Reklama

Ludzie kontra długi

Ludzie kontra długi

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
22.04.2021
Czyta się kilka minut
Czy można pożyczyć 1,2 tys. zł – spłacić łącznie 32 tys. zł i mieć ciągle 23 tys. długu? W Polsce, niestety, można.
Rafał Woś / FOT. GRAŻYNA MAKARA
R

Rok 2004. W Krakowie (a konkretnie w Nowej Hucie) pewna pani pożycza w parabanku 1 200 zł. Aby dostać pieniądze, kobieta musi zaakceptować „regulamin”. Jest w nim napisane, że za każdy dzień zwłoki odsetki będą wynosiły 1 proc. pożyczonej kwoty. Za udzielenie kredytu pożyczkodawca inkasuje jednorazowo 300 zł.

Zabezpieczeniem pożyczonych pieniędzy jest weksel in blanco. Do wystawienia weksla nie potrzeba żadnych urzędowych blankietów ani notariusza. Wystarczy kartka papieru i podpis dłużnika. Tak powstaje papier wartościowy, będący bezwarunkowym przyrzeczeniem zapłacenia określonej w nim sumy. Jeśli w momencie podpisywania weksel nie ma kwoty do zapłaty, jest to właśnie weksel in blanco. Takie weksle bywają stosowane przez przedsiębiorców. Nagminnie stosowano je też w branży lichwiarskiej, zwłaszcza w jej „złotych latach”, czyli w pierwszej i na początku drugiej dekady XXI wieku. Szacuje się, że wówczas ok. jednej piątej polskiego społeczeństwa musiało mniej lub bardziej regularnie łatać problemy z finansową płynnością przy pomocy wysokooprocentowanych krótkoterminowych kredytów. Zwanych przez jednych pieszczotliwie „chwilówkami” – przez innych zaś biblijnie „lichwą”.

Wróćmy jednak do Krakowa. Kobieta nie spłaciła pożyczki w terminie. Pożyczkodawca – jak to zwykle jest i było praktykowane – trochę dług podhodował (to znaczy pozwolił mu urosnąć), po czym przystąpił do działania. W 2006 roku kobieta została wezwana do wykupienia weksla opiewającego na kwotę 10 663 zł. Nie wykupiła, więc sprawa trafiła do sądu. W 2007 roku sąd rejonowy w Krakowie „przyklepał” dług, uznając tym samym jego ważność. Stało się to pomimo faktu, że w 2006 roku weszła w życie ważna ustawa antylichwiarska, a jej celem było ustanowienie górnej granicy odsetek, których można się domagać od dłużnika. 

Wtedy do gry wkroczył komornik, który rozpoczął egzekucję wierzytelności. Jak wynika z oficjalnych danych, do 2019 roku ściągnięto z dłużniczki łącznie kwotę w wysokości 32 663 zł. Nie oznaczało to jednak wcale jej wyjścia z długu. Cała szacowana opłata egzekucyjna to bowiem ponad 55 tys. zł.


Czytaj także: Rafał Woś: Długi trzeba darować


W połowie kwietnia tego roku Sąd Najwyższy rozpatrzył tzw. skargę nadzwyczajną właśnie w sprawie tych 1,2 tys. zł, z których w wyniku nielegalnych już dziś (ale legalnych wtedy) zapisów zrobiło się 55 tys. Skarga nadzwyczajna to ów nowy, wprowadzony przez rząd PiS mechanizm prawny, który umożliwia Prokuratorowi Generalnemu (oraz Rzecznikowi Praw Obywatelskich) kwestionowanie dawnych wyroków sądowych. Wielu krytyków przestrzegało, że podmyje to zaufanie do polskiego państwa prawa i wywoła chaos. Dotychczasowe doświadczenia tego nie potwierdzają. Pozwalają za to wrócić do takich spraw, jak ten krakowski przypadek.

W tym bowiem przypadku Sąd Najwyższy przychylił się do skargi Prokuratora Generalnego. Który argumentował, że:

po pierwsze, w przypadku tego konkretnego długu doszło do naruszenia zasad ochrony zaufania obywateli do państwa, pewności prawa oraz sprawiedliwości społecznej określonych w Konstytucji RP;

po drugie, dysproporcja pomiędzy kwotą pożyczki (1,2 tys. zł), a wynikającą z nakazu kwotą do zapłaty oraz ustalenie odsetek za zwłokę (na poziomie 1 proc. dziennie) pokazuje, że pożyczka była niezgodna z zasadami współżycia społecznego, a jej celem było „nadmierne wzbogacenie się pożyczkodawcy”;

po trzecie, przy tak ustawionych parametrach wierzyciel nie miał żadnych szans na spłatę kredytu w pełnym zakresie. Mieliśmy tu więc do czynienia ze wtrąceniem krakowianki w spiralę długu.

Sąd Najwyższy w swym kwietniowym orzeczeniu uchylił więc w całości nakaz zapłaty wydany w roku 2007. I nakazał sądowi w Krakowie ponowne rozpatrzenie sprawy.


Polecamy: Woś się jeży - autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek w serwisie "TP"


Sądzicie, że to jednostkowy przypadek? Mylicie się. Takich historii jest wiele. 

