Reklama

Najlepsza dekada wolnej Polski

Najlepsza dekada wolnej Polski

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
04.03.2021
Czyta się kilka minut
Chcecie zrozumieć, dlaczego PiS utrzymuje wysokie poparcie społeczne pomimo wielu błędów czy zaniechań, których się w tych minionych sześciu latach dopuścił? To spójrzcie na ten rysunek.
Rafał Woś / FOT. GRAŻYNA MAKARA
T

Ten sam wykres dowiedzie wam czarno na białym (z delikatną domieszką fioletu i pomarańczy), że w trakcie minionej dekady (a zwłaszcza w jej drugiej części) doszło jednak w polskiej gospodarce do fundamentalnego przełożenia zwrotnicy. Z modelu neoliberalnego na bardziej solidarnościowy. Patrząc na niego będziecie mogli też zrozumieć, że na obecnym etapie rozwoju polskiej gospodarki model rozwoju solidarnego i uwzględniającego społeczną spójność jest nie tylko zmianą. Ale po prostu zmianą społecznie słuszną. Nie wierzycie? No to popatrzcie Państwo sami.

Wykres pochodzi z opublikowanego w grudniu raportu firmy konsultingowej Grant Thornton. Całość znajdą Państwo tutaj. Pokazuje on dynamikę polskich płac w minionych 20 latach. Spójrzmy najpierw na te dłuższe linie idące przez całą szerokość obrazka. Ta fioletowa to tempo wzrostu polskiego PKB. Pomarańczowa oznacza wzrost płac. Punktem wyjścia jest rok 2000. Na obrazku widać, że linie te się – dość szybko – rozchodzą: fioletowa „ucieka” pomarańczowej, zyskując nad nią dość szybko ok. 30-procentową przewagę. Właśnie to rozejście się dobrze obrazuje największy feler polskiego modelu gospodarczego pierwszych dwóch dekad naszej transformacji. Polegał on na tym, że owszem: gospodarka dość szybko (połowa lat 90.) wróciła po smucie lat 80. stanu wojennego i terapii szokowej Balcerowicza na ścieżkę szybkiego wzrostu. Ale ten wzrost nie przekładał się na poziom płac. Było więc tak, że kraj się rozwijał, ale owoce tego rozwoju nie trafiały do szerokich mas obywateli w formie wyższych zarobków. To tu widać doskonale dojrzewające przez lata „grona gniewu”, które przełożą się na różne formy odrzucenia popularnej w mediach głównego nurtu narracji o „cudzie gospodarczym III RP”, bo przecież „wolna Polska to nam się przecież tak bardzo udała”. No cóż, rozjazd fioletu i pomarańczy na wykresie pokazuje, że jednak nie do końca.

A teraz spójrzmy na dwie krótsze krzywe znajdujące się po prawej stronie obrazka. To wycinek tych dłuższych analizowanych powyżej linii, ale uwzględniający tylko lata 2010-2020. Już na pierwszy rzut oka widać, że obie linie idą bardzo blisko siebie. Nawet zarysowuje się tu pewna przewaga krzywej wynagrodzeń. Słowem: w trakcie minionej dekady (a zwłaszcza po roku 2013) płace i wzrost PKB są ze sobą kompatybilne. W praktyce oznacza to, że wzrost gospodarczy wreszcie przekłada się na to, co zarabiają pracownicy.


Polecamy: Woś się jeży - autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek w serwisie "TP"


Oczywiście prezentowana tu krzywa jest płacą średnią. Ale gdybyśmy wzięli ją pod lupę, to szybko wyszłoby na jaw, że ten wzrost polskich płac po roku 2013 idzie „od dołu”. To znaczy, że najsłabiej zarabiający doszlusowują do reszty stawki. Oczywiście, wyzysk pracowniczy nie znika całkowicie. Ale bez wątpienia ograniczona zostaje liczba najbardziej horrendalnych przypadków tegoż wyzysku. W naturalny sposób w warunkach takiego układu krzywych wzrostu gospodarczego i płac nie ma aż takiego wzrostu nierówności. A model kapitalizmu neoliberalnego przemienia się w kapitalizm bardziej solidarnościowy. 

