Porozmawiajcie z nimi

Edukacja seksualna nie jest kategorią wyodrębnioną od reszty rzeczywistości, o której mówi się specjalnym tonem w specjalnym czasie. Ona wpisuje się w codzienną relację z dzieckiem.

Reklama

open eyes economic summit 2019

Porozmawiajcie z nimi

Porozmawiajcie z nimi

10.06.2019
Czyta się kilka minut
Edukacja seksualna nie jest kategorią wyodrębnioną od reszty rzeczywistości, o której mówi się specjalnym tonem w specjalnym czasie. Ona wpisuje się w codzienną relację z dzieckiem.
JOANNA RUSINEK
U

Ultracienkie, Comfort XL, truskawkowe. Tuż przed kasą w dyskoncie dziecko, może pięcioletnie, wskazuje na gablotkę z kolorowymi pudełkami i pyta: „Co to?”.

Odpowiedź matki i ojca pada unisono: „Nie wiem”. Ze szkoły wraca drugoklasista i przy obiedzie pyta: „A co to znaczy wyruchać kogoś głową?”.

Psycholożki Agnieszki Stein nie dziwi, że podobne pytania odbierają rodzicom mowę. Bo pokolenie trzydziestokilkulatków wychowujących dziś dzieci raczej nie miało okazji rozmawiać o seksualności z własnymi rodzicami. – Problem z komunikacją w tym temacie mamy od urodzenia, on się nie pojawił nagle, kiedy urodziły nam się dzieci. Rodzice uważali, że to temat, na który się nie rozmawia, w najlepszym razie podsuwali nam książki, i to na ogół dopiero w okresie dojrzewania. A tam głównie ­fizjologia, „skąd się dzieci biorą” i niewiele więcej. Boimy się tej sfery, bo wydaje się pełna...

27090

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Etyka seksualna to taka dziedzina, która ma za zadanie gmatwać rzeczy proste i oczywiste, zresztą dotyczy to nie tylko etyki seksualnej. Gdy urodził mi się syn, kiedyś w rozmowie z moją mamą, żona zagadnęła, jak to było w tym seksem za jej młodych lat. Nie powiem aby mama była osobą zbyt wylewną w tych sprawach, ale jakoś ją naszło. Mnie to uświadomił ksiądz podczas spowiedzi rok po ślubie, gdy urodziłam pierwsze dziecko. Ciekawa to być musiała edukacja. Moja babcia miała takie klapki na oczach, że się nie dziwię. Pamiętam, w okolicach 8 klasy podstawówki, ksiądz zarządził religię edukacyjną, osobno dla chłopców i dziewczynek. Nas uświadamiał głownie z zakresu szkodliwości masturbacji i o tragicznych w skutkach konsekwencjach z nią związanych. Mieliśmy też kilka godzin zajęć w szkole z lekarzami i to była rzetelna informacja dotycząca strony fizycznej naszej seksualności. Ja ze wsi jestem, ale żona miastowa, jednak tam w wielkim mieście z tą edukacją było chyba gorzej niż u nas. W relacji rodzic dziecko nie przeceniałbym prowadzenia rozmów o seksie, ale najważniejsze są relacje między członkami rodziny, pewne sprawy same się prostują i nie wymagają specjalnego podejścia. Z pornografii też problemu bym nie robił. Jeśli dziury w mózgu nie robią dzieciom pokręcone bajki, czy filmy na wskroś przesiąknięte przemocą, to i goła dupa im nie zaszkodzi. Dziecko szybko uczy się odróżniać rzeczywistość od fikcji, my w tym powinniśmy je wspierać. Dane mi było w młodości poznać wiele dziewczyn wyluzowanych, otwartych na nowe doznania i przyjemności, było też sporo dziewczyn cnotliwych i bardzo bogobojnych, takich nie dotykaj, bo to grzech. Oczywiście to nie reguła, ale te pierwsze powyłapywały co atrakcyjniejszych chłopaków, wyszły za maż i prowadzą szczęśliwe życie w związkach partnerskich. Z tymi cnotliwymi dziś kontaktu specjalnego nie mam, ale w kilku przypadkach wiem, że niespecjalnie im się ułożyło w małżeństwach, wiele jest po rozwodach. Seks jest spoiwem związku, czy to się komuś podoba czy nie, otwartość na niego wiele spraw ułatwia i pozwala przetrwać trudne chwile. Relacje z partnerem budujemy na modelu naszych rodziców, a nie na edukacji jako takiej. Każdy czas niesie własne zagrożenia w swetrze społecznej, ale człowiek jest niezwykle elastyczną istotą. Ciągle podlegamy procesom ewolucji, słabe jednostki musza odpaść w wyścigu o przetrwanie, jeśli komuś klepek brakuje, żadna edukacja mu nie pomoże.

