Reklama

Komunia też podlega prawom biologii

Komunia też podlega prawom biologii

12.03.2020
Czyta się kilka minut
Ks. Andrzej Draguła: Nie znajduję teologicznego argumentu, że Najświętszy Sakrament czy woda święcona są wolne od możliwości przenoszenia infekcji.
FOT.WOJCIECH STROZYK/REPORTER
M

Maciej Müller: Obejrzenie mszy w telewizji czy wysłuchanie w radiu nie równa się uczestnictwu w niej – słyszeliśmy wielokrotnie na katechezach i rekolekcjach. Okazuje się tymczasem, że to jednak forma dopuszczalna, a w coraz większej liczbie krajów wręcz zalecana przez biskupów. Kościół austriacki uruchomił nawet stronę z modlitwami dla osób, które nie mogą uczestniczyć w mszy i odczuwają głód eucharystyczny. Konferencja Episkopatu Polski rekomenduje biskupom, by udzielili dyspensy od obowiązku niedzielnego uczestnictwa we mszy św. osobom w podeszłym wieku, a także tym, którzy mają objawy infekcji, dzieciom i młodzieży oraz tym, którzy czują obawę przed zarażeniem. Jak to w końcu jest: co trzeba zrobić, żeby spełnić nakaz przykazania Bożego i kościelnego? 

Ks. Andrzej Draguła: Żeby uczynić zadość przykazaniu, należy być fizycznie obecnym na mszy w niedziele i święta nakazane (wliczając w to sobotnią mszę wieczorną). Msza transmitowana nie jest formą uczestnictwa zastępczego. Reguluje to Kodeks Prawa Kanonicznego w kan. 1247. W Liście „Dies Domini” Jan Paweł II pisał, że „dla tych (...), którzy z różnych przyczyn zewnętrznych nie mogą uczestniczyć w Eucharystii i są tym samym zwolnieni z obowiązku niedzielnego, transmisja telewizyjna lub radiowa stanowi cenną pomoc”. Transmisja jest więc pomocą w przeżywaniu Dnia Pańskiego, a nie obowiązującą, zastępczą formą uczestnictwa w mszy św. W sensie ścisłym nie można uczestniczyć „z oddalenia”, jak pisał Jan Paweł II. Konieczna jest obecność ciałem w miejscu sprawowania Eucharystii. Można jednak mówić o jakiejś niedoskonałej formie łączności, która może być bardzo pomocna. Papież mówi o „możliwości zjednoczenia” z mszą św. celebrowaną w miejscu transmisji. Trzeba dodać, że jako pierwszą formę pomocy papież wylicza „lekturę czytań i modlitw mszalnych przewidzianych na ten dzień, a także wzbudzenie w sobie pragnienia Eucharystii”.

Ale czy biskupi w sytuacjach takich jak epidemia COVID-19 nie mogą zawieszać kanonów?

Nie muszą zawieszać prawa kanonicznego w tym względzie, ponieważ prawo nie wiąże w sytuacji obiektywnej niemożności wypełnienia normy prawnej. Jan Paweł II wspomina w swoim liście o chorobie, niesprawności lub innej ważnej przyczynie, które zwalniają z obowiązku niedzielnego. Ważną przyczyną może być także konieczność sprawowania opieki nad małym dzieckiem czy osobą starszą, której nie można pozostawić samej. Taka sytuacja jest możliwa np. w małej miejscowości, gdzie jest tylko jedna msza i nie ma nikogo, kto mógłby przejąć opiekę. Wtedy nie zaciąga się winy moralnej – nie ma grzechu i nie należy się z tego spowiadać, choć zdaję sobie sprawę, że wielu katolików czuje z tego powodu wyrzuty sumienia. Są one niepotrzebne.

Czy powinniśmy teraz przekonywać naszych seniorów, żeby w niedzielę nie szli do kościoła? Jak rozmawiać z ludźmi, dla których uczestnictwo w mszy to kluczowa część tygodnia, a którzy nie powinni pojawić się w kościele, bo są w grupie ryzyka?

