Reklama

Życzenia dalszego entuzjazmu

Życzenia dalszego entuzjazmu

14.10.2020
Czyta się kilka minut
Aż dziw, że obchody Dnia Nauczyciela odbywają się w warunkach pracy, a nie powszechnego buntu tej systemowo nękanej grupy zawodowej.
Rozpoczęcia roku szkolnego w szkole podstawowej w Warszawie, 1 września 2020 r. / FOT. Piotr Molecki/East News
W

W Dniu Edukacji Narodowej dziękuję wszystkim Nauczycielom za misję przewodników młodych ludzi w drodze ku dojrzałości” – napisał na Twitterze były wiceminister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński. Napisał dzień za wcześnie, we wtorek 13 października, ale jeszcze dziwniejszy niż data publikacji mógł się wydać niektórym nauczycielom patetyczno-optymistyczny ton. „Życzę dalszego entuzjazmu edukacyjnego i wielu sukcesów. Niech największą nagrodą będzie wyrastanie Waszych uczniów na mądrych, dobrych ludzi i prawych Polaków” – życzył polityk. Zwłaszcza ów „dalszy entuzjazm” mógł zabrzmieć jak szyderstwo – polski nauczyciel przeżywa od kilku lat, a zwłaszcza kilkunastu miesięcy najgorszy czas w III RP. 

Historia choroby

Najpierw była reforma edukacji wdrażana przez rządową koleżankę Zielińskiego – Annę Zalewską. Likwidacja gimnazjów kosztowała jednych nauczycieli utratę pracy, innych konieczność kompletowania etatów w różnych placówkach. Rewolucja w podstawach programowych zafundowała m.in. konfuzję pedagogom licealnym – w szkołach tych są dziś nie tylko tzw. podwójne roczniki, ale też nauczyciele zmuszeni do pracy wedle dwóch różnych programów w ramach tego samego rocznika (inny obowiązuje ostatnich absolwentów szkół gimnazjalnych, inny pierwszych, którzy ukończyli 8-klasowe podstawówki). 


SZKOŁA WOBEC EPIDEMII - CZYTAJ WIĘCEJ W SERWISIE SPECJALNYM >>>


Później – ledwie półtora roku temu – było przesilenie związane z nauczycielskim strajkiem. Pedagodzy wynieśli zeń przeświadczenie, że nie tylko nie są w stanie wywalczyć podwyżek, jakich się domagali, ale też że są sami: ówczesny strajk spotkał się z programowym lekceważeniem ze strony obozu władzy, ale też nie mógł liczyć na zorganizowane poparcie. Ani opozycji, ani rodziców. Na jesieni tego samego roku Związek Nauczycielstwa Polskiego, wcześniej biorący pod uwagę drugą odsłonę buntu, musiał złożyć broń: przygotowane przez ZNP ankiety pokazały, że większość nauczycieli straciła na kolejne powstanie ochotę. 

Wreszcie marzec roku obecnego i koronawirusowy lockdown. Skutkujący bodaj najbardziej jaskrawym w polskiej oświacie podziałem na szkoły dwóch prędkości. „Epidemia nierówności w edukacji” – debatę pod takim tytułem zorganizowała niedawno Fundacja im. Stefana Batorego, zapraszając do rozmowy wybitnych praktyków i badaczy (nauczycieli Annę Blumsztajn i Przemysława Staronia; socjolożki: Martę Zahorską oraz Małgorzatę Sikorską). Poza dość oczywistym już dzisiaj wnioskiem, że trzy miesiące zdalnej nauki przyniosły pogłębienie rozwarstwienia wśród dzieci, dyskutanci doszli też do rzadziej wybrzmiewającej konkluzji: podobne zjawisko można odnieść do nauczycieli. Ci z kompetencjami, entuzjazmem i narzędziami, znajdujący się w mniejszości, mogli rozwinąć skrzydła – ci już wcześniej stłamszeni i gorzej odnajdujący się w cyfrowym świecie walczyli po prostu o przetrwanie. 

