Klątwa króla Jarosława

Jeszcze tylko jednych wyborów brakuje, by Jarosław Kaczyński mógł się intronizować na króla Polski. Patrząc na wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, można założyć, że wielkiego oporu...

Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Klątwa króla Jarosława

Klątwa króla Jarosława

03.06.2019
Czyta się kilka minut
Jeszcze tylko jednych wyborów brakuje, by Jarosław Kaczyński mógł się intronizować na króla Polski. Patrząc na wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, można założyć, że wielkiego oporu społecznego by nie było.
ZYGMUNT JANUSZEWSKI
J

Jest tylko jeden zwycięzca wyborów europejskich. To Ja­rosław Kaczyński. Wszyscy inni je przegrali, bez względu na to, co mówią i jakie miny do tego robią.

Kaczyński nie tylko pokonał zlepek antypisowskich partii lewicowo-liberalno-konserwatywnych, czyli Koalicję Europejską. I to niemal o 7 punktów, choć nawet wewnętrzne sondaże PiS pokazywały prowadzenie rzędu 2-3 punktów.

Nie tylko uniemożliwił przekroczenie progu nacjonalistycznej Konfederacji, która w przyszłości mogłaby się stać groźna, atakując go za luki w patriotyzmie, uległość wobec Żydów i bycie lokajem Ameryki. Nie tylko wyśrubował wynik PiS do ponad 45 proc., czego jeszcze nigdy w żadnych wyborach nie udało się żadnej partii – i co rozbudza jego wielki apetyt na własną większość konstytucyjną po wyborach na jesieni.

Przede wszystkim Kaczyński zdjął z siebie klątwę.

Wszystkie mity o prezesie...

18822

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Opozycja jest niewątpliwie beznadziejna, tym niemniej nie widze powodów, by koronować Kaczyńskiego. Nie widze w nim lokomotywy PiS-u, choć przyznaję mu wszelkie atrybuty wielkiego męża stanu. Tyle ze wyborcy PiS-u, czyli Ciemny Lud, tak samo nie znaja się na walorach Jarosława Kaczyńskiego, jak i na programie unowocześniania i demokratyzacji kraju, liberalizacji gospodarki i stosunków wewnętrznych oraz zacieśniania integracji z Europa Zachodnia. Ciemnemu Ludowi zależy na czymś innym, a to da mu każdy z infantów PiS-owskich bez problemu. Niestety, ale na sukces PiS zapracował także Ciemny Lud-bis, czyli ludzie w teorii przeciwni PiS-owi, ale z powodu sekciarskiej mentalności i braku instynktu stosowania skutecznej taktyki, choć niekoniecznie ortodoksyjnej wobec ich poglądów, zrobili KE niedźwiedzia przysługę. Mysle tu o występach pana Jazdżewskiego, o nieprzemyślanym terminie opublikowania filmu Sekielskich, a przede wszystkim - o idiotycznym "obrażaniu się" wyborców poszczególnych partii, którzy poszliby głosować na te partie, gdyby startowały solo, ale już nie poszli głosować na KE, bo nie akceptują np. Schetyny, albo Millera

Jest taki trend w wszelkim religijnym myśleniu, że winnymi wszelkich porażek obarcza się jakieś byty "demoniczne". Diabeł, Ciemny Lud (już widzę, że nawet jak na imię demona pisane z dużej), jeden pies. "Ciemny lud" jak sama nazwa wskazuje jest "ciemny" i nie może być niczemu winny. Jest "ciemny" zatem manipuluje nim kto chce, kto mądrzejszy, inteligentniejszy, ten lepiej manipuluje. No i zawsze można próbować "oświecać" "ciemny lud", ale dla wszelakiej władzy to było, jest i będzie niezbyt wygodne (jak się nie wykorzystało swojej okazji ku temu to nie ma co teraz płakać). Zatem prawda jest taka, że póki co elity PiS-u są znacznie inteligentniejsze od elit opozycji. No i chyba jeszcze dosyć długo tak pozostanie. Na chwilę obecną nie mają z kim przegrać.