„Ważna przyczyna”, o której mówi list Jana Pawła II, to według mnie także podniesione ryzyko zarażenia się chorobą przez osobę chorą, starszą, mającą osłabiony system immunologiczny. Byłoby to narażenie własnego zdrowia na szwank, a może nawet na ryzyko śmierci, a więc działanie przeciwko przykazaniu „Nie zabijaj” w stosunku do siebie – a także wobec innych, którzy mogą zostać potencjalnie zakażeni. Rozumiem pragnienie obecności na mszy św., ale ono nie może być ważniejsze niż obiektywna sytuacja ryzyka. Są grupy osób bardziej zagrożone infekcją. Główny Inspektor Sanitarny zaleca, by pozostały w domu. Moim zdaniem należy się temu zaleceniu podporządkować.


CZYTAJ WIĘCEJ: SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


Strona, nazwijmy to, konserwatywna, pokazuje obrazki ze św. Karolem Boromeuszem czy Szymonem z Lipnicy, posługującymi wśród zarazy. Jak sobie poradzić z argumentacją, która przeciwstawia zdrowy rozsądek płynący z wiedzy medycznej – i ślepą na niebezpieczeństwo wiarę?

Nie ma nic niewłaściwego w samym ukazywaniu tych obrazków, chociaż może być to odebrane jako szantaż emocjonalny. Ci, którzy to czynią, najczęściej używają tych przykładów jako kontrargumentu na tzw. wariant włoski, czyli zawieszenie publicznego sprawowania Eucharystii. Według mnie to daleko idące nieporozumienie. Decyzja biskupów nie dotyczy zaprzestania posługi duszpasterskiej, także wśród chorych i objętych kwarantanną, do czego zachęca sam papież Franciszek, ale ma być środkiem prewencyjnym. Chodzi o to, by nie tworzyć zgromadzeń, skupisk ludzi, bo to tam następuje przekazywanie wirusa. Ksiądz, który rozdaje komunię, też może być wehikułem zakażeń. Nie ma żadnych teologicznych przesłanek dla tezy, że zgromadzenie liturgiczne jest wyłączone spod inwazji wirusa.

Mamy chyba problem z zestawieniem mszy, komunii, w ogóle czynności sakralnych – z rzeczywistością tak sekularną jak epidemia, obostrzenia sanitarne itp. Te kategorie zdają się radykalnie do siebie nie pasować.

To prawda. Wynika to z faktu, że prawo i zwyczaj kształtują się w sytuacji zwyczajnej, a sytuacje nadzwyczajne nie dają się szczegółowo przewidzieć. Znalazłem dekret watykański z XIX wieku dotyczący mszy św. w czasie epidemii, w którym zezwala się na mszę w domach, ale z zastrzeżeniem, że nie może być to ze szkodą dla szacunku wobec Eucharystii. To też tylko dość ogólna zasada, a w konkrecie każdy przypadek będzie inny.

Padają też argumenty, że odwoływanie mszy to „zdrada Chrystusa”. Krąży cytat ze św. Marka, że wierzący „węże brać będą do rąk i jeśliby coś zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić”. Więc jak można – słyszymy – zakazić się przyjmując hostię czy zanurzając rękę w wodzie święconej? I do tego koronny argument, że Eucharystia to sakrament uzdrowienia...

