Reklama

Tu nie chodzi o grzech

Tu nie chodzi o grzech

12.10.2020
Czyta się kilka minut
Miałem z nimi problem. Irytowali mnie. Próbowałem ich przekonać, nawet czasem uciekając się do ironii. Na nic. Są uparci. Na kopercie listu w tej sprawie wydrukowali: „Stop Komunii Świętej na rękę”. Co z nimi mamy robić?
Katowice, październik 2020 r. / Fot. Tomasz Kawka / East News
C

Czy my, katolicy, nie mamy większych zmartwień? Owszem, mamy, ale spór o sposób przyjmowania Komunii też się okazał poważnym zmartwieniem. Zacznijmy od listu. Prezes Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi p. Stanisław Olejniczak rozesłał – z datą 28 września 2020 r. – do wszystkich księży (w całej Polsce czy w archidiecezji krakowskiej, nie wiem) list i broszurę „O Komunii Świętej na rękę”. List: „Postanowiłem napisać do Księdza, by prosić o propagowanie przyjmowania Komunii Świętej w tradycyjny i najgodniejszy sposób (...). Nie dajmy się zwieść tym wszystkim, którzy pod pozorem zachowania ciała w zdrowiu, narażają dusze na popełnienie grzechu śmiertelnego wynikającego z niegodnego przyjęcia Ciała Chrystusowego”. A ponad miesiąc wcześniej, 7 sierpnia br., przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w związku z pandemią ogłosił komunikat, w którym m.in. zaapelował do kapłanów, aby „stwarzali wiernym możliwość przyjmowania Komunii Świętej na rękę, według szczegółowych przepisów diecezjalnych”.

Długo zadawałem sobie pytanie, czy ludzie nie rozumieją, że ja, ksiądz podając do ust Komunię św., zbliżam rękę do ust kolejnych osób, z których każda może być zakażona i każda może wychuchać na moją rękę wirusa, którego przeniosę do następnych? Mniejsza o mnie, bo zaraz potem zdezynfekuję ręce. Ale moi communicantes?

Teraz już nic nie mówię, nie tłumaczę. Bo w tej wojnie nie chodzi o żaden „grzech śmiertelny”, ale o protest przeciw naruszeniu czegoś „co było zawsze”. „Bóg tak chce”, a „my bronimy czci Boga”. Mniejsza, że nie zawsze tak było i że nie z woli Boga, ale z woli ludzi zarzucono praktykowany przez kilkaset lat sposób udzielania Komunii – do ręki właśnie.

Tak się dzieje, gdy na praktyki religijne patrzymy jak na skamieliny.

Tym się martwię. Martwi mnie też lekceważenie Kościoła przez katolików nawet w sprawie sakramentu. Kościół zresztą jakby niczego nie przeczuwał: chronił liturgię przed radosną twórczością amatorów, zabraniał dodawania czegokolwiek do liturgicznych tekstów, zastępowania ich innymi tekstami według własnego widzimisię, ale nieuznawania swoich ustaleń nie przewidział. A teraz ci „obrońcy Eucharystii” mówią Kościołowi, że uznane przez niego za właściwe i szeroko praktykowane przyjmowanie Komunii św. na rękę jest „brakiem szacunku dla Eucharystii”, że osoby przyjmujące tak Komunię św. „winne są Ciała i Krwi Pańskiej”.

Przewodniczący Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski bp Adam Bałabuch w komunikacie (z 3 października br.) rzecz spokojnie, lecz dobitnie wyjaśnił: „potępiając jeden z godziwych sposobów przyjmowania Komunii św. [przyjmowanie na rękę – AB], wprowadza się nieład i podział w rodzinie Kościoła”.

Smutne, że taki komunikat był potrzebny w Kościele katolickim, smutne, że w imię Jezusa broni się formy kultu, która dzisiaj zagraża zdrowiu i życiu wielu ludzi. Zasmucają też przejawy fanatyzmu katolików, bo kampanię „Stop Komunii Świętej na rękę” uznać trzeba za religijny fanatyzm. Żenująca jest zarozumiałość jej zwolenników. Bo oni, plus catholique que le pape (bardziej katoliccy niż papież), za nic mają opinie kompetentnych znawców liturgii, jej historii i tradycji Kościoła żywej przez kilka stuleci. I przeraża upór, z jakim „wprowadzają nieład i podział w rodzinie Kościoła”, jakbyśmy i bez tego nie mieli „w rodzinie Kościoła” dosyć nieładu i podziałów. 

