatrzymać i ukarać, a „jeżeli będą się opierać, to zlikwidować jak pomocników terrorystów. Miejsce członków tej rodzinki jest albo w więzieniu, albo pod ziemią”. Dlaczego? Bo są związani z opozycyjnym kanałem 1ADAT (publikuje on m.in. materiały o ofiarach reżimu, o przestępstwach, jakich dopuszczają się ludzie Kadyrowa, głosi idee oddzielenia Czeczenii od Federacji Rosyjskiej), a w swoich wideoblogach obrażają świętości. Przez kolejne dni Kadyrow na swoich kontach w mediach społecznościowych zamieścił dziesięć wpisów na ten temat.

Następnie groźby pod adresem rodziny byłego sędziego sformułował deputowany Dumy Państwowej, bliski współpracownik Kadyrowa, Adam Delimchanow (kim jest i jakimi cieszy się przywilejami, pisałam kilka lat temu na blogu „17 mgnień Rosji”).

„Wiedzcie, że dniem i nocą, nie szczędząc swojego życia, majątku i potomstwa, będziemy was ścigać, aż utniemy wam głowy i zabijemy was. Jesteśmy wrogami, to nasza zemsta rodowa” – te słowa Delimchanow zamieścił 1 lutego na swoim profilu instagramowym. W jego ślady poszli inni czeczeńscy politycy, którzy złożyli przysięgę, że nie spoczną, póki nie dostaną w swe ręce Jangułbajewów. 2 lutego w centrum Groznego odbył się wiec (według oficjalnych danych wzięło w nim udział 400 tys. mężczyzn, co mało prawdopodobne, ale tłum był na pewno wielotysięczny). Uczestnicy rzucali na ziemię plakaty z wizerunkami Jangułbajewów, deptali je, bili kijami, palili.

Strach i porządki

Znamienna była reakcja rzecznika prasowego Kremla. Indagowany 2 lutego w sprawie wygłaszanych przez kadyrowców pogróżek Dmitrij Pieskow odparł, że to sprawa, którą powinna skomentować Jedna Rosja (Delimchanow jest jej członkiem) i Duma Państwowa… „My nie chcielibyśmy mieszać się do tego procesu” – powiedział. Ani słowa o tym, że to groźby karalne, które powinny być ścigane z mocy prawa. Z mocy prawa, a właściwie bezprawia ścigani są za to jako ekstremiści współpracownicy Aleksieja Nawalnego. Kadyrowa i Delimchanowa nikt ścigać nie zamierza. Taki putinowski porządek.

W nocy z 2 na 3 lutego służba prasowa władz Czeczenii zamieściła informację, że Kadyrow osobiście spotkał się z Putinem, by opowiedzieć mu o… sytuacji demograficznej w republice, walce z epidemią koronawirusa i realizacji projektów narodowych. Nazajutrz Pieskow potwierdził, że do spotkania na Kremlu faktycznie doszło, a władze federalne panują nad sytuacją w Czeczenii. Jeden z opozycyjnych komentatorów napisał: „Putin nie boi się Kadyrowa, on mu zazdrości”.


Czytaj także: Po 22 latach rządów prezydent Rosji jest owładnięty myślą o tym, jakie miejsce zajmie w historii. Jego działania napędza też poszukiwanie sposobu na utrzymanie władzy. Najdłużej, jak się da. Najlepiej – wiecznie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]