Reklama

Coś za coś

Coś za coś

09.03.2010
Czyta się kilka minut
Już dzisiaj w kioskach całkowicie nowy - Magazyn Literacki! Tekst Michała Pawła Markowskiego jest częścią tematu Magazynu: Może opowieści?, w którym zwracamy uwagę na powrót sensu opowiadania. W Magazynie także rozmowa z Rabihem Alameddine, tekst Briana Boyda o pochodzeniu opowieści i wiele więcej! Książki w Tygodniku - magazyn literacki
Rys. Wiesław Rosocha
"

"Żyjemy zanurzeni w opowieści, wciąż na nowo oceniając znaczenie przeszłych działań, antycypując wynik przyszłych zamierzeń, umieszczając się na przecięciu wielu jeszcze nie zakończonych historii."

Peter Brook, "Reading for the Plot"

"Przypatrywaliśmy się czekając cierpliwie - nic innego nie można było robić aż do końca przypływu; lecz dopiero po dłuższym milczeniu Marlow rzekł wahająco: - Pamiętacie pewno, koledzy, że byłem czas jakiś marynarzem na słodkich wodach - i wówczas wiedzieliśmy już, że jest nam sądzone, nim zacznie się odpływ, wysłuchać jednej z rozlicznych przygód Marlowa, nie doprowadzających do żadnej konkluzji.

- Nie chcę nudzić was długo tym, co spotkało mnie samego - zaczął zdradzając tą uwagą słabość właściwą wielu gawędziarzom, którzy tak często zdają się nie wiedzieć, co ich słuchaczy najbardziej interesuje - lecz aby zrozumieć wpływ, jaki to na mnie wywarło, musicie wiedzieć, jak się tam znalazłem, co zobaczyłem, jak popłynąłem w górę rzeki aż do miejsca, gdzie spotkałem się po raz pierwszy z tym nieborakiem".

Tak zaczyna się opowieść - jedna z rozlicznych - Marlowa, która dotyczyć będzie dramatycznego spotkania z Kurtzem, w "Jądrze ciemności" Josepha Conrada.

Scena jest typowa: marynarze siedzą znudzeni, jeden zaczyna opowiadać, wszyscy słuchają. "Więź morza - powiada narrator, który za chwilę pozwoli opowiadać Marlowowi - nie tylko że nie pozwalała, abyśmy o sobie zapomnieli w czasie długich okresów rozstania, ale uczyła nas wzajemnej pobłażliwości dla naszych opowiadań, a nawet poglądów". Nie ma opowiadania bez wspólnoty, która decyduje się zawiesić swoje poglądy i swoje opowieści, by wysłuchać tego, który właśnie wysuwa się na plan pierwszy, jak w jazzowej sesji. Marlow opowiada, a gdy kończy - po wielu godzinach - dla wszystkich kończy się jakiś świat, w którym nie było miejsca na nic innego poza opowieścią. "Marlow umilkł i siedział na uboczu, niewyraźny i milczący, w pozie zadumanego Buddy. Nikt się nie poruszył przez jakiś czas". Trzeba przejść do własnego życia, trzeba zapomnieć o opowieści, trzeba zadowolić się brakiem konkluzji. "Straciliśmy początek odpływu - rzekł nagle dyrektor". No cóż, coś za coś.

Spółka

W najnowszym filmie Terry’ego Gilliama, "Imaginarium of Doctor Parnassus", tytułowy bohater trafia do fantastycznego miejsca, w którym słychać monotonny szum mnisiej mowy. Opowiada swojemu rozmówcy - a jest nim Diabeł grany przez Toma Waitsa - że świat istnieje tylko dzięki opowieściom. Gdy mowa, za sprawą Złego, na moment cichnie, a świat mimo to nie wali się w gruzy, Doctor Parnassus z niewzruszoną miną powiada: "widocznie opowiadają także gdzie indziej". To przekonanie, że świat trzyma się dzięki opowieściom, jest równie stare jak przekonanie, że miłość wszystko zwycięży, i choć często wątpimy w to drugie, to jednak wierzymy, że świat bez nałożonej nań narracji zapaść się musi w bezkształt. Wierzymy, że jesteśmy i świat jest o tyle, o ile opowiadamy i opowiadamy, dlatego, że jesteśmy. Czym jednak jest opowiadanie? Co to znaczy opowiadać? I czy rzeczywiście opowiadanie osadzone jest na istnieniu?