Czytaj także: Ks. Andrzej Draguła: Komunia też podlega prawom biologii

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

" czy ludzie nie rozumieją, że ja, ksiądz..." Owszem ludzie to zasadniczo rozumieją tyle, że to kapłan rękę z komunią podnosi do ust przyjmującego. Mam odwrócić głowę i wystawić rękę, wolę wcale tam nie podchodzić. Ksiądz zapewne przed i po dezynfekuje ręce, ale jest w zdecydowanej mniejszości niestety. Zazwyczaj przy ołtarzu wirus nie funkcjonuje w świadomości jako potencjalne zagrożenie, ma po prostu szlaban. Czyż to nie kapłan decyduje o sposobie podania Komunii. Któż jak nie księża ogłupiają wiernych co do tego co jest godne a co nie. Kulminacyjnym momentem każdej mszy są słowa "bierzcie i jedzcie..." wszystko to na pamiątkę kiedy łamał i rozdawał chleb i wino. Rozdawał, nie karmił podając do ust. Proszę nie dramatyzować ani nie gmatwać zagadnienia. Fanatyzm nie rodzi się z przemyśleń prostego ludu, jest celowo zaszczepiany i podsycany przez kościelnych manipulatorów. Co krok mijamy w przestrzeni publicznej pamiątkowe tablice pomniki z wielkimi zasłużonymi kapłanami dla naszej ojczyzny, można odnieść wrażenie, że świeckich bohaterów nie mieliśmy prawie wcale. Światli kapłani, trochę zacnej arystokracji i ciemny do usrania lud. Nasuwa się pytanie, dlaczego właśnie tak i kto temu winien. Skąd więc tyle martyrologii w historii naszej ojczyzny, skoro owa przewodnia siła napędowa tak światła była. Ano wystarczy wizyta w pierwszym lepszym kościele i wiele staje się jasne.

WIelki Słownik Języka Polskiego: "ktoś je z ręki komuś" - (potocznie) ktoś podporządkowuje się komuś pod jakimś względem silniejszemu i mającemu przewagę i jest wobec niego potulny i posłuszny mu. Oczywiście chodzi o to by owce pokornie jadły z ręki Księdza Pana i dawały się strzyc. Osobiście widziałem jak Jego Wielebność Pan Ksiądz na pogrzebie, gdy pewien człowiek wyciągnął rękę po Komunię, cofnął swoją i owemu wiernemu nie pozostało nic innego jak otworzyć usta (i łyk). Jak się okazało niedługo potem ów Ksiądz Pan okazał się zarażony (informacja pewna, poszukiwano potem uczestników uroczystości).

Na pogrzebie Ksiądz Pan występował gościnnie i rozdawał stojącym. W Jego parafii Komunię można przyjść tylko na klęczkach.

Oportunisty. Ano w naszej polskiej historii, paru ich było. Jednym z nic był biskup warmiński a później arcybiskup gnieźnieński Ignacy Krasicki. Ten światły kapłan, posiadał też tytuł hrabiego a nawet księcia. ( jak szaleć Oportunisto, to szaleć)Jak to się mówi, przy okazji biskup Krasicki, był poetą. I to niezłym. Co to ma wspólnego z artykułem o przyjmowaniu Komunii Świętej na rękę? Moim zdaniem, ma i to dużo. Biskup Krasicki, jest autorem słynnej "Monachomachii". Utwór ten opowiada o wojnie, pomiędzy dwoma zakonami naszego KK, której tłem jest biblioteka. Jako katolik, proponuję wszystkim moim braciom i siostrom w wierze, oburzonych przyjmowaniem Komunii Świętej na rękę, przeczytanie "Monachomachii" i wyciągnięciem stosownych wniosków. Arcybiskup Krasicki, zmarł ponad 200 lat temu.