Oczywiście ta zmiana z wykresu lewego na prawy nie wzięła się znikąd. To (mówiąc w skrócie) kombinacja trzech faktów. Pierwszym jest dobra koniunktura gospodarcza, która skutkowała rekordowo niskim poziomem bezrobocia – to bowiem w warunkach zbliżającego się pełnego zatrudnienia pracodawcom trudniej uciekać przed presją płacową ze strony pracowników oraz rynku. Innymi słowy: trudniej spławiać przychodzących po podwyżkę pracowników wymówką „nie będzie podwyżek, a jak się nie podoba, to na twoje miejsce mam pięciu tańszych i gotowych do pracy. Drugim faktem było wprowadzenie w 2016 roku programu 500 plus. „Pięćsetka” zadziałała tak, że z jednej strony poprawiła koniunkturę (dzięki czemu bezrobocie pozostawało niskie), a z drugiej wzmocniła pracownika w relacji z pracodawcą. Trzeci fakt, to mocne pchnięcie rządu PiS w kierunku podwyżki płacy minimalnej, która w 2020 roku sięgnęła 50 proc. średniego wynagrodzenia. Co przyspieszyło proces rozpoczęty jeszcze za czasów późnej Platformy, która gdzieś w latach 2012-2013 zaczęła odkrywać takie tematy jak prekaryzacja polskiej pracy.  

Wykres ten dość przejrzyście wyjaśnia, dlaczego PiS – pomimo upływu sześciu lat od zdobycia władzy – nadal cieszy się sporym społecznym poparciem. Spójrzmy bowiem na kontrnarracje, jakie oferują jego przeciwnicy. Liberalna opozycja (KO, Polska 2050) powiada: rząd prowadzi złą politykę ekonomiczną, która nie jest korzystna ani dla pracodawców, ani dla pracowników. Opozycja lewicowa mówi: „rząd nic nie robi, by poprawić położenie pracownika”. Z kolei Konfederacja zdaje się dowodzić, że „władza za bardzo pomaga pracownikom zapominając o przedsiębiorcach”. Żadna z tych opowieści na obecnym etapie rozwoju gospodarki nie ma szans na zwycięstwo, bo po prostu rozmija się z codziennym doświadczeniem milionów Polaków. Bo sytuacja pracownika uległa w ciągu minionej dekady znaczącej poprawie. Oczywiście nie oznacza to, że stała się ona idealna (albo przynajmniej optymalna) albo że każdy typ pracownika skorzystał w tym samym stopniu. Ale zmiana zaszła bez wątpienia. Pytanie brzmi, czy w warunkach rzeczywistości postpandemicznej uda się ten trend utrzymać. To dla rządu wielkie wyzwanie, które zdecyduje o wyniku następnych wyborów parlamentarnych.

Jako publicysta jestem często przez moich Szanownych Krytyków uważany za PiS-owca. Ani mnie to cieszy, ani martwi. Nie biorę też tego do siebie. To po prostu efekt uboczny polaryzacji polskiej debaty publicznej. W warunkach świętej wojny PiS-u z antyPiS-em każdy, kto (jak niżej podpisany) regularnie odmawia udziału w totalnej krytyce poczynań ugrupowania rządzącego, otrzymuje łatkę PiS-owca. Wiadomo: kto nie z nami, ten przeciw nam. Sam nie mam większego problemu z krytykowaniem władz, gdy idzie o konkretne posunięcia, czemu dawałem wyraz choćby i na łamach tej kolumny. Uważam jednak, że rząd PiS (jak każdy inny) zasługuje na uczciwą, rzetelną i opartą na faktach ocenę. Taką właśnie – opartą na faktach, a nie wyobrażeniach – ocenę polskiego rynku pracy w minionych latach próbowałem tu Państwu przedstawić. Publicysta może zrobić tylko (a może aż) tyle. 

Tekst edytowany, poprawiono błąd w nazwie firmy konsultingowej

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

... dla tygodnikowych wiecznych malkontentów. Z drugiej strony warto zauważyć, że jeśli ktoś jest nasycony to jest zwykle mniej aktywny i mniej skłonny do podejmowania nowych wyzwań. Ważne zatem jest aby nam się chciało myśleć i działać. A rząd - ten czy inny - jest po to aby nikt nie przeszkadzał w realizacji ambitnych celów.

dla niego 2/3 Polek i Polaków którzy chcą odsunięcia PiS od władzy oznacza wysokie notowania tej partii - no cóż, Sz. P. redaktorze, zdrowia życzę i stałego etatu z dobrą pensją na miarę tej fantastycznej dekady

albo ja jestem pijany albo autor - ale to chyba choroba humanistów piszących humanistycznie - nieumiejętność interpretacji prostego wykresu GDZIE tu jakaś zmiana trendu po 2016r?? ja rozumiem że w gazecie inteligenckiej muszą pisać inteligenci - ale aż tak niezborni w stosunku do rzeczywistości?? Nie mogą być jacyś z czwórką matmy?

