Reklama

Modele i życie

Modele i życie

15.02.2021
Czyta się kilka minut
Prawne określenie relacji państwo–Kościół jest bardzo ważne, ale samo, nawet najlepsze, na wiele się nie zda, bo o funkcjonowaniu tych relacji ostatecznie decydują ludzie odpowiadający za obie instytucje.
Ks. Adam Boniecki. Fot. Maciej Zienkiewicz dla „Tygodnika Powszechnego”
GRAŻYNA MAKARA
Z

Za dr. hab. Sławomirem Sowińskim z Instytutu Politologii UKSW i członkiem Zespołu Laboratorium „Więzi” przypomnę, że ze skomplikowanej polityczno-religijnej historii zachodniej Europy wyłoniły się trzy modele relacji państwo–Kościół: model ostrej separacji między państwem a Kościołem, model autonomii i współpracy państwa z Kościołem, który przyjąć może odmianę Kościoła popieranego lub uznanych społeczności wyznaniowych, i model Kościoła państwowego lub narodowego.

U nas mamy model autonomii i współpracy. Podstawą dlań są zapisy konstytucyjne i umowy, zwłaszcza konkordat. Określa się ten model mianem „przyjaznego rozdziału”, choć – według prof. Sowińskiego – precyzyjniej byłoby mówić o „publicznej wolności religijnej”. Przez świeckość państwa rozumie się tu neutralność światopoglądową, nie zaś antykościelny laicyzm. Ten model, siłą rzeczy, sprzyja napięciom i konfliktom...

4235

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

ksiądz widać wciąż żyje w innej bajce - powiedzmy sobie szczerze, wobec absolutnej, skandalicznej mizerii i patologii kościoła, który między innymi ksiądz przez całe życie czynnie jako kapłan współtworzy, te ledwie 31% to z n a k o m i t y wynik, z którego póki co jeszcze powinni się wszyscy funkcyjni cieszyć

Większość z tej reszty boi się "ognia piekielnego". Pewien znajomy ateista niedawno zapytał mnie dlaczego katolicy tak bardzo boją się śmierci? (oboje jesteśmy już w wieku w którym jak się to mówi "do piachu trzeba się już powoli przyzwyczajać", ale on i tak jeszcze ponad 10 lat starszy). Po zastanowieniu odparłem, jak się przyjrzysz Bogu w którego oni wierzą, to zrozumiesz, że absolutnie nie mają się do czego śpieszyć.

Nie wiem skąd u znajomego przekonanie, że katolicy tak bardzo boją się śmierci. Myślę, że boją się tak samo jak inni ludzie. Poza tym jestem pewien, że wielu z nich, łącznie ze mną, oczekuje śmierci ze spokojem. Mam tutaj na myśli oczekiwanie na to, co będzie po śmierci, bo oczywiście sam finał budzi moje obawy. Jestem spokojny, ponieważ ufam Bogu. Wierzę, że żyjąc zgodnie z Jego przykazaniami zachowam ten spokój na zawsze. I pełna zgoda - grzeszni katolicy nie mają się do czego śpieszyć :) Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

pytanie ateisty było uzasadnione - nawet jeśli jak Sz. P. uważa katolicy boją się śmierci jak inni, to jednak teoretycznie winni mieć znaczące powody by się śmierci wcale nie bać, a wręcz na nią z utęsknieniem czekać - że tak się nie dzieje wiadomo powszechnie i bez potrzeby dowodzenia, przyczyna jest uważam prosta - powierzchowność katolickich wierzeń, redukcja wiary do obowiązku celebry i rytuałów, narzucona przez kler swoista impotencja mentalna i duchowa w kwestiach religii i wiary - rzecz jasna bezustanne straszenie owieczek sądem ostatecznym i ogniem piekielnym robi swoje, bez dwóch zdań, komu ono i na co potrzebne to inna sprawa

i oczywiście też pozdrawiając, z tą tytułową wątpliwością pozwolę sobie pana pozostawić.

@HuginMunin w wtorek, 23.02.2021, 12:53. A luteranie albo, dajmy na to, szyici? Macie ze znajomym podobne przemyślenia na ich temat, czy to specyficzna obsesja na punkcie katolików? シ

Problem polega na tym, że to katolicy mają obsesję na naszym punkcie. Tematu by nie było gdyby nie pewne działania właśnie katolików względem nas. Dziwi się pan? Moja mama kiedyś też się dziwiła, "jak to katolicki dyktat nic takiego nie ma miejsca" - mowiła. Zrządzeniem losu/boskim chwilę wcześniej opowiedziała mi jak to w dzieciństwie biegały na korytarzu w szkole i miauczały za nauczycielem który nie robił znaku krzyża przed krzyżem powieszonym w klasie (za komuny, zaraz po wojnie modlitwa i krzyż w szkole jakiś czas funkcjonował, przynajmniej na Śląsku). Tak, tak, Wy katolicy rzeczywiście jesteście tacy pozbawienie jakichkolwiek obsesji wobec inaczej myślących, tacy wspaniali, tacy cudowni, sam miód, sól tej ziemi normalnie (to ostatnie już na serio), tyle czego się chwycić w tym kraju to przesolone. ps. luteran znam kilku i jeden z nich sam mnie o to samo co ateista zapytał, nieco w innej formie bo "po co katolicy dają pieniądze by po śmierci ktoś się za zmarłego modlił, przecież to kompletnie bez sensu?" cóż wyjaśniłem mu, że nie jestem dobrym celem jego pytania, co do szyitów, cóż ......., czy oni lękają się śmierci? są ludźmi, pewnikiem też, ale im akurat ich religia daje bardzo silne znieczulenie w tej materii.