Nic dodać, nic ująć. Dla obrony nieudolnej opozycji dodam tylko, ze przyjecie najefektywniejszej taktyki zapewniającej głosy Ciemnego Ludu, władzę i kasę jest możliwe jedynie dla osobników całkowicie zdemoralizowanych i gotowych dla tej władzy powiedzieć wszystko, a potem wszystko odwołać. Jak to działa - mamy codziennie multum przykładów dostarczanych przez wyjątkowo zdemoralizowaną władzę. Żeby z nia konkurować, opozycja musiałaby poćwiczyć moralne, programowe i taktyczne k...stwo. Najwyraźniej jeszcze do tego nie dorośli. Ale jeśli dorosną, wówczas nawet ja stwierdzę, ze POPiS mnie nie interesuje i nie mam na kogo głosować, wiec i nie pójde do wyborów:)))

Wybacz, ale ja niespecjalnie widzę jakąkolwiek moralną różnicę pomiędzy PO i PiS. No i właśnie nie mam na kogo głosować i nie głosuję.

Nie podkreslałabym specjalnie różnic "moralnych". Różnica jest zasadnicza, bo cywilizacyjna

Ja do grona "Ciemnego Ludu-bis" zaliczam w pierwszym rzędzie ludzi myślących pani kategoriami. Cała wasza "zasługa" w walce z juntą polega na podtrzymywaniu liberalnych frakcji opozycyjnych w ich strukturalnej nędzy (ideowej, programowej, kadrowej, organizacyjnej) poprzez wieloletnie BEZWARUNKOWE popieranie tych frakcji i kontrowanie wszelkich wymagań i krytyki w ich stronę (nawet jeśli wewnętrznie zgadzacie się z krytykami). Bezrefleksyjnie walicie gołą głową prosto (prostacko) w populistyczny mur i za Chiny Ludowe nie chcecie zauważyć, że czerep macie póki co za słaby, aby go skruszyć. Społeczno-gospodarcze skutki działań reżimu zaczną o sobie dawać znać dopiero za parę lat; jeśli jawnie rozdający kasę populiści mają utracić władzę wcześniej, to trzeba im przeciwstawić absolutnie nową jakość zarządzania, komunikacji z wyborcami, odświeżyć idee i stworzyć nowe wiarygodne programy ich urzeczywistniania. Ale wielu z was niczego nie nauczyła przegrana w wyborach europejskich. Nadal jesteście hardzi w swym uporze i pozbawieni cienia autokrytycyzmu. Przerżniecie na jesieni koncertowo i na własne życzenie. A cała anty-pisowska reszta WAM będzie mogła podziękować za totalne wyjałowienie oporu przeciw grandzie u władzy.

Jak zwykle zgadzam się z Panem co do opisu sytuacji: niewątpliwie opozycja przerznie wybory jesienne zarówno z własnej winy, jak i z przyczyn, o których piszę cały czas. Tak chce Lud (Ciemny zresztą), a lud potęga jest i basta. Polecam artykuł w "Polityce" Sławomira Sierakowskiego, który zastanawia się, dlaczego wszystkie kompromitujące PiS afery nie przekładają się na wynik wyborczy. Ja mam odpowiedź prostą bez rozszczepiania włosa na czworo: bo Ludowi Ciemnemu to pasuje, bo to jest Jego etos, bo Ciemny Lud tez tak by chciał i ma nadzieje, ze przestępcza władza ułatwi przestępstwa "swoim" obywatelom. Jest to miara totalnego zdemoralizowania tego społeczeństwa, dla określenia którego Homines sovietici to jak głaskanie po główce. Ten Ciemny Lud należy po prostu wyplenić z przestrzeni publicznej przez zmianą chemiczną Ale na to trzeba roboty na lata, a nie do jesieni.

Jeszcze raz "Mazowiecki" - nie gniewać się na lud. Albo dużymi literami N I E G N I E W A C S I E N A L U D. To że lud przedłożył wówczas Stana Tymińskiego nad Tadeusza Mazowieckiego było przecież spójne. "Lud" mógł założyć, że biznesmen będzie lepiej będzie potrafił rozwiązywać sprawy gospodarcze niż intelektualista. Z drugie strony intelektualista się nie pogniewał tylko spokojnie (siła spokoju) tłumaczył ludowi co bardziej złożone kwestie (i koniec końców Stan Tymiński pozostał epizodem). To pokolenie to po prostu robiło, każdy po swojemu. Można się spierać o Balcerowicza, ale Balcerowicz pojawiał się w mediach i tłumaczył swoje racje. Ich epigoni przestali to robić, co zaczęło się już jakoś w okolicach "Smoleńska", gdzie nie wpadli na to, żeby organizować cykliczne konferencje prasowe połączone z tłumaczeniem postępów w śledztwie. A Tusk "nie miał z kim robić reform" i tak dalej i tak dalej. Z drugiej strony "lud" niby "ciemny" przyszedł na wiec Gomółki (jak na ówczesne czasy poparł po prostu liberalizację), dał się przekonać Balcerowiczowi, odsunął od władzy w głosowaniu PZPR, dał dzisiejszej opozycji plus minus dwudziestoletni mandat do rządzenia. Że uważa Gierka ? Widać nie zawsze jest taki bogoojczyźniany skoro uważa "komunistę". A uważa bo po to jest ludem, żeby móc oczekiwać od tych którzy przyznają sobie prawo do przewodzenia mu. Lud niby ciemny i "Żyda" nie lubi, ale antysemitom z "Konfederacji" swojego głosu nie dał. Że dokona czasem nie takiego wyboru ? Nie w ludzie należy szukać przyczyn, tylko tym, że zbieranie lajków za własną doskonałość jest przywilejem nastolatków (a i to wynika z niepewnośći przy wchodzeniu w dorosłość), a nie tych którzy chcą przewodzić. Nie w ludzie zatem należy szukać przyczyn a w sobie, o ile ma się to czy inne poczucie, że jest się w stanie wskazać mu drogę. A lud tak kraje jak mu materii staje.