Takie myślenie jest na poły magiczne. Owszem, wyznajemy, że Eucharystia jest lekarstwem duszy i ciała. Także sakrament namaszczenia chorych jest udzielany z nadzieją wzmocnienia fizycznego, a może nawet wyzdrowienia, ale to ani magia, ani chemia, by mogło działać deterministycznie. Materia hostii pozostaje, jak wiemy. To nadal jest chleb, na co wskazują także przepisy dotyczące przechowywania Najświętszego Sakramentu w stosownym miejscu, aby np. nie zawilgł i nie spleśniał. Dlatego Kościół zaleca renowację Eucharystii przeznaczonej do adoracji przynajmniej raz na miesiąc. Zasada ta wynika właśnie z uznania, że konsekracja nie unieważnia, nie znosi naturalnych kategorii chleba konsekrowanego. On wciąż jest poddany prawom fizyki, chemii, biologii, prawom natury. Dodajmy, że Ciało Pańskie na krzyżu też chorowało, co jest konsekwencją Wcielenia. Nie znajduję teologicznego argumentu, że Najświętszy Sakrament czy woda święcona są wolne od możliwości przenoszenia infekcji. A uzdrowienie nie dokonuje się dzięki Eucharystii automatycznie, wszyscy wychodzilibyśmy bowiem zdrowsi z każdej mszy św.

Polscy biskupi zalecili – choć na razie dość delikatnie – udzielanie komunii na rękę (w innych krajach sformułowania są bardziej zdecydowane, np. z zakazem udzielania do ust). W Polsce prawie nikt nie „komunikuje” w ten sposób. Tymczasem żeby miało to sanitarny sens, absolutnie wszyscy powinniby przyjmować na rękę. Wygląda na to, że polscy katolicy będą musieli oswoić się z tą formą.

To nie jest takie proste. Dyskusja na temat komunii św. na rękę powraca co jakiś czas. To bardzo trudna dyskusja, ponieważ księża i świeccy, którzy tego rozwiązania nie akceptują, są bardzo przywiązani do formy „do ust” jako jedynej, która wyraża szacunek do Eucharystii. Ja tę wrażliwość szanuję, chociaż do końca nie rozumiem. Uważam, że z równym szacunkiem można przyjąć komunię na rękę. Trzeba pamiętać, że zewnętrzne czyny muszą wyrażać wewnętrzne nastawienia. Konstytucja o Liturgii mówi, że jest udział wewnętrzny i zewnętrzny, które muszą być ze sobą powiązane. Ale to nie miejsce, by przedstawiać tu argumenty. Wyobraźmy sobie jednak sytuację, że – z jakichś względów – okaże się, że bardziej higieniczne byłoby przyjmowanie komunii do ust, a nie na rękę. W teorii to możliwe. Czy wszyscy zwolennicy komunii na rękę tak się chętnie zgodzą? Nie wiem. Znam argumenty, że przyjęcie hostii do ust uwłacza godności człowieka. Mogę sobie wyobrazić, że ktoś się za nic nie zgodzi na zmianę formy. Ale wtedy trzeba postawić pytanie, co jest ważniejsze: realna, substancjalna i rzeczywista Obecność czy moja subiektywna pobożność?

Co to jest ta „komunia duchowa”, o której wspomina przewodniczący polskiego Episkopatu abp Stanisław Gądecki? Czy jest jednoznaczna z przyjęciem komunii podczas mszy?

Komunia duchowa to stara praktyka Kościoła. Sobór Trydencki przypomniał, że są trzy sposoby „komunikowania”: sakramentalnie, duchowo oraz jednocześnie sakramentalnie i duchowo. Co ciekawe, jako konieczne uznano przyjęcie komunii duchowo – żywą „wiarą, która działa przez miłość”. Przyjęcie komunii wyłącznie sakramentalne, bez wewnętrznego duchowego nastawienia, to komunikowanie „jak grzesznicy”. Oczywiście w sytuacji zwyczajnej formą doskonałą komunii jest przyjęcie sakramentalne wraz z duchowym zjednoczeniem, ale gdy nie ma możliwości przyjęcia Ciała Pańskiego, komunia duchowa jest skuteczna, to znaczy jest aktem zjednoczenia z Bogiem, w czym – wracając do wcześniejszego pytania – transmisja radiowa czy telewizyjna może pomóc, ale nie jest konieczna.

