Dobry sułtan z Muskatu

Na Bliskim Wschodzie, gdzie wojny nie cichną, Oman jest od lat oazą spokoju. Jego przywódca, zmarły niedawno sułtan Kabus, cierpliwie godził zwaśnionych i służył mądrą radą.

Reklama

Dobry sułtan z Muskatu

Dobry sułtan z Muskatu

27.01.2020
Czyta się kilka minut
Na Bliskim Wschodzie, gdzie wojny nie cichną, Oman jest od lat oazą spokoju. Jego przywódca, zmarły niedawno sułtan Kabus, cierpliwie godził zwaśnionych i służył mądrą radą.
Sułtan Kabus ibn Sa’id (1940–2020) PETER KURZ / GETTY IMAGES
P

Pytany o polityczną dewizę, Kabus mawiał: „Być dla wszystkich przyjacielem i nikomu wrogiem”. Także jego ojciec, sułtan Sa’id ibn Tajmur (1932-70), nie toczył pochopnych wojen. Ale i nie zabiegał o niczyją przyjaźń, a ocalenie Omanu przed silniejszymi sąsiadami i zaborczymi mocarstwami widział w całkowitej izolacji. Uważał, że skoro nie jest się dość silnym, by stawić czoło światu, najlepiej się przed światem zamknąć.

Przypominał pod tym względem dawnych afgańskich emirów, którzy też sądzili, że jedynie dzięki izolacji uratują swoje państwo przed imperialnymi zakusami Rosji i Wielkiej Brytanii (podejrzliwy emir Abdurrahman nie pozwolił nawet Brytyjczykom ciągnąć do Kabulu kolei żelaznej – do dziś Afganistan jest jednym z niewielu krajów świata pozbawionych kolei).

Zacofana bajkowa kraina

Za panowania Sa’ida Oman przypominał krainę z baśni o Sindbadzie Żeglarzu. Ulepione z gliny wioski, zielone pióropusze palm nad piaszczystymi brzegami, obmywanymi przez granatowe wody mórz i oceanu, kołyszące się na falach drewniane żaglowce dhow...

Jedno z najstarszych państw arabskich – położone na skrzyżowaniu morskich szlaków handlowych z Azji na Bliski Wschód i do Afryki – wyrosło na handlu. Już przed wiekami kupcy przybywali tu po kadzidło, cenniejsze od złota. W czasach rozkwitu omańscy sułtani władali południem Półwyspu Arabskiego, wybrzeżem dzisiejszego Pakistanu, a nawet wschodnią Afryką aż po Zanzibar.

Ale za rządów Sa’ida czasy te należały do przeszłości. Żeglarze z Muskatu, stolicy Omanu, nie mieli szans z parowcami Brytyjczyków, a Oman stoczył się do pozycji państwa rozpaczliwie zacofanego. W kraju wielkości Polski i niemal bezludnym, bo ledwie półmilionowym, wciąż uprawiano zakazany gdzie indziej proceder niewolnictwa, działały trzy szkoły (wyłącznie dla chłopców) i jeden szpital, a asfalt pokrywał tylko 10 km dróg. Większość mieszkańców nie potrafiła składać liter, klepała biedę i nie dożywała czterdziestki.

Chorobliwie zazdrosny o swą władzę, sułtan Sa’id uważał, że ma prawo wtrącać się we wszystkie sprawy poddanych: rozstrzygać, kto kogo poślubi, jakie zdobędzie wykształcenie, pojedzie za granicę. Sam nie wyjeżdżał nigdzie i widział zagrożenie oraz grzech we wszystkim, co obce i nowe. Nie pozwalał poddanym słuchać muzyki ani radia, ani też nosić (jak cudzoziemcy) przeciwsłonecznych okularów czy parasoli. Nie ufał nawet elektryczności: ulice Muskatu oświetlane były nocą przez latarnie i pochodnie, rozwieszane na słupach.

Skąpił na modernizację kraju nawet wtedy, gdy Brytyjczycy znaleźli na omańskiej pustyni ropę – „czarne złoto”, które z Półwyspu Arabskiego uczynić miało Eldorado. Jednak sułtan nie kwapił się z jego wydobyciem, z czym Brytyjczycy nie mogli się pogodzić.