Zeszyt bez kwarantanny 

Teraz o przetrwanie walczą już wszyscy: ponad półmilionowa rzesza nauczycieli to najgorzej chroniona grupa zawodowa w Polsce zmagającej się z epidemią. Żaden z najważniejszych postulatów ZNP – przemawiającego zresztą jak na powagę sytuacji zaskakująco słabym głosem – nie został potraktowany poważnie. Nie ma ani testów dla nauczycieli, ani szczepionek na grypę, ani możliwości automatycznego (z pominięciem sanepidu, do którego niektórzy dyrektorzy nie są się w stanie nawet dodzwonić) przejścia na nauczanie zdalne bądź hybrydowe, ani kompleksowego wyposażenia w środki ochrony osobistej. Polscy nauczyciele, wśród których jest nadreprezentacja osób z grupy ryzyka (w wieku ponad 50 lat i / lub z chorobami), mają się dziś prawo czuć nawet mniej bezpieczni niż lekarze czy pielęgniarki. „W urzędach nawet przesyłki przechodzą trzydniową kwarantannę. Ja biorę od dziecka zeszyt do sprawdzenia i zanoszę go do domu” – usłyszałem w tych dniach od jednej z polonistek, wraz z opowieścią o powszechnych w tej grupie lękach. Premier Mateusz Morawiecki w weekendowym wystąpieniu przekazał dwa niedające się ze sobą pogodzić komunikaty: długo perorował o będących dziś rzekomo pod specjalną ochroną osobach 60+, a równocześnie przeciął spekulacje dotyczące zamknięcia szkół. Szkół, w których pracuje wielu sześćdziesięciolatków i jeszcze więcej takich, którzy po kilkugodzinnej ekspozycji na wirusy ze szkolnych sal i korytarzy wracają do domów zamieszkałych też przez ich wiekowych rodziców. 

Aż dziw, że obchody Dnia Nauczyciela odbywają się w warunkach pracy, a nie powszechnego buntu tej systemowo nękanej grupy zawodowej. A może na odwrót: sekwencja zdarzeń z ostatnich kilkunastu miesięcy tłumaczy spokój (poczucie rezygnacji?), z jakim grupa ta znosi swój obecny los? „Łącząc się w bólu z rodzinami ofiar, oczywiście jest to ogromna tragedia, ale pamiętajmy też, że pedagodzy giną np. w wypadkach samochodowych” – stwierdził niedawno w radiowym wywiadzie minister Łukasz Schreiber, odnosząc się do spowodowanej koronawirusem śmierci dwojga nauczycieli, a jego wypowiedź (konkurująca w poziomie arogancji tylko z opinią ministra Sasina o lekarzach) nie wywołała nawet większego oburzenia...

Tak: dziś tylko entuzjazm tak wielki jak patos z okolicznościowego twitta Jarosława Zielińskiego może chronić polskiego nauczyciela przed popadnięciem w stan rezygnacji.


CZYTAJ TAKŻE

EDUKACJA WSPÓŁISTNIEJĄCA: Przywykła do eksperymentów polska szkoła takiego jeszcze nie przeżyła. Boją się go wszyscy: epidemiolodzy, rodzice, nauczyciele, dyrektorzy. Spokojny jest tylko minister >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