GDZIE autor (razem z firmą która przeprowadziła to badanie) piszą o "zmianie trendu po 2016" r . ?

"wykres dowiedzie wam czarno na białym, że w trakcie minionej dekady (a zwłaszcza w jej drugiej części) doszło jednak w polskiej gospodarce do fundamentalnego przełożenia zwrotnicy"

Za domyślnym przyzwoleniem niezrównanego na forum , Szanownego "zwyjątkiemprzec... "( oby żył wiecznie) - zacytuje fragment Jego jak zwykle znakomitych wywodów """""" linie obrazują względny (procentowy) wzrost PKB i plac w dwóch okresach: 2000-2019 i 2012-2019. W pierwszym okresie PKB wzrósł o 102%, a płace o 72%, co daje 30 punktów procentowych różnicy, która w drugim okresie wynosi dokładnie 0 (PKB +29%, płace +29%). Zmiana dynamiki jest ewidentna """"" -------- Czy pojęliście wreszcie ślepaki w czym rzecz? Reklamacji nie przyjmuję się.

jw

autor, chcąc czy nie chcąc, usprawiedliwia ludową narrację: "kradno ale sie dzielo" oraz "lepiej żeby sąsiadowi druga krowa zdechła niż żebym ja miał choć jedną a on dwie" wzrost dochodów ludności o 70% ma być gorszy od wzrostu o 30% - ale "sprawiedliwie"? jedna jest w tym wszystkim prawda: liberalny (podobno bardziej) rząd nie zauważał potrzeby poczucia tzw. sprawiedliwości społecznej, to było tak apodyktyczne że nawet swój elektorat się poirytował

@q-ku w czwartek, 04.03.2021, 23:04. Gdyby nasza inteligencja była chociaż w połowie tak inteligentna, jak jest politycznie czujna, to objaśnienia red. Wosia - z grubsza poprawne, chociaż niezbyt precyzyjne - byłyby jej niepotrzebne do zrozumienia wykresu. Widocznie jednak nawet po objaśnieniu niektórzy nic z tego nie rozumieją. Spróbujmy inaczej: linie obrazują względny (procentowy) wzrost PKB i plac w dwóch okresach: 2000-2019 i 2012-2019. W pierwszym okresie PKB wzrósł o 102%, a płace o 72%, co daje 30 punktów procentowych różnicy, która w drugim okresie wynosi dokładnie 0 (PKB +29%, płace +29%). Zmiana dynamiki jest ewidentna. Gdyby utrzymała się tendencja sprzed 2012 roku, to dziś mielibyśmy jakieś 38 a nie 30 punktów procentowych. Oczywiście wzrost PKB napędzany jest częściowo innymi czynnikami niż wzrost płac, dlatego nie ma tu automatycznej zależności. Pomyślna koniunktura gospodarcza - pierwszy czynnik wymieniony przez RW - sprzyja obu, ale niekoniecznie w tym samym stopniu (i raczej słabiej, jeśli chodzi płace). Do w miarę trwałego zrównania dynamiki ich wzrostu w ciągu minionej dekady musiało przyczynić się jeszcze coś innego, a mianowicie decyzje polityczne: wprowadzenie 500+ i podniesienie płacy minimalnej w stosunku do średniego wynagrodzenia. Tak się składa, że obie zapadły w okresie rządów PiS, odpowiedzialnych za ostatnie 6 lat najlepszej dekady. Że następna może być i pewnie będzie gorsza, to już nie kwestia polityki, tylko globalnych zjawisk i procesów uruchomionych przez pandemię.

Z matmy to pan jest cienki jak barszcz.

Widać, że płace zaczęły nadążać za PKB od 2012 roku, więc gdzie tu zasługa PIS?

Negatywna reakcja na KAŻDY artykuł redaktora budzi moje podejrzenia. Jakby przyjęto aksjomat ,że Woś się myli z definicji bo jest Wosiem. Szanuję kulturalną formę tej krytyki ale z drugiej strony w zażenowanie wprawia teza postawiona z dużym prawdopodobieństwem-przed ukazaniem się artykułu. Co do etosu inteligenckiego- mnie również wprawia w zdumienie-ale nie analiza wykresu redaktora-lecz jakość krytyki .Czy duopol intelektualny Korwin-Michnik spowodował aż takie spustoszenia w mózgach?