Jak nie w Ludzie szukać przyczyn, jak to Lud glosuje i decyduje? Lud i jego atrybucje są pierwotne wobec Jarosława Kaczyńskiego i jego taktyki zmierzającej do pozyskania Jego głosów w celu zagarniecia i utrzymania władzy:))) A opozycja może Ludowi nakukać. To sa dwa odrębne światy mentalne i moralne i wspólnego jezyka brak.

Dlatego trzeba ten wspólny język znaleźć. Nie pamiętam już które to były wybory i jakie. Ale jeszcze przed sukcesem wyborczym PiS-u. Na placu (w Warszawie) stali przedstawiciele PO i namawiali do oddania głosu na swoją partię. W ich otoczeniu kręciła się grupka starszych osób. Podszedłem i zapytałem się dlaczego miałbym na nich głosować. Usłyszałem że dlatego że zadbają o powstanie ścieżki rowerowej. Odpowiedziałem że i tak na nich głosuję, ale i że ścieżka rowerowa to trochę marny argument i - zważywszy że są otoczeni przez starsze osoby - może by się bardziej postarali (już na oko osoby w ich otoczeniu nie interesowała ścieżka rowerowa ale dostępność lekarza, ceny leków, stawki czynszów i wysokość emerytur). Na to mój rozmówca zaczął się do mnie łasić (akurat wsiadałem do taksówki w garniturze, a że miałem sprawy zawodowe do załatwienia, więc sprawiałem też pewnie "profesjonalne" bądź "zdecydowane" wrażenie), że on widzi że ja to nie z tych, że ja to - on widzi - nie byle kto, ale że inni to ludek prosty i nie można do nich o sprawach zbyt złożonych bo do niego mówić nie należy, bo - poza ścieżką rowerową jak zrozumiałem - przekraczają jego pojmowanie. Jeszcze więcej dowiedziałem się od rozdawców ulotek SLD. Na moje pytanie dlaczego miałbym głosować na SLD - dwóch łebków zbladło, spłoszyło się, odskoczyło na metr i wydukało że oni to tu tylko te ulotki rozdają i że na nich jest napisane dlaczego (napisane były w samej rzeczy jakieś ogólniki). I tak to "działa" ze strony opozycji. A przykład idzie z góry "nie mam z kim przegrać" czy "nie mam z kim robić reform" Donalda Tuska. Jak wspomniałem w innym poście na tym forum, wybrałem się na objazd okolic Warszawy przed wyborami. Nie znalazłem ani jednego plakatu wyborczego KE. Ani jednego ! Tymczasem ci nieliczni, którzy się poza Warszawę ruszyli wygrali z kontrkandydatami z PiS. To a propos języka. Wyborcy PiS jako odrębny świat mentalny i moralny ? Po pierwsze na pewno nie stanowią monolitu. Nie ma czegoś takiego jak "wyborca PiS", a jeśli jest - zdewociały, ksenofobiczny i na tyle nieogarnięty, że wierzący w to, że prezes ma coś takiego jak osobowość, to nie zmienia to faktu, że "prezes" najzwyczajniej zwrócił się do tych, do których dzisiejsza opozycja przestała się zwracać. Tylko tyle i aż tyle. Może popieranie go nie jest "moralne" ale za to ludzkie. Ludzi robią przecież głupie rzeczy, kiedy się zorientują, że ci na których polegali traktują ich przedmiotowo. A wybory są (wliczając samorządowe) po to co dwa lata, żeby mieć szansę zrobić to lepiej niż konkurencja. A pierwszym krokiem jest pewnie nie postrzeganie samych siebie jako "moralnych". Brak szacunku do wyborcy i obywatela, mówienie o mieszkańcach prowincji w liczbie trzeciej, o jakichś onych, których trzeba starać się zrozumieć tak samo jak biolog w puszczy tropikalnej stara się "zrozumieć" małpy nie świadczy o "moralności". Jak zauważył Konfucjusz: spotkasz mędrca, ucz się od niego, spotkasz głupca - sprawdź samego siebie.