Dużym ryzykiem sanitarnym wydaje się też obarczona spowiedź w konfesjonale: twarze księdza i penitenta są blisko, łatwo o infekcję. Czy Kościół przewiduje na okoliczności takie jak epidemia spowiedź przez telefon albo internet?

Nie, nie ma spowiedzi na odległość, choć takie pytania powracają. Na początku XVII w. rozważano np. spowiedź za pośrednictwem listu. Kongregacja Świętego Oficjum wypowiedziała się negatywnie o takiej praktyce, grożąc za nią ekskomuniką latae sententiae (z mocy samego prawa). Uzasadniano to argumentem, że w momencie dotarcia listu do spowiednika dyspozycja penitenta jest już inna. W roku 1884 zapytano Watykan, czy w przypadku ostatecznej konieczności można udzielić rozgrzeszenia przez telefon. Odpowiedziano wówczas: Nihil est respondendum, a więc właściwie nie odpowiedziano, rzecz pozostawiając otwartą. We współczesnej teologii dominuje pogląd, że spowiedź przez pośrednictwo technologiczne jest niemożliwa, gdyż kontakt powinien być ludzki i naturalny. Interaktywność – nawet za pośrednictwem transmisji live – to nie to samo, co kontakt interpersonalny. Moim zdaniem, można taką spowiedź zorganizować w zakrystii, w kancelarii, rozmównicy, gdzie jej uczestnicy – penitent i spowiednik – zachowają odpowiednią odległość.

A czy wzorem komunii duchowej możliwa jest „spowiedź duchowa”? Bezpośrednio przed Bogiem, tak jak to praktykują np. ewangelicy reformowani?

Nie. Możemy mówić jedynie o żalu doskonałym w momencie niebezpieczeństwa śmierci. Wciąż obowiązuje nas spowiedź uszna. Należy jednak pamiętać, że jej obowiązek dotyczy jedynie grzechów ciężkich. Grzechy lekkie usuwają czynności pobożne, uczynki miłości, akty strzeliste itd. Jest jeszcze ogólne rozgrzeszenie sakramentalne (absolucja generalna), ale ono jest możliwe – jak mówi kanon 961 – kiedy „zagraża niebezpieczeństwo śmierci i brak czasu na to, by kapłan lub kapłani wyspowiadali poszczególnych penitentów”. Ale nawet po takim rozgrzeszeniu – jeśli minie niebezpieczeństwo śmierci – należy przystąpić do spowiedzi, by indywidualnie wyznać grzechy. Nie przypuszczam, by ta forma rozgrzeszenia była potrzebna w sytuacji obecnej epidemii.

Czy wysoka śmiertelność na COVID-19 np. w Bergamo uzasadniałaby sięgnięcie po ten kanon?

W literaturze wskazuje się na przykłady bezpośredniego niebezpieczeństwa dla wielu osób w tym samym momencie – chodziłoby więc np. o absolucję udzielaną przez księdza w schronie podczas bombardowania albo w samolocie awaryjnie podchodzącym do lądowania. Myślę, że sytuacja szpitala raczej nie podpada pod ten kanon.

Wymiar dotyku jest istotny w przeżywaniu wiary, skoro tak go dużo w Kościele. Czy katolik może więc z czystym sumieniem: nie zanurzać rąk w wodzie święconej, nie całować krzyża w Wielki Piątek, nie podawać ręki na znak pokoju?

Myślę, że może. Ostatnie instrukcje biskupów wyraźnie podkreślają, by unikać gestów i czynności, które są „kontaktowe”. Dotknięcie Jezusa było zawsze uzdrawiające. Dotknięcie człowieka – niestety – może nieść zagrożenie. Dopóki nie będziemy mieć wystarczającego poczucia bezpieczeństwa, trzeba ten dotyk, także w przestrzeni liturgicznej, ograniczyć.

Jak przeżyć Wielki Post bez rekolekcji, a może nawet bez spowiedzi wielkanocnej?