Płace zaczęły nadążać za PKB od 2012 roku, a PiS zaczął rządzić od 2015. To nie pierwszy taki przykład w publicystyce redaktora Wosia, więc proszę się nie dziwić, że niektórzy szanujący fakty czytelnicy mają już alergię.

był taki, powiedzmy Kazio - straszny urwis; po kolejnej wizycie u dyrektora Kazio stwierdził: czemu on się zawsze akurat mnie czepia;-)

Jestem zdeklarowanym przeciwnikiem dwuwładzy obozów Hutu i Tutsi. Poglądy mam raczej centrowe (z przechyłem na prawo - jeśli chodzi o gospodarkę, i z dużym przechyłem na lewo, jeśli chodzi o sprawy "światopoglądowe"/religię;-) ). Wstydzę się za rządzących w kontekście relacji zagranicznych, ich bałwochwalstwa, dodatkowo wybitnie i wyraźnie nie radzą sobie z kryzysem, a za strategią walki z epidemią stoi chyba Totalizator Sportowy. Niemniej poprawa jakości życia (także mojego) jest wyraźna i dostrzegalna gołym okiem. Być może to niewidoczne dla bogatszego mieszkańca dużego miasta - tu jednak nie budzi żadnej wątpliwości. Tak - program 500+ od pierwszego dziecka, wpływa kojąco na budżet naszej małej rodziny, bo 500 zł więcej u nas w powiecie to już bodziec, żeby zmieniać pracę. Nie jesteśmy patolsenami, sprzedawczykami (nikt z mojej rodziny nigdy nie zagłosował na PIS i raczej tego nie zrobi - o niewdzięcznicy;-)) - jak do głosowania za swoim plemieniem przekonywują nas inni (swoją drogą z pewnością inwektywy pomogą przekonać ludzi do głosowania inaczej;-)). Plemię przegrywające ostatnie wybory wciąż nie zrozumiało dlaczego. A ja kolejny raz ze smutkiem nie pójdę głosować/oddam głos nieważny, bo nie zamierzam zgadywać którzy to "mniejsze zło". Obiektywnie przyznać jednak muszę, że żyje mi się łatwiej za Hutu, niż za Tutsi.

jak zwykle przy takiej okazji odzywają się głosy chwalących pomysł 500plus - na tej zasadzie to i II wojnę światowa można uznać za pożyteczną, bo przecież pobudziła rozwój nauki i przemysłu itede - reasumując, olbrzymi koszt tej wybitnie propagandowej i jedynie na osiągnięcie dobrego wyniku wyborczego PiS nakierowanej akcji pt. 500+ był i jest przerażająco n i e w s p ó ł m i e r n y do mikrych korzyści jakie niedużej części społeczeństwa realnie przyniosła, te mogły być i wciąż mogą osiągnięte na znacznie większą skalę i za znacznie mniejsze pieniądze - Sz.Pan widać raczej nie zdaje sobie sprawy z tego, że te przejedzone i de facto puszczone w dym dziesiątki miliardów p o ż y c z o n y c h pieniędzy w perspektywie długoterminowej pogrążą i redukują szanse na przyszłość i dla niego, i dla jego dzieci - i na tym polega dramat tej propagandowej hucpy - bardzo mi przykro, ukojenie Pańskiego budżetu jest chwilowe i na kredyt, i to Sz. P. go będzie spłacał wraz z potomstwem i odsetkami

Płace zaczęły nadążać za PKB od 2012 roku, a PiS zaczął rządzić od 2015. Proszę najpierw przeczytać jakiej manipulacji faktami dokonuje się w tym tekście, żeby oszczędzić nam Hutu i Tutsi.