Etyka seksualna to taka dziedzina, która ma za zadanie gmatwać rzeczy proste i oczywiste, zresztą dotyczy to nie tylko etyki seksualnej. Gdy urodził mi się syn, kiedyś w rozmowie z moją mamą, żona zagadnęła, jak to było w tym seksem za jej młodych lat. Nie powiem aby mama była osobą zbyt wylewną w tych sprawach, ale jakoś ją naszło. Mnie to uświadomił ksiądz podczas spowiedzi rok po ślubie, gdy urodziłam pierwsze dziecko. Ciekawa to być musiała edukacja. Moja babcia miała takie klapki na oczach, że się nie dziwię. Pamiętam, w okolicach 8 klasy podstawówki, ksiądz zarządził religię edukacyjną, osobno dla chłopców i dziewczynek. Nas uświadamiał głownie z zakresu szkodliwości masturbacji i o tragicznych w skutkach konsekwencjach z nią związanych. Mieliśmy też kilka godzin zajęć w szkole z lekarzami i to była rzetelna informacja dotycząca strony fizycznej naszej seksualności. Ja ze wsi jestem, ale żona miastowa, jednak tam w wielkim mieście z tą edukacją było chyba gorzej niż u nas. W relacji rodzic dziecko nie przeceniałbym prowadzenia rozmów o seksie, ale najważniejsze są relacje między członkami rodziny, pewne sprawy same się prostują i nie wymagają specjalnego podejścia. Z pornografii też problemu bym nie robił. Jeśli dziury w mózgu nie robią dzieciom pokręcone bajki, czy filmy na wskroś przesiąknięte przemocą, to i goła dupa im nie zaszkodzi. Dziecko szybko uczy się odróżniać rzeczywistość od fikcji, my w tym powinniśmy je wspierać. Dane mi było w młodości poznać wiele dziewczyn wyluzowanych, otwartych na nowe doznania i przyjemności, było też sporo dziewczyn cnotliwych i bardzo bogobojnych, takich nie dotykaj, bo to grzech. Oczywiście to nie reguła, ale te pierwsze powyłapywały co atrakcyjniejszych chłopaków, wyszły za maż i prowadzą szczęśliwe życie w związkach partnerskich. Z tymi cnotliwymi dziś kontaktu specjalnego nie mam, ale w kilku przypadkach wiem, że niespecjalnie im się ułożyło w małżeństwach, wiele jest po rozwodach. Seks jest spoiwem związku, czy to się komuś podoba czy nie, otwartość na niego wiele spraw ułatwia i pozwala przetrwać trudne chwile. Relacje z partnerem budujemy na modelu naszych rodziców, a nie na edukacji jako takiej. Każdy czas niesie własne zagrożenia w swetrze społecznej, ale człowiek jest niezwykle elastyczną istotą. Ciągle podlegamy procesom ewolucji, słabe jednostki musza odpaść w wyścigu o przetrwanie, jeśli komuś klepek brakuje, żadna edukacja mu nie pomoże.