Kabus, syn Sa’ida

Swojego jedynego syna sułtan posłał jednak na naukę: najpierw do Indii, a potem do sławnej brytyjskiej akademii wojennej w Sandhurst. Chciał porządnie przygotować Kabusa do roli następcy, dziedzica dynastii Busa’idich, od połowy XVIII w. władających Omanem, Muskatem i Zanzibarem.

Kabus (rocznik 1940) ukończył naukę, odsłużył pół roku w brytyjskiej armii w Niemczech (w stopniu podporucznika) i odbył trzymiesięczną podróż dookoła świata (pod opieką brytyjskiego majora). Jednak gdy wrócił do domu, na polecenie ojca, ten nie powierzył mu żadnego stanowiska na dworze, lecz osadził w domowym areszcie w Salalah, w rodzinnej prowincji Zufar. Kabus znów został zamknięty w pałacu, w którym się wychował i dorastał – wtedy samotnie, bez przyjaciół (nie mógł ich mieć) i bez nieobecnego ojca. Teraz, już dorosły, spędził tak pod kluczem kolejnych pięć lat. O tym, co się dzieje w świecie – i w jego własnym kraju – dowiadywał się z listów, przemycanych w książkach i nagranych na kasetach z muzyką, które przysyłali mu przyjaciele z Wielkiej Brytanii.

6c8954d8-ab50-4d08-a888-7117f0e3abfd.jpg


Port w Muskacie, stolicy Omanu, 1957 r.

Tymczasem w Omanie działo się źle. Sułtan popadał w paranoję, a jego poddanym, których liczba wzrosła do prawie miliona, żyło się coraz biedniej. Aż w końcu w Zufarze miejscowi plemieńcy podnieśli zbrojną rebelię. Buntowników wspierał sąsiedni Jemen Południowy – jedyny kraj na Półwyspie Arabskim, w którym rządzili komuniści (popierani przez Moskwę). Nad Omanem zawisła groźba wojny domowej, rozpadu oraz tego, że komuniści sięgną po Muskat. Brytyjczycy nie zamierzali dopuścić, by po Iranie – gdzie w 1951 r. tamtejszy premier Mohammed Mossadegh znacjonalizował należące do nich pola naftowe (został za to dwa lata później obalony, ale Brytyjczyków wyręczyli już w tym Amerykanie z CIA) – podobna przykrość miała ich spotkać w Omanie.

To Brytyjczycy namówili Kabusa, by dla dobra kraju odebrał władzę ojcu. Dzięki ich poparciu w lipcu 1970 r. w Muskacie doszło do pałacowego przewrotu: stary sułtan został zmuszony do złożenia władzy i udania się na wygnanie do Wielkiej Brytanii, a na tronie zasiadł niespełna 30-letni Kabus. Obiecał rodakom, że wreszcie nastaną lepsze czasy.

Reformy nowego sułtana

Nowy sułtan pozwolił zachodnim nafciarzom pompować ropę, a petrodolarowych zysków nie chował w skarbcu – budował za nie drogi, stacje odsalania wody morskiej, szpitale i szkoły. Po latach obliczono, że gospodarka Omanu, jako jedyna na całym Bliskim Wschodzie, przez ćwierć wieku co roku notowała blisko 10-procentowy wzrost; ONZ orzekła, że w ostatnim półwieczu mało było państw, które rozwinęły się tak jak Oman.

Kabus zakazał niewolnictwa, a w szkołach nakazał uczyć angielskiego i informatyki, zezwolił też na satelitarną telewizję i internet. Dziś niemal wszyscy mieszkańcy Omanu umieją czytać i pisać – i żyją dwukrotnie dłużej. Sam miłośnik muzyki klasycznej (grał na lutni i organach, komponował), Kabus kazał też zbudować w Muskacie operę i filharmonię, a także stworzyć rodzimą orkiestrę symfoniczną, która w niej występowała. Podczas gdy szejkowie znad Zatoki Perskiej licytowali się w budowaniu drapaczy chmur, on zabronił wznosić wieżowce – uznał, że nie pasują do miejscowej architektury i paskudnie ją psują.

Na Bliskim Wschodzie, wstrząsanym konfliktami i religijnym fanatyzmem, Oman pod rządami Kabusa stał się oazą spokoju. Rebelię w Zufarze stłumił z pomocą Brytyjczyków, a także wojsk przysłanych mu przez szacha Iranu i króla Jordanii. Inne kraje arabskie odmówiły pomocy, a potem jeszcze krzywiły się, że młody sułtan wciągnął Persów w sprawy Arabów. Kabus dobrze to sobie zapamiętał.