@jpdz w piątek, 05.03.2021, 21:20. Gdzieś to już czytałem... Aha! W artykule red. Wosia: "w trakcie minionej dekady (a zwłaszcza po roku 2013) płace i wzrost PKB są ze sobą kompatybilne". To widać z wykresu, tylko co z tego wynika? Albo z powiększania się rozziewu w latach 2008-2012? Albo z tego, że rządowi L. Millera ładnie udawało się utrzymywać równoległy wzrost PKB i płac do roku 2003, a potem что-то не повезло? Owszem, red. Woś nie częstuje nas tu i w innych swoich artykułach "suchymi faktami", tj. ciekawostkami dla samych ciekawostek, tylko konsekwentnie opowiada się za pewna wizją ekonomiczno-polityczną. Problem w tym, że zbyt wielu wielu czytelników TP tak dało sobie zryć mózgi agresywną, prostacką propagandą, że polityka kojarzy się im jedynie z walką PiS z, umownie mówiąc, anty-pisem. A chodzi (red. Wosiowi) o coś innego. Nie będę już komentował w tym wątku; wrzucę jeszcze tylko wykres, który z PiS nie ma nic wspólnego, ale ze wspomnianą "fiksacją" red. Wosia jak najbardziej. [https://ibb.co/3pWRPdT]

Pana wypowiedź uczciwie stawia sprawę, tak mi się wydaje. Z punktu widzenia gospodarki i państwa (społeczeństwa) jest istotne na ile satysfakcja z przyrostu konsumpcji jest skutkiem poprawy społecznej (przeciętnej) wydajności pracy. Ciekaw jestem jak Pan ocenia, czy efekty pracy zawdzięczają swój przyrost (może regres) zasiłkowi 500+. Nie żyjemy w próżni, świat co chwila wymyśla sposoby, aby bardziej sprawni sięgali po większe benefity. Artykuł pana Wosia pomija milczeniem fakt, że w czasie nadzwyczajnej prosperity, gdy nie ma problemu bezrobocia, państwo przyspieszyło proces zadłużania się, zamiast go ograniczać (pożytek z tego na okres epidemii byłby natychmiast widoczny). To czego Pan i Woś nie wspominają, to że poprawa nastrojów związana z 500+ jest skutkiem ubocznym nietrafionego pomysłu na poprawę sytuacji demograficznej, a nie zaplanowanym działaniem. Tak to jest przedstawiane oficjalnie, choć nie sądzę aby prawdziwie. Zamysł PiSu kupowania sobie głosów wyborców za ich pieniądze jest dzisiaj dostatecznie mocno widoczny. Ze zdziwieniem obserwuję, że długami nauczyliśmy się nie przejmować, nawet obserwując Grecję. Tak na marginesie, bo to poza ekonomią, czy według Pana te dodatki; 500+, 13 i 14 emerytury konsolidują społeczeństwo na wspólnych celach, czy raczej powodują, że zamykamy się na wspólnotowe działania i problemy?

a próbował Pan kiedyś zaprotestować na ulicy albo zgłosić krytykę np ministrowi w sprawie postępowania w jakimś resorcie? Innymi słowy - czy spróbował Pan skorzystać z wolności słowa, obywatelskiego wpływu i demonstrowania poglądów? Innymi słowy - po ile dziś wolność?

Fakt- w obecnym niedoskonałym systemie to sensowne wsparcie. Co do ideowych wolnorynkowców na forach- jakież zdziwienie muszą wzbudzać w prawdziwych beneficjentach kapitalizmu-jeśli to czytają...chłopi pańszczyźniani zachwalający feudalizm to chyba polski fenomen.

Po pierwsze żadne Hutu czy inne (pomijając marginalną konfederację) nie cofnie Panu przywilejów socjalnych, nie ma takich samobójców politycznych. Rozumiem, że nie głosując, odpowiada Pan przecząco na takie pytania jak: - nie przeszkadza mi rozpierducha w sądach którą funduje nam obecna władza, nie przeszkadzają ludzie pokroju Pawłowicz, Przyłębska w najważniejszych organach sądowych państwa, - mam w nosie co robi pan Ziobro z prokuraturą, prokuratorami którzy mu nie odpowiadają, - mam gdzieś 2 mld pompowane w tvp - nie interesuje mnie co władza zrobiła z tvp i radiem; notabene bezprecedensowa rozwałka radiowej trójki to jest coś co mnie osobiście chyba najmocniej dotknęło jeśli chodzi o medialne harce Pis-u, - nie dbam co się stanie z mediami niezależnymi od pis, - nie interesują mnie miliadrdy pompowane w "Misie" typu budowa CPK, przekop mierzei wiślanej, i tak dalej. Mnie przeszkadza, dlatego zagłosuje przeciwko Pis.