I co powiedział xiądz po roku? Katolicka Etyka Seksualna to taki gad, który najchętniej przez katolików byłby traktowany jako kwiatek do kożucha, pewien niezręczny dodatek, coś niezbyt obowiązującego, raczej kumulacja przesadnie opresyjnych tradycji do których należy podejść wybiórczo. Jak jest w rzeczywistości? KES ma podparcie w najważniejszych dokumentach obowiązujących wyznawców, Katechizmie, Tradycji, nauczaniu w sprawach moralności (encykliki XX wieczne, głównie Humanae Vitae i "ukochany Papież wszystkich Polaków"). Jest to element regulujący codzienne życie (prawie) każdego katolika. O ile nakazane posty (przynajmniej współczesne) nie są w żaden sposób uciążliwe i są nawet ciekawym urozmaiceniem to KES wymaga zmiany stylu życia i podporządkowania go restrykcjom jeszcze większym jak przykładowo u Świadków czy Sunnitów. Analizowałem źródła takiej nauki, ostatecznie wszystko ogranicza się do podporządkowania autorytetowi Magisterium, które nie jest w żadne inny sposób uargumentowane. Na pytanie czy prezerwatywa uwłacza godności żony w pierwszej fazie tylko się zaśmiała. Rzekomo więziotwórczy charakter długich i licznych okresów wstrzemięźliwości też jest wątpliwy. Jak ma się zachować katolicki rodzic gdy dziecko podrośnie i zapyta o masturbacje, albo co trudniejsze (o co w dobie internetu nie trudno) ktoś mu podeśle zapisy z Katechizmu w tej sprawie? Katolik staje przed masą dylematów, nie może np wynajmować mieszkania parom mieszkającym przed ślubem, a zadośćuczynienie po spowiedzi musi się wiązać z poprawą, a więc wypowiedzeniem takiej umowy, nie może się bawić na weselu po ślubie cywilnym, zwłaszcza bliskich osób bo tym samym akceptuje decyzje o "niesakramentalnym związku będącym usankcjonowanym prawnie konkubinatem". Osobiste sumienie kształtowane o obserwacje, rozmowy, intuicje nie pokrywa się z Magisterium? To znaczy że jest źle ukształtowane, obowiązkiem jest formować je zgodnie z nauką KK. Poszczególni kapłani o sporym doświadczeniu podczas spowiedzi czy luźniejszych rozmów niektóre wątki przemilczają, komentują na około puszczając oko i dając do zrozumienia, żeby się nie przejmować chociaż nie wypada im tego powiedzieć wprost? Katolik obeznany z kościelnym nauczaniem i tak ma świadomość, że w tych przypadkach nie przekazują depozytu wiary. Edukacja seksualna? Obowiązkiem jest przekazywać model abstynencyjny (choćby za młodu samemu miało się wiele za uszami) i podstawową wiedzę biologiczną, na szczegóły przyjdzie czas na naukach przedślubnych... o ile dziatwa nie zadecyduje, że nie chce w protokole przedślubnym kłamać o przyjęciu zasad KES i nie chce jak miliony hipokrytów korzystać usługowo z kościoła biorąc ślub nie kościelny, ale w kościele.

OŚ B16 mówił o katolicyzmie hipermarketowym, że nie można sobie wybierać elementów które tylko nam się podobają, ale należy je przyjąć w pakiecie całościowym albo odrzucić. Niektórzy podeszli do tego śmiertelnie poważnie, tylko wybrali bramkę numer 2.

Zabrzmi to trywialnie, ale to na rodzicu spoczywa obowiązek ukształtowanie dziecka w taki sposób aby radziło sobie w dorosłym życiu. Jest to w jego interesie, bo tylko tak może liczyć na jego pomoc u schyłku swych dni. Gdy rozmawiam ze starszym pokoleniem, odnoszę wrażenie, że niektórym się ubzdurało, iż ich dzieci dotknęła swoista wybiorcza amnezja i pamiętają tylko fajne rzeczy. Nie kojarzą własnego osamotnienia z błędami wychowawczymi jakie popełniali. By błędów tych nie popełniać nie wystarczy znać i stosować w życiu nakazy magisterium i katechizmu, jest coś co nazywa się zdrowym rozsądkiem. Niestety nie da się go nabyć, ani nauczyć, albo się to coś ma, albo nie. Najbardziej mnie wkurza wpieprzanie się przeróżnych instytucji do rodziny i wychowywania dzieci. Nie mam na myśli walki z patologią, lecz takie zwyczajne robienie z igły wideł. Dwie lekcje religii w tygodniu, wydawało by się powinny mocno ryć czaszki naszych pociech, na szczęście tak się nie dzieje. W pewnym sensie szkoda, że twórcy moralności katolickiej działają w próżni i oderwaniu, jednak jak mają dostosowywać owe zasady do realnego życia, skoro sami siedzą wśród obłoków. Na bujanie wśród nich nie może sobie pozwolić rodzic.