@HuginMunin w czwartek, 25.02.2021, 11:13. Zawsze miałem przeczucie, że Śląsk to stan umysłu. Mówiąc poważnie: przykład jest nipricziom. Każda grupa społeczna może obrać sobie "odmieńca" jako obiekt zbiorowej agresji o różnych formach i natężeniu - od dziecięcego dokuczania po lincz. Charakter tej odmienności nie ma znaczenia. Sekują za chudych i za grubych, mówiących inaczej niż wszyscy albo zdradzających dziwaczne upodobania, czy też nie podzielających upodobań powszechnych. Na kogoś miauczą, bo się nie żegna znakiem krzyża, ale znam takie środowiska, gdzie etykieta "katola" albo (horribile dictu!) "pisowca" może oznaczać śmierć towarzyską, a nawet poważnie zaszkodzić karierze zawodowej. Chodziło mi o coś innego i nie sądzę, żeby to była bardzo zawiła kwestia, ale jeśli ktoś nie zrozumiał, to dajmy już temu pokój. Dyskusja praktycznie się skończyła, a ja nie mam obsesji na punkcie przekonywania wszystkich i każdego do swoich racji.

To oczywiste, że czytam w pana myślach. Odpowiedziałem panu na pana wątpliwość, a że pan nie zauważył? Cóż może to ze strachu? Śmierć już tak ma, roztacza wokół siebie aurę lęku. Problemem jest gdy oprócz śmierci boimy się też prawdy, na śmierć można się znieczulić, na prawdę trudniej ale parę łyków pychy też załatwi sprawę. ps. charakter odmienności ma znaczenie, ale dajmy temu spokój, nie ten czas.

@eddiepolo w środa, 17.02.2021, 16:12. Funkcyjni powinni się cieszyć, ale inni mają z tym kłopot i zmartwienie. Może ks. Boniecki właśnie wie, w jakiej bańce... to jest w jakiej bajce żyje, i smuci się nie bez powodu?

jest w tym nieco racji - nie trzeba być prorokiem żeby zrozumieć, że te jedynie 31% za kilka lat zmieni się w 2/3, więc co kto lubi - albo się cieszyć, że dziś jeszcze tak niewiele, albo płakać, że to początek totalnej padaczki - a co do funkcyjnych, ci co mieli więcej honoru i oleju w głowie już dawno zrozumieli co tu jest grane i przez kogo, przestali firmować swymi nazwiskami tę stajnię Augiasza, zostawili ją do sprzątania Archaniołowi Michałowi, specjaliście od tego typu wynaturzeń

@eddiepolo w środa, 17.02.2021, 23:00. Po drugiej stronie też można cieszyć się, że już tyle, albo smucić się, że wciąż za mało i zbyt powoli. Z oceną trendów warto być ostrożnym. Ludzie ogólnie mają tendencje do przeceniania zjawisk nieodległych, a niedoceniania długoterminowych. W roku 1970 dostałem w prezencie książkę popularnonaukową, której autor nakreślił prawdopodobny scenariusz podboju kosmosu. Pamiętam, że w 1985 miała się odbyć załogowa podróż na Marsa, a w 2000 powinna już istnieć spora kolonia na Księżycu. Nie mówię, ze to się nie powiedzie, ale tracę nadzieję, że zobaczę te cuda. Za to pytanie Amalrika, czy ZSRR przetrwa do 1984 r., brzmiało jak czysta fantastyka, a jednak dożyliśmy i przeżylismy. Według statystyk kościelnych, w połowie lat 70. na religię uczęszczało ok. 20% uczniów szkół ponadpodstawowych. W technikach i zawodówkach (70% młodzieży) prawie nikt. W liceach też nie były to wyjątki. W tej materii o nic bym się nie zakładał.

tak bałamutne te przykłady, że aż się dziwie że się Sz. P. zdecydował - zamiast silić się na zawracanie rzeki kijem proszę porównywać liczby, opisywać trendy i wyciągać wnioski z zakresów porównywalnych, w przedziale od 1990 do teraz, z Panem Bogiem

jest we Włoszech lub w Niemczech. U nas jest patologiczne uwikłanie Kościoła katolickiego w politykę. Dla doraźnych korzyści lub z czystej głupoty hierarchowie legitymują największe nadużycia i grzechy władzy świeckiej, stając się jej częścią. To są wzorce z Rosji.

"Patologiczne uwikłanie" KK to jedno z najtrafniejszych określeń obecnej sytuacji. Ja też jestem zatroskany. Co do "wzorców z Rosji" to raczej nie, ale z ZRSRR to już tak. Chodzi o to, że dziś Prymas nie jest liderem a sekretarzem rady. A każda rada to zero odpowiedzialności. I do zera to zmierza. Niestety.

Kto by się spodziewał, że biskupi w swej nieskończonej mądrości, odkryją moc wiernych, którzy obronią sakralne budowle i majątek instytucji, bez pomocy ochotniczych zastępów pospolitego ruszenia kiboli, narodowców... i oczywiście służb mundurowych katolickiego państwa. Podjęty przez nich wysiłek intelektualny, musi budzić podziw i respekt. Cóż za wiekopomne dzieło. Wydaje się, że po tak karkołomnej deklaracji, nikt już nie będzie czepiał się zboczonych księży, no i oczywiście biskupów tworzących doskonałe środowisko do szerzenia się patologii. Niewątpliwie KEP tym zgrabnym posunięciem odzyskał pozycje lidera w orzekaniu co dobre a co złe i może zająć się tworzeniem kolejnych listów pasterskich do wiernych i przykładowo wszystkich popierających protesty kobiet wtrącić do wiekuistego ognia piekielnego. Szask-Prask i pozamiatane, że też tak sprawnie to poszło.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]