Jak tylko będę mógł głosować za czymś (nie przeciwko), to z chęcią oddam swój głos. Ja nie widzę większej różnicy jakościowej między poprzednikami (no może byli nieco bardziej "wyrafinowani") a obecnie rządzącymi. Dla mnie to ludzie "po jednych pieniądzach", a zagranie z kampanii prezydenckiej - w mojej ocenie ewidentne dogadanie się plemion w celu wyrugowania kandydatów realnie zagrażających p. Dudzie, tj. podmiana kandydata, tylko mnie uświadcza w tym przekonaniu. Pamiętam, jak się cieszyłem z pierwszego zwycięstwa Tutsi nad Hutu, upadku Giertychów i Lepperów, ale już z tego wyrosłem.

"Rozpierducha" w wymiarze sprawiedliwości powinna być zafundowana dawno temu , choć niekoniecznie bądź nie całkiem w wersji PIS, ale niemniej ostra. To za rządzących obrońców demokracji - zanotowano największą ilość podsłuchów w Europie oraz najdłuższy areszt wydobywczy nie pobity przez PiS. To również za rządów miłości na policji były stosowane tortury - jak to skrzętnie odnotowała m.in. Helsińska Fundacja.. Przeszkadzaliby mi również, gdyby znaleźli się w TK : prof. W.Sadurski i inne podobne mu nadpobudliwce oraz mataczaki czy symbol uciskanych - a do niedawna świętych byków i krów - Igor Tuleya . To Ziobro nie odpowiada niektórym prokuratorom , więc robi z nimi to, co każdy przełożony zrobiłby na jego miejscu. Platforma najpierw sama zniechęciła odbiorców do płacenia haraczu (jak nazwała abonament) a później niepłacących straszyła sądami. Gdy zaś to nie pomogło, gładziutko ładowała miliardy w TVP-PO mimo iż olbrzymia większość mediów opowiadała się za ówczesną koalicją a ostro przeciw PiS i dodatkowa tuba propagandowa w postaci TVP była całkowicie zbędna.

A jakie to ,,wolne media" w Polsce istnieją? W sensie nie należące do kolonizatorów?

„Najlepsza dekada wolnej polski”. Tak, podpisuję się… gdyby nie pandemia, ale za to trudno winić rząd (jakikolwiek). I tak wydaje się, że nieźle się bronimy, na tle innych, bogatszych i lepiej zorganizowanych państw. Od samego początku "narracja" była oparta na fałszywych przesłankach - i dzisiaj wielu twardogłowych "aktywistów postępu” nie potrafi tego dostrzec. Brzmiała ona: PiS wygrał bo: - prezes zauroczył (omamił) Polaków, - kupił za 500+ (na co zresztą państwa nie stać). Resztę spustoszenia miała dokonać TVP, co ciekawe podobno zupełnie nieoglądana!. TVP, która wyłamała się po 2015 z dotychczasowego jedynie słusznego?, „na poziomie”, „wolnościowego” przekazu - GW i TVN. A prawda jest taka, że wielu obywatelom żyje się dzisiaj lepiej. Szczególnie rodzinom. Co więcej, dopiero dzisiaj wielu rodaków (oczywiście nie wszyscy) identyfikuje się bardziej ze swoim państwem niż kiedykolwiek. To jest cenny kapitał i opozycji na szczęście nie udaje się tego zaufania rozbić, jedynie nadszarpnąć. Co samo w sobie jest ewenementem, bo główną bolączką czasów postmodernistycznych jest oprócz braku autorytetów, właśnie brak zaufania obywatela do instytucji państwowych... i samego człowieka do człowieka. Rzeczywistość realna, zmiany zachodzące w kraju widoczne gołym okiem nijak się mają do kreowanej rzeczywistości wirtualnej, na przykład „faktów” podsuwanych przez social media. Ps. I najważniejsze: krytykować rządzących można a nawet trzeba, ale należy robić to rzetelnie, sprawiedliwie, z minimum obiektywizmu i nie w oderwaniu od uwarunkowań III RP. Jeśli ktoś milczał ćwierć wieku, a teraz wszystko co robi rząd potępia w czambuł, to mojego zaufania nie budzi…

