Reklama

Czas burzy

Czas burzy

23.11.2019
Czyta się kilka minut
MEDAL ŚW. JERZEGO Populistom i nacjonalistom energii dodaje to, co przychodzi z zewnątrz, z historii Kościoła – „katolicyzm bez chrześcijaństwa”.
Przemówienie ks. Tomása Halíka podczas wręczenia Medali św. Jerzego 2019, z lewej tłumacz, o. Tomasz Dostatni, z prawej druga laureatka, Barbara Engelking / Fot. Bartosz Siedlik dla "TP"
D

Drodzy Przyjaciele z „Tygodnika Powszechnego”, jest dla mnie zaszczytem, że zostałem przez was włączony do grona laureatów Medalu Świętego Jerzego. W ten sposób w minionych latach okazywaliście szacunek i honor wielu osobistościom, przede wszystkim tym, którzy mężnie sprzeciwiali się złu w czasach komunistycznej dyktatury. 

Historia zła, niestety, nie zakończyła się przed trzydziestu laty upadkiem komunizmu. Największym złem nie jest to, które do nas przychodzi z zewnątrz, prawdziwym złem jest to, które sami czynimy, z którym współpracujemy, któremu ustępujemy, przed którym milczymy. „Człowieka nieczystym nie czyni to, co do niego wchodzi z zewnątrz, ale to, co z niego wychodzi” – uczył Jezus Chrystus. Chrześcijańska duchowość krzyża uczy nas takiej postawy, aby to, co przychodzi z zewnątrz – cierpienie – przemienić. Dużo trudniejszym jest jednak rozpoznać i przezwyciężyć zło, które jest w nas samych. Czeski chrześcijański poeta i długoletni więzień komunizmu Jan Zahradniček napisał: „Mój przyjacielu, mój bracie, (...) ten, kto pójdzie i pomaluje świat obrzydliwą barwą nienawiści, umoczy tak samo serce nasze, jak i swoje”.

Usłyszeliśmy, że w miejsce terroru komunistycznego przychodzi dyktatura homoseksualizmu, który jest zarazą naszych czasów. Obawiam się, że takie twierdzenie porównuje nieporównywalne. Niebezpieczne zło, które wstępuje do uwolnionej przestrzeni po ideologii komunistycznej, to raczej populizm, nacjonalizm i ksenofobia. To jest prawdziwa zabójcza zaraza nie tylko postkomunistycznego świata, to jest prawdziwe zagrożenie dla wolności i demokracji, to jest poważne zagrożenie dla wielkiego projektu Zjednoczonej Europy, Europy od Atlantyku aż do Uralu. 

My, chrześcijanie, musimy w poważny sposób stawiać sobie pytanie, czy przeciwko temu smokowi – złu walczymy z dostateczną odwagą i mądrością. W naszym katolickim dziedzictwie jest coś takiego, co właśnie temu niebezpiecznemu złu dodaje pożywienia, siły i energii. Coś, co populistom i nacjonalistom pozwala nadużywać chrześcijańskich symboli i retoryki. Coś, co i pasterzy Kościoła oślepia na tyle, że zamiast prorockiej odwagi protestu przeciw demagogom, raczej dają się zwabić do współpracy z nimi, chociaż przez to ryzykują utratę moralnego autorytetu Kościoła i w sposób oczywisty młodą generację wyrzucają z Kościoła czy od Kościoła odpychają.

Kiedy widziałem na warszawskich ulicach tłumy wykrzykujące antysemickie hasła i zarazem śpiewające: „My chcemy Boga”, musiałem sobie postawić pytanie, jakiego boga ci ludzie chcą. Bez wątpienia nie był to Bóg, którego Jezus z Nazaretu nazywał swym Ojcem.


