Reklama

open eyes economic summit 2019

Zmiana warty, 
zmiana wartości

Zmiana warty, 
zmiana wartości

26.10.2015
Czyta się kilka minut
W demokracji normalne jest, gdy partia rządząca 
przegrywa wybory – wystarczy, że popełnia błędy. I na przykład jest arogancka.
Jarosław Kaczyński podczas wieczoru wyborczego PiS. Warszawa, 25.10.2015 r. / Fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER
Jarosław Kaczyński podczas wieczoru wyborczego PiS. Warszawa, 25.10.2015 r. / Fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER
T

Trudno nazwać ten wynik wyborczy zaskoczeniem, skoro sondaże wskazywały na taką możliwość od co najmniej kilku tygodni. Czym innym jest jednak rozważać taką opcję, a czym innym zobaczyć ją w postaci podziału mandatów. A ten ustawia Prawo i Sprawiedliwość w bardzo komfortowej sytuacji: rządów przez cztery lata z przyjaznym, świeżo wybranym prezydentem, w trakcie kadencji nieprzerywanej kolejnymi wyborami głowy państwa. PiS może mieć nie tylko samodzielną większość, ale także potencjalnych sojuszników, z którymi można rozmawiać czy to o zmianie konstytucji, czy o stworzeniu pewnej rezerwy w przypadku wewnętrznych napięć. Do tego opozycja będzie osłabiona i zajęta sama sobą.


CZYTAJ TAKŻE:

Dwie ścieżki pomagają w wyjaśnieniu obecnej sytuacji. Pierwsza to zmiana ideowych wiatrów. Nowe sytuacje i doświadczenia skłaniają wyborców do przeniesienia sympatii na partie, które lepiej wyrażają ich odczucia. Nic nie wskazuje na to, że wymarzone przez obóz postępu porzucenie przez Polaków religii i tradycji było nieuchronne. PO przegrała nie dlatego, że nie popiera małżeństw homoseksualnych i nie dość entuzjastycznie przyjmuje wizję jednego europejskiego państwa ze wspólną walutą. Nieustające sztorcowanie jej przez lewicujący establishment za obyczajowy konserwatyzm co najwyżej podkopało wewnętrzną spójność partii – pomyślanej niegdyś przez Donalda Tuska jako ugrupowanie o szeroko rozwartych skrzydłach. Co jednak ważniejsze z ideowej perspektywy: rozwój gospodarczy najwyraźniej sprawił, że nierówności i przypadki braku szans nie stały się mniej bolesne, jak chciałaby liberalna doktryna – lecz trudniejsze do zaakceptowania. Choć rząd PO był niewątpliwym zawodem dla tych, którym marzy się więcej liberalizmu, to jednak nie udało mu się przekonać takich, którzy mają zdanie zgoła przeciwne. Być może zabrakło zdecydowania, a być może wątpiono w szczerość podejmowanych działań na rzecz ubogich czy rodziny.

Druga ścieżka to odwołanie się nie do wartości, lecz sprawności. Odwrócenie się od rządu nie musi oznaczać zmiany ideowego profilu – wystarczy negatywna ocena skuteczności i stylu działania. W demokracji ­zupełnie normalne jest to, że partia rządząca nie musi doprowadzić do pełnej katastrofy, aby przegrać wybory – wystarczy, że popełnia błędy. Szczególnie te, które rzucają się w oczy, jak arogancja. Przejawiana również wtedy, gdy nie chce się przyjąć do wiadomości własnych słabości – jak pani premier, która pytała konkurentkę w debacie: „A wy nie jecie ośmiorniczek?”. Jeśli dołoży się do tego wątpliwe przywództwo, mamy przepis na porażkę.

Trzeba przy tym pamiętać, że klęska Platformy jest zaskakująca tylko na tle jej wcześniejszej przewagi nad PiS-em. Partie, które wydawały się równie mocne, jak np. SLD w 2002 r. czy AWS cztery lata wcześniej, potrafiły ponosić znacznie bardziej spektakularne klęski już po trzech latach. Zupełną porażką okazało się straszenie PiS-em jako zagrożeniem demokracji – poza zaszczepieniem swoim wiernym wyborcom neurozy, co najwyraźniej się udało. Dotąd taka praktyka była udziałem PiS-u. Lepiej, by było to dla przegranych przestrogą niż wzorcem. Sukces opozycji był efektem oswojenia własnych lęków, nie zaś ich pielęgnowania.