A może nawet bez rezurekcji? To byłaby zupełnie nowa sytuacja. Z jednej strony można by to przyrównać do długotrwałego znalezienia się w miejscu, gdzie nie ma Kościoła bądź też Kościół nie może sprawować swej posługi duszpasterskiej, a z drugiej – istnieją najróżniejsze formy duszpasterstwa pośredniego, medialnego, wirtualnego. Stalibyśmy się nagle tele-Kościołem, Kościołem „na odległość”, który jednak byłby ułomny, bo niezdolny do zgromadzenia się w tym samym miejscu i czasie, by razem sprawować Eucharystię. Dokumenty mówią, że Kościół jest wspólnotą „z ciała i krwi”, a więc realnych osób, które łączy nie tylko świadomość, ale także cielesność. Chrześcijaństwo jest religią Wcielenia ze wszystkimi tego konsekwencjami. W jakimś sensie sytuacja, w której jesteśmy, to wielotygodniowe rekolekcje. A konkretnych pomocy w mediach, w prasie, w książce można zaleźć wiele. To może być Wielki Post „w ukryciu”.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA jest teologiem i publicystą, stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. Doktor habilitowany teologii, profesor Uniwersytetu Szczecińskiego.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, z „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Specjalizuje się w tematach religijnych i historycznych. Studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

@kalina16 w niedziela, 15.03.2020, 10:35. National Health Service nie od dziś oskarżana jest o "cichą eutanazję" swoich schorowanych i starszych klientów. Ale równie dobrze może to wynikać z brytyjskiego podejścia do niektórych spraw. Z relacji znajomych mieszkających w UK wiem, że widok dzieci maszerujących do szkoły w listopadzie w krótkich spodenkach to żaden szok, a zwolnienie dziecka z powodu byle gorączki albo kaszlu uchodzi za poważne naruszenie szkolnej i obywatelskiej dyscypliny. W obliczu epidemii jednak będzie to "strategia mieszana". Z jednej strony "life as normal" i uwagi Borisa o wyrabianiu odporności stadnej przez masowe przechorowanie Covid-19, z drugiej - zapewnienia min. Hammonda, że to wcale nie tak, jak państwo słyszeli. Seniorów 70+ będą jednak izolować, a wybory samorządowe przesunięto. Inaczej niż we Francji, gdzie restauracje są pozamykane, za to lokale wyborcze dzisiaj otwarto. Polityka ma swoją racjonalność, niekoniecznie zbieżną z czystym rozumem. ;)

Moje dzieci londyńskie narzekają, ze w Londinum nie ma papieru toaletowego:))) Pamiętam, jak w latach 50-ych moja babcia wysyłała paczki do Londynu z podstawowymi artykułami żywnościowymi dla rodziny swego syna, który walczył u Sosabowskiego i nie wrócił do kraju. Dziś zanosi się, ze będę musiała podzielić się swymi zapasami papieru z dziećmi:)))

Cóż za wspaniały naród bytuje miedzy Odrą a Bugiem. Nawet dyskutując o sprawach oczywistych potrafi się kłócić, obrzucać obelgami i to na stronie w końcu Tygodnika Katolickiego (też nie jestem w tej sprawie bez winy). Jest udowodnione bezsprzecznie, że dla ograniczenia szybkości rozprzestrzeniania się epidemii najważniejszym czynnikiem jest izolacja osobników będących potencjalnymi nosicielami. Ponieważ nie ma sposobu wczesnego rozpoznawania nosicieli, potencjalnie każdy z nas może być ogniskiem zakażenia. W tej sytuacji każde działanie ograniczające mobilność oraz bliskie kontakty musi być ocenione jako pozytywne, nawet jak powoduje znaczne trudności dla obywateli. Oczywiście można przywoływać odmienne zachowania w różnych sprawach (Helsinki, Paryż itp) ale to trochę przypomina powiedzonko z PRL " a w Ameryce to biją Murzynów ". Wysłuchałem wystąpień kilku hierarchów (nie trawię tego określenia), wszyscy coś tam bajali o dyspensie, odpowiedzialności organizatorów nabożeństw i takie tam podobne bzdety. Myślę, że rozumni obywatele zachowają się w sposób racjonalny, zaś ci co z różnych powodów nie potrafią obiektywnie ocenić sytuacji i tak nic z tego bełkotu nie zrozumieją. Pomaszerują do kościołów, wystawią języki na przyjecie komunii wierząc, że w miejscu poświęconym nic złego nie może ich spotkać, i oby tak było. O ile więcej rozumu mają np Dominikanie we Wrocławiu mówiąc wprost , że nie widzą możliwości zapewnienia ustalonej ilości wiernych i zamykają drzwi do świątyni. Zastanawiam się dlaczego mi , niebędącym "uczonym w Piśmie" natychmiast nasunął się 6 rozdział Ewangelii wg św Mateusza. Czystość zamiarów 1 Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Jałmużna 2 Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. 3 Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, 4 aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Modlitwa 5 Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. 6 Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. 7 Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. 8 Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Czy taki przekaz nie byłby bardziej czytelny?