Hrubieszów. W 2017 roku kobieta wzięła pożyczkę na kwotę 1 999,50 zł. Otrzymała 1,5 tys. zł. Resztę pożyczkodawca potrącił jako prowizję. Całość była zabezpieczona wekslem in blanco. Rzeczywiste oprocentowanie pożyczki po doliczeniu dodatkowych kosztów wyniosło niemal 134%. W efekcie kobieta musiała co miesiąc płacić 400 zł. Szybko zaczęła mieć problemy ze spłatą pożyczki. Ostatecznie pożyczkodawca sprzedał jej dług firmie windykacyjnej. Sąd uznał, że pożyczka była legalna. Decyzją sądu kobieta musiała w ciągu dwóch tygodni zapłacić kwotę 3 464,00 zł wraz z odsetkami. Nie miała z czego zapłacić, więc do akcji wkroczył komornik.

Albo Zawiercie. Chodzi o dług w wysokości 71 tys. zł wraz z odsetkami. Dług jest pozostałością pożyczki wziętej razem z matką. Ale matka zmarła, a kobieta nie jest w stanie spłacać rat w dotychczasowej wysokości. Wnosiła o zmniejszenie raty. Na co nie zgodził się sąd.

Obie sprawy są teraz przedmiotem skargi nadzwyczajnej. Podobnie jak wiele innych. Antypisowskie media piszą o tym rzadko, ale faktem jest, że akurat narzędzie skargi sprawdza się dość dobrze. Przywracając – choćby częściowo – zaburzone w Polsce poczucie sprawiedliwości społecznej.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

red. Woś powyciągał z gabinetu osobliwości istne horrory, mniejsza o to, na ile prawdziwe i wiarygodne - mnie do głowy przyszła jednak przy tej okazji taka oto myśl, czy nie byłoby bardziej sensowne i potencjalnym zadłużonym pomocne, gdyby red. RW zamiast walki z bezduszna machiną systemy sprawiedliwości, okrutnym ustawodawstwem i potworem bankowości i lichwiarstwa [co tu dużo mówić, historia uczy że wszystkie te raczej skazane na niepowodzenie] zaangażował się w nauczanie biednego, ciemnego ludu czytania ze zrozumieniem no i oczywiście rachunków, procentów w szczególności?...

Parabanki lubiły zawierać umowy z ludźmi na granicy świadomości i swobody - chwytliwe hasła sugerujące "przyjdź i weź" traktowali dosłownie, nie rozumiejąc wartości pieniądza. Właściwie trzeba by ich ubzwlasnowolnić tylko takich rzeczy nie robi się rodzicom, tylko dlatego że wzięli lekkomyślnie pożyczkę- nikt nie myśli że to się może skończyć eksmisją. Co do samej instytucji to przypomina mi nóż- można nim zabić ale zwykle jednak służy do krojenia chleba - zależy w jakich rękach się znajdzie. Nie żebym ufała obecnej ekipie ale pamiętam czasy Ziobry jako aplikanta i mam prawnikom tamtych czasów równie wiele do zarzucenia. Choćby i to że odsetki w wysokości 1% za dzień miała w swoich umowach Agencja Skarbu Państwa pod kierownictwem lokalnego profesora prawa (kandydujacego z list obecnej opozycji).

pod warunkiem że nie będzie to dzień w dzień i rok w rok na okrągło przez 15 lat nauka religii, do tego niestety katolickiej - proszę Pani, to, że określenie "homo sapiens" jest mocno na wyrost to jedna sprawa, ale akurat w kwestii edukacji i to na poziomie wręcz podstawowym, a wiec także rachunki no i przede wszystkim umiejętności radzenia sobie i poruszania się we współczesnym świecie to Polska ma akurat b a r d z o dużo do zrobienia, a tłumaczenie się 'chwytliwymi hasłami' itepe uważam za próbę maskowanie cech takich jak chciwość, pazerność, łakomstwo itede, w najlepszym przypadku głupota

Niestety skargi nadzwyczajne to narzędzie bez kontroli. Opierając się na bardzo ogólnych klauzulach np. "dobro rodziny" można unieważnić każdą umowę, podważyć każdy wyrok, choćby sprzed 20 lat. Skrajności fajnie się opisuje, ale skargę można złożyć w każdej sprawie, dużo mniej oczywistej. I okazuje się że nieruchomość którą sąd przysądził 17 lat temu nam, trzeba teraz przekazać komuś innemu. Gdzie tu pewność prawa? Proponuję Rafałowi Wosiowi eksperyment myślowy. Pożycza koledze 20.000 zł. Kolega upada konsumencko, obecnie bardzo łatwe do uzyskania. Kasa w zasadzie przepada, może kilka złotych się odzyska. Czy tak samo klaszcze się na takie postanowienie sądu, jeśli to są nasze pieniądze? Że to takie prospołeczne orzeczenie?

Lichwę można uciąć jednym prostym ruchem zamrozić stopy procentowe pożyczek i kredytów. Maksymalnie można wziąć sobie taką prowizję i kropka, koniec tematu.

toż taki właśnie jak przez Sz. P. proponowane rozwiązania funkcjonują, efektem jest czarny rynek pożyczek 'szybkich' ze wszystkimi konsekwencjami - ale jest o wiele bardziej skuteczny uważam, w 100% chrześcijański i humanitarny sposób, aż się dziwię, że red. Rafał Woś na to nie wpadł i nie proponuje - to państwo powinno pożyczać jak 'lichwiarze' dzisiaj potrzebującym bez zadawania zbędnych pytań i warunków wstępnych, na długi termin i na zero %, może jeszcze z opcją umorzenia po trzech niespłaconych ratach - i kropka, koniec tematu, co nie?...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]