Słabości konkurencji pomogły PiS-owi także na polu wyborczej arytmetyki. Bez rozbicia głosów liberalnego elektoratu na dwie listy – PO i Nowoczesnej – PiS nie miałby samodzielnej większości. Na tym bonusie problem się nie skończył: teraz PO będzie musiała ułożyć sobie relacje ze swoim klonem. Nowa partia wprowadziła do parlamentu pięć razy mniej posłów, ale przyjęła taki wynik ze zdecydowanie większym entuzjazmem niż Platforma. Trzeba jednak pamiętać, że PO ma wystarczająco wiele zasobów, aby zdominować świeżą konkurencję. Chociaż oczywiście może się to skończyć również wyniszczającą walką, jak stało się w przypadku Millera i Palikota, którzy, nawet jeśli pogodzili się na koniec, mogli nie przekroczyć progu wyborczego dla koalicji (tak to wygląda w chwili zamknięcia tego numeru „TP”). Taki wynik lewicy byłby kolejną składową samodzielnego sukcesu PiS-u. Gdyby lewica zarejestrowała się jako partia, samodzielna większość partii Kaczyńskiego byłaby wysoce wątpliwa.

Wynik ludowców jest najsłabszy od początku istnienia partii w obecnym kształcie. Niemniej struktura jako taka pozostaje, a zarówno w przypadku PSL, jak i PO nadziei dostarczają losy dzisiejszego zwycięzcy. Wszak w ciągu ostatnich ośmiu lat PiS było nie raz składane do grobu, a okazało się, że po zmianie kandydatów na prezydenta czy premiera można liczyć na zwycięstwo w kolejnych wyborach. Nie trzeba od razu zakładać nowej partii; wystarczy umyć to, co już jest, wprowadzając nowych ludzi. Można się spodziewać, że takie zmiany będą zachodzić również w PSL.

Największą niewiadomą jest Kukiz. Trudno tu dostrzec trwałe perspektywy – nie będzie potrzebny przy tworzeniu sejmowej większości, może jednak stworzyć wystarczającą presję, by zmienić ordynację i z twarzą wycofać się z tego, co się potem zdarzy. Trudno wszak spodziewać się po jego klubie parlamentarnym większej trwałości niż ta, którą widzieliśmy w przypadku Ruchu Palikota.

Choć na zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości złożyło się wiele zdarzeń, prezes Jarosław Kaczyński ma przed sobą jedno wyzwanie. Jeśli wynik się potwierdzi, nie ma najmniejszego pretekstu, by nie zrobić wszystkiego, co się zapowiedziało w trakcie kampanii wyborczej. Ze świadomością tego, na co wskazuje los Platformy Obywatelskiej. Nie ma tak mocnej pozycji, której nie można stracić w następnych wyborach, jeśli zacznie się lekceważyć zarówno opozycję, jak i obywateli. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Socjolog, publicysta, komentator polityczny, bloger („Zygzaki władzy”). Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Pracuje na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

I nie ma nic lepszego, jak kredyt zaufania wobec bliźniego. A tymczasem ufamy bankom dając im nasze życie w zastaw, a jesteśmy podejrzliwi wobec siebie nawzajem pozbawiajac się braterskich relacji. Zyjemy w zatomizowanej zbiorowości dążącej do samospełnienia-dzięki bankowym kredytom i niechęci do bliźniego jako "konkurenta" do dóbr materialnych. Jest szansa by to zmienić

Jeżeli szansę na zlikwidowanie "wzajemnej podejrzliwości" Szanowny Pan dostrzega w kontekście wyborczej wygranej arcybolszewickiego w swych poglądach i metodach PiS-u, to ja tylko mogę wzruszyć ramionami, nie przeszkadzać w odmawianiu litanii do św. Jarosława.

...do ostatnich wyborów. Po prostu rządy PiS-u to mniejsze zło, niż pozostawienie obecnego układu bez perspektyw radykalnej korekty. Poza tym, odnoszę wrażenie, ze PiS jakby się trochę "cywilizował", skoro kokietuje człowieka takiej miary, jak Jarosław Gowin. Gdyby ten Jarek zastąpił tego pierwszego Jarka, to chyba i więcej innych jarków(i nie tylko) opowiedziałoby się za PiS-em

Miarą wielkości Gowina jest jego czynny udział w bezczelnej kampanii przedwyborczych oszustw pisu-u. Teraz, po ogłoszeniu składu pisowskiego rządu widzą to już nawet ci, co chcieli przeczekać ten temat metodą "na strusia".