Czytaj także: Tomasz Maćkowiak: Czyń zaczyn - sylwetka laureata Medalu św. Jerzego, ks. Tomása Halíka


To, co dodaje energii populistom i nacjonalistom, jest tym, co przychodzi z zewnątrz, z historii Kościoła – nazwałbym to „katolicyzm bez chrześcijaństwa”. Katolicyzm jako system autorytarnego, zdrętwiałego myślenia i postępowania. W którym nie ma żadnej przestrzeni dla wolności Ewangelii. Dla Jezusowej miłości miłosiernej i solidarności z ludźmi żyjącymi na marginesie. Ten katolicyzm jest zupełną odwrotnością prawdziwej katolickości, wspaniałomyślnej, prawdziwie ekumenicznej otwartości i gościnności. Jeśli w naszych szeregach i we wnętrzu naszych serc naprawdę nie uporządkujemy owej pokusy tego zła – wystrzegajmy się, aby nie demonizować tych drugich. Jezus nazywał duchową pychę właścicieli prawdy „kwasem faryzeuszy”, a papież Franciszek nazywa to klerykalizmem. 

Dzisiejsza sytuacja Kościoła katolickiego uderzająco przypomina stan tuż przed wielką schizmą zachodnią. W naszych czasach wiarygodnością Kościoła zachwiała fala odkrywająca seksualne nadużycia, a także psychologiczne i duchowe manipulacje ze strony kleru. Ukazało się zło w wielkim wymiarze, o którym nikt nie miał dostatecznego wyobrażenia. Wydaje mi się, że przypadki nadużycia zaczynają odgrywać taką samą rolę, jaką odegrał skandal handlu odpustami w średniowieczu. Także wtedy wielu uświadomiło sobie głębsze korzenie owego skandalu, to znaczy połączenie Kościoła ze światem władzy i bogactwa oraz oddalenie się od Chrystusowej Ewangelii. Ponieważ autorytety kościelne tamtej doby nie rozpoznały w odpowiednim czasie konieczności reformy, doszło do schizmy, która tragicznie zaszkodziła wiarygodności obu gałęzi chrześcijaństwa. Stało się to jedną z przyczyn sekularyzacji Europy. 

Dzisiaj Kościół dzieli się na tych, którzy wspólnie z papieżem Franciszkiem widzą klucz do rozwiązania w tym, aby starać się przekroczyć postawę klerykalizmu, i na tych, którzy powagę tego starania bagatelizują. A w przypadkach nadużyć seksualnych chcą widzieć tylko upadki jednostek i boją się zmian strukturalnych. Wydaje im się, że współczesna burza przeminie i powrócimy do stanu, który był przed nią. To jest wielka i niebezpieczna iluzja. Bezczynność i odwracanie uwagi od wewnętrznych przejawów (jak jesteśmy tego świadkami na przykład w histerycznej kampanii przeciwko teorii gender) może prowadzić nie tylko do schizmy wewnątrz Kościoła, lecz także do utraty wiarygodności samego chrześcijaństwa. 

Ale i obóz tych, którzy nawołują do reformy, musi uświadomić sobie pewne niebezpieczeństwo, które spoczywa w pokusie oczekiwania rozwiązania tylko w reformach struktur kościelnych. Te reformy są oczywiście konieczne, lecz – jak często podkreśla papież Franciszek – mogą przynieść dobre owoce tylko wtedy, kiedy będą to owoce głębokiej duchowej reformy, ważnej troski o duchowe rozeznawanie, kontemplatywne odczytywanie znaków czasu. I kiedy będzie miało miejsce kreatywne, nowe i głębsze zrozumienie Jezusowej i Pawłowej Ewangelii wolności, która staje przed nami jako wezwanie naszej doby. 

W czasie niebezpiecznej infekcji, choroby populizmu i nacjonalizmu, które są fałszywą odpowiedzią na strach płynący ze skomplikowanego i nieoczywistego świata dzisiejszego, Kościół ma być – znowu cytując papieża Franciszka – „szpitalem polowym”. Dobry szpital proponuje służby diagnostyki, profilaktyki, terapii i rehabilitacji. Do tego wysiłku mielibyśmy wspólnie dołączyć wszystkie charyzmaty, które dał nam Pan. Doba teraźniejsza jest naprawdę czasem ważnym. 

Dziękuję wszystkim współpracownikom „Tygodnika Powszechnego” – tym dzisiejszym, na czele z księdzem Adamem, i tym, którzy nas poprzedzili – za długie dziesięciolecia służby Kościołowi i społeczeństwu, i to nie tylko w Polsce. Z lektury „Tygodnika Powszechnego” czerpię stale cenną inspirację.

