Siostra śmierć

O. WACŁAW OSZAJCA, jezuita: Są momenty, w których człowiek chce umrzeć, np. gdy przeżywa się coś pięknego. ZBIGNIEW MIKOŁEJKO, religioznawca: Kiedy myślę o śmierci, jestem przerażony!

Reklama

Siostra śmierć

Siostra śmierć

28.10.2019
Czyta się kilka minut
O. WACŁAW OSZAJCA, jezuita: Są momenty, w których człowiek chce umrzeć, np. gdy przeżywa się coś pięknego. ZBIGNIEW MIKOŁEJKO, religioznawca: Kiedy myślę o śmierci, jestem przerażony!
PATRICIA DE MELO MOREIRA / AFP / EAST NEWS
A

ARTUR SPORNIAK: Czy próbowali Panowie wyobrazić sobie moment własnej śmierci?

ZBIGNIEW MIKOŁEJKO: Oczywiście, jak wszyscy... Chyba... Janusz Głowacki, pytany w starszym wieku – jak się potem okazało, niedługo przed śmiercią – co na ten temat myśli, odpowiedział: „Jestem przerażony!”. Ja również jestem przerażony. Tutaj nie da się wierzgać przeciw ościeniowi. Moje ciało i mój duch, które stanowią jedność, buntują się przeciwko „zmianie stanu” – przeciwko temu niechybnemu przejściu. Przy wszystkich narzekaniach, bólach, cierpieniach i grozach tego świata, jednak jestem do niego najgłębiej przywiązany. Zgodziłbym się zresztą na to, żeby została tutaj tylko moja świadomość i żeby miała udział przynajmniej w patrzeniu na świat.

W doświadczeniu człowieczym najważniejsze jest przecież widzenie. Oczywiście doświadczamy całościowo – wszystkimi zmysłami, ale...

17390

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

gdy pojawi się jej pragnienie. Coś jakby życzenie śmierci, ale nie to z Chrlesem Bronsonem :)

Wszystko co napisano o śmierci to tylko takie luźne spekulacje, nie ma znaczenia czy wyszły spod pióra wielkich myślicieli, czy zwykłego ciecia. O umieraniu najlepiej porozmawiać w hospicjum, bo gdy się jest zdrowym łatwo o piękne deklaracje. Religia, mam na myśli naszą, nie pomaga w przenosinach w zaświaty, tę wiedzę już przyswoiłem towarzysząc moim bliskim, którzy odchodzili. Cały ten cyrk z pochówkiem, pomnikami, uroczystościami, zniczami… jest częścią biznesu religijnego, bo na śmierci też można nieźle zarobić. Koniec końców ważne jest tu i teraz - piękne są tylko chwile, ulotne jak motyle. Powinniśmy uczyć nasze dzieci, wnuków łapania ich i cieszenia się nimi, to chyba dobry sposób by dostrzegły co ważne, by stawały się lepszymi ludźmi. Coraz bardziej irytują mnie sprzedawcy ułudy, że tam po drugiej stronie jest kraina wiecznej szczęśliwości, ale musisz sobie zasłużyć, bo jak nie to do piekła. Potem okazuje się , że taki mądrala jeden z drugim , piekła wcale się nie boi i na kasę stare baby łoi, dziadów zresztą też wszak równouprawnienie.

Sprzedaż ułudy, że po drugiej stronie czeka lepszy świat, jak i że po tej stronie najlepsze, co może człowiek spotkać to piękne chwile, to dwie strony tego samego medalu, dwie szale jednej wagi,dwie perspektywy, które mają jedno to samo źródło. Na szczęście Ewangelia przełamuje ten impas i wskazuje drogę wybawienia z niego, tu i teraz.

to oszust i jego ofiara

trochę niechcący kliknąłem drugi rzaz i nie potrafię go wykasować

pod swoim postem klikamy na 'edytuj', kasujemy, wstawiamy dowolny znak, 'zapisz' i tyle

Bałam się śmierci, ale bałam się też życia, bo było tak pozbawione sensu, pełne traumy. Zniknęła ta trwoga, gdy spotkałam Chrystusa. Wszystkich niedowiarków, wystraszonych perspektywą śmierci wiodącej ku nicości pocieszam: istnieje życie pozagrobowe, bo oścień śmierci zwyciężył na krzyżu Syn Boży. Otrzymałam dar modlitwy wstawienniczej za dusze czyśćcowe [które widuję]wraz z łaską wiary, ja- była ateistka, sceptycznie nastawiona do wszelkich objawień. Bać się śmierci powinni tylko zatwardziali grzesznicy, odrzucający Boże miłosierdzie.To ich przeznaczeniem jest miejsce, "gdzie płacz i zgrzytanie zębów".

moja śp. Mama spotkała Chrystusa jak niemal każde z nas, ochrzczona w niemowlęctwie a później wytresowana według tradycyjnej szkoły - piekło i niebo, grzech i kara, diabeł z widłami nad kotłem smoły, ksiądz trzymający w ręku przepustki do raju, rytuały, posłuszeństwo, daniny itepe - do końca swego umęczonego życia spotykała się z tym Chrystusem podczas bezsennych z powodu choroby nocy, wsłuchana w niewątpliwie kojące duszę i uzdrawiające ciało litanijne zaśpiewy radiamaryja - broń Boże, nie śmiałbym jej mieć tego za złe - jeśli otrzymała od niego jakiś dar, to mogło to być tylko milczenie w cierpieniu, bo uczciwość, pracowitość, poświęcenie dla bliskich i nie tylko, to wszystko z pewnością dostała od swoich rodziców - i powiem Pani, że już na krótko przed śmiercią potrafiła z wyraźnym lękiem w głosie pytać co to będzie i jak to będzie po śmierci - cóż, Panią Chrystus najwyraźniej hojniej w tym względzie obdarzył, niezbadane są wyroki boskie, do mnie na przykład ani razu ani be, ani me, nawet na oczy się pokazał a co dopiero mówić o spotkaniu czy podaniu ręki [albo jest też inna możliwość, taka sama jak w przypadku tych, co spotykają Allacha, Sziwę czy są porywani przez k o s m i t ó w]

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]