Banki nie mają nic do tego. W końcu lepiej mieć kredyt i mieć gdzie mieszkać niz nie mieć ani jednego, ani drugiego. Zaś konkurencja nie oznacza nienawiści: można ze sobą rywalizować i się nawzajem szanować oraz w razie potrzeby pomagać, trzeba tylko dojrzałości. A mówiąc o spadku po PRL mam na myśli z jednej strony odruch nieufności wobec potencalnego "agenta" (odruch znacznie trwalszy niż sam aparat terroru) oraz pokłosie długoletniej izolacji i propagandy, potęgującej strach przed obcym na wszyskich płaszczyznach.

Banki tylko w 3,5% stopy rezerwy bankowej są "realne" w pokryciu depozytem bankowym, zaś w 96.5% kwoty udzielanego kredytu są "fiducjarne", czyli bazują na społecznym zaufaniu i wierze w nieograniczone możliwości finansowe systemu bankowego. Tymczasem banki żądając odsetek od 100% kwoty kredytu(na dodatek kapitalizowanych)to zaufanie naduzywają profitując z każdej transakcji handlowej, którą kredytują. I tak udzielajac kredytu np. na budowę domów mieszkalnych, podrażają ich cenę o swój zysk wynikający ze specyficznego prawa własności domu,który nabywają poprzez udzielany kredyt. System bankowy korzysta na aktywności gospodarczej kumulując kapitał kosztem pracy wykonawczej. Tak skonstruowany system wymaga taniej(nieadekwatnie opłacanej)siły roboczej. Stąd wraz z nastaniem systemu bankowo-kapitałowego, powróciło niewolnictwo "dzikich ludów" i rasizm usprawiedliwiajacy wyzysk drugiego człowieka. Dla systemu bankowego wszystko jest ok., gdy jest tania(darmowa) siła robocza do dyspozycji. dlatego egalitaryzm społeczny i partnerskie stosuki miedzynarodowe, są dla tego systemu nie do przyjęcia, choć jest to perfidnie kamuflowane propagandą multi-kulti i "pomocą krajom niedorozwiniętym"(w istocie-zadłużaniem kredytowym). Dlatego dążenia do egalitaryzmu i przeciwstawianie się wyzyskowi systemu bankowego, są przedstawiane jako "ksenofobia"

Mało oryginalne tezy. Marks z Engelsem kombinowali podobnie. I psinco z tego wyszło.

...bo marksizm wybrał z gruntu fałszywą antropologię opartą na materializmie,a siermiężny rosyjski bolszewizm dopełnił reszty totalnej kompromitacji. Jednak socjalizm (czy nawet komunizm) wynikajacy z zasad chrześcijańskiego solidaryzmu społecznego, jest jedyną sensowną opcją na obecnym etapie cywilizacyjnego rozwoju

Chrześcijanin pozbywa się części tego, co niego należy, żeby pomóc drugiemu (np. przez działalność charytatywną). Socjalista zmusza do tego innych, po drodze "gubiąc" 25%. Chrześcijaństwo bazuje na wolności, socalizm z definicji ją odbiera.

Czy zasady solidaryzmu społecznego są możliwe do wprowadzenia tylko na zasadzie systemu totalitarnego? A kto zmuszał pierwszych chrześcijan, by żyli we wspólnotach, gdzie ponad prawem własności stawiano prawo powszechnego uzytkowania?

Na tej ziemi chrześcijański kościół od z górą tysiąca lat stanowi rząd dusz, wyznacza zasady moralne i kryteria wartości etycznych. Indoktrynuje, naucza, poucza, i mieni się być w tych dziedzinach jedynym i nieomylnym autorytetem. I z tego wszystkiego także jedno wielkie tysiącletnie psinco wyszło - a już na pewno nie solidaryzm społeczny. Odwoływanie się do przykładu gmin chrześcijańskich pierwszych wieków uważam za bałamutne - może i funkcjonowały zgodnie z ewangelicznym przykazaniem miłości bliźniego, ale to jest opowieść z innej bajki. Od czasów cesarza Konstantyna chrześcijaństwo z religii ewangelicznej szybko przekształciło się w religię władzy, a już kościół katolicki, zwłaszcza w jego pełnej pychy i pazerności polskiej postaci, jest pierwszych gmin chrześcijańskich absolutną antytezą.