Komunia udzielana na rękę była jedyną znaną i praktykowaną formą udzielania tego sakramentu przez pierwszych 1000 lat Kk. Ale tego ignoranci ze Stowarzyszenia im. P. Skargi nie chcą przyjąć do wiadomości. To samo stowarzyszenie postawiło kiedyś nocą pomnik swojemu patronowi w centrum Krakowa przy trakcie królewskim niezgodnie z prawem, podstępnie wciągając w jego poświęcenie św.p. kardynała Macharskiego. Wobec faktów dokonanych nikt już później nie protestował, by nie wprowadzać niepotrzebnych podziałów i zgorszenia. Teraz znowu dzielą katolików fanatyczną akcją przeciw komunii na rękę. Warto by się przyjrzeć temu stowarzyszeniu, kto je tworzy i skąd ta podejrzana organizacja bierze pieniądze. W Krakowie mają ponoć wiele cennych nieruchomości. Czy znajdą się odważni dziennikarze w TP czy znowu muszą się ruszyć ci z GW, Newsweeka itp?

ksiądz od dekad czynnie uczestniczy w tej tragifarsie

Nie mogę zgodzić się z napastliwością autora komentarza. Ksiądz od lat konsekwentnie i z najwyższą stanowczością piętnuje objawy choroby toczącej polski KK i wskazuje na jej przyczyny i źródła. Dowodem tego jest nadal podtrzymywany skandaliczny zakaz wypowiedzi w przestrzeni publicznej. Fakt ten stanowi etykietę polskiego KK. Z poważaniem

domyślam się, że chodzi o mój komentarz - nie była moim zamiarem napastliwość, nie należy uważam za taką uznawać stwierdzenia oczywistego - x. AB cieszy się z jednej strony autorytetem wielu, z drugiej dla wielu jest mącicielem i zawalidrogą, ja zaś przypominam jedynie, że jest w ramach tej patologicznej struktury patologicznej instytucji od dekad czynnym funkcjonariuszem - a czy piętnuje czy nie i jakie z tego są albo nie są efekty to inna sprawa, w pamięci mam wciąż PZPR-owskich aparatczyków głośno krzyczących 'socjalizm tak, wypaczenia nie', i z nimi kojarzę dziś wszystkich tych "porządnych" polskich katolickich duchownych - paru miało na tyle rozumu i cywilnej odwagi, by opuścić to kłębowisko żmij, i ich za tę postawę cenię i szanuję o wiele bardziej niż ocenzurowanego jednego czy drugiego czynnego funkcjonariusza [p.s. ja sam odpuściłem sobie to kościelne wariatkowo jak tylko doszły w nim do władzy po '89 kręgi tak dalekie od ewangelii, że ślepy by nie zauważył - ani to trudne nie było, ani bolesne, wystarczyło c h c i e ć i się nie l ę k a ć]

Porównanie stanu duchownego do aparatu partyjnego nie jest najszczęśliwsze :) Tak jak trudno porównać człowieka, który zaprzedał duszę Bogu z człowiekiem, który zaprzedał się partii :) Porzucenie stanu duchownego nie jest rozwiązaniem dla kapłanów, którzy chcą żyć zgodnie ze swoim powołaniem czyli służąc Bogu i ludziom według reguł ustanowionych przez Jezusa. Oczywiście gorset różnych niesprawiedliwości, który zaciska na kapłanie kościelna instytucja, może w wielu przypadkach doprowadzić do dramatycznej rezygnacji z tego powołania. Jednak nie jest to decyzja typu "chcieć i nie lękać się", którą podejmuje się w nadziei, że doprowadzi do pozytywnych zmian w kościelnej instytucji. Ale co ja tam wiem :) Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

cóż, każdy opisuje to, co widzi i tak, jak to rozumie - ja w swym życiu spotykałem ludzi o których mógłbym powiedzieć, że "zaprzedali swą duszę Bogu" i nie dostrzegam wśród nich żadnego duchownego, nawet chrześcijaństwo nie jest ich cechą szczególną, zaś wszyscy duchowni jakich poznałem ewidentnie zaprzedali się biskupowi i instytucji kościoła - przyrównanie tej instytucji do partii nie wydaje mi się wcale przesadne, użyłbym nawet określenia "struktura mafijna" w odniesieniu do kościoła katolickiego w szczególności - co do "reguł ustanowionych przez Jezusa" mam także jak widzę inne niż Sz. P. na ten temat zdanie, ewangelie czytałem i nie znalazłem w nich wzorców na których opiera się dziś funkcjonowanie duchowieństwa i kościoła - nad "gorsetem niesprawiedliwości" bym się specjalnie nie pochylał ze współczuciem, życie każdemu z nas taki nakłada, a "dramatyczne rezygnacje" ze swych powołań już bodaj 1/3 z nas przeżywa, ja sam tego doświadczyłem rozstając się moją była żoną i wiem coś na ten temat, ani życie z nią ani rozstanie to nie była bułka z masłem, a śluby wszak takie same, przed ołtarzem i PB składane, więc nie uważam za uzasadnione w tej kwestii duchownych wyróżniać i szczególną empatią obdarzać... ale co ja tam wiem, tyle co widzę i rozumiem ;) pozdrowienia tu stela, gdzie "Bogu zaprzedani" codziennie chodzą od drzwi do drzwi głosząc po swojemu rozumianą ewangelię, i z tego co o nich wiem bez biskupów się doskonale w swym zaprzedaniu obywają, i gdzie istnienie wielu różnych grup religijnych wprost udowadnia absurd tezy o jedynej słusznej rzymskiej drodze