Nie, opowiadanie osadzone jest na wymianie. Opowiadać bowiem to przede wszystkim nawiązywać transakcję wymienną, w której opowiadanie odgrywa rolę towaru. Ten, kto opowiada, ma wartościowy towar, który chce wymienić na coś innego. Opowiadający kupują swoimi opowieściami czas, podziw, ciekawość słuchaczy, co oznacza, że opowieść warta jest kawałka życia słuchaczy, którzy chętnie się go pozbędą za paciorki zręcznie połączonych słów.

Nie trzeba większego wysiłku, by dowieść, że istnieje historyczny związek między opowiadaniem a handlowaniem. Życie dawnych bajarzy i dawnych kupców opierało się na tej samej zasadzie: wędruje się od miejsca do miejsca, by znaleźć nowych miłośników tego samego towaru, niezależnie od tego, czy będzie to pięknie tkane sukno, czy pełna barwnych wątków opowieść o miłości, zdradzie, zabójstwie i ocaleniu. Kiedy mówimy z uznaniem o "pięknie utkanej historii" czy o "snuciu opowieści", to wracamy do czasów, w których nie było różnicy między tkaniną a opowieścią: obydwie dawały się dobrze sprzedać i obydwie były niezbędne do życia.

Jeżeli życie, lub przynajmniej jakąś jego część, sprzedaje się za opowieść, to znaczy, że opowieść i życie muszą mieć podobną wartość, gdyż inaczej transakcja nie byłaby możliwa. Z drugiej jednak strony, transakcja nie byłaby możliwa, gdyby życie i opowieść były tym samym. Tak jak pieniędzmi płaci się za to, co pieniędzmi nie jest, tak i życie jest walutą, za którą można opowieść kupić, ale ono samo opowieścią być nie może. Jeżeli więc opowieść ma ścisły związek z życiem, lecz sama życiem nie jest, to czym może być? Opowieść nie jest samym życiem, lecz zawiesza życie, podobnie jak zawieszają życie dwie jego zawzięte konkurentki: rozkosz i śmierć. W opowiadaniu nie chodzi o życie tych, którzy opowiadają, ani o życie tych, którzy słuchają. Chodzi o coś całkiem innego. Wątpliwe wybawienie muzułmańskich dziewic

Opowieść zaczyna się tak: król Szachrijar okrutnie zawiódł się na swojej żonie, która pod jego nieobecność zdradzała go z niewolnikiem. Zawiódł się także na żonie swego brata, która także okazała się niewierna. Z zemsty do kobiet, które w jego oczach nie umieją nie tracić honoru, każdej nocy brał za żonę dziewicę, którą po pozbawieniu czci zabijał o świcie, by nigdy już więcej nie mogła go zdradzić. Kiedy już zabrakło dziewic w mieście (albowiem wszyscy mieszkańcy w popłochu uciekli przed tak okrutnym władcą), król wezwał wezyra, by ten sprowadził mu nową ofiarę. Wezyr zasromał się wielce, albowiem w grę wchodziły już tylko jego dwie córki: Szeherezada i Dunjazada. Ta pierwsza ochoczo zgodziła się na wizytę u króla. "Na Allacha, ojcze, wydaj mnie za króla. Albo zachowam życie, albo stanę się wybawieniem dla dziewic muzułmańskich i ocalę je przed królem". Logika "albo-albo", jaką stosuje Szeherezada, wydaje się dziwna: poza dwiema córkami wezyra nie ma już żadnej dziewicy w mieście, którą król mógłby pozbawić głowy, więc ich wybawienie nie wchodzi w rachubę. Gdyby Szeherezada została stracona, pozostałaby tylko Dunjazada, a gdyby i tę ścięto, król musiałby i tak odstąpić od swego krwawego zwyczaju, nie dlatego, że nie chciałby tego robić, lecz dlatego, że zabrakłoby w mieście smukłych szyj pasujących do topora. Śmierć Szeherezady nie przyniesie wybawienia dziewicom muzułmańskim, albowiem ich już nie ma. Trudno zaś wybawiać kogoś, kogo nie ma. Innymi słowy, albo Szeherezadzie uda się przechytrzyć króla (i wtedy król przestanie ścinać głowy dziewic), albo zginie wraz z siostrą (i wtedy król także przestanie ścinać głowy dziewic, choć z innego powodu). W obu przypadkach król nie będzie zabijał dziewic, co skądinąd jest bardzo pożądane.