Rozumiem to wyróżnienie, które mnie dziś spotkało, jako dalszą zachętę i zobowiązanie do kontynuowania tej oto drogi. ©

Przeł. Tomasz Dostatni OP

Powyższy tekst wygłoszony został 23 listopada w Krakowie podczas uroczystości wręczenia Medalu Świętego Jerzego. 

 

Ks. prof. Tomáš Halík jest filozofem, teologiem i socjologiem. Po ukończeniu studiów w komunistycznej Czechosłowacji odmówiono mu prawa do pracy naukowej – został terapeutą środowiskowym osób uzależnionych. W 1978 r. tajnie wyświęcony na księdza, do 1989 r. jedna z najważniejszych postaci podziemnego Kościoła w Czechach, później m.in. doradca prezydenta Václava Havla, wykładowca Oksfordu, Cambridge i Uniwersytetu Karola, duszpasterz akademicki. Laureat Nagrody Templetona. Autor kilkudziesięciu książek, tłumaczonych także na język polski, m.in. „Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe”, „Przemówić do Zacheusza” i „Nocy spowiednika” oraz „Cierpliwości wobec Boga. Spotkania wiary z niewiarą”.

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Filozof, teolog, psycholog, duszpasterz. Wykładowca Uniwersytetu Karola w Pradze. Profesor socjologii, i teologii, doktor filozofii. Laureat Nagrody Templetona (2014) przyznawanej za...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

zawiera się w tych dwóch ostatnich zdaniach ks. Halika.

Kolejny upolityczniony "teolog" wycierajacy sobie gębę papieżem Franciszkiem, który uważa,że wszystko lepiej pojął i zrozumiał a my tu w Polsce tacy nieeuropejscy. Zastanawiam sie czy aby napewno to jeszcze teolog katolicki

Cała nadzieja w takich teologach, niech przypomina.Polskim teologom hierarchowie pozamykali gęby. A ja się zastanawiam czy ten polski narodowy katolicyzm nie dryfuje aby poza obszar chrześcijaństwa...

a co widać na horyzoncie?

Ale jak tak bardziej się skupię, to na wprost totalna nicość a jedynie na prawo widać zarzewie nowego piekła, ono polskie jest, na czele jakiś ohydny karzeł... Ciekaw jestem gdzie trafimy o ile się nie zatrzymamy. A propos tego czeskiego księdza, gdyby on w Polsce funkcjonował, już dawno miałby knebel albo co gorszego. :)

"Katolicyzm jako system autorytarnego, zdrętwiałego myślenia i postępowania" - prosty jak konstrukcja cepa - w Polsce rządów PIS znalazł podatny grunt. Prawdziwą zarazą polskiego "katolicyzmu bez chrześcijaństwa" jest nienawiść do człowieka - homo- i ksenofobia, a także słabo maskowana pogarda dla kobiet, nie mówiąc już o politycznych przeciwnikach, tym gorszym sorcie - i koszmarna obłuda. Biskup gromiący "tęczową zarazę" jednocześnie jest obrońcą homoseksualnego biskupa, publicznego grzesznika. Pięść i różaniec - śmiem twierdzić, że tylko w Polsce to możliwe. W Polsce, do której nigdy tak naprawdę nie dotarł Sobór Watykański II, bo w swoim czasie nie zadbał o to prymas Wyszyński, zapatrzony w religijność ludową i twierdzący, że "prosty polski lud" jest za głupi na reformy soborowe. Może i miał rację. I teraz mamy to, co mamy - katolicyzm bez miłości do człowieka, gdzie do bezdomnych proszących o jałmużnę ksiądz wzywa straż miejską. Jaki lud, taki kler - pozbawiony uczuć, wygodny, egoistyczny, leniwy i chciwy. Po co komu chrześcijaństwo, po co komu ewangelia, skoro można straszyć ludzi piekłem i trzepać kasę?

"...doszło do schizmy, która tragicznie zaszkodziła wiarygodności obu gałęzi chrześcijaństwa". To o Reformacji? Ładnie to tak wobec braci ewangelików?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]