Dziękuję za odpowiedź. W dużej części podzielam poglądy Szanownego Pana. Nie będę więc kontynuował polemiki np. w sprawie "reguł ustanowionych przez Jezusa", ale na jedną rzecz zwrócę uwagę. Otóż wszystkie wskazane przez Szanownego Pana powołania, z których przychodzi nam dramatycznie rezygnować, dotyczą życia doczesnego :) Tymczasem u kapłanów mamy do czynienia z oddaniem swojego życia na służbę Bogu i później z porzuceniem tego wyboru. Jakoś nie mogę postawić znaku równości pomiędzy rozwodem z Bogiem a rozwodem z żoną. Oczywiście upraszczam, ponieważ odejście ze stanu duchownego wcale nie oznacza odejścia od Boga. Przy okazji napiszę, że Leszek Kołakowski uważał, iż życie człowieka biegnie od jednej katastrofy do drugiej i cieszyć się trzeba, gdy katastrofy nie są zbyt duże :) Podzielam ten pogląd. Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

przy okazji, z ciekawości przeglądnąłem procedurę święceń kapłańskich, zaskoczyło mnie przyznam, że nie znalazłem w nich w części odnoszącej się do posługi kapłańskiej i przywołującej Boga itepe ślubów w sensie ścisłym - kandydat na prezbitera kilka razy wypowiada jedynie formułę 'c h c ę' odnosząc się do biskupich pytań i to wszystko - może mi to który z uczonych w piśmie wytłumaczy inaczej, ale dla mnie różnica między 'chcę' a 'ślubuję' albo 'przyrzekam' jest znaczna... owszem, 'przyrzekam' się pojawia, ale na sam koniec i dotyczy wyłącznie posłuszeństwa i czci wobec b i s k u p a....㋡ +++ z L. Kołakowskim też bym się zgodził, ale nie umniejszając w niczym LK i jego przemyśleniom trzymam się w tym względzie o wiele wcześniejszej wersji jaką sformułował niejaki Siddhartha Gautama z rodu Śakjów ok. 2600 lat temu - w transkrypcji z oryginalnego języka brzmi ona "dukkha ariya sacca", znana jest jako Pierwsza Szlachetna Prawda o Cierpieniu, a mówi[w skrócie] o tym, że ż y c i e jest c i e r p i e n i e m - btw, nie bez znaczenia jest, że tę myśl SG rozwinął i zaproponował doczesne lekarstwo na doczesne przypadłości ㋡

.

Ciekawe pytanie z tą formułą "chcę". Może uda mi się to wyjaśnić :) Otóż myślę, że użycie słów: "przyrzekam" i "ślubuję" nie ma sensu w relacjach z Bogiem. Z prostej przyczyny - Bóg, znając przyszłość, doskonale wie, co warte są te nasze przyrzeczenia i śluby. Zatem prosta logika podpowiada, coby ich w takich razach unikać :) "Chcę" uznajemy tutaj za bezpieczniejsze. Z oczywistych powodów do biskupa tej zasady się nie stosuje :) Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