najpierw rząd zakazuje liniom lotniczym latać do Polski, potem ogłasza, że sprowadzi z zagranicy do kraju Polaków, a teraz okazuje się, że zrobi to za pieniądze i to duże - w ten sposób pod pretekstem epidemii podkarmi kosztem podróżnych państwowy LOT w finansowych tarapatach, tak się dzisiaj w Polsce na wirusie robi interesy

@eddiepolo interesy się robi na wszystkim, łajna nie wyłączając. I zawsze. Nie oczekuj, że teraz będzie inaczej. Na allegro paczka makaronu (dowolnego) do nabycia w cenie 34 PLN. Kto głupi niech kupuje.

...jakby Pan uważał za normalne, że rząd może robić interesy kosztem obywateli - no nie, nie jest to normalne, to byłaby de facto mafijna patologia a nie rząd [p.s. na allegro kupuje makaron kto chce, a z zagranicy wrócą p a ń s t w o w y m i liniami z m u s z e n i do tego p a ń s t w o w y m zakazem podróżowania - radzę raczej nie używać tak lipnej argumentacji na forum TP シ]

Panie @eddiepolo, miałem na myśli raczej LOT (państwowe oczko w głowie) a nie rząd, bo LOT jest w sytuacji kin, teatrów, restauracji i całej reszty której odcięto możliwość zarabiania. Natomiast szczegółów podróży wciąż nie znamy do końca, oprócz haseł w stylu "państwo do reszty ceny dopłaci". Pomijając już fakt, że rząd płaci wyłącznie naszymi pieniędzmi, podano, iż "premier informował, że cena za taki przelot będzie zryczałtowana, ale nie podał więcej szczegółów". Czyli albo ja sam, albo obydwaj, wiedzę w temacie mamy niepełną.

zwracam jednak uwagę, że LOT to nie jest firma jak wszystkie inne - to firma państwowa, od zawsze ciepłe gniazdko dla rodziny i znajomych rządzącego Królika [albo Kaczora, bez różnicy], już nieraz reanimowana naszymi podatkami - nielegalnie, jak to stwierdziła KE zabraniając takiej pomocy - i nie widzę powodu innego niż cwaniacki, by teraz akurat LOT wspomagać a nie kina, teatry czy restauracje - i to w tak obrzydliwy sposób wspomagać, żerując na w y m u s z o n e j przez państwo trudnej sytuacji jego obywateli - a co do szczegółów, ja wiem więcej: bilety w Europie od 400-800 zet, na międzykontynentalnych do 2400 zet, i to nie jest mało - przyczyna pierwotna tego całego bałaganu to oczywiście decyzja o zamknięciu granic, którą uważam za absurdalną, idiotyczną, podyktowaną li tylko względami propagandowymi

to akuratnie myślę podobnie. :-)