Do kolejnych buntów już nie doszło. Utrzymać pokój było tym łatwiej, że – w przeciwieństwie do wielu innych arabskich krajów – Oman wolny jest od wyznaniowych sporów między muzułmanami. Jest bowiem jedną z ostatnich twierdz charydżytów – egalitarystów i fundamentalistów, odrzucających zarówno sunnicką, jak też szyicką odmianę islamu. Sułtanowi, wiernemu plemiennej tradycji narad i uzgadniania wszystkiego ze wszystkimi, udało się też pogodzić poddanych z pobożnego pustynnego interioru oraz kosmopolitycznego portowego wybrzeża.

Cała władza w ręce Kabusa

Najpierw rządził do spółki ze stryjem Tarikiem (ściągnął go z wygnania, na które ten udał się ze strachu przed bratem, tj. ojcem Kabusa). Jednak wspólne władanie skończyło się po roku: sułtan zwolnił stryja i sam objął stanowisko premiera. A także ministra wojny, dyplomacji i skarbu, dowódcy armii i prezesa banku centralnego.


Polecamy: Strona świata - specjalny serwis "TP" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego


Sułtan, tak postępowy w sprawach gospodarki, okazał się wstrzemięźliwszy, gdy szło o władzę. Nie zezwolił na zakładanie partii, zwoływanie ulicznych demonstracji ani w ogóle krytykę swoich rządów. Poddanym podarował konstytucję i dwuizbowy parlament. Posłów wybierają wszyscy, a więc także kobiety. Senatorów sułtan wyznaczał osobiście. Jednak parlament nie mógł decydować – miał tylko prawo formułowania głosu doradczego.

W 2011 r., gdy przez Bliski Wschód i Afrykę Północną zaczęła przetaczać się rewolucyjna Arabska Wiosna, także w Omanie doszło do antyrządowych wystąpień – jedynych za rządów Kabusa od czasu buntu w Zufarze. Ludzie wyszli na ulice, żądając ukarania skorumpowanych urzędników, podwyżek i przede wszystkim pracy. Nikt jednak nie domagał się odejścia władcy – jak w Tunezji, Libii, Egipcie, Jemenie, Bahrajnie czy Syrii.

Kabus zareagował: wyrzucił najbardziej nielubianych ministrów, a pozostałym na stanowiskach kazał stworzyć niezwłocznie 50 tys. nowych miejsc pracy w sektorze publicznym, podwyższyć wszystkim poddanym płace, a tym, którzy pracy nie mają, wypłacać zapomogi. Musiał sięgnąć do pieniędzy trzymanych na czarną godzinę. Ale zadowoleni demonstranci się rozeszli – i rewolucja na tym się skończyła.

Bliskowschodnia Szwajcaria

Elastyczny w zarządzaniu kryzysowym, Kabus okazał się też wybitnym dyplomatą. Skończył z izolacją: Oman przystąpił do ONZ, Ligi Państw Arabskich, Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Nie przystąpił za to do OPEC, organizacji naftowych potęg, które skrzyknęły się, by kontrolować ceny ropy – sułtan nie chciał, by inni cokolwiek mu narzucali.

Nie szukając wojny z nikim, za to zabiegając o przyjaźń z wszystkimi sprawił, że Oman stał się bliskowschodnią Szwajcarią: krajem neutralnym, chętnie udzielającym dyskretnej gościny tym, którzy woleli unikać jawnych spotkań, i podejmującym się roli pośrednika w kontaktach między tymi, którzy oficjalnie nie chcieli ze sobą rozmawiać.

Nie zapomniał o Brytyjczykach, swych dobrodziejach. Ale gdy zostali wyparci z Bliskiego Wschodu przez ich zaborczych sojuszników, Amerykanów, Kabus zaczął zabiegać o przyjaźń USA. Jednocześnie utrzymywał stosunki ze Związkiem Sowieckim i Chinami. Dalej: choć irański szach był głównym sojusznikiem Kabusa, to gdy został obalony przez islamską rewolucję, sułtan zaprzyjaźnił się z nowymi władcami Iranu – chociaż bracia Arabowie mieli mu to za złe. A ajatollahowie nie zerwali z nim nawet wtedy, gdy w 1980 r. pozwolił amerykańskim śmigłowcom wystartować z Omanu do – fatalnie nieudanej – operacji odbicia zakładników, więzionych w ambasadzie USA w Teheranie. Z kolei w latach 80. XX w., gdy Iran toczył wojnę z Irakiem Saddama Husajna (wspieranym wtedy przez Zachód), Oman utrzymywał kontakty i z Teheranem, i z Bagdadem. Udzielił też gościny Amerykanom, gdy dwukrotnie dokonywali zbrojnych inwazji na Irak.