...ale to ładne co sie podoba - no i tyle w zasadzie starczy, by skomentować Sz. P. upodobanie do tezy o "najlepszej dekadzie wolnej Polski" [nb czemu się tylko do w o l n e j ograniczać??...] - o wskaźnikach ekonomicznych dużo tu już napisano i nie ma sensu kolejny raz wytykać kłamstwa propagandy PiS na ten temat i red. Wosia bujdy, ten i ów pisze że mu się lepiej powodzi i to uznaje za argument, trudno z takim postawieniem sprawy polemizować i nie warto, no żałoba czysta narodowa - chwała Bogu nieco niżej pisze Sz. P. że u niego się nie za bardzo poprawiło ale liczy się 'sfera psychologiczno-socjologiczna" - no i tu Pan trafia w sedno, otóż większość klaszczących dzisiejszej władzy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wszystkie te głośno reklamowane 'sukcesy' rządu to propagandowa ściema, a są za bo ta własnie s f e r a im odpowiada, jak Panu - jedni nienawidzą cudzoziemców i mają ich za parszywe psy jak im Kaczyński podpowiedział, inni z powodu ciężkiej religiozy pójdą za diabłem jeśli tylko będzie się kłaniał Rydzykowi czy Jędraszewskiemu, jeszcze inna grupa bez konkretnych powodów nienawidzi Tuska i już - i tak się to do kupy składa na tę 1/3 co PiS popiera - no ale nawet gdyby to była połowa i więcej, to chyba jednak za mało i za s ł a b e argumenty by o 'najlepszej dekadzie' piać z zachwytem?...

Ma Pan Redaktor rację, ludzie mogą sobie na więcej pozwolić materialnie. Ale przypomnę, że już była taka dekada, gdy ludziom się poprawiło, za Gierka. Konsekwencje znamy. Teraz będzie podobnie. To się nazywa populizm i megalomania.

A najgorsze w tym wszystkim jest, że świat o tym nie wie i nas nie ostrzega, że za chwilę rozbijemy się na skałach. https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C812869%2Chandelsblatt-polski-maly-cud-gospodarczy.html

W latach 90-ych ubiegłego wieku pracowałem na polskim statku. Gdzieś na Atlantyku "rozsypał" nam się jeden z radarów. Zamówiliśmy serwis do naprawy urządzenia w najbliższym porcie tj w mieście Liverpool. Fachowiec przychodził przez trzy dni i ostatecznie radaru nie naprawił. Za swoją dzielną postawę w walce z przeciwnościami wystawił fakturę na 500 funtów brytyjskich. Tydzień później w Gdyni do pracy przystąpił technik z miejscowego serwisu. Naprawa zajęła mu trzy godziny. Wystawił fakturę za dzień pracy, w przeliczeniu około 50 funtów brytyjskich. Pytanie: ile razy wydajność pracy Anglika była wyższa od wydajności pracy Polaka ?

Wydajność pracy jest ilorazem produkcji (wytworzonych dóbr lub wykonanych usług) i nakładu pracy.

Rozwiązanie zagadki wskazuje, że Polska powinna być potentatem światowym- ale jeśli ,,wolny rynek " ala Pl sprowadza się do outsorcingu taniej pracy to mamy syf.Odp: 0 razy.

Należy rozpatrzyć dwa przypadki: 1. Praca polegała na naprawianiu radaru. 2. Praca polegała na naprawieniu radaru. W drugim przypadku Anglik pracy nie wykonał czyli jego licznik wynosi 0, zatem jego wydajność wynosi 0. W tym przypadku wydajność Polaka jest nieskończenie razy większa od Anglika. Dodajmy, że w przypadku drugim zapłata za pracę była nieuzasadniona. W przypadku pierwszym Anglik pracę wykonał, a jego dobowa wydajność to 500 dzielone przez 3. Wydajność Polaka to 50 dzielone przez jeden. Porównanie wydajności daje rezultat dziesięć do trzech na korzyść Anglika.

...w mojej opinii. Bo duży wpływ na zarobki Polaków i jednocześnie wzrost gospodarczy ma tania siła robocza zza wschodniej granicy. Wyzysk pracownika przesunął się z Polaków na (głównie) Ukraińców, którzy i tak są zadowoleni z płacy. I tu redaktor nie ma racji, bo to żadna zasługa aktualnie rządzących. A ma racje o tyle, że spora cześć społeczeństwa nie zastanawia się skąd się bierze koniunktura, ale łączy ją z rządem.