@retrofood w niedziela, 15.03.2020, 09:36. Ubolewając nad trudną sytuacją "kin, teatrów, restauracji i całej reszty której odcięto możliwość zarabiania" wymieńmy z tej całej reszty jeszcze parafie, skoro dyskusja zaczęła się od najważniejszego problemu, jakim były niedzielne zgromadzenia w kościołach. Na szczęście państwowy zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób objął również msze, a biskupi pod naciskiem opinii i respektując zalecenia władzy (wiadomo, sojusz ołtarza z tronem) zwolnili praktycznie wszystkich wiernych z obowiązku uczestnictwa. I kto teraz zrekompensuje utraconą tacę? Proboszcz bez wiernych jest jak aktorka bez publiczności, kelner bez gości (i ich napiwków), lektor zatrudniony na umowie o dzieło w szkole językowej albo stewardesa tanich linii, która tak naprawdę zarabia "od lotu", a jej pieniądze "za gotowość" to jakaś kpina. To są realne problemy realnych ludzi. Jeszcze gorzej mają ci, którzy się boją choroby, ale ich strachu nie podziela pracodawca nie objęty rządowymi zakazami. W dzisiejszej Rzepie jest artykuł na ten temat: masz przyjść do roboty i koniec. Przedwczoraj krytykowano rząd za zbyt opieszałe wprowadzanie ograniczeń, dzisiaj okazują się one zbyt drastyczne. Przedwczoraj Wyborcza z oburzeniem pisała o księżach nie bojących się wirusa. Dzisiaj mam solidaryzować się z panem Adrianem, bo wraca z Niemiec, a ma zbyt ważne sprawy, żeby siedzieć w domu przez 14 dni. Pan Adrian osobiście wirusa się nie boi, więc czemu ma płacić za cudzy strach? I pyta, dlaczego kierowcy tirów nie zostaną poddani kwarantannie. Jak wszyscy, to wszyscy. Logiczne, nie? A ja dopiero teraz zauważyłem absurd sytuacji, kiedy w Walentynki nie wpuszczono mnie do kina w centrum handlowym z powodu alarmu bombowego, a ekipa saperów swobodnie sobie tam wlazła. Koronawirus dotknął i mojego portfela. Nie z powodu blokady granic, której wtedy jeszcze nie ogłoszono, ale z obawy przed innymi komplikacjami (ot, przypadkowa gorączka i nie lecisz z powrotem) nie udałem się w piątek na zaplanowany wcześniej "city break", tracąc tanie bilety lotnicze i nietanie bilety do opery ("tam" wszystko toczy się normalnie). Na przedstawienie poszli nieoczekiwanie obdarowani znajomi, ale zasady linii lotniczych są proste: no show up i reszta podróży przepada, więc nawet za odwołany lot powrotny nic się nie należy. I tu niespodzianka: mail od owych linii z komunikatem, że jednak będą zwracać w formie voucherów lub, jak ktoś się uprze, gotówką. Proszą tylko o dwa tygodnie na opracowanie procedury rekompensaty. Miły gest prywatnej firmy. Nawet jeśli się zorientują, że mnie akurat zgodnie z prawem nic zwracać nie muszą, to zapamiętam jako wyraz ogólnej postawy w obliczu wyjątkowej sytuacji.

Może, proszę Pana, dobry Bóg zesłał szansę dla Kościoła by w końcu pokazał skromność, umiar i powściągliwość w pogoni za mamoną, do czego tak usilnie namawia owieczki? Czas, by pokazał jak to się robi, a nie przez stulecia propagował teorię, sam opływając w luksusy. Może czas, by kardynałowie pozbyli się 600-metrowych mieszkań, a biskupi rzeszy służących, pod postacią kleryków i zakonnic? Czas, panie @zwyjątkiemprzec..., czas najwyższy.