aha: i cudów nie ma ! https://www.youtube.com/watch?v=8G4suW66mqw

było pierwsze ostrzeżenie dla elit, że my lekceważony przez was "ciemny lud" mamy kartkę wyborczą. Drugie ostrzeżenie to wygrana SLD w 1993, a teraz to już, boję się, bezwzględna czerwona kartka

Jeśli społeczeństwo jest totalnie zdemoralizowane, to jest to efektem działań i zaniechań demokratycznych rządów i wspierającej je inteligencji przynajmniej od 1989 r. Jednym z ich przejawów jest bezpłodne psioczenie na to, jaki to zepsuty jest Ciemny Lud. "Wyplenić z przestrzeni publicznej przez zmianę chemiczną" - czy jest w tym zdaniu cokolwiek poza wyparciem własnej nieudolności w przewodzeniu społeczeństwu i kształtowaniu go? "Robota na lata" - te lata inteligencja już miała i oto mamy efekt. Lekarzu, ulecz wpierw samego siebie...

Panie Greggu, przez całe zycie pracowałam jako tzw. upowszechniacz wiedzy historycznej, co, jak Pan wie dobrze, wiąże się z upowszechnianiem myslenia o swiecie, o dziejach, o człowieku, o kulturze. Robiłam wystawy, wygłaszałam referaty, pisałam artykuły i książki. Podobnie legion innych absolwentów studiów humanistycznych. I co? I nico. Dzis mam poczucie, ze przez całe zycie pracowałam w gwizdek. Tak, ma Pan rację. Wykazałam się totalną nieudolnością. Niemniej nie byłoby dobrze, gdyby nikt nie podjął dalszej roboty.

Pani Kalino, przecież nikt nie oczekiwał, że podniesie Pani to społeczeństwo w pojedynkę, więc i te słowa samokrytyki są tutaj niepotrzebne. Pisałem w Pani stronę przede wszystkim jako do przedstawicielki pewnego sposobu patrzenia na polską rzeczywistość polityczną, który uważam za błędny, i którego nie akceptuję, a nie ze względu na Pani osobiste dokonania życiowe.

Pozwolę sobie, Panie Greggu, zacytować prof. Hartmana z ostatniej "Polityki", który daje takie rady opozycji przed jesiennymi wyborami: "Z tym jeżdżeniem po wsiach przez całe lato to są głupstwa, proszę Koleżanek i Kolegów, głupstwa i dziecinada. Mizdrzenie się do gminnych parafian, zwanych ostatnio „osobami o niskim kapitale kulturowym”, to strata czasu i zwykła błazenada. Trzeba mieć swoją godność i charakter, a nie suszyć zęby byle gdzie, bez ładu i składu. Nigdy, ale to nigdy miastowy z PO nie będzie bardziej wiarygodny dla proboszczowych owieczek oraz „beneficjentów transferów socjalnych” (o, nowomowo!) niż burak czy ćwok – swojak, popierany przez proboszcza i mogący coś załatwić „dla ludzi”. Szukanie przez demokratów wyborców tam, gdzie ich nikt nie chce, razem z całą tą ich demokracją, praworządnością i Europą, jest jak puszczanie Bacha w remizie strażackiej w oczekiwaniu na przyjazd ukochanego zespołu disco polo. Nie można mieć wszystkiego!"

Co czyni Panią sympatyczną :) Jakoś nigdy nie załapałem "Siłaczki", po prostu była zbyt dydaktyczna (jak chyba cała nasza tradycja "inteligencji idącej w lud", coś jakby misjonarze udający się do mieszkańców Bantustanu. Coś nieszczerego w tym było tj. stawianie się ponad pouczanym i nieoświeconym, nieprzyznawanie mu tego samego potencjału jaki ma się samemu). Tymczasem szacunek jest w sprzeczności z pogardą, ale tak samo z fraternizacją (ta też jest fałszem). W tym powiedzenie co się o tym czy owym myśli jest jak najbardziej zdrowe i w porządku (może tylko chemicznych porównań nie używać, bo zbyt szybko przywodzą na myśl flagowy produkt koncernu IG Farben jako metody na rozwiązywanie konfliktów społecznych). I właśnie ono potrafi pewnie szybciej przemówić niż wykład. W końcu człowiek to emocjonalne stworzenie. Niemniej tak trzymać ! Rozrzucajmy kawior pośród ludu, żeby się motłoch pośliznął :)))