Proszę jednak zauważyć że z punktu widzenia praktykującego katolika starającego się żyć regularnie życiem sakramentalnym opisane dylematy nie są tak łatwe do rozwiązania hasłami o "zdrowym rozsądku" jak w przypadku przeciętnego odświątecznego normika, kulturowego katolika związanego z Kościołem tylko przez szacunek do tradycji (małe t) i tego że od urodzenia była to najbliższa mu instytucja odpowiadająca (w jakimś stopniu) na duchowe potrzeby (wspólne modlitwy, ceremonie, rytuały przejścia związane z takimi momentami jak narodziny dziecka, śluby, pogrzeby itd). Wszedłem na jedno z największych for katolickich, zobaczyłem dylematy dotyczące pobrania nasienia do celów badań, tematy o prezerwatywach z dziurką do pobrania nasienia za 100 zł sztuka, zalecenia lekarza dotyczące masturbacji kawalera przy braku możliwości współżycia. W odpowiedzi oficjalne dokumenty, wypowiedzi papieży, kanony dotyczące materii grzechu ciężkiego. Na początku mnie to śmieszyło. Poszukałem, posprawdzałem. Jednak mieli racje. Z punktu widzenia katolika oczywiście. Etyka katolicka musi być oderwana od empirii w przeciwieństwie do świeckiej etyki sytuacyjnej. Jest to podajże pokłosie filozofii JP2 i przeszło do obowiązującego nauczania Kościoła w sprawach choćby bioetyki czy KES. Wysokość poprzeczki moralnej czy fakt, że nie wielu może jej sprostać, włącznie ze spowiednikami w osobistym życiu nie oznacza że należy ją obniżyć. Katolicyzm nawet dla małżeństw nakazuje model będący niemalże ascetycznym. Widziałem wewnętrzne instrukcje dla spowiedników między innymi w sprawach seksualnych. Strach przed wywołaniem u penitenta depresji czy nerwicy albo niechęć do stosowania kryterium, któremu samemu się nie daje rady- były tam traktowane negatywnie i należało je przezwyciężyć w przekazywaniu doktryny katolickiej. Ponure, ale co jak prawdziwe?

Zadziwiające! Katolicka etyka seksualna podnieca niekatolików bardziej niż Kamasutra. Analizują źródła, rozkminiają scholastyczne argumenty, szukają na forach, rozpytują po rodzinie i znajomych. Po co, na litość boską? Nie uznajesz legitymacji kościoła do doradzania ci w tym zakresie? No to buhaj z rogiem! Pozdrawiam wszystkich.

tak bardzo, że wydaje się ślepnąć - jest oczywiste, że zwłaszcza niekatolicy i niewierzący mieliby głęboko w de całą katolicką naukę i teorię dotyczące seksu, gdyby tenże kościół katolicki nie wpływał nimi bezpośrednio na warunki życia w s z y s t k i c h w tym kraju - poprzez swe brudne, patologiczne układy z rządzącymi, wpływanie na ustawodawstwo, w szczególności w zakresie ochrony zdrowia i edukacji - antykoncepcji, aborcji, wychowania seksualnego itede

że z powodu aberracji seksualnej kapłanów jednego wyznania temat najzwyklejszego s e k s u jest w naszym kraju jak największe tabu, czarna owca, niechciane dziecko, śmierdzące jajo i gorący kartofel w jednym

Nie jest jej intencją "filozoficzna wiedza dla samej wiedzy", tylko pewien pragmatyzm(upodmiotowienie innej kategorii) formatowania dziecięcego umysłu. Co jest jego celem? Formacja socjalna, prospołeczna w realizacji uniwersalnego celu? Jakiego? Czy może bardziej chodzi o indywidualny efekt psychologiczny jako "drogę do szczęścia", "odnalezienia samego siebie"? Przez wieki(tysiąclecia) naturalnym środowiskiem "edukacji" była rodzina, a ścislej mówiąc: doświadczenie wspólnoty rodziny. Ale przyszło(idzie) "nowe". Czyżby chodziło o pewne "wytyczne" w realizacji "linii słusznego postępu"? Potrzebę "stworzenia nowego, oświeconego człowieka"? Z ludzką seksualnością jest jak z jedzeniem: można o jedzeniu wiele mówić, wiele pisać i debatować, ale to nie ksiazką kucharską człowiek się odżywia, tylko samym aktem włożenia porcji pokarmu do ust, przeżucia go i przełkniecia. Najlepiej, jak sex "się uprawia"(co agrarna nowomowa...), czyli robi się to, co należy "do natury", a co nasi przodkowie określali jako "kochać się"; czyli to samo, co "uprawiane" współżycie seksualne, ale ze wskazaniem na akt wzajemnej akceptacji-w ramach małżeńskiego związku. Z tego "kochania się" zwykle było sporo potomstwa, które było bardziej "darem niebios"(choć i dodatkową gębą do wyżywienia...), niż obecnym "problemem przeludnienia". Dzisiaj, w wersji technokratyczno-politycznie poprawniej, sex jest czynnością technicznej "uprawy", oddzielaną od "kochaniem się". Uprawa podlega technologicznym procedurom, stąd się bierze potrzeba "stosownych uregulowań". Jakich? Gdy nie wiadomo o co chodzi(czego się trzymać), to chodzi najpewniej o pieniądze. A sexbiznes to ogromne pieniądze, także tam, gdzie są wykorzystywane dzieci, którymi ławo manipulować. Które trzeba oderwać od rodziny, by nie uczyły się "kochania", tylko "uprawy", której plony są zamieniane na bankowy kapitał

