Gdy jawa spada

Kamienny sen? Schodzimy wówczas w dół i jest to bardzo przyjemne. Sen kamienny, twardy, to zarazem sen dobry i błogi.

Reklama

Gdy jawa spada

Gdy jawa spada

11.05.2020
Czyta się kilka minut
Kamienny sen? Schodzimy wówczas w dół i jest to bardzo przyjemne. Sen kamienny, twardy, to zarazem sen dobry i błogi.
Sandro Botticelli, Wenus i Mars, ok. 1485 r., National Gallery, Londyn / NATIONAL GALLERY
C

Ciało czeka. Można je po drodze obłaskawiać, przekupywać kolejnymi posiłkami, czy nawet samym ich obmyślaniem – tyle osób mówi mi teraz, że piszą w głowie dokładne scenariusze obiadów i kolacji do podania nazajutrz. Lecz ono i tak prze do swojego, pożąda jak nigdy tego jednego: nocnej godziny. Oby już mogło się położyć i pozbyć naszych myśli i uczuć, oby już mogło zostać samo, czyli zasnąć bez naszego udziału. W najgłębszy sen – tyle osób mówi mi teraz, że śpią lepiej, mocniej niż wcześniej, i bez żadnych wspomagaczy.

Lepiej to mało powiedziane. Sam jako obiekt własnych badań mógłbym śmiało stwierdzić, że bodaj nigdy jak ostatnio, od chwili ogłoszenia pandemii, tak błyskawicznie nie zasypiałem i tak głęboko nie spałem. Boska, najprzyjemniejsza chwila dnia, kiedy można już się położyć i zanurzyć w tę jedną minutę dzielącą od zaśnięcia.

I później sama przyjemność snu, tak...

17593

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Byłby to esej (essej, jak mawia prof. Janion) modelowy, bo jest tu zaskakująca obserwacja, błyskotliwa refleksja, niebanalne literacko-malarsko-filozoficzne asocjacje - niby luźne, a przecież zawsze a propos - i to, co dla eseju najbardziej charakterystyczne: pozornie niedbały, niewymuszony, lekki, a przy tym elegancki styl. Coś mi tu jednak zgrzytnęło. Otóż jedną z cech eseju jest niefikcjonalność. Nie tworzy on osobnego, autonomicznego świata, jak świat przedstawiony fikcji fabularnej albo właśnie snu, w którym zatapiamy się odwróceni plecami i całą resztą rewersu do rzeczywistości. Wszak jest to forma na pograniczu nauki i literatury, a więc przy całej właściwej sobie subiektywności musi poddać swój świat intersubiektywnej weryfikacji. Byłoby poważnym nadużyciem i błędem w sztuce, gdyby autor na przykład zmyślił sobie ten cytat z Heraklita albo gdyby przedstawienie śpiącej postaci odwróconej tyłem do widza było, wbrew jego twierdzeniu, motywem tak częstym w malarstwie, że aż banalnym (w istocie nie od razu znalazłem ten obraz Courbeta, który malował nagie kobiety solo i en deux, we wszystkich możliwych pozach i z różnych perspektyw, w tym co najmniej jednej odważnej, ale bodaj tylko ten raz od tyłu). Otóż co się komu śni albo nie śni podczas pandemicznej kwarantanny to sprawa oczywiście indywidualna, ale naukowcy i tu nie odpuścili, zbierając za pomocą kwestionariuszy online dane o snach obywateli Włoch, Francji, Wielkiej Brytanii i USA, a pewnie i innych krajów. No i zonk! Okazuje się, że większość z nas śni teraz barwniej, intensywniej i - co ciekawe - dziwniej niż przedtem [https://www.nationalgeographic.com/science/2020/04/coronavirus-pandemic-is-giving-people-vivid-unusual-dreams-here-is-why/]. Interesujące są szczególnie hipotezy na temat tej ostatniej właściwości pandemicznych snów. Niektórzy badacze dopatrują się tu skutku raptownego zubożenia codziennych doznań zmysłowych, na co umysł reaguje właśnie tak. "The mind, that ocean where each kind / Does straight its own resemblance find, / Yet it creates, transcending these, / Far other worlds, and other seas". Przytaczam w oryginale, bo przekład Barańczaka, choć w miarę wierny, gubi w żeńskich rymach piękno oryginału. Tak że ten efekt zaskoczenia czymś, co wszyscy mieliśmy w zasięgu wzroku, ale eseista zauważył to pierwszy, w tym przypadku diabli wzięli. Nie szkodzi. I tak miło było przeczytać. ;)

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]