Celnie

Cenię bardzo Jana Hartmana za jego bezkompromisowość w opisie polskiej rzeczywistości. I zgadzam się ze stwierdzeniem, że jeżdżenie dziś na przysłowiową wieś to głupstwo i dziecinada. Ale wychodzę od innych przesłanek niż inteligenckie poczucie wyższości. Głupstwem i dziecinadą, nie licującą z poczuciem własnej wartości jest odkrywanie w sobie nagle "chłopomanii" w sytuacji gdy przez całe dekady polską prowincję z jej potrzebami się odpuszczało i ignorowało. Kto w ten nowo odkryty szacunek "miastowego z PO" dla prowincji uwierzy? Jeszcze większym głupstwem i dziecinadą jest przyjeżdżanie na prowincję w czerwcu i lipcu z programem, który powstanie w... sierpniu. I w imieniu koalicjantów, którymi będą... nie wiadomo w sumie, kto.

bo Pan jeszcze wykraczesz!

Na nic krakanie...Jesień mamy do tyłu

A zrobić co da się zrobić : iść na wybory i namawiać kogo się da do tego samego. Pozwolę sobie na komentarz na marginesie tematu. Teraz bokiem wychodzi nam zaniedbanie sfery edukacji obywatelskiej, dzięki kt. suweren szybko by przejrzał zagrywki rządzących. Większości opozycji, w czasach kiedy rządzili było to co najwyżej obojętne, jakich obywateli mamy. Wygodnie było nie edukować ich zanadto, aby nie drążyli kwestii publicznych zanadto. Ba, nawet prowadzono obcinanie zajęć niektórych, moim zdaniem, istotnych przedmiotów a przedmioty stymulujące wyobraźnię, myślenie abstrakcyjne i pozaszablonowe rozwiązania po prostu wyrugowano. Mamy teraz suwerena jakiego mamy.

Dokładnie TAK!!!

A zrobić co da się zrobić : iść na wybory i namawiać kogo się da do tego samego. Pozwolę sobie na komentarz na marginesie tematu. Teraz bokiem wychodzi nam zaniedbanie sfery edukacji obywatelskiej, dzięki kt. suweren szybko by przejrzał zagrywki rządzących. Większości opozycji, w czasach kiedy rządzili było to co najwyżej obojętne, jakich obywateli mamy. Wygodnie było nie edukować ich zanadto, aby nie drążyli kwestii publicznych zanadto. Ba, nawet prowadzono obcinanie zajęć niektórych, moim zdaniem, istotnych przedmiotów a przedmioty stymulujące wyobraźnię, myślenie abstrakcyjne i pozaszablonowe rozwiązania po prostu wyrugowano. Mamy teraz suwerena jakiego mamy.

zaplącze się we własne nogi. Oni tylko udawali głupków. Niestety wielu z drugiej strony nie udawało, nie musieli.

Jest coś bardzo dziwnego, bardzo podejrzanego w tym co się stało z wynikami Konfederacji. Zadam logiczne pytanie, głosowanie na kogo bardziej uchodzi za wstydliwe? Na PiS czy Konfederację? Wyniki exit poll mówią, że Konfederacja ma prawie 7%, potem okazuje się, że ma jakieś 4%. PiS wpierw ma 42% potem ma 45%. W przybliżeniu wygląda to tak jakby około 3% populacji oszukało ankieterów, zadeklarowali Konfederację, a jednak oddali głos na PiS. Oczywiście to tak w uproszczeniu. Statystyka, sondaże, nie są w 100% pewne, niemniej pewien niepokój pozostaje, nie chodzi o to, że jakaś tam Konfederacja gdzieś tam się nie dostała, to nawet i lepiej. Niepokój jest innego rodzaju. Czy aby nie było w tym celowej manipulacji? "Nagięcia" zasad. O Konfederację nikt się nie upomni, ale dziś oni, jutro ktokolwiek inny. Nie od dziś wiadomo, że prezes PiS dba o to by na "prawo" od nich nic znaczącego nie powstało, a to co się stało było nadzwyczaj dogodnym "zbiegiem okoliczności". Nie sądzę by Konfederacja po tym wstrząsie w którym już sobie prawie gratulowali jakiejś tam wygranej, a tu sromotna porażka, byli w stanie przetrwać biorąc pod uwagę jak bardzo egzotyczny sojusz stanowili.