...chrześcijaństwo stając się religią masową przez upaństwowienie, straciło coś ze swej ewangelicznej istoty; ale nie utraciło wszystkiego. To jednak w kręgu chrześcijaństwa rozwinął się współczesny model cywilizacyjny z jego szybkim postępem technologicznym. a stało się to mozliwe właśnie dzieki rozwojowi nauk, u podstaw którego stoi chrzescijański kanon intelektualny-odniesienie rzeczywistości do osobowego Logosu, czyli Boga

Uważam, że straciło wszystko, co istotne. A przede wszystkim zdolność do potwierdzania przykładem - a nieraz i ofiarą - własnego życia wierności ewangelicznym naukom Jezusa z Nazaretu. Że niby co pozostało??... Od IV wieku aż po czasy Reformacji i Kontrreformacji dzieje uwikłanego w zdobywanie coraz większej władzy i bogactw chrześcijaństwa to historia krwawych rzezi, wypraw krzyżowych i wojen religijnych, walk o panowanie, watykańskich skrytobójstw, stosów "świętej" inkwizycji, moralnego zdziczenia kleru od mniszych cel aż po najwyższe jego szczeble - z takiego zgniłego podłoża wyrastał fenomen Lutra, Kalwina, Zwingliego.. aż się nie chce o tych smutnych oczywistych rzeczach pisać. === Zaś postęp technologiczny to po pierwsze nie ma nic wspólnego z nauczaniem Jezusa, a po drugie jego wstydliwie skrywanym efektem jest na przykład największa w historii ludzkości liczba niedożywionych i umierających z głodu. Inaczej mówiąc, miarą człowieczeństwa nie jest i być nie może maszyna parowa czy nawet komputer. Przy tym dosyć to karkołomna i raczej nie do udowodnienia teza, że maszyna parowa to dziecko chrześcijaństwa. Za to powszechnie znany jest przybierający nieraz najbardziej brutalne formy opór kościoła przeciwko postępom w nauce - nazwisko Giordano Bruno na wieki zostanie tragicznym symbolem tego swoistego "ewangelicznego" stosunku do świata nauki. === Tak, w obrębie wpływów chrześcijaństwa rozwinął się tzw. "zachodni" model cywilizacyjny (nb w dużej mierze dzięki błogosławionym, a często inspirowanym prze kościół łupieżczym i krwawym podbojom). Ale cywilizacje w różnych postaciach wyrastały na przestrzeni tysiącleci wszędzie i pod wpływem przeróżnych uwarunkowań, w tym religijnych - do dziś przykładem niezwykle żywotne i bogate nie tylko duchowo cywilizacje azjatyckie, chińska czy hinduska. I one również wnosiły i wnoszą nieoceniony wkład w rozwój nauk i technologii - BEZ odniesienia do osobowego Boga. One wciąż kultywują przebogate tradycje duchowości - te zaś w obrębie chrześcijaństwa przeżywają od wieków głęboki kryzys, stłamszone i zdominowane przez augustyńskie i tomistyczne modele teologii instytucjonalnej, celebrę, odejście od doświadczania głębi do automatyzmu teologicznych wykładni kościoła, podporządkowania się odgórnym nakazom i zakazom. A jeśli coś zagraża duchowości wschodu - to widmo nadciągającej cywilizacji zachodniej z jej bezlitosnym ukierunkowaniem na "MIEĆ", a nie "BYĆ". Tak, to jest owoc chrześcijaństwa. === No rzec by można, dosyć to karkołomne zadanie upierać się przy "wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Doświadczenia", parafrazując prof. J.T. Stanisławskiego.

retoryki, gdzie ideologicne założenia i ich forsowanie, jest wazniejsze od samej prawdy. Prawdą nie jest zagłuszajaca inne głosy(przede wszystkim własnego sumienia) tuba propagandowa, ale to, co rzeczywiscie jest. Przedstawiasz wykrzywiony obraz chrześcijanstwa na pewne potrzeby wynikajace z egocentryzmu. Chrześcijaństwo zaś stoi na fundamencie prawdy, czyli logocentryzmu, który przekracza subiektywizm tak indywidualny, jak i zbiorowy. Stad chrześcijańska modlitwa: Bądź wola Twoja(Logosu)-a nie moja(mojego ego). Dążąc do prawdy, chrześcijaństwo nie redukuje rzeczywistości do subiektywnego stanu świadomości i stad są problemy,by przekazać przesłanie prawdy odniesione do Transcedencji, czyli do Boga. Choc poza problemem ponad(super)naturalnego przekazu Ewangelii, chrześcijanstwo zmaga się także z problemem słabej i przewrotnej natury ludzkiej, która dotyczy także i duchownych przedstawicieli koscielnych instytucji.