Musi więc Szeherezadzie chodzić o coś innego. O co?

Rozkosz, władza i emancypacja

Szeherezada przybywa do pałacu króla. Król pozwala jej zawołać siostrę, która spełnia w tej historii kluczową rolę. Gdy król pozbawia dziewictwa Szeherezadę, siostra, która siedzi w tym czasie przy łóżku, prosi ją, by opowieścią skróciła bezsenne godziny do świtu, kiedy to zwykle odbywała się dekapitacja. Król udziela zgody i robi to nie z innego powodu tylko z nudów i bezsenności, a trzeba wiedzieć, że bardzo lubi - jak to król - opowieści. W ten sposób Szeherezada odsuwa od siebie groźbę utraty głowy. Literatura ratuje jej życie.

Kiedy Szeherezada opowiada okrutnemu królowi zbawienne historie, to zawiera tym samym transakcję szczególnego rodzaju. Ja opowiem ci historię, ale ty mnie nie zabijesz, kiedy zaspokoisz już swoje żądze i pozbawisz mnie dziewictwa. Ja ci daję opowieść, ty mi dajesz moje życie, którego bym już nie miała, gdyby nie moja opowieść. Dziwna to transakcja. Cóż tu się bowiem wymienia? Wymienia się opowieść na życie, co oznacza, że bez opowieści nie ma życia. Gdyby Szeherezada nie opowiadała, straciłaby głowę. Opowiada więc, podtrzymując ciekawość swoich słuchaczy, i jak długo opowiada, tak długo żyje. I odwrotnie: jak długo żyje, tak długo opowiada.

Nie pozwólmy jednak, by ten życiodajny kontrakt przesłonił nam wszystkie niuanse sceny w pałacu króla. Przede wszystkim trzeba zauważyć, że Szeherezada, w jakiej nie byłaby sytuacji, nie opowiadałaby sama z siebie, gdyż opowieść musi zostać wywołana, wyproszona. Nikt nie opowiada sam z siebie, opowieść jest zawsze dla kogoś i jest zawsze odpowiedzią na żądanie, nie rodzi się w ludzkiej próżni. Ciekawe jednak, że choć opowieść będzie skierowana do króla, to jednak nie król może ją wywołać, lecz ktoś trzeci, kto rozerwie splot władzy i rozkoszy, jakimi spętani są król i Szeherezada.

Po drugie bowiem, opowieść jest zamiast rozkoszy: po zabraniu dziewictwa Szeherezadzie bezsenny król chętnie posłucha opowieści, albowiem wybawia go ona z kłopotliwego milczenia, jakie zapada, gdy rozkosz ustaje. Przynajmniej rozkosz cielesna, bo choć prawdą jest, że rozkosz cielesna wyklucza mówienie, to nieprawdą, że mówienie wyklucza rozkosz. Jeśli rozkosz cielesna była udziałem króla, to rozkoszą mówienia zostanie obdarzona Szeherezada. W ten sposób role się zmieniają: król z władcy staje się poddanym, a Szeherezada z przedmiotu królewskiej chuci staje się podmiotem przejmującym władzę. Opowiadanie jest dla niej jedyną szansą emancypacji. Pamiętajmy jednak: wezwanie do opowieści (a więc i do emancypacji) musi przyjść skądinąd. Szeherezada opowiada, przymuszając króla do słuchania, gdyby jednak umiała zrobić to sama, siostra byłaby jej do niczego niepotrzebna.