Rozdzielanie włosa na czworo pozostawiam aktywistom... Konkretnie co u mnie się zmieniło na lepsze? W ciągu ostatnich 6 lat moje dochody - jak innych w budżetówce - wzrosły blisko tysiąca złotych (w latach 2007-2014 było to zero, dopiero na jesieni 2015 dodano nam 120 zł). Z 500+ nie skorzystałem. Tyle o ekonomii. Ale jest jeszcze cała sfera psychologiczno-socjologiczna, która może odpowiedzieć na pytanie, które państwo jest bardziej "moje". O tym warto też porozmawiać.

Nie mogę zrozumieć, jak inteligentny człowiek może te same farmazony głosić w poważnych gazetach od wielu lat. Naciągane wnioski do wątpliwych przesłanek. Redaktor Woś ma niewątpliwe zasługi w podważaniu neoliberalnej ortodoksji,która niewątpliwie przyczyniła się do zwycięstwa nacjonalistycznego populizmu w Polsce, ale usprawiedliwianie pisowskiej mafii wątpliwymi wyliczeniami przekracza granice rzetelnego dziennikarstwa.

Przecież wszyscy o tym wiemy, że grozi panu Bereza K. Zresztą, mafia zna jeszcze gorsze sposoby na wykończenie szlachetnych mężów, do których pan niewątpliwie się zalicza. A pan jakby nigdy nic. Idzie pan z podniesionym czołem. Ramię w ramię z Millerem i Cimoszewiczem. Z całą prawdą, całą dobę. Nawalny przy panu to mały pikuś jest.

Ile razy odpowiednik chłopa pańszczyźnianego w feudalizmie-neoliberalizmie musi dostać po karku, aby zaczęło mu przeszkadzać takie traktowanie? Czy jak chłop zacznie stosować retorykę beneficjentów systemu-to zmienia się w feudała?

Redaktorze, nie spełnia pan kryteriów pisowca, ale znakomicie spełnia pan kryteria sympatyka i stronnika PiS-u, kompletnie niezainteresowanego w swojej publicystyce kwestią łamania prawa i niszczenia instytucji państwa w procesie partyjnego zawłaszczenia, a zachwycającego się kilkoma propagandowymi zagraniami, które mają uśmierzyć reakcję społeczną na ów proceder. Wiadomo, że nie trzeba się bronić przed krytyką Szanownych Krytyków, kiedy się jej treść zmanipuluje... *** Dane, które pan przywołuje, zupełnie nie nadają się do wsparcia pańskiej społeczno-ekonomicznej apologii pisowskiej władzy (wbrew tytułowi nie chodzi tu przecież o całą dekadę - jej pierwsza połowa dużo mniej potrzebuje obrony). Krzywa wzrostu średniego wynagrodzenia na wykresie nawet nie drgnęła po wprowadzeniu 500+, lecz pozostała dokładnie taka sama, jak od 2013 roku. Owszem, nadal nie jest wykluczone, że 500+ przyczynił się do utrzymania stałego trendu wzrostowego, który w przeciwnym razie by osłabł, ale tymczasem nie udało się panu wykazać nawet korelacji między oboma zjawiskami, a gdzie tam dopiero mówić o przyczynowości. *** Rosnąca płaca minimalna ma być także wyrazem szczególnej troski PiS o społeczeństwo. Nie dowiemy się jednak od pana, że roczny wzrost płacy minimalnej utrzymywał się w tempie podobnym do tego z pierwszych 3 lat (nie)rządów PiS już od 2009 roku (a od 2007 roku jeszcze szybciej) - dostajemy jedynie jakąś kuriozalną wzmiankę o przebudzeniu późnej PO. Owszem, w ostatnich dwóch latach PiS, motywowany kalendarzem wyborczym i spadającym poparciem, zadekretował znacznie większy wzrost płacy minimalnej (i zapowiada dalsze), ale skutków gospodarczych tej zabawy nie jesteśmy jeszcze teraz w stanie przewidzieć. Za to możemy mieć pewność, że umoczeni po uszy autorytarni populiści zrobią wszystko, aby oddalić wizję swojego więzienia. *** Z pańskiej triady pozostaje tylko znakomita koniunktura gospodarcza przez większość dekady, która nie jest dziełem ani PO ani PiS-u. Dwa wnioski nasuwają się z pańskiego wywodu, ale oba znaliśmy już wcześniej: 1. Hasło "Polska w ruinie" było w 2015 roku wierutnym pisowskim łgarstwem. 2. Polska gospodarka okazała się w paroletniej perspektywie zaskakująco odporna na pełzający zamach stanu PiS i brak legitymizacji u coraz większej części władzy.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]