to pozbawiony treści pseudointelektualny bełkot. Chrześcijaństwo się zmaga, a Duch Święty niedomaga. No i tradycyjne "moja prawda jest prawdziwsza bo mojsza i prawdziwsza". Proszę Pana, zasady są banalnie proste - jaki Stwórca, takie jego Stworzenie. Jaki Bóg, takie jego kościoły i kapłani. A prawdziwym problemem Kościoła nie jest "przesłanie prawdy odniesione do Transcendencji", a jego własna wobec owej Transcendencji pogarda, maskowana pokrętną retoryką, kadzidlanym dymem i szamańskimi rytuałami. P.S. Pochlebia mi, żem jakoby do wolterowskich (nie wiem, nie studiowałem) przemyśleń własnym wysiłkiem doszedł.

"Ponad(super)naturalny przekaz Ewangelii" w wydaniu polskokatolickim, po tysiącu lat misji ewangelizacyjnej Kościoła katolickiego wygląda mniej więcej tak: === "Tablica z legendą słynnej lipy w Cielętnikach informuje pielgrzymów, że drzewo ma niezwykłą moc uzdrawiania zębów. Tłumaczy również powód, dla którego ogrodzona jest metalowym ogrodzeniem. Płot ma być ochroną przed pątnikami, którzy regularnie obgryzali korę, która według legendy ma koić ból zębów. Drzewo ma 11 m w obwodzie i 31 m wysokości. Znajduje się pod opieką dendrologów i mieszkańców wsi, którzy zabezpieczają je przed pątnikami. Ci w nadziei na uleczenie swych zębów obgryzają korę. Do niedawna pień lipy, by odstraszyć pielgrzymów, smarowany był smołą. Obok drzewa znajduje się wizerunek św. Apolonii, patronki stomatologów. To właśnie do niej pielgrzymi modlą się o zdrowe zęby."

konfabulując jakąś historyjkę: teza ustala fakty, a nie fakty tezę. Można i tak. ale wchodzić w polemikę ze zdefiniowaną racją z pozycji prawdy-nie ma sensu

PiS wygrał, ma mandat i niech rządzi. Nie pałam sympatią do Kaczyńskiego, ale nie mam zamiaru też potępiać wszystkich jego pomysłów w czambuł. Niemniej jednak są conajmniej dwie rzeczy, które skłoniłyby mnie do totalnej opozycji wobec nowych rządów: próba zawłaszczenia państwa i ograniczenia demokracji (np. poprzez cenzurę mediów albo manipulację systemem wyborczym) i roztrwonienie budżetu poprzez nieodpowiedzialne wydatki. W to drugie w zasadzie nie wierzę, bo Polska nie ma wiele zapasów do roztrwonienia i reakcja rynków byłaby bardzo szybka - a jakby się pogorszyło gospodarczo to ci sami związkowcy co teraz wieszają psy na Tusku i Kopacz wywieźliby Kaczyńskiego i Dudę na taczkach. Pozostaje więc pilnować demokracji, a poza tym ...niech rządzą i pokażą na co ich stać.

Będzie u nas wreszcie tak jak w większości krajów europejskich. Media skrupulatnie i bez taryfy ulgowej potraktują rząd Beaty Szydło. Podobnie zresztą jak już traktują prezydenta Dudę. No i dobrze. Tak powinno być.

Szanowny Pan ma na myśli na przykład szumnie zapowiadaną Telewizję Narodową?... A może "niepokorne" dziennikarstwo? Radiomaryję?

Nazywa się Wojciech Sumliński. Gość chyba za bardzo poważnie potraktował dziennikarski etos i zbyt dokładnie badał interesy pana prezydenta Komorowskiego. Zapłacił za to zdrowiem, a mogło być znacznie gorzej. http://www.sumlinski.pl/

Tak, ten gościu z pewnością nie jest zdrowy... Ale wśród "niepokornych" zaburzenia psychiczne wydają się być normą.