To zostało dość przekonywająco wyjaśnione. Tegoroczny sondaż różnił się od dotychczasowych tym, że wyjątkowo wiele osób odmawiało ankieterom. Sondaż nie mógł uwzględnić ich preferencji, które wszakże przełożyły się na oddane głosy. Wygląda na to, że non-respondentami byli głównie zwolennicy PiS, przez co ta partia była w sondażach niedoszacowana. Różne głąby potem komentowały, że wyborcy PiS wstydzą się swoich wyborów, co pewnie poprawia samopoczucie przegranym, ale dla własnego dobra nie powinni przywiązywać się do tej myśli. Skąd to się zatem bierze? Po pierwsze, widać tu ogólny trend ewolucji postaw społecznych. Ludzie są dziś bardziej świadomi, że informacja o nich to cenny towar, a rzeczy cennych nie należy rozdawać byle komu, w dodatku za friko. Kiedy pytają mnie w kasie o kod pocztowy (zdarza się jeszcze w sklepach ogrodniczych i budowlanych) podaję niezgodnie z prawdą 00-950. Alternatywnie mógłbym odmawiać, ale to zabiera więcej czasu i potencjalnie naraża mnie na pytanie, czemu właściwie nie. Czy to znaczy, że wstydzę się miejsca swojego zamieszkania? Nie, po prostu nie widzę powodu, żeby sklep musiał to wiedzieć. Z sondażami jest nawet gorzej. O ile mogę sobie wyobrazić, że sklep zbiera takie informacje w niewinnym celu, np. lepszego planowania rozdawnictwa ulotek, to sondaże z natury nie są niewinne jako narzędzia manipulacji. Czy ktoś tu może wierzy, że publikuje się ich wyniki bez intencji wpływania na opinię? ;) Co oznacza, że, po drugie, większa niechęć wyborcy PiS do sondaży jest pochodną jego niechęci do tych, którzy te sondaże przeważnie zlecają. I ci rzeczywiście najbardziej się pomylili. Po trzecie, niezależnie od powyższego zaobserwowano, że deklarowana w sondażach frekwencja była znacząco wyższa od rzeczywistej akurat tam, gdzie w wyborach wygrywała KE. Co to znaczy? Może tylko tyle, że beztroska lub lenistwo przejawiające się w niepójściu na wybory MIMO deklarowania preferencji politycznych są skorelowane z sympatią właśnie do KE? A może ci ludzie od początku nie mieli zamiaru głosować, a uroczej ankieterce powiedzieli, że zagłosują na KE, bo im się wydało, że pani ankieterka właśnie to chciałaby usłyszeć? Na koniec o wyniku Konfederacji, z której trochę mi szkoda tylko Kukiza, wciąż moim zdaniem nie pasującego do psychopaty Brauna i już nieśmiesznego błazna Korwina. Ci mieli w sondażach większe wzięcie u ludzi bardzo młodych, którzy lubią wypowiadać się radykalnie i "kontrowersyjnie", ale na wybory albo w końcu nie idą, albo głosują bardziej konserwatywnie; często po prostu tak, jak ich rodzice. Powtórzę na koniec, że społeczeństwo dojrzewa i z opóźnieniem wprawdzie, ale dostosowuje zachowania do nowych okoliczności. W pierwszych wolnych wyborach udało się wprowadzić do Sejmu 16 posłów partii, której hasłem i zarazem jedynym programem było "My się Żywcem Okocim!". Już w drugich było to nie do pomyślenia. Kto wie, czy tych paru kabareciarzy w stylu Jażdżewskiego, których dobrała sobie KE, nie przyczyniło się do jej relatywnie niskiego wyniku.

Wynik exit poll to nie zwykły sondaż, to sondaż wśród tych którzy już przyszli na wybory, no i zwolennicy PiS zaczynają być już dumni ze swojej partii, to już partia władzy, to raczej właśnie do Konfederacji jest "większy wstyd" się przyznać.