Rozmowa o seksualnosci z dziecmi i mlodzieza jest rozmowa o seksualnosci, a nie zachecaniem do seksu, jak twierdzi KK i obecnie rzadzacy. Jedyna ideologie prowadza przeciwnicy edukacji seksualnej. Dzieci rodza sie gotowe do przezywania seksualnosci i jej poznaniu na roznym etapie swojego rozwoju.  Gdy zaczynaja dojrzewac, wchodza w seksualnosc aktywnie jako jej podmiot. Oddychamy, bo taka jest nasza fizjologia. Jestesmy tez seksualni i musimy sie uczyc , jak ten fakt rozumiec i jak siebie w tym odnalesc. Wiedze na temat rozwoju psychoseksualnego powinni szerzyc specjalisci ale nie ci od ideologii jak np. pani prof Dudziak ekspert ds. wychowania seksualnego. Nie wiem, czy rodzice w XXI w. w Polsce uwazaja, ze nastolatki czekaja z seksem do 21. roku zycia, ale jesli tak, to naprawde czas sie urealnic !

Właśnie o to chodzi, że religia często jest przeciw naturalizmowi. Niektóre zachowania uznawane za nieszkodliwe psychofizycznie są i tak przez religie traktowane jako niemoralne, a więc złe. Polaków, którzy poważnie traktują katolicyzm, a nie tylko jako dodatek kulturowy do swojej tożsamości jest mniejszość, ale to nic nie zmienia w depozycie wiary. Wzorzec niegrzesznego życia w katolicyzmie (ale i w innych religiach Księgi chociaż dla społeczności katolików to mniej istotne) jest mocno zbliżony do ascetycznego nawet w małżeństwie (każdorazowy zakaz ubezpładniania czynności seksualnych). Okazjonalna masturbacja, zwłaszcza w przypadku braku partnera, nie jest szkodliwa dla zdrowia - wg KK grzeszna, należy dążyć do rezygnacji, seks z miłości ze stałym partnerem przed ślubem, nie szkodliwy dla zdrowia (podobno wręcz przeciwnie), wg KK grzeszny, rezygnacja, seks z nowym partnerem po rozwodzie - grzeszny, rezygnacja, ubezpłodniony stosunek małżeński w celu rozładowującym i więziotwórczym, nieszkodliwy, grzeszny, rezygnacja i inne. seksualność to sfera w której zachodzi największy rozdźwięk pomiędzy czynami, pragnieniami a wolą, seks wiąże się z przekazywaniem życia, a to z grzechem pierworodnym dlatego winien być obarczony obostrzeniami, jednocześnie z tego samego powodu seks jest tak uświęconą wysoką wieżą, że każde odstępstwo od wzorca kościelnego jest spadkiem z bardzo wysoka. Katolik jako rodzic, wychowawca, nauczyciel, doradca nie może bez względu na swoje osobiste przekonania promować postaw sprzecznych choćby jako doświadczony człowiek zdawał sobie sprawę, że dążenie do rygorystycznie wysoko zawieszonej poprzeczki może skutkować frustracją, poczuciem niespełnienia, tkwieniem w stanie mobilizacji, drażliwością, mniej satysfakcjonującym przeżywaniem mniejszych przyjemności dnia codziennego.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]