@retrofood w niedziela, 15.03.2020, 11:22. Wszyscy stoimy wobec tej szansy. Księża, a jeszcze bardziej aktorzy, sportowcy, biznesmeni... Niech każdy pokaże, na co go stać, i nie marudzi, że akurat jego powinni wszyscy ochraniać przed skutkami zakłóceń w normalnym życiu. A już szczególnie nie powinni marudzić ci, którzy są zwykle tak dumni ze swojej samodzielności i wytykają jej brak innym. Radziłeś sobie przed zarazą, poradź sobie i teraz. Hic Rhodus, hic salta. ;)

Różnica, szanowny panie, polega na tym, że w odróżnieniu od kleru aktorzy, sportowcy i biznesmeni nie wysuwają w stronę państwa i społeczeństwa pretensji do bycia traktowanym jako ostoja cnót i moralności z bożego namaszczenia. Dlatego kler, który domaga się od państwa pomocy finansowej dla utrzymania swojego standardu życia, był, jest i będzie pomnikowym przykładem szczytów hipokryzji, która nie grozi w tym względzie aktorom, sportowcom i biznesmenom. Ponoć kościół katolicki to instytucja pożytku publicznego nie nastawiona na zysk. Dlatego póki instytucja ta nie rozprzeda swojego znacznego majątku i nie przeznaczy całości tych funduszy na podstawowe utrzymanie funkcjonowania kościołów i plebanii, to nie powinna dostać ze skarbu państwa nawet złamanego grosza.

Panie zwyjątkiemprzec...! Nie zmieniaj pan tematu i nie wprowadzaj tu jakiegoś "niech każdy". Bo "niech każdy" to się pojawia zawsze wtedy, gdy ludzie Kościoła chcą rozwodnić i zrzucić z siebie obowiązki. Wtedy jest "niech każdy". Inaczej jest jednak, gdy jest możliwość chapnięcia darmochy. Wtedy nie ma "niech każdy weźmie część", wtedy jest "wara od tego co moje! Moje jest wszystko!". Wtedy wierni nie są Kościołem, nie mają prawa do wypowiadania się, żadnych praw nie mają! Mogą jedynie pokornie słuchać tych oszustów i jest wolno im potakiwać. Polecam relację "Parafia pod młotek" gdzie opisano jak "biedny" Kościół nas kroi niczym zwykły, bezczelny doliniarz.

Żołnierze nie są poddawani kwarantannie oraz Ci wracający z zagranicy także - taki bonu od ministra MON :)

Do wszystkich niedouczonych higienistów i "teologów brudnych rąk" zalecających przyjmowanie Komunii Świętej na rękę, co rzekomo ma zapobiegać chorobom. Jedzenie brudnymi rękami powoduje choroby brudnych rąk, które wywoływane są przenoszeniem wirusów i bakterii drogą pokarmową. Najczęstsze przykłady chorób brudnych rąk to: wirusowe zapalenie wątroby typu A, owsica, tasiemieczyca i salmonelloza. Tak więc argument przyjmowania komunii Św. na rękę to sanitarny BEZsens, promocja nieuctwa i ciemnoty!

Coś Pani się w ciasnej główce nie poukładało. Czy ktoś zachęcał na przyjmowanie komunii do brudnych rąk. Czy nie słyszała Pani o tym, że ręce trzeba myć oraz nie dotykać się w kościołach przy przekazywaniu znaku pokoju.

Autor - nie zam osobiście i wole nie poznawać. Woda święcona jest przebadanym związkiem, m.in przez Japońskich naukowców oraz inne narodowości. Trzeba zadać sobie odrobinę trudu - nawet w sieci i to znaleźć, ale trzeba mieć dobrą wolę do tego. Skoro przyjmowanie Eucharystii duchowe jest takie "Cool" to głodnym pokazujmy jedzenie przez szybę lub w telewizorze - przecież to jest to samo. Ponadto namawiam wszystkich o wspieranie "Tygodnika Powszechnego" duchowo w formie Like-ów na pewno jest to dopuszczalna forma pomocy. Z niepoważaniem Czytelnik

Strony

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]