Jako jeden z nielicznych arabskich krajów, Oman nie zerwał stosunków z Egiptem, gdy ten w 1979 r. podpisał układ pokojowy z Izraelem. Co więcej, Kabus gościł w Muskacie premierów Icchaka Rabina i Szymona Peresa, a dwa lata temu Benjamina Netanjahu. Na kilka dni przed jego wizytą stolicę Omanu odwiedził palestyński prezydent Mahmud Abbas.

Oman nie zerwał też z Syrią, gdy w kraju wybuchła wojna, a większość przywódców arabskich uznała prezydenta Assada za zbrodniarza wojennego. Sąsiadów z półwyspu – zwłaszcza Arabię Saudyjską, uzurpującą sobie rolę regionalnego żandarma – Kabus rozsierdził jednak najbardziej, odmawiając udziału w organizowanych przez nią wyprawach wojennych do Bahrajnu (2011) i Jemenu (od 2015 r. do dziś), a także w blokadzie lądowej i morskiej Kataru (2016).

Żeby zabezpieczyć się przed gniewem Saudów, Kabus dbał o wojskowe przymierze z Wielką Brytanią, a zwłaszcza ze Stanami, którym wydzierżawił na bazy porty w Dukm i Salalah. Wyświadczał też Amerykanom przysługi, gdy chcieli się w jakiejś sprawie dogadać z irańskimi ajatollahami – czy to wykupienia obywateli USA trzymanych pod zarzutem szpiegostwa, czy sekretnych negocjacji, które w 2015 r. zaowocowały słynną umową, zgodnie z którą Iran miał zrezygnować z prac nad bombą atomową.

Świat bez Kabusa

Panował prawie pół wieku. Umarł 10 stycznia, nie zostawiwszy dziedzica – gdy jego bezdzietne małżeństwo z przyrodnią siostrą Nawwal po trzech latach skończyło się rozwodem, ponownie już się nie ożenił. Kabus ibn Sa’id żył w samotności, wśród ukochanych książek i muzyki.

Zgodnie z ustanowionym przez niego prawem nowego sułtana miała wybrać jego rodzina – w ciągu trzech dni po jego śmierci. Gdyby zaś to się jej nie udało, wówczas wyznaczona przez Kabusa rada miała otworzyć zapieczętowaną kopertę z listem, w którym jeszcze za życia wskazał następcę. Rodzina zrezygnowała z prawa wyboru i nazajutrz po pogrzebie poprosiła o otwarcie koperty. W ten sposób, z woli zmarłego, nowym sułtanem został jego 65-letni stryjeczny brat Hajsam ibn Tarik.

Nie będzie miał lekkiego życia. Poddani, których liczba wzrosła do ponad 4 milionów, będą porównywać go z poprzednikiem – jedynym władcą, jakiego większość z nich znała (połowa mieszkańców to ludzie poniżej 25. roku życia). Tymczasem Hajsam nie będzie mógł sobie pozwolić na szczodrobliwość, z jakiej słynął Kabus: z powodu spadku cen zmniejszyły się zyski z ropy, wciąż niemal jedynego źródła dochodów Omanu. Gospodarka już zwolniła. Okazuje się też, że Kabus spustoszył skarbiec wydatkami na podwyżki i zapomogi (nie chciał pożyczać od sąsiadów, słusznie bojąc się, że Saudowie i szejkowie z Dubaju czy Abu Zabi będą chcieli w zamian dyktować mu, jak ma rządzić). Hajsam będzie więc musiał zgiąć kark przed sąsiadami – albo przekonać poddanych, by zacisnęli pasa.

Mieszkańcy Omanu podobno mają nadzieję, że dobry sułtan wiedział, co robi, i wybrał na następcę odpowiedniego kandydata. Zachodni ambasadorowie z Muskatu twierdzą, że Hajsam to człowiek rozważny i skryty – uważnie słucha, a niewiele mówi. Omańczykom pozostaje wiara, że sprawdzi się saudyjskie przysłowie, iż ci, którym gęba się nie zamyka, nie mają pojęcia, o czym mówią. I że ci, którzy znają się na rzeczy, nie gadają po próżnicy. ©

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Więc jednak można rządzić mądrze i sprawiedliwie .