W karierze ucznia spotkałem zaledwie kilku nauczycieli z pasją, talentem i zaangażowaniem, dlatego jakoś nie żal mi tego środowiska. W mojej rodzinie jest też sporo nauczycieli i jakoś konkretnie to nie potrafię określić co z nimi jest nie tak, ale coś tam nie gra. Powiedzenie, bodajbyś cudze dzieci uczył, jest niezwykle wymowne. Na załączonym do artykułu obrazku, prowadząca prawdopodobnie akademię pani, założyła sobie na twarz przyłbicę, pewnie na bitwę z Krzyżakami się wybiera, bo na pewno nie po to by chronić siebie i uczniów. Jakże dziwić się durnym posunięciom polityków, bezmyślnym zachowaniem ludzi na ulicy, skoro uczyli ich niedouczeni nauczyciele. Bratanek zważył szkolny plecak córki, wyszło 9 kilo z górką, czwarta klasa dopiero. Dziecko przychodzi dwa razy w tygodniu ze szkoły o 17, bo na trzy zmiany jadą, aby odrobić lekcje musi poświęcić jeszcze lekko trzy godziny. Nie może z odrabianiem poczekać do jutra, bo rodzice w pracy, a sama często nie daje rady. Powie ktoś, głupiutka jakaś, pewnie i głupia, z kim przystajesz... . Bo dzieci rodzą się mądre, potem do szkoły iść muszą. Powiecie, ależ to nie wina nauczycieli, że tak kiepsko działa szkoła. Proszę państwa, każdą firmę organizację społeczną tworzą ludzie, tak działa jak ludzie sobie poukładają. Jeszcze jedna uwaga do autora. Reformowanie nie zaczęło się od likwidacji gimnazjów, najpierw je trzeba było tworzyć. Wszystko to po to by polikwidować całą masę małych wiejskich szkółek, potworzyć edukacyjne kombinaty. Wdrożyć ideę matura dla każdego, a zawodu nauczysz się na własną rękę.

To nie jest takie proste. Warunki pracy dla nauczyciela tworzy państwo. I te warunki są takie, że większość kompetentnych osób ucieka. Zostają pasjonaci i ci, co nie odnaleźli się gdzie indziej (czyli ci, co z nimi "coś nie tak"). I nie jest to wina jedynie obecnej ekipy, bo edukacja sypie się od lat. Tym niemniej takiej pogardy dla nauczycieli (choć i innych obywateli) jaką wyraża PiS wcześniej nie pamiętam. Wcześniej problem był raczej ignorowany i zamiatany pod dywan. Nie jest też regułą, że mądre dzieci szkoła niszczy, bo dobra szkoła jest wykonalna. Tylko u nas o taką trudno, bo państwo przeszkadza. A regulacje dotyczące szkół są barbarzyństwem dla nauczycieli, ale też dla rodzin dzieci. Wycofuję synów z przedszkola ze strachu przed epidemią. Nikt nie robi nic, żeby zredukować zagrożenie a działania lokalnego sanepidu nawet zagrożenie potęgują. Tymczasem ze szkoły córki legalnie wycofać nie mogę. Państwo sprezentuje mi zakażenie, przeciw któremu najdalej posunięta ostrożność mnie nie obroni. Mam nieuniknione kontakty z babcią i dziadkiem (grupa ryzyka) moich dzieci, ponadto jestem świadom, że potencjalne nawet bezobjawowe zakażenie może uszkodzić płuca moich dzieci na całe życie. Może za 30 lat ludzie będą umierać w wieku 40 lat na zapalenie płuc dlatego, że dziś rządu nie stać na nauczanie zdalne i częściowy lockdown, bo wszystkie nasze oszczędności już przejadł...

Oczywiście, warunki pracy nauczycielom i szkołom tworzy państwo, czyli jednym słowem Oni. Tymczasem nie za bardzo wnikamy w to kim jest to państwo, jaka grupa zawodowa kieruje resortem edukacji, kim z zawodu są politycy, dyrektorzy, szkól, kuratorzy, pracownicy wydziałów oświaty. Eureka, to w zasadzie, z wyłączeniem pracowników technicznych i typowo administracyjnych, nauczyciele nieprawdaż. Kto wymyśla przeładowane programy nauczania, nieustanne reformy, zmiany organizacyjne. Funduje dzieciakom całą masę makulatury do noszenia, coroczny zakup nowych podręczników... . To robią niestety nauczyciele z wieloletnim doświadczeniem, powchodzili w skóry polityków i udają, że wszystko wiedzą lepiej, zawsze maja racje, a jak nawet jej nie mają to obstają przy swoim. Ten świat opanowały kobiety, a jeśli ktoś miał sposobność pracować w zespole zdominowanym przez nie, to wie o co chce zasugerować.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]