Jestem zwolennikiem komunii na rękę. Jest to bardziej higieniczne. Apostołowie przy stole nie karmili się na wzajem. Każdy łamał sam chleb i sam się karmił. Raczej nie chciałbym jako kapłan wciskać komuś w usta obślinionych paluchów przez inną osobę. Ślina jest nośnikiem bakterii, wirusów (drobnoustrojów). Korona wirus roznosi się metodą kropelkową czyli jest też w wydychanym powietrzu. Bo z oddechem wydychamy ślinę. W internecine jest sporo kapłanów którzy nie godzą się przyjmowania komunii na rękę (link - wypowiedz ks.dr Roman Kneblewski ). W czasach pandemii przyjmowanie komunii na rękę jest bardziej bezpieczne. Kapłan powinien myć dokładnie ręce jak udziela komunii, bo dam sobie ręce obciąć , że wielu z nich zapomina o sprawach higieny. I nie wiadomo co robił z tymi rękami i co w nich trzymał. W czasie mszy chlapniecie wodą rąk i wytarcie to nie higiena. ====>https://www.youtube.com/watch?v=i9MM2ooz7BY

Kapłan KK przywiązuje często uwagę do konsekrowanego wafla , którego nazywa realnym i rzeczywistym Chrystusem (czy tak jest na zdrowy rozum, sami sobie odpowiedzcie?). Zapomnieli o jednym, że mają poszanować jego wybranych (wmurowane w inne kościoły lub w swoim kościele) - wybranych którzy pełnią jego wolę w innej tradycji (tej samej tradycji) i obrzędzie, spełniając jego nakaz) , poszanować Wole Boga i jego działa które budowane są przez Ducha Świętego. Jeśli chodzi o komunie i to co o niej głosi kościół katolicki, to bliższe są mojemu sercu kościoły protestanckie a nie KK. Bo ja komunie rozumiem jako element planu zbawiania w tradycji KK. Eucharystia jest symbolem ofiary i pamiątką nie realnym i rzeczywistym Bogiem. Powtórzę żeby dotarło - "Konsekrowany Komunikant jest dla mnie symbolem Chrystusa a nie realnym i rzeczywistym Bogiem". =====>https://www.youtube.com/watch?v=MUqKld9T7Lg

Ja raczej wole się grodzić murem od tego kościoła hierarchicznego jako kamień kościoła (bo jestem kamieniem wielu kościołów). Są to moi bracia i siostry w Chrystusie (łączy nas krzyż i Chrystus). I jestem sługą wszystkich. Podzielił ich interes ludzi przy stołkach (tradycja, obrzędy, nauka) a nie Chrystus. To nie Bóg dzieli tylko człowiek, kierujący się własnym interesem pod zasłoną prawdy i tradycji oraz korzyści majątkowych. I bardzo szanuję tradycje Ludu Bożego bez względu na metki kościołów jakie sobie wybrali . I jakie nauki, wartości niosą w swoich wspólnotach. Jednym słowem otaczają nas kamienie u mury (link) ====>https://www.youtube.com/watch?v=jT8BzhCe9ME

polecam====>https://www.youtube.com/watch?v=PA9-kioxrPI

"Długo zadawałem sobie pytanie, czy ludzie nie rozumieją, że ja, ksiądz podając do ust Komunię św., zbliżam rękę do ust kolejnych osób, z których każda może być zakażona i każda może wychuchać na moją rękę wirusa, którego przeniosę do następnych? Mniejsza o mnie, bo zaraz potem zdezynfekuję ręce. Ale moi communicantes?" - A Ksiądz Boni jak rozdaje? Ad manum, per os, ad libitum?

To są 'głupki' po prostu ;-). Wiedzą jaka jest historia najnowszej komunii na rękę, wiedzą jakie są jej wspaniałe owoce, wiedzą jak blisko jest związana z liturgią protestancką, wiedzą, że przecież każdy po przyjęciu Jezusa puryfikuje rękę i jednocześnie są przeciwni komunii na rękę !!!

wspólnego. Polka religijność to rytuały: klepanie "zdrowasiek" na różańcu, klepanie pacierzy, posyłanie dzieci do pierwszej komunii...Księża płaczą, że młodzi ludzie po bierzmowaniu nie pojawiają się w kościele, a młodzi ludzie idą do tego bierzmowania nie wiedząc w co tak naprawdę wierzą...Komunia do ust, bo zawsze tak było, nieważne, że usta brudne od obmawiania sąsiadek, przekleństw wyzywania członków własnej rodziny.....Smutne ale prawdziwe.