Cudze i własne

Szeherezada ma w swoich ustach ocalające narzędzie - opowieść. Ta jednak - co trzeba koniecznie podkreślić - nie należy do niej. Córka wezyra za swoje życie chce zapłacić cudzymi słowami. Jej opowieści nie są jej opowieściami. "Szeherezada znała księgi i kroniki, podania o życiu starożytnych królów i opowieści o żyjących niegdyś ludach. Mówiono, że zgromadziła ona tysiąc ksiąg związanych z dziejami wcześniejszych pokoleń i królów minionych czasów, a także o poetach". Jak mówi przekład Richarda Burtona, była ona "well read and well bred", co w wolnym tłumaczeniu można by oddać jako "nafaszerowana tekstami". Z kolei w przekładzie Gallanda, który w XVIII wieku rozsławił w Europie "Księgę tysiąca i jednej nocy", czytamy, że Szeherezada "czytała bardzo dużo i miała tak cudowną pamięć, że nie umknęło jej nic z tego, co przeczytała".

Szeherezada za to, co należy tylko do niej (własne życie), płaci tym, co należy do kogoś innego (albo do wszystkich i do nikogo), a więc - wydawałoby się - oszukuje, jak Odyseusz, który Polifemowi przedstawił się jako "Nikt". Oszustwo to jest zbawienne, albowiem daruje jej życie, choć - wydawałoby się - dzieje się to za cenę utraty z własnej osobowości, z własnego charakteru, własnego "ja". Szeherezada nie mówi o sobie, lecz opowiada historie z życia dżinów, kupców, wezyrów, którzy także pozwalają opowiadać innym osobom, tworząc wielopiętrowe konstrukcje narracyjne, znane pod nazwą "opowieści szkatułkowych". W tej szkatułce chowa się sama, jak przecudna dziewczyna, zamknięta przez okrutnego dżina w szkatułce na dnie morza, w opowieści rozpoczynającej "Księgę tysiąca i jednej nocy". Ale można powiedzieć także inaczej: to dzięki obcym słowom i obcym postaciom może najbardziej być sobą.

Siła perswazji

Pamiętamy, że król zgodził się na opowieść Szeherezady z nudów, chcąc wypełnić czas oczekiwania na egzekucję. Nie przewidział jednak, że opowieść ta wydłuży się do trzech lat. W jednym z rękopisów (a trzeba wiedzieć, że historia powstawania i redagowania "Księgi" jest równie zawikłana, jak losy jej bohaterów) czytamy, że król znudził się w końcu opowieściami Szeherezady i wezwał straże, by wreszcie cokolwiek spóźniona egzekucja się odbyła. I wtedy Szeherezada wymusza na królu spełnienie jednego życzenia. Gdy król się godzi, Szeherezada wzywa troje dzieci, które zdołała w międzyczasie urodzić królowi (nie gubiąc oczywiście wątku), i dzięki ich obecności stara się zmiękczyć serce władcy. Król rzeczywiście mięknie i nie tylko rezygnuje z egzekucji, ale czyni z Szeherezady - matki swoich dzieci - królową. I oczywiście żyją długo i szczęśliwie.

Zakończenie, w którym Szeherezada musi odwołać się do sumienia ojca swoich dzieci, by ocalić życie, kiepsko świadczy nie tyle o jej sztuce opowiadania, co o sztuce kompozycji redaktorów "Księgi". O wiele bardziej przekonujące wydaje się inne zakończenie, obecne w wielu rękopisach (choć nieobecne w polskim tłumaczeniu). Otóż, król nie ścina Szeherezady nie z powodu litości, lecz dlatego, że słuchając przez trzy lata jej opowieści zmienił się na tyle, by uznać skazywanie swoich żon na śmierć po nocy poślubnej za niezbyt dobry pomysł. A uczynił to wyłącznie pod wpływem opowieści. Król rozumie, że postępował niegodnie, żeni się z Szeherezadą, która pozwoliła mu przejrzeć na oczy, a swemu bratu oddaje Dunjazadę, po czym obie pary żyją razem długo i szczęśliwie, a opowieści Szeherezady zostają spisane w trzydziestu tomach.