Krótka piłka. Każdy komitet miał prawo do wystawienia swoich członków komisji wyborczych i mężów zaufania. Wszyscy oni podpisywali się lub mogli się podpisać pod protokołami wyborczymi. Ktoś ma jakieś wątpliwości? Proszę bardzo, można skontrolować podpisane protokoły i zsumować głosy na nich zapisane, a wpierw jeszcze skontaktować się ze swoimi ludźmi, którzy podpisy składali, czy aby na pewno to, co pokazano na stronie PKW, odpowiada ilości głosów z ich komisji. Tak się to powinno robić, a nie po pisowsku (2014 r.) tworzyć "niepokojące" insynuacje. I nie mówię tego przeciw owej całej "Konfederacji"; za nią (a właściwie za jej wyborcami) się akurat wstawiłem pod artykułem Pawła Bravo. Bo nie ma co szukać kantów przy liczeniu głosów, kiedy największy szwindel polega na de facto wyrzuceniu do kosza setek tysięcy policzonych już głosów wyborców.

Manipulacji mógł podlegać nie tylko sam wynik wyborów ale raczej sondaż exit poll, po co? Dla pełniejszego zdruzgotania wrogów i zasiania w ich szeregach konfliktu.

Przed wyborami w 2015 zapytałem się tzw. "zwykłego człowieka" ("zwykłe" było w nim to, że pracował przy kasie w sklepie w okolicach, na kogo będzie głosował. Odpowiedział (tj. odpowiedziała, bo to była ona), że teraz na nikogo, czy teraz już nie wie, a wcześniej na Kaczyńskiego. Spytałem się dlaczego ? Odpowiedziała, że Tusk jest daje poczuć że jest lepszy, a Kaczyński "robi coś dla ludzi". Bingo że tak powiem, tj. "robi coś dla ludzi", ale taka znów pewna czy coś robi to nie jestem. Ale na Tuska nie mam co liczyć, bo się ze mną nie liczy. I tak to właśnie odbiera "ciemny lud". Jeśli kandydat na prezydenta na skargę dot. małych zarobków daje radę "żeby zmienić pracę i wziąć kredyt" to mówi jednocześnie "tak właściwie to jestem niepotrzebny". A wystarczyłoby choćby odpowiedzieć, że pana zarobki wzrosną, bo i pan załapie się na wzrost gospodarczy, którego moja prezydentura jest gwarantem. "Ciemny lud" około 20 lat popierał dzisiejszą opozycję. Ta zaś przestała go szanować. I ciągle nie potrafi się tego szacunku nauczyć. I cudem nad Wisłą jest to, że opozycja plus Biedroń ciągle było nie było równoważą PiS. A "wybory wygra" ten czy ta, kto pierszy ten szacunek wykaże. I może też z pojeciem "oświecania" dobrze byłoby się pożegnać. To zakłada bowiem, że "lud" jest mniej pojętny niż on sam/ona sama. Może lud jest bardziej sfrustrowany, przestraszony, mniej łapie te czy inne nowinki obyczajowe, ale jak się z nim porozmawia jak równy z równym to "posłucha". ps: Kaczyński królem ? Jak najbardziej - takim jednookim wśród ślepców.

Aha: przed wyborami zrobiłem mały rekonesans na prowincji. Jeszcze nie daleko od Warszawy. Nie znalazłem ani jednego plakatu wyborczego opozycji. Rozumiem, że wyszła z założenia, że należy na nią głosować, bo jest taka świetna i cywilizowana co rozumie się przecież samo przez się. Z perspektywy doceniam reakcję Tadeusza Mazowieckiego, który po przegranej ze Stanem Tymińskim "nie pogniewał się na naród". Na szczęście miewamy takich ludzi jak on. Na nieszczęście wielu ludzi, którzy się z nim identyfikują pozostają na bucowatości i pretensji. A przecież ci, którym chciało się ruszyć swobodnie pokonali kontrkandydatów z PiS.

jak po burej suce, ostro pracują na rzecz zdobycia przez PiS większości konstytucyjnej. Zresztą podejrzewam, że m.in. są i trolle PiSowskie propagujący taki przekaz. Co nie znaczy, że należy się do "ciemnego ludu" mizdrzyć. Nie jest on taki ciemny, żeby nie wyczuwać fałszywego przekazu. Wiadomo, że dziecko można wychowywać słowem, mówiąc ex cathedra co jest dobre, a co złe tak do 5-7 roku życia. Im starsze dziecko tym mniej do niego słowa docierają, a liczy się przykład. Pani, która weszła do PE z list KE, z 10 miejsca, na Podkarpaciu w wywiadzie powiedziała m.in., że wprawdzie ona ciężko pracowała przez 3 miesiące kampanii i ponosiła duże koszty, ale to by nic nie dało jakby przez wiele lat nie pracowała na tym terenie dla społeczeństwa czyniąc wiele dobrego dla ludzi. Kampania polegała na przypomnieniu ludziom co ona przez lata dla tego terenu zrobiła dobrego. Można wiele zarzucić rządom PO-PSL, ale zupełnie nie ma przekazu co robili dobrego, a było tego niemało. Zupełnie niezrozumiałe jest to kapitulanctwo PO. Słuchałem wywiadu z politykiem Po, w którym Pani redaktor spytała dlaczego PO-PSL w czasie rządów nic nie zrobiła na rzecz poprawy sytuacji materialnej rodzin i gostek zaczął się tłumaczyć, że kryzys, że najpierw wzrost PKB, a przecież mimo kryzysu, rządy PO-PSL robiły wiele dla rodzin, może więcej niż 500+. Jak nie chcą wygrać to na pewno nie wygrają.