Ano, da się. Przede wszystkim nie wolno pozwolić na krytykę własnych rządów, a jeśli ma się ropę i pozwoli się ją pompować zachodnim nafciarzom, a petrodolarowe zyski przeznaczy się na drogi, stacje odsalania wody morskiej, szpitale i szkoły zamiast chować je w skarbcu, to można "płacić cudzoziemców, / By zyskać poklask Francuzów i Niemców, / Ujść za rząd silny, mądry i łaskawy" nawet bez specjalnego "skradania poddanych". Co prawda w 2011 roku ludzie chyba nie bez powodu "wyszli na ulice, żądając ukarania skorumpowanych urzędników, podwyżek i przede wszystkim pracy", ale wystarczyło dobrotliwemu władcy wyrzucić paru ministrów i sięgnąć do zasobów "na czarną godzinę" (czyli coś tam jednak schował シ), by zadowoleni poddani wrócili do domów. Jego następcy będą musieli zmierzyć się ze spadkiem dochodów z ropy i spustoszonym skarbcem. Kilka lat temu w TP był wywiad, w którym wymieniono sułtana jako przykład "oświeconego despoty" wraz z singapurskim politykiem Lee Kuan Yewem (https://www.tygodnikpowszechny.pl/mapa-swiata-bez-superpoteg-16495), zwracając uwagę także na problem sukcesji. W Singapurze problemu uniknięto, jak będzie w Omanie - zobaczymy. Raczej to nie jest jednak wzór dla nas. Czytać i pisać umiemy od dawna, filharmonię i operę też mamy - bez łaski dobrotliwego władcy. Omańczykom życzmy, by nadzieja tym razem nie okazała się matką głupich.

Nie chodzi o wzór, ale ogólnie o rządzenie państwem. Myślę, że warto spojrzeć pozytywnie na dobro,które się przejawia, zwłaszcza w tak trudnej roli ,jaką jest rządzenie państwem. Błędów się nie uniknie, ale mądry władca będzie uczył się nie popełniać ich ponownie. Pielęgnowanie dobrych relacji i dbałość o pokój w czasach tak bardzo niespokojnych jest cenną sztuką. A nadziei nie brakuje ludziom,którzy widzą, że władza pomimo tego,że absolutna potrafi zadbać o podstawowe i fundamentalne prawa człowieka. Życzę,aby ten kraj nadal mógł cieszyć się sprawiedliwym i mądrym władcą.

Nienachalny modernizator, wstrzemięźliwy tyran i obrotowy polityk. Ale objął Oman i oddał Oman, a nie Jemen.

@ffatmann w wtorek, 04.02.2020, 06:32. Owszem, to już coś w tamtym regionie, ale jeśli porównywać, to czemu nie z równie stabilnym i zamożnym Katarem, siedzącym z kolei na gazie zamiast ropy. Jednakże wspomniany wyżej Lee Kuan Yew objął po Brytyjczykach małe, pozbawione bogactw naturalnych terytorium, które na krótko przystąpiło do federacji Malezji, żeby po kilku latach zostać z niej z hukiem wyrzuconym jako bezwartościowy nabytek, zarzewie konfliktów rasowych i gniazdo komunistycznej infiltracji. Oddał kraj zaliczany do azjatyckich "tygrysów", bogaty zamożnością nie tylko elity, ale i zwykłych obywateli, świetnie zarządzany i stabilny politycznie i społecznie, przodujący niemal w każdej dziedzinie, z wyjątkiem wydobycia surowców, których jak nie było, tak nie ma. Ale terytorium powiększył o 20% i to, o dziwo!, nie kosztem sąsiadów. Następcom nie tylko pozwolił dorastać w warunkach demokracji miarkowanej bardziej jego autorytetem niż kijem, ale doradzał im przez wiele lat ze stanowiska ministra-mentora. Oddając sułtanowi co sułtańskie, trzeba pamiętać o proporcjach zarówno w krytyce, jak i pochwałach. Inaczej będzie jak w tym starym kawale o dobroci Stalina, do którego podchodzi dziecko i mówi: Wujku, daj cukierka. Won, ty gnojku! - krzyczy Stalin. Gdzie tu dobroć, zapytasz? Jak to gdzie? Przecież mógł zabić.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]