Które zakończenie lepsze? Nie ma wątpliwości, że drugie, gdyż tylko ono oddaje honor potędze opowieści, która potrafi przemieniać nawet despotyczne charaktery. Opowieść jest budująca, gdy fikcja dotyka rzeczywistości, nie jest natomiast, gdy zaczyna nudzić. Nuda odziera wszelką opowieść z jej przemieniających właściwości. A gdy opowieść nikogo nie przemienia, nikogo nie dotyka, to po co jej słuchać?

Za dużo rozkoszy

Kluczowe pytanie: dlaczego Szeherezada przemieniła serce króla? Wiemy: bo zrozumiał, że źle postępował. Ale dlaczego to zrozumiał? Odpowiadając na to pytanie, odkrywamy sekret opowieści. By go wyjaśnić, musimy raz jeszcze odsłonić związki opowiadania z życiem.

Powiada się, że opowiadanie należy do istoty człowieka. Jak pisze Roland Barthes, "opowiadanie narodziło się wraz z historią ludzkości; nie ma ani nigdzie nie było społeczeństwa nieznającego opowiadania. (...) Opowiadanie drwi sobie z dobrej czy niedobrej literatury; międzynarodowe, ponadczasowe, ogólnokulturalne, jest zawsze obecne, jak życie". Co więcej, jak widzieliśmy, dzięki opowiadaniu można życie ocalić.

Paradoks jednak polega na tym, że kiedy wkraczamy w krąg opowieści, zawieszamy na moment swoje życie. Kto opowiada i kto słucha, nie robi wtedy nic innego, nie żyje swoim własnym życiem, a kiedy żyje, to w cieniu słuchanej opowieści. Można słuchać i jeść, lecz jedzenie traci smak w słuchaniu, można słuchać i prowadzić samochód, ale nie jest to bezpieczne. Opowiadanie wyrywa z zatrudnień dnia codziennego i przenosi nas gdzie indziej. Powiadają antropologowie, że dokładnie taką samą funkcję spełnia zabawa i gra: wyrzuca nas poza świat obowiązków i konieczności, i obdarza swobodą, której nie mamy na co dzień. Wedle słynnego zdania Friedricha Schillera, "człowiek bawi się tylko tam, gdzie w całym znaczeniu tego słowa jest człowiekiem, i tam tylko jest pełnym człowiekiem, gdzie się bawi".

Byłożby więc opowiadanie grą czy zabawą, która nie ma żadnego celu poza sobą samą, która się spełnia w samym akcie opowiadania, jak taniec spełnia się w samym akcie tańca? I czy dlatego człowiek jest człowiekiem, że opowiada? Czy rozkosz czerpana z opowieści nie ma żadnego odniesienia do świata, jak seks pozbawiony prokreacji, jak muzyka, która wywołuje dreszcze? Gdyby tak było, król Szachrijar nigdy nie darowałby życia Szeherezadzie, chyba że - jak wielu z nas - uznałby, że trzy lata rozkoszy to naprawdę za dużo. Ale czy - z drugiej strony - król nie dlatego darował życie Szeherezadzie, że uznał jej człowieczeństwo, skoro opowiadać to być w pełni człowiekiem? Dużo tu pytań postawionych tak prostej - wydawałoby się - historii.

My jako inni

Innej, bardziej przekonującej odpowiedzi dostarcza Arystoteles. Wprawdzie w swojej "Poetyce" pisze o tragedii, to jednak pamiętajmy, że w teatrze greckim przede wszystkim opowiadano historie. W jakim celu? By wywołać litość i trwogę, a dzięki temu wywołać oczyszczenie. Katharsis to termin medyczny: sztuka jest lekarstwem na choroby duszy. Opowiadanie historii pozwala doświadczyć tego, czego zazwyczaj nie doświadczamy, albowiem pozostajemy zbyt ściśnięci własnym życiem. To życie innych jest pokazane na scenie i płaczemy nad losem nie naszym, lecz czyimś. Tym samym jednak płaczemy także nad sobą, albowiem rozpoznajemy w opowiadaniu samych siebie. O tym, że mąż Szeherezady był chory na duszy, nie trzeba nikogo przekonywać. O tym, że Szeherezada znała na tę chorobę lekarstwo - także.

Dlaczego więc opowiadamy? Bo próbujemy innego życia, korzystając z ułatwienia, jakie daje fikcja. Uczestniczymy w innym świecie, by spróbować, czy jest w nim miejsce dla nas. Nie ma prostszego sposobu na poszerzenie obszaru naszego życia niż fikcyjne opowiadanie (teatralne, filmowe, literackie), którego fikcyjność nie tylko nie podważa jego ważności, ale ją wzmacnia. Najważniejsze bowiem jest to, że za każdym razem, gdy słucham czyjejś opowieści, mogę być kimś innym, mogę przestać być sobą i wejść w inną skórę, bez czego - tak mi się wydaje - życie w ogóle nie jest możliwe. Dlatego nikt - poza paranoikami - nie opowiada niczego sam sobie i potrzebuje do tego słuchaczy. Ale też nikt, tak naprawdę, nie opowiada wyłącznie własnych historii, nawet jeśli niczego nie zmyśla. Opowiadając zanurzamy się w morzu opowieści, które zawsze już jest przed nami, wokół nas, w nas. Zabijamy smoka albo budzimy królewnę ze snu za każdym razem, gdy otwieramy usta, by opowiedzieć o udanych zakupach.

Wreszcie mnie posłuchaj!

W ten sposób zataczamy koło i wracamy do transakcji handlowej, od której wyszliśmy. Dzięki opowiadaniu kupujemy coś, czego nie mamy: inne życie, życie w innej postaci, pod innym imieniem. I jest to zakup bezcenny. Szeherezada ocaliła życie, albowiem król pojął dwie ważne rzeczy. Po pierwsze, że ktoś, kto umie wyobrazić sobie życie innych ludzi i o tym opowiedzieć z przejęciem, musi wiedzieć wiele o życiu, więc nie opłaca się go zabijać. Po drugie, że udział w życiu innych ludzi, nawet jeśli jest ono tylko opowiedziane, pozwala lepiej zrozumieć samego siebie. Rozumiemy siebie nie dzięki introspekcji, lecz dzięki innym ludziom, poprzez których możemy choć przez chwilę na siebie popatrzeć. Gdy król polegał na sobie - ścinał swoje żony. Gdy tylko zaczął słuchać opowieści o innych, miecz zawisł w powietrzu, a kiedy opowieść Szeherezady, utkana z tysięcy ludzkich przygód, dobiegła końca, życie króla zmieniło się nie do poznania. Trzeba swoje życie wymienić na coś innego, żeby życie miało sens. Nie chodzi tu jednak o podpisywanie diabelskiego cyrografu. Wystarczy zgoda na czyjąś opowieść. Król wysłuchał Szeherezady i łaskawy duch opowieści zmiękczył jego serce. Szeherezada opowiedziała swojemu mężowi tysiąc opowieści i on ją pokochał.

No cóż, coś za coś.

MICHAŁ PAWEŁ MARKOWSKI jest profesorem na Wydziale Polonistyki UJ oraz Hejna Family Chair in Polish Language and Literature na University of Illinois w Chicago. Dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Literatury im. Josepha Conrada. Ostatnio opublikował podręcznik "Polska literatura nowoczesna. Leśmian, Schulz, Witkacy" oraz zbiór esejów "Życie na miarę literatury".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teoretyk literatury, eseista, krytyk literacki, publicysta, tłumacz, filozof. Dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Literatury im. Josepha Conrada w Krakowie. Stefan and Lucy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]