Rymanowskiego też by pan zamknął do psychiatryka ? http://wpolityce.pl/polityka/243808-prezydent-komorowski-traci-nerwy-po-pytaniu-o-ksiazke-sumlinskiego-niech-pan-nawet-o-niego-nie-pyta

Niewiele zaburzeń psychicznych wymaga hospitalizacji. Rymanowski jeżeli ma problemy niech się przebada - co mnie do tego. Na pewno cieszyłby się z zaliczenia do "niepokornych" - niech mu Szanowny Pan da tę satysfakcję i umieści go obok Sumlińskiego w panteonie Najdzielniejszych Prawdziwych Polaków Patriotów - może ten prosty gest starczy za terapię? Niech Szanowny Pan nie zapomina o Ziemkiewiczu, Karnowskich itede - wszak to oni najobficiej pluli gdzie popadło, najodważniej bluzgali patrząc śmierci prosto w oczy, narażając życie swe i swych najbliższych. Należy im się.

Jak Wałęsa był z Kaczyńskim to salon widział w nim prostaka i szkodnika. Teraz, gdy na Kaczyńskiego pluje to zrobił się ponownie z Lecha wielki autorytet moralny i wybitny polityczny ekspert. Broń Boże wypominać Wałęsie jakieś uchybienia w życiorysie. Sytuacja wygląda całkiem podobnie w przypadku naszego specjalisty od demokracji referendalnej czyli pana Bronisława Komorowskiego. Nic dziwnego, że obaj reprezentują w USA firmę Cinkciarz.pl Trochę mnie dziwi, a właściwie w ogóle mnie już nie dziwi, że media publiczne nie informują o tych zaoceanicznych eskapadach naszych wybitnych mężów stanu. I na koniec jak się chce pan trochę pośmiać to proszę sobie to obejrzeć ( skoro pan wywołał Ziemkiewicza ). Mam nadzieję, że ma pan poczucie humoru. https://www.youtube.com/watch?v=cmItpoFIXWY

Zauważam u Szanownego Pana obnoszenie się z solidnym kompleksem na punkcie osoby Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zupełnie serio i bez cienia złośliwości pozwolę sobie ocenić, że ociera się ono o paranoję. Aby sytuacji nie zaogniać pominę polemikę z wątkami prezydenckimi. === Ze stroniczki zaś przez Szanownego Pana polecanej pozwolę sobie przytoczyć kilka charakterystycznych dla ziemkiewiczowskiego środowiska komentarzy - niech zastąpią one mój komentarz: === "Dumny Polak: Ale o co chodzi Aaronowi Szechterowi? Przecież w opinii swojej publiki czyli żydobolszewików nie traci "dobrego imienia", ponieważ konsekwentnie działa przeciwko Polakom i ich suwerenności. Natomiast w oczach Polaków jest doskonale znana jego działalność oraz wyczyny jego rodzinki, więc żaden sąd tego nie zmieni :)" === " shadovar 3: michnik kurwa stary komuch jak mozna takie bzdury pisać" === " Adrjan77: Aaron to stara kurwa" === " naramovige: Zdrajcow kiedys sie wieszalo, a teraz nie ma kto tego zrobic." === " chrobok11: ggninida papaparszywa" === " 1adder: Kurwa... jak przemówienie na jakimś wiecu KC PZPR jebie komuną, Michnikowi już się styki popaliły od tego wyborczego gówna jakie produkuje..: - i tak dalej... Szanowny Panie, tu nie poczucie humoru jest potrzebne, a prokurator. Dobrej nocy życzę, z Panem Bogiem.

Teoretycznie jest możliwe, że jedna z sióstr zostaje kurtyzaną, druga zaś świętą. Oczywistą rzeczą jest, że obie pochodzą z tego samego środowiska. Frustratów i ludzi złej woli można znaleźć w każdym środowisku.Kropka. Ja osobiście mam do polskich Żydów sporo sympatii z tej racji, że pozostali w Polsce i dzielą jakoś ten nasz polski los. Ubogacają nasz kraj na różnych polach ludzkiej aktywności. Poglądy polityczne nie mają tu nic do rzeczy. Za Komorowskim nie przepadam. Po lekturze książki Sumlińskiego jakoś tak mi się porobiło.

Polecam: http://paradoksydemokracji.blog.pl/2015/05/21/przyjazne-panstwo-w-centrum-obywatel/
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]