Bo rozumiem, Osoba Prywatna to wie. Komunia Święta Na rękę i do ust, to są dwie formy Komunii, udzielanej w KK. Na rękę w I tysiącleciu Kościoła a do ust w II Tysiącleciu Kościoła. Obie formy są równoprawne i zatwierdzone przez odpowiednie władze Kościoła. Każdy kto to podważa jest zwykłym oszołomem. I nie ma pojęcia o historii Kościoła, lub co bardziej, nie chce mieć pojęcia. I to wszystko.

i stosowanie się do niej. Dla większości polskich katolików liczą się rytuały, a nie wypełnianie nauk Jezusa. Nie jest to temat nowy, już Krasicki o tym pisał: "Mówiąc właśnie te słowa: "... i odpuść nam winy, jako my odpuszczamy" - biła bez litości." Ludzie uważający się za wierzących klepią pacierze, kompletnie nie myśląc o słowach, które wymawiają. Najważniejsze jest "zaliczenie" nabożeństwa, sakramentu, czy modlitwy, traci znaczenie treść, którą za sobą niosą. Znam przypadek, że nastoletni syn zgodził się chodzić na przygotowanie do bierzmowania, bo po bierzmowaniu będzie mógł przestać uczęszcza do kościoła w niedziele. Osobiście słyszałam od jednej osoby, że chodzi do spowiedzi, ale przecież nie żałuje. Taki sakrament jest nieważny - dla tej osoby liczy się rytuał. Od lat obserwuję osoby "religijne" - chodzące codziennie na Mszę i do komunii, które nie potrafią dojrzeć Jezusa w swoich najbliższych, których źle traktują, a co dopiero w obcych. Mam sąsiadkę, która codziennie słucha Mszy na cały regulator, a potrafiła pozwać do sądu niepełnosprawną intelektualnie sąsiadkę, bo jej się wydawało, że tamta zagarnęła metr ziemi, po czym się okazało, że granica działek została przesunięta, ale w druga stronę - to skarżąca zagarnęła metr ziemi. Przyjmowanie komunii wyłącznie do ust, codzienne chodzenie na Mszę, czy głośne odmawianie różańca świadczy wyłącznie o odprawianiu rytuałów, a nie o prawdziwej wierze.

Można powiedzieć,że Osobo Prywatna, twoja odpowiedź, jest bardzo dobra. Jednocześnie bardzo dobrze się znasz na rytuałach, szczególnie katolików. Z tego domniemywam, że sama nim nie jesteś. Chcesz może powiedzieć, że sama nie masz żadnych rytuałów? Niestety to niemożliwe. Jeżeli zatem, tak dobrze znasz się na złych rytuałach, to powiesz, na czym polegają te dobre, które się Jezusowi, podobają. Przynajmniej w twoim mniemaniu.

W "światowych" polskich Międzyzdrojach, wystawiłem moje niegodne ręce po rozdzielany do otwartych buziek wiatyk. Usłyszałem, to nie dowcip, "DO BUZI NIE DAJEMY". Bez komentarza, bo nasuwa się sam.

"Co z nimi zrobić"? Jak to co, proszę Księdza? Wsłuchać się, oczywiście. Ostatnio istnieje moda na wysłuchiwanie (i obronę) różnych takich manifestów, więc warto wysłuchać i tego ... nawet jeśli jest o pewną dozę wulgarności ... uboższy od tego, który ostatnio tak poruszył pokłady tygodnikowej empatii. Zrozumieć ból, jaki skłania ludzi do pisania takich listów... I w ogóle zastosować ten sam sposób myślenia, jakim TP się wykazał po awanturze na Krakowskim Przedmieściu.

Nie chcę Pani urazić, ale wyczuwam jaką pogardę, także dla TP.

Problem jest trochę sztucznie rozdmuchany. Poza jedną wspólnotą (która ma korzenie niepolskie i skoro gdzie indziej podaje komunię na ręce to pewnie i u nas też) oraz w duszpasterstwie u jezuitów, raczej nie spotkałam się chyba z komunią na rękę.

Ci ludzie z różnych odnóg brazylijskiej sekty religijnych fundamentalistów to nie są nieuki, to nie są ignoranci - oni działają z rozwagą, w sposób przemyślany i w pełni świadomy. Naprawdę wierzą, lub przynajmniej starają się wierzyć, że to co robią podoba się Bogu i uchroni ich przed Jego wielkim gniewem, który dotknie większość ludzkości. Lepiej mieć przed sobą pospolitego cynika hipokrytę jak takiego fanatyka.

"Łamał i rozdawał, mówiąc >>bierzcie i jedzcie z tego wszyscy (...)<<". Nie ma mowy o podawaniu do ust. "Bierzcie"...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]