Ja to rozumiem jako pewien cykl, właściwy zresztą nie tylko dla Polski, a dla każdego kraju, który wyrwał się z tej czy innej tyranii. W ludzie dojrzewa bunt i lud daje swój mandat tym, którzy przyznają mu podmiotowość. Jest to jednak mała grupa zapaleńców. Później po przejęciu władzy okazuje się że co prawda wprowadzone zostały podług ich wskazówek konstytucyjne reguły, ale to jeszcze długo nie oznacza, że te reguły zostaną pojęte i bezproblemowo zaadoptowane przez społeczeństwo, które przecież przez Bóg wie ile pokoleń żyło w tyranii i nabrało odpowiednich nawyków. Nie zawsze też ci którzy te zmiany wprowadzili sami potrafią je zaadoptować. Wreszcie pojawia się rodzaj "czkawki" czyli ci, którzy chcą żeby zostało po staremu, bo nie chcą przejąć odpowiedzialności czy mogą budować na tym tę czy inną karierę polityczną. Tymczasem wypełnienie konstytucyjnej formy konstytucyją treścią to kolejny etap, może nawet trudniejszy niż pozbycie się tyrana. Dobra wiadomość jest taka, że historia z pisem nie jest niczym wyjątkowym tj. każda demokracja przez to przeszła w ten czy inny sposób. Po pierwszym etapie czyli "zburzeniu bastylii" i wprowadzeniu tej czy innej wolnościowej formy nastąpiło coś w rodzaju próby powrotu do "starych - feudalnych - porządków" - w Szwajcarii skończyło się to wieluletnią wojną domową, w USA wojną secesyjną, we Francji oświecony Napoleon koronował się na feudalnego cesarza, nie mówiąc o tym jak skończyła swój żywot republika weimarska w Niemczech. Także przerabiamy teraz nic innego, czego inni już by nie przerobili, pytanie jak damy sobie z tym radę. Dla mnie ciekawe jest PSL. Właśnie taki symbol starego w nowych szatach (ok. nie mamy jednej partii ale wiele partii, z tymże członkowie tych partii zachowują się często jakby byli w tej starej jedynej) - z wodzem, z lokalnymi zależnościami i pracą dla rodziny. Ale i oni pierwsi publicznie przyznali że to patologie. PO natomiast w pewnym momencie straciło po prostu kontakt z obywatelami. Pojmowali się pewnie jako - nie przepadam za tym słowem - depozytariusze i kontynuatorzy tego czym była Solidarność i ruchy wolnościowe w PRL, więc ich mandat do rządzenia rozumiał się sam przez się. Dlaczego mają się chwalić ? Przecież wszyscy powinni to widzieć. Przecież wszystcy widzą czym jest PiS, przecież to nie może być konkurencja. No tak to nie działa, stąd potrzebny był zimny prysznic. Z drugiej strony jakiejś konkurencji z prawdziwego zdarzenia, która by ich wybudziła z letargu, faktycznie nie mieli.

A myślę, że piłka jest teraz bardziej po stronie obywateli albo na niższych poziomach (te mogą ze swojej strony forsować zmiany w dużych partiach, bo te "będą z kim miały robić reformy"). I tak podoba mi się ten myk w Gdańsku z wartą w tradycyjnych strojach w Gdańsku, która reprezentuje samorząd miasta. Jeśli kupa ludzi przebiera się za rycerzy czy powstańców to wykorzystajmy to, tylko pokażmy co za tym stoi poza uczestnictwem w balu przebierańców. Wśród partii póki co PSL górą - Kosinak-Kamysz zrobił oczywistą oczywistość - pis odwołuje się do Polski i narodu ? Zróbmy to samo. Zadanie to oczywiście umiejętność udźwignięcia obu pojęć ,)

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]