Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Niebezpieczny precedens

Niebezpieczny precedens

16.11.2015
Czyta się kilka minut
W Krakowie ma się zacząć ­kontrrewolucja kulturalna: grupa prawicowych działaczy pod kierunkiem fotografa Stanisława Markowskiego, przy wsparciu radnego PiS i prezesa Klubu „Gazety Polskiej” Ryszarda Kapuścińskiego, zbiera podpisy pod petycją o odwołanie Jana Klaty z funkcji dyrektora Starego Teatru. Wniosek ma zostać przedłożony nowemu ministrowi kultury, prof. Piotrowi Glińskiemu.
Próba prasowa spektaklu "Termopile Polskie" w reżyserii Jana Klaty na scenie im. Jerzego Grzegorzewskiego we Wrocławskim Teatrze Polskim Na zdjęciu Jan Klata / Fot. PAP/Maciej Kulczyński
D

Dlaczego dyrektor, za którego kadencji widownia jest pełna (październikowa frekwencja: 96 proc., przez dwa lata sprzedano w sumie 100 tys. biletów), a spektakle są regularnie nagradzane, ma zostać odwołany? Bo linia programowa teatru jest „antypolska i antykatolicka”, co przez tę samą grupę Polaków-katolików zostało zauważone już dwa lata temu, przy okazji zawierającego sceny symulowanej kopulacji spektaklu „Do Damaszku”, a potwierdziło się w ubiegłym roku, gdy w Starym pokazywano zapis wideo bluźnierczego przedstawienia „Golgota Picnic”. W obydwu przypadkach grupa dzielnie broniła krakowian przed zgorszeniem (i to opłacanym z pieniędzy podatników): czy to gwiżdżąc i krzycząc „Hańba” podczas spektaklu, czy to własnymi ciałami blokując wejście do teatru.


CZYTAJ TAKŻE: 

Felieton Jana Klaty: Życie to nie teatr. Ponoć życie to sport. Nie wiem jaki, co prawda (pewnie jakiś wytrzymałościowy), ale sport. Dlatego boli, kiedy ktoś gra nie fair.


Najnowsza akcja została zapowiedziana na portalu „Polonia Christiana”. W artykule znalazły się liczne cytaty z Markowskiego, m.in.: „Problem Starego Teatru to początek drogi. Bo w Polsce jest więcej scen narodowych, które wymagają zmian. Z pewnością jednak powodzenie krakowskiej akcji stworzyłoby precedens, który ułatwiłby kolejne działania”. Należałoby dodać, że w Polsce jest więcej nie tylko scen narodowych, ale i sporo muzeów narodowych; nie zapominajmy też o dotowanych przez państwo operach i operetkach. O Polskim Instytucie Sztuki Filmowej, który miałby finansować filmy budujące „pozytywny mit” polskiej historii, przypomniał już niedawno znany teoretyk kina i krytyk filmowy, senator prof. Jan Żaryn.

Przed nowym ministrem kultury stoi więc pierwszy sprawdzian. Pytany w piątek 13 listopada przez „Gazetę Wyborczą” o stanowisko w sprawie Klaty, Gliński nie potrafił odpowiedzieć: „Nie znam sprawy, nie mam opinii w tej kwestii. To za wcześnie, by o niej rozmawiać. Nie jestem jeszcze ministrem”. Dzisiaj ministrem już jest, ale o polityce kulturalnej, którą chciałby prowadzić, nie wiadomo jeszcze nic (znane są tylko okrągłe deklaracje); wiadomo natomiast, że zasiada w radzie Fundacji Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga Przeciw Zniesławieniom, która zasłynęła protestami przeciwko „Idzie” Pawła Pawlikowskiego.

Pozostaje wyrazić nadzieję, że nowy minister nie będzie kierował kulturą tak, jak chciałaby FRDIPLPZ, Jan Żaryn i „Polonia Christiana”. Po profesorze socjologii trudno wprawdzie spodziewać się szczegółowej znajomości zagadnień współczesnej kultury, ale można oczekiwać, że pamięta, czym jest i do czego prowadzi państwowa cenzura.©℗

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kalina Błażejowska
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

nie powinny dziwić, bo mamy wolność, prawda? Ale już decyzja ministra nie powinna być ich pokłosiem (sic!). A na pewno nie powinna iść wbrew obyczajowi teatralnemu. Pytanie tylko (co do artykułu) czy budowanie komentarza na tezie "bo jest frekwencja" ma sens. Otóż nie ma. Nie tylko dlatego, że dyr. Klata sprzedaje też bilety po 20-30 zł.

--------Pozostaje wyrazić nadzieję, że nowy minister nie będzie kierował kulturą tak, jak chciałaby FRDIPLPZ, Jan Żaryn i „Polonia Christiana”.--------Ani tak jak chcieliby np. ludzie kultury "podłączeni" nie tak dawno do Palikota czy Tygodnik Powszechny i Gazeta Wyborcza. Cenzura jest niedobra, ale przecież poprawność polityczna jest jej cioteczną siostrą (miewającą niebezpieczne ciągoty) zaś aksamitna dyktatura, bez względu na polityczno-społeczne pochodzenie, to również nic dobrego. A czy Bogdan Zdrojewski miał nieporównanie większe predyspozycje i talenty na ministra kultury, niż prof, Gliński?

Pewnie gdyby były pokazy stripteasu w tej cenie co obecnie bilety do Starego Teatru, to również frekwencja byłaby 100%. Czy to świadczy o tym, że frekwencja jest głównym czynnikiem decydującym o wyborze kierownictwa teatru? I jak to się ma do zarzutów, publikowanych w Tygodniku Powszechnym przeciwko TVP - że obniża poziom kosztem oglądalności. W TV wysoka oglądalność ma nie być czynnikiem zarządzania, a w teatrze już ma być?

Krytyka Starego Teatru jest krytyką ideologiczną, a nie artystyczną, tak czyniły wszelkie totalitaryzmy z lubością zarzucając "demoralizację" wszystkim niewygodnym im czynnikom. Kwestia TVP z tym wątkiem jest nie związana, zatem analogia podwójnie chybiona. Fakt braku konsekwencji w argumentowaniu redaktorów "TP" nic nie wnosi do rozmowy o kondycji Starego Teatru ;p ps. striptiz też może być sztuką, ale ten kraj jeszcze do tego nie dorósł, póki co to ciągle niezdrowa sensacja, ma się czasem wrażenie, że w tym kraju nikt nagiego człowieka nie widział, hmmmm... a może nie widują?

Napiszę, żeby uratować nasze plemię przed kompromitacją. I nie tylko w lustrze widziałem :) Przypomniałem sobie wesołe pogadanki z kilkuletnią córką o ludzkiej płciowości, w których potężne wsparcie uzyskałem w edukacyjnej książeczce ilustrowanej rysunkami Andrzeja Mleczki. Mam nadzieję, że wówczas nikt nie prześladował znanego rysownika za szerzenie pornografii - o zgrozo - wśód milusińskich. Po ostatnich wydarzeniach mam pewność, że nakład wspomnianej książeczki był stanowczo za niski :)

Wydaje mi się, że instytucje te są jednak powiązane, choćby poprzez dofinansowanie pieniędzmi podatników. Jeśli budżetowa kasa ma służyć "misji" w TV, to dlaczego już w teatrze tej "misji" nie musi służyć? Co do nagości, to dziś jest ona dostępna po 2 kliknięciach, nie ma potrzeby jej pokazywania w teatrze. A już na pewno nieuzasadniona, sensacyjna nagość nie jest "misją", na jaką powinny być